Czy warto kupować w sklepie Ani Lewandowskiej?

Żona najlepszego polskiego piłkarza wciąż wywołuje skrajne emocje. Nic dziwnego, że także sygnowane przez nią produkty mają swoje wielkie fanki i zagorzałe przeciwniczki.
Czy warto kupować w sklepie Ani Lewandowskiej?
Fot. Instagram.com (https://www.instagram.com/annalewandowskahpba/)
12.11.2017

Przez długi czas Anna Lewandowska realizowała się głównie poprzez bloga Healthy Plan by Ann, gdzie zachęcała do zdrowego stylu życia, a zwłaszcza odżywiania. W 2016 roku postanowiła jednak pójść o krok dalej i stworzyła markę Foods by Ann. „Jej celem jest wskazanie właściwych nawyków żywieniowych oraz pokazanie, że produkt zdrowy nie musi się kojarzyć z wyrzeczeniem. Ponadto produkt sygnowany moim nazwiskiem jest synonimem najwyższej jakości” – przekonywała.

Równolegle Lewandowska uruchomiła sklep internetowy, w którym można kupić oleje, suplementy diety, kasze, musli, przysmaki zaliczane do „superfoods” (czyli żywność o bogatych wartościach odżywczych, mającą korzystny wpływ na organizm, np. ekologiczne kakao, acerolę, cukier kokosowy, spirulinę czy jagody goji i acai), tak zwane lio shakes (liofilizowane owoce i warzywa w proszku posiadające wielokrotnie większą zawartość witamin i minerałów niż ich świeże odpowiedniki) oraz rozmaite akcesoria: torby, termosy, lunch boxy, formy na ciasta czy... koszule do karmienia.

Zobacz także: Anna Lewandowska w butach, których wszyscy jej zazdroszczą. Kosztują prawie tysiąc złotych!

Żona słynnego piłkarza zapewnia, że surowce, z których powstają jej produkty pochodzą ze sprawdzonych źródeł, są naturalne i zdrowe. Nie ma w nich chemicznych wspomagaczy i dodanych cukrów. Nie zawierają glutenu ani laktozy, dzięki czemu są bezpieczne dla alergików.

Kolekcja Lewandowskiej cieszy się dużym zainteresowaniem, ale również budzi skrajne emocje, podobnie jak sama celebrytka. Najwięcej kontrowersji wywołują ceny w jej sklepie. „Ile Lewandowska życzy sobie za swoje produkty? Najtańsze są rękawice kuchenne za 39 zł, najwięcej, bo aż 129 zł zapłacimy za deskę do krojenia, lub fartuszek z zagrzewającym do walki o lepszą formę nadrukiem. Oprócz tego są na przykład specjalny słoiki z uszkiem za 69 zł, czy pudełko na drugie śniadanie za 95 zł. Ceny nie są oszałamiające, ani wygórowane, ale za takie same produkty bez logo Anny Lewandowskiej w popularnych sieciach supermarketów zapłacimy nawet do trzech razy mniej. Kto więc kupuje produkty żony Lewego? Na pewno wierni fani lub ci, których na to stać. Kupilibyście coś od Ani?” – pyta prowokacyjnie „Super Express”.

Wiktoria ze Słupska na pewno nie zamierza robić zakupów u Anny Lewandowskiej. „Trzeba być chyba niespełna rozumu, żeby przepłacać za artykuły, które gdzie indziej można kupić znacznie taniej, tyle, że bez logo, ale kogo ono tak naprawdę obchodzi, szczególnie, gdy znajduje się na fartuchu kuchennym za 130 złotych? Poza tym tam wszystko jest w kolorze czarnym, a ja go nie znoszę, kuchnia powinna być kolorowa” – twierdzi Wiktoria. „Nie lubię, jak celebryci nabijają nas w butelkę, nienawidzę reklam z udziałem gwiazd i nigdy, przenigdy nie kupię nic, co polecają czy reklamują, bo robią to tylko dla kasy” – dodaje.

„Jak ktoś ma tyle pieniędzy, co Lewandowscy, to może sobie pozwolić na przepłacania za ekożywność. Mnie na to nie stać, bo mam na utrzymaniu troje dzieci i gdybym chciała im kupować jako zdrową przekąskę batony za 6-7 złotych, to w połowie miesiąca musiałabym chyba starać się o chwilówkę” – mówi z kolei Bożena z Radomia.

Tymczasem Magda z Malborka nie rozumie zarzutów pod adresem Lewandowskiej. „Przecież w naszym kraju nie wprowadzono chyba obowiązku kupowania produktów z logo Foods by Ann. Kto chce jeść tanie świństwo, niech truje organizm. Ja wolę zapłacić trochę drożej, ale za to mieć pewność, że spożywam zdrowe produkty. Od dawna podziwiam Lewandowską i jej chęć nauczenia Polaków mądrzejszego stylu życia. To bardzo trudne zadanie, bo żyjemy w kraju zazdrośników i hejterów, którzy zawsze będą atakować ludzi odnoszących sukcesy, którzy chcą robić coś pożytecznego” – denerwuje się Magda.

W wielu internetowych dyskusjach powtarza się argument, że w sklepie Lewandowskiej powalają zwłaszcza ceny. Czy tak jest rzeczywiście? Chyba nie do końca. „Batony 3,79 zł i 5,99 zł to nawet mniej niż większość batonów tego typu na rynku dostępnych w eko sklepach, białka konopne, ryżowe i grochowe 29,99 zł nie wydaje się ceną wygórowaną, wręcz przeciwnie, kiedyś kupiłam białko konopne dużo drożej. (…) Oczywiście czy to dużo czy mało, to ocena subiektywna. Nie są to oczywiście produkty najtańsze, ale patrząc na cennik większości sklepów eko wydają się optymalne. Natomiast „powalające ceny” są pozostałych produktów. Na pewno nie kupiłabym kubka termicznego z napisem #fitmama za 145 zł, torby Never give up za 365 zł czy Lunch Boxa GoEat za 95 zł.” – pisze Dominika Musiałowska na stronie Fundacji Insulinooporność.

Produkty Lewandowskiej reklamowane są jako zdrowa żywność, pozbawiona glutenu i laktozy. Jednak zdaniem wielu specjalistów całkowita eliminacja tych substancji wcale nie musi być korzystna dla organizmu, a nawet wręcz przeciwnie. Najnowsze badania dowodzą na przykład, że osoby, które nie chorują na celiakię czy alergię na białko, nie powinny całkowicie pozbywać się glutenu z jadłospisu, ponieważ stosowanie diety bezglutenowej może zwiększać ryzyko choroby niedokrwiennej serca, prowadzącej do zawału.

Warto też pamiętać, że nawet potencjalnie zdrowe produkty, takie jak cieszące się dużą popularnością batony Foods by Ann, nie mające w składzie cukru czy wspomagaczy smaku, dostarczają sporo kalorii i nie powinny być spożywane bez umiaru.

„Jest to produkt unikatowy, który bezpośrednio kojarzy się z moją osobą. Moje batony to forma zdrowej, funkcjonalnej przekąski. Świetnie sprawdzą się jako lunch lub posiłek okołotreningowy. Surowce, z których batony powstają, pochodzą ze sprawdzonych źródeł, są naturalne i zdrowe. Gwarantuję ich jakość i bezpieczeństwo spożycia” – czytamy na blogu Healthy Plan by Ann.

Jednak w ostatnich dniach okazało się, że z tym bezpieczeństwem bywa różnie. Na stronie Lewandowskiej ukazała się bowiem informacja o potencjalnym zanieczyszczeniu batonów plastikiem. „W trosce o dobro klientów podjęliśmy natychmiastową decyzję i wycofaliśmy ze sprzedaży batony marki Foods by Ann o następujących numerach partii/dacie przydatności do spożycia: Pocket Energy Bar Burak & Truskawka 16-07-18, Pocket Energy Bar Kakao & Malina 04-03-18, Pocket Energy Bar Dynia & Matcha 04-02-2018, 23-01-2018” – napisano.

RAF

Komentarze (7)

Ocena: 5 / 5
ahata (Ocena: 5) 13.11.2017 10:12
schudłam 13kg stosując do diety tabletki Slimcea. Czytałam o nich w moim kobiecym piśmie. Zamówiłam i po 3 miesiącach miałam już taki efekt. Jestem bardzo zadowolona.
zobacz odpowiedzi (2)
gość (Ocena: 5) 13.11.2017 00:18
Nie zamierzam jej dofinansowywać, tylko zdziera kasę z ludzi.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 12.11.2017 08:15
Nawet gdyby było mnie stać na te jej wynalazki - nie dałabym złamanego grosza.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 12.11.2017 03:30
foods by Ann a nawet po angielsku komunikatywnie mowic nie potrafi. Żenada! zwłaszcza w tych czasach!
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 12.11.2017 01:57
NIE
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo