Wyprzedaż rozwodowa, czyli jak upolować luksusową torebkę przy okazji rozpadu związku?

Amerykanki oszalały na punkcie nowego trendu – rozwódki pozbywają się swoich markowych ubrań, a kobiety kupują je od nich w rozsądnych cenach.
Wyprzedaż rozwodowa, czyli jak upolować luksusową torebkę przy okazji rozpadu związku?
02.06.2013

Rozwodów przybywa ostatnio lawinowo. Z analiz Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w Polsce od 40 lat liczba rozwodów cały czas wzrasta i raczej nic nie wskazuje na to, aby ta smutna tendencja miała się zmienić. W Europie najczęściej rozwodzą się mieszkańcy Belgii, Bułgarii, Czech, Danii i Niemiec. Na potęgę rozstają się także Amerykanie. I to właśnie tam powstał nowy rozwodowy trend, na punkcie którego obywatelki Stanów Zjednoczonych dosłownie oszalały.

Torebka od rozwódki

O co to całe zamieszanie? O tzw. divorcée sales (wyprzedaże rozwódki), które wymyśliła Jill Alexander, stylistka i projektantka z 15-letnim doświadczeniem, w przeszłości pracująca m.in. dla domu mody Dolce & Gabbana. Do zorganizowania wyprzedaży rozwodowych Jill zainspirowały kobiety, które kończyły swoje małżeństwa, chciały pozbyć się bagażu i rozpocząć życie na nowo. „Już sam fakt wyczyszczenia garderoby ze starych rzeczy i tym samym pozbycie się wspomnień to dla tych kobiet akt terapeutyczno-oczyszczający” – przekonuje organizatorka divorcée sales. Jill była pewna, że pomysł wypali, ponieważ – jak tłumaczy – rozwody są dzisiaj powszechne, a ludzie, którzy się rozstają, chcą pozbyć się starych rzeczy.

W czasie wyprzedaży rozwiedzione kobiety wystawiają na sprzedaż przede wszystkim swoje ubrania, buty i dodatki. Spotkania odbywają się najczęściej w ekskluzywnych butikach, hotelach albo salach balowych. Rozwódki w ten sposób zrywają z przeszłością i mogą liczyć na dodatkowy zastrzyk gotówki, zazwyczaj bardzo potrzebny w takiej sytuacji, a korzystające z wyprzedaży kobiety mogą upolować ubrania w dobrych cenach. Szczególnie że, jak podkreśla Jill Alexander, większość jej klientek to zamożne kobiety, mające w szafie sporo markowych ubrań. Co istotne, część zysków pochodzących z wyprzedaży rozwodowych zasila konto organizacji charytatywnych. Prowizję od sprzedaży otrzymuje również Jill Alexander.

Przyjemne z pożytecznym

Ale divorcée sales to nie tylko wyprzedaż i dzielenie zysków. Zdaniem organizatorki cały proces sprzedaży ubrań jest jak terapia. Dlatego Jill Alexander poświęca sporo czasu swoim klientkom – przychodzi do ich domu i dużo z nimi rozmawia. Nie kryje, że często są to spotkania bardzo emocjonalne. A potem razem docierają w umówione miejsce i zaczyna się wielka wyprzedaż. Na przykład, jak wyznała Jill tygodnikowi „The Observer”, podczas jednej z ostatnich imprez można było upolować ubrania od Diora, Prady czy Louisa Vuittona. Według Jill Alexander takie imprezy mają jeszcze tę zaletę, że kobiety, które w nich uczestniczą, po prostu świetnie się bawią, co ma niebagatelne znaczenie w przypadku rozwódek.

Na razie wyprzedaże rozwodowe odbywają się głównie w Los Angeles, ale wkrótce będą miały miejsce także w Nowym Jorku. Jill Alexander ma nadzieje, że w organizowanych przez nią imprezach udział będą brały także celebrytki. „Niewykluczone, że gwiazdy, które dbają o wizerunek, nie chcą afiszować się ze swoim rozwodem albo wolą załatwić wszystko na własną rękę” – uważa pomysłodawczyni wyprzedaży rozwodowych. Przykładowo, gdy aktorka Ellen Barkin rozwiodła się z milionerem Ronem Perelmanem, wystawiła na sprzedaż biżuterię wartą 20 mln dolarów.

Jedną z klientek Jill Alexander, którą zacytował „The Observer”, była Julie Spira. Alexander przyszła do jej domu i pomogła Julie opróżnić szafę. „ To było jak scena z >Seksu w wielkim mieście<, kiedy Carrie i jej przyjaciółki wspólnie zastanawiały się, co główna bohaterka powinna zatrzymać, po tym, jak znowu zbliżyła się do Biga” – napisała Spira na swoim blogu. I dodała, że w wyprzedażach rozwodowych najlepszy jest fakt, że część pieniędzy trafia do potrzebujących. „Zgadzam się z Jill, że to sytuacja wygrana dla wszystkich. My pozbywamy się naszej przeszłości, kobiety kupują świetne ubrania w dobrych cenach i do tego wspieramy jeszcze organizacje charytatywne” – stwierdziła Julie Spira.

„Trudno mi to oceniać, ale ostatnio moja koleżanka się rozwiodła zaledwie po dwóch latach małżeństwa i bardzo to przeżyła. Dopiero gdy pozbyła się wszystkich pamiątek po mężu, zmieniła fryzurę i kupiła nowe ubrania, stanęła na nogi, więc może pomysł z rozwodowymi wyprzedażami wcale nie jest taki zły? Ciężko to oceniać z naszej perspektywy, ale jeśli taka impreza mogłaby pomóc rozwodzącej się kobiecie, to jestem za” – mówi 28-letnia Dorota.

„Czytałam już gdzieś o tych wyprzedażach rozwodowych, słyszałam też o imprezach organizowanych z okazji rozwodu. Podoba mi się to, że część pieniędzy przekazują na cele charytatywne. Być może jest to jakaś myśl, ale nie sądzę, żeby zdało to egzamin w naszym kraju. Bo kto oprócz celebrytek nosi ubrania od znanych projektantów? A imprezy typu szafa party polegają zazwyczaj na bezgotówkowej wymianie ubrań, więc to się bardziej opłaca. Ale skoro kobietom po rozwodzie to pomaga, to świetnie” – przyznaje 23-letnia Karolina.

Ewa Podsiadły-Natorska

Przyjmie się w Polsce?

Jill Alexander jest przekonana, że imprezy, które organizuje, mogłyby stać się szalenie popularne także w wielu innych krajach. „To jest naprawdę oczyszczające doświadczenie. Pozbywasz się starych ubrań i czujesz się wolna” – zapewnia. Czy wyprzedaże rozwodowe przyjmą się w Polsce? Na razie trend w naszym kraju jest nieznany, ale zapytałyśmy kilka kobiet, co o nim myślą. Oto, co nam powiedziały.

„Jakoś nie mieści mi się to w głowie. Rozwód to traumatyczne przeżycie i nie sądzę, żeby jakakolwiek kobieta miała wtedy ochotę na zajmowanie się swoimi ciuchami. Poza tym radość ze sprzedaży ubrań, o ile taka w ogóle jest realna, na pewno nie trwa długo. To tak, jakbyśmy na siłę chciały udawać, że wszystko jest w porządku. Nie wydaje mi się, żeby w Polsce się to przyjęło” – uważa 25-letnia Marta.

Komentarze (6)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 02.06.2013 21:20
"Pozbywasz się starych ubrań..." nie bez powodu w Polsce jest tyle lumpeksów, coraz mniej osób stać na nowe ciuchy, co dopiero mówić o oddaniu całej szafy ot tak dla kaprysu
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 02.06.2013 16:08
Spadaj na Pudelka.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 02.06.2013 13:16
w Polsce po rozwodzie nie ma czego dzielić, można zrobić wyprzedaż skarpet :P
zobacz odpowiedzi (1)
Anonim (Ocena: 5) 02.06.2013 11:33
w USA moze mają firmowe torebki, w Polsce wątpie...
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 02.06.2013 02:22
wszystko fajnie pieknie tylko ze to w usa...
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo