Francuski pocałunek od A do Z

Ta namiętna forma czułości cieszy się dużą popularnością, nie tylko zresztą wśród ludzi, bo podobno z języczkiem całują się nawet szympansy.
Francuski pocałunek od A do Z
Fot. Unsplash
18.09.2017

Wikipedia definuje go następująco: „Namiętna i erotyczna odmiana pocałunku, w czasie wykonywania którego języki obojga partnerów dotykają się nawzajem i wchodzą w kontakt z wewnętrzną częścią ust partnera. W odróżnieniu od zwyczajnego pocałunku, który często nie ma żadnych konotacji seksualnych, pocałunek francuski z reguły jest wykonywany tylko przez osoby blisko i zazwyczaj romantycznie ze sobą związane, często stanowi element gry wstępnej przed stosunkiem płciowym oraz może być wykonywany w trakcie samego stosunku”.

Czy ta definicja wyczerpuje temat? Skądże, pocałunek jest zagadnieniem znacznie bardziej skomplikowanym, zresztą od wieków fascynującym człowieka. Grecki filozof Sokrates ostrzegał, że może on zawrócić w głowie niczym ukąszenie tarantuli, zdaniem jego nie mniej słynnego ucznia Platona partnerzy poprzez całowanie łączą się w jedną postać, którą byli zanim rozgniewany Zeus doprowadził do podziału na kobietę i mężczyznę. Autorzy „Kamasutry” uważali, że pocałunek jest przejawem zetknięcia dwóch dusz i wyróżniali blisko 30 tysięcy rodzajów tej formy czułości.

Zobacz także: Historia Maćka: „Moja dziewczyna jest nikim”

Całowanie z równoczesnym dotykiem języków zawsze budziło szczególne emocje. Już na przełomie XV i XVI wieku Kościół stanowczo potępiał tego typu praktyki, uznawane za grzeszne i bezwstydne. Co ciekawe, wtedy dotyczyło to głównie lubujących się w nich mieszkańców Florencji, stąd pocałunek nazywano początkowo „florenckim”. Dopiero w XIX wieku „zawłaszczyli” go Francuzi.

Dziś nikt nie zabrania całowania się z języczkiem, choć w niektórych zakątkach świata trzeba zachować ostrożność. Na przykład w Holandii za próbę wymuszenia pocałunku francuskiego można zostać oskarżoną o usiłowanie… gwałtu. Przynajmniej tak głosi tamtejsze prawo, raczej niezbyt skrupulatnie przestrzegane, skoro kraj tulipanów uchodzi za wyjątkowo liberalny w kwestiach obyczajowych.

Bez względu na miejsce zamieszkania, ludzie generalnie lubią się całować. I trudno się dziwić, bo – jak dowiodły badania naukowe – gdy wargi partnerów przylegają do siebie, w ich mózgach uaktywniają się ośrodki odpowiedzialne za emocje, a zmysły zostają wyostrzone. Rusza produkcja neuropeptydów (aktywizują komórki zwalczające infekcje bakteryjne) oraz serotoniny i endorfin, nieprzypadkowo nazywanych hormonami szczęścia. To dlatego pocałunki bywają bardzo skutecznym remedium na stres, zdenerwowanie czy stany depresyjne.

francuski pocałunek

Fot. Unsplash

To nie koniec zalet tej formy czułości. Podczas całowania nasz organizm wydziela naturalną amfetaminę PEA, która daje potężnego „kopa”, m.in. przyspieszając pracę mózgu. Rośnie także ciśnienie krwi, co świetnie wpływa na kondycję naszej skóry – nabiera żywszej barwy i uelastycznia się, dzięki czemu zapobiegamy zmarszczkom.

Pocałunek, zwłaszcza francuski to również świetny trening mięśni twarzy – pracuje ich wówczas aż dwanaście, przy okazji powodując szybsze spalanie kalorii, w zależności od czasu trwania czułości możemy stracić nawet 30-40 kcal. To i tak niewiele w porównaniu do wyczynu rekordzistów świata, którzy całowali się z języczkiem przez 30 godzin, 59 minut i 21 sekund. Każdy z partnerów spalił wówczas ponad 7 tys. kcal!

Pocałunek francuski może być ciekawym urozmaiceniem zabaw w sypialni, wiele par zaczyna od niego grę wstępną, inne korzystają z języków także w czasie stosunku seksualnego. Niektóre kobiety przyznają, że w ten sposób potrafią osiągnąć orgazm nawet bez dodatkowej stymulacji narządów płciowych.

Jednak francuski pocałunek niesie ze sobą również ryzyko problemów zdrowotnych. Podczas namiętnych całusów następuje też wymiana śliny, a co za tym idzie licznych drobnoustrojów – szwedzcy naukowcy obliczyli, że może być ich nawet 40 tysięcy!

Efekt? Zwiększone niebezpieczeństwo zarażenia się różnymi chorobami, zwłaszcza przenoszonymi drogą kropelkową. Najczęściej jest to przeziębienie lub grypa, ale powszechnym schorzeniem atakującym zwłaszcza młodych ludzi, którzy nie stronią od okazywania sobie czułości, bywa również mononukleoza, nieprzypadkowo nazywana „chorobą pocałunków”. Objawia się bólami gardła i głowy, osłabieniem, gorączką, a także powiększeniem i bólem węzłów chłonnych.

francuski pocałunek

Fot. Unsplash

Dolegliwości zazwyczaj szybko ustępują, ale nieleczona mononukleoza może doprowadzić do poważnych powikłań, na przykład grożącego śmiercią pęknięcia śledziony. Choroba potrafi też przekształcić się w zespół chronicznego zmęczenia, który skutecznie uprzykrza życie.

To niestety nie koniec schorzeń, do których może doprowadzić francuski pocałunek. Na liście są jeszcze m.in.: opryszczka, grzybica jamy ustnej, żółtaczka typu B, kiła czy bakteryjne zapalenie opon mózgowych (zagrażające zwłaszcza kobietom, które całują z języczkiem wielu mężczyzn). Na taką formę czułości powinny uważać osoby cierpiące na alergię, o czym przekonuje historia nastoletniej Kanadyjki, uczulonej na orzeszki ziemne, zmarłej po wymianie pocałunków z chłopakiem, który kilka godzin wcześniej zjadł kanapkę z masłem orzechowym.

Jeśli boimy się konsekwencji zdrowotnych lub nie mamy partnera, którego chciałybyśmy obdarzyć taką czułością, możemy spróbować francuskiego pocałunku w… kieliszku. Tak bowiem nazywa się drink z zielonej herbaty, wódki i likieru pomarańczowego.

RAF

Komentarze

Ocena: 5 / 5

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo