Dlaczego tracisz kontrolę nad jedzeniem?

Nałogowe jedzenie może być bardzo niebezpieczne. Aby skończyć z tym groźnym nawykiem, najpierw musisz znaleźć jego przyczynę.
Dlaczego tracisz kontrolę nad jedzeniem?
04.05.2013

Kobiety mają różne sposoby na poprawienie sobie humoru. Czytają, ćwiczą, idą na spacer, spotykają się z koleżankami, medytują, ruszają na zakupy, oglądają telewizję. Ale są też takie, które pocieszają się jedzeniem. Gdy przekroczą bezpieczną granicę, wpadają w nałóg obsesyjnego jedzenia. Objadanie się bez opamiętania może pojawiać się również w innych sytuacjach. Dorota Sanecka w książce „Dlaczego chcesz być gruba?” zwraca uwagę, że nałogowe jedzenie, jak każda choroba, ma swoje charakterystyczne objawy i przebieg. Schemat zazwyczaj wygląda podobnie i w każdym przypadku zaczyna się od szukania pociechy czy rozładowania emocji.

Groźna spirala diet

Utrata kontroli nad jedzeniem może mieć miejsce już w młodych latach – duże znaczenie ma fakt, że jest to praktycznie jedyna dziedzina życia, którą dziecko czy nastolatka mogą kontrolować. Wtedy ma miejsce tzw. spirala diet. „Podczas stosowania diety pojawia się upragnione poczucie kontroli, panowania nad swoim życiem, niezależności. W razie jej złamania bądź po jej zakończeniu następuje powrót do poprzedniej wagi, a z tym poczucie winy, wstyd, przekonanie, że jesteś do niczego” – tłumaczy Dorota Sanecka. Efekt taki, że twój nastrój zaczyna zależeć od tego, co aktualnie robisz z jedzeniem, a nie od faktycznych wydarzeń w twoim życiu. Najczęściej osoba objadająca się nałogowo dochodzi do etapu, w którym trudności z utrzymaniem diety powodują coraz większe załamanie łagodzone jedzeniem.

Taką postawę łatwo rozpoznać. Czy myślisz o sobie według schematu: „jak będę szczupła, to będę szczęśliwa?” oraz „jestem gruba, więc jestem nieszczęśliwa?” Jeśli tak, problem utraty kontroli nad jedzeniem dotyczy również ciebie. Wpadłaś w błędne koło – ponieważ nie udaje ci się osiągnąć celu, jakim jest wymarzona sylwetka, perspektywa nieszczęśliwego życia, z własnej winy, staje się nie do zniesienia i zostaje łagodzona znanym sposobem. Jedzeniem.

Wszystko wokół jedzenia

Dorota Sanecka tłumaczy, że utrata kontroli nad dietą objawia się niemożnością przewidzenia, ile zjesz – na przykład zaczynasz z nastawieniem: „tylko jedno ciastko, nie zaszkodzi mi”, a zjadasz kilka albo wszystkie. Twoje życie emocjonalne zaczyna koncentrować się wokół jedzenia, a z czasem również inne jego dziedziny. „Ze wstydu nie chodzisz na basen, mimo że lubisz pływać; wybierasz określone sklepy z ubraniami lub styl ubierania się, chociaż uwielbiasz minispódniczki, na wakacje jeździsz tam, gdzie czujesz się ze swoją wagą swobodnie albo decydujesz się na wczasy odchudzające” – wymienia autorka książki. Wciąż spotyka cię efekt jo-jo, ale tłumaczysz sobie, że też ci się coś od życia należy. I jesz dalej.

Gdy jedzenie okazuje się sposobem na radzenie sobie z emocjami, staje się jedynym pocieszycielem, dostarcza wsparcia, pomaga poradzić sobie z przykrymi odczuciami („jest mi źle, więc zostało mi tylko jedzenie”) albo wzmacnia pozytywne („muszę to uczcić”). „Ten prosty sposób łagodzenia uczuć zaczyna się komplikować w momencie, kiedy zaczynasz mieć pierwsze problemy z wagą – rzeczywiste bądź wyimaginowane. Jedzenie niebezpiecznie urasta do rangi wyzwalacza emocji – uczucia zaczynają się pojawiać w zależności od sposobu jedzenia i wagi” – pisze Dorota Sanecka.

Weź odpowiedzialność za siebie

Klasycznym przykładem osoby, która utraciła kontrolę nad jedzeniem, jest… Bridget Jones. Wpadała w euforię, kiedy chudła i w depresję, kiedy tyła. Jej życie obracało się wokół kalorii i diety. Gdy rozstała się z mężczyzną albo przeżyła rozczarowanie miłosne, pocieszała się jedzeniem. Niestety, utrata kontroli nad pożywieniem oznacza użalanie się nad sobą, katowanie samej siebie i niską samoocenę. Dlatego, jak podpowiada Dorota Sanecka, powinnaś przyznać, że nie panujesz nad swoim sposobem jedzenia. Takie spojrzenie pozwala na wzięcie odpowiedzialności za siebie (zamiast spychania jej na jedzenie) oraz przyznanie się do tego, że trzeba tak zmienić siebie, by radzić sobie własnymi możliwościami, a nie jedzeniem.

Autorka poradnika pisze, że drogą powrotu do własnych uczuć i wyplątania się z emocjonalnego bałaganu jest prowadzenie Dziennika Uczuć – dzięki niemu nauczysz się dostrzegać i nazywać własne emocje. „Zobaczysz, jak wiele jest w tobie uczuć, sprawdzisz też na sobie, że to, co nazwane, nie budzi takiego lęku. Dzięki takiemu skoncentrowaniu się na swoich odczuciach być może uda ci się zobaczyć pewne prawidłowości, które rządzą twoim życiem emocjonalnym” – zauważa Dorota Sanecka. Sposobem prowadzenia Dziennika Uczuć jest zapisywanie emocji, jakie towarzyszyły ci przy różnych okolicznościach i w różnych sytuacjach.

Twój plan zdrowienia

Dorota Sanecka radzi również, abyś opracowała mapę swoich mocnych stron. Tego, co udało ci się osiągnąć. Spisz wszystkie cechy i umiejętności, z których jesteś zadowolona. To twoja „ściągawka”, na którą masz zerkać, gdy dopadnie cię zniechęcenie czy powrót do dawnego sposobu myślenia. Zawieś listę w widocznym miejscu albo miej ją zawsze pod ręką. „Zdrowienie to proces. Ma swoje etapy, ale ma też swoje pułapki. W wypadku uzależnienia mówimy o nawrotach choroby, czyli sytuacjach, w których powracasz do jedzenia w sposób nałogowy. Czasami można takie wpadki zaliczyć, to się zdarza i to nie jest tragedia, o wiele lepiej jednak takim stanom zapobiegać, unikać ich” – podpowiada autorka. Dlatego musisz obserwować siebie. Zwracać szczególną uwagę, czy nie zaczynasz myśleć w sposób nałogowy.

Pamiętaj, że głównym narzędziem zapobiegania głodowi i myślom o jedzeniu jest realizowanie twojego planu zdrowienia. Jak pisze Dorota Sanecka, obejmuje on planowanie dnia, a więc i posiłków, nie dopuszczając do powstania silnego, fizycznego głodu. Dzięki planowaniu nie zgubisz się w chaosie; dotyczy to zarówno chaosu żywieniowego, jak też nadmiernego zmęczenia, poczucia niezrealizowanych zamierzeń czy nierealistycznych oczekiwań. Jesteś na diecie? Schudnij raz na zawsze.

Jeśli zaczęłaś drogę, która ma zminimalizować rolę jedzenia w twoim życiu, pamiętaj, że życie nie znosi pustki. Próżnię trzeba czymś zapełnić. Dorota Sanecka wyjaśnia: tym czymś będą twoje uczucia, pasje, potrzeby. Zaczniesz wreszcie w zdrowy sposób komunikować się z innymi i z samą sobą. To trudna, ale ekscytująca podróż.

Ewa Podsiadły-Natorska

Komentarze (48)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 09.03.2015 18:04
Mi pomogły acetomale. Jadłam za dużo i tylam, wiec w końcu znalazłam coś co działa i zaczęłam gubić zbędne kilogramy, odzyskując normalna figure. - 10 kg w dwa miesiące. Mam teraz motywacje żeby się nie obżerać, człowiek gruby czuje się źle i nic mu się nie chce.
odpowiedz
Dasha (Ocena: 5) 13.06.2013 14:25
Zgadzam się z kimś niżej - gdy sobie na radzimy najlepiej iść do psychologa zamiast uciekać w jedzenie, przeciez ono za nas problemu nie rozwiaze... Nie rozumiem ludzi, ktorzy uwazaja, ze pojscie do takiego specjalisty to wstyd - wstydem jest niedbanie o swoje zdrowie zarowno fizyczne jak i psychiczne!
odpowiedz
ajaryba (Ocena: 5) 05.05.2013 23:27
Czytam wasze komentarze i jestem przerażona. Może to ja jestem nienormalna? Waga -górna granica normy. Figurę mam... hm... Okrągłą. I grube nogi. Ale chodzę w krótkich spodenkach i w ogóle się nie krępuję :D Nie pasuję do tego społeczeństwa... A może to społeczeństwo nie pasuje do mnie?
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 05.05.2013 16:25
Nigdy nie byłam przy kości. Zawsze lubiłam jeść dużo, to chyba wzięło się stąd, że jako dziecko miałam alergię na prawie wszystko, wiadomo - zakazany owoc. No i w wakacje zeszłego roku schudłam duużo, ważę teraz 55 przy wzroście 175.To było obsesyjne liczenie kalorii, prawie głodówki i od tego czasu raz na jakiś czas bierze mnie taki napad wilczego apetytu, że potrafię wymieść pół lodówki, nażreć się tak, że ledwo chodzę. Po prostu nie potrafię się opanować. Następnego dnia nie jem prawie nic, bo mam wyrzuty sumienia i nie jestem w ogóle głodna. Najgorzej jest w święta i na imprezach... Staram się ogarnąć, bo to obżarstwo kompulsywne. Choroba. Ale po prostu nie potrafię, dziękuję bogu, że nie umiem wywołać wymiotów, bo wtedy dopiero miałabym problem.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 05.05.2013 15:19
Tak to jest ten blad,ja w mlodym wieku tez zaczelam sie odchudzac w sumie dlatego ze chcialam zobaczyc jak bede wygladac jak bede bardzo szczupla bo bylam ak naprawde w sam raz i tak potem 3 lata mialam wyciete,moj nasroj rzeczywiscie byl uzalezniony od tego co zjem. Teraz wiem dlaczego takbylo w szkole nie mialam problemow z nauka ,nie mialam problemow z kolezankami czy z nawiazywaniem kontaktow i znalazlam sobie problem po porstu... Szczerze? nie warto sie forsowac ja po 3 latach waze tyle ile zawsze chcialam przez te 3 lata bo roztylam sie tym objadaniem niemilosiernie. Teraz jem po to zeby zyc bo nie zalezy mi na jedzeniu czegos szczegolnego mam mnostwo pasji mala grupke bo mala ale wspanialych przyjaciol i po prstu nie mam czasu myslec ciagle o jedzeniu. Dziewczyny jak czytacie ten artykul i widzicie ze to prawda to opamietajcie sie i zacznijcie cos zmieniac bo potem nikt wam nie cofnie tego zmarnowanego czasu, nikogo to nie bedzie obchodzic ze mialyscie trudny czas,zniszczycie sobie tylko watrobe specyfikami na odchudzanie czy przeczyszczaczami a nic nie jest warte wiecej niz zdrowie!!! nic nie ma takiej rzeczy
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo