Oto najczęstsze powody wzywania karetek w Polsce! LUDZIE TO MAJĄ TUPET

Pogotowie traktujemy jak przychodnie rodzinne „na kółkach”.
Oto najczęstsze powody wzywania karetek w Polsce! LUDZIE TO MAJĄ TUPET
26.02.2012

Jak poinformował Głos Wielkopolski, blisko połowa wezwań karetek pogotowia jest w naszym kraju nieuzasadniona. - Przy prawie 212 tysiącach interwencji rocznie, to prawdziwa plaga – alarmuje gazeta.

Po co Polacy najczęściej wzywają ratowników medycznych? Zazwyczaj prosimy o pomoc w przypadku niewielkiej gorączki, bólu brzucha, problemów z gardłem czy zębami, traktując tym samym karetki jak przychodnie rodzinne „na kółkach”. - Najbardziej kuriozalny przykład? Zadzwoniła osoba prosząca o natychmiastowy przyjazd do nieprzytomnego. Gdy dyspozytorka zapytała, kim jest ta osoba, padła odpowiedź: "No, przecież ja" - relacjonuje dr Witold Draber ze stacji pogotowia w Poznaniu.

Z kolei ratownikom z Piły zdarzyło się kiedyś przyjechać do domu mężczyzny, rzekomo rażonego prądem. Na miejscu okazało się jednak, że pacjent odczuwał po prostu… mrowienie w łokciu.

Choć opisane wyżej przypadki wydają się absurdalne i zabawne, to powinniśmy pamiętać, że nieuzasadnione wezwanie karetki może mieć poważne konsekwencje. - W ten sposób marnujemy nie tylko pieniądze, ale i narażamy innych na niebezpieczeństwo. Karetka wezwana w błahej spawie może być potrzeba przy ratowaniu ludzkiego życia – mówią specjaliści.

Maja Zielińska

Zobacz także:

Ale skrzywienie kręgosłupa! Współczujemy!

Chłopiec-żółw nie ma łatwego życia.

Nowy wygląd, nowe życie – zobacz, jak ci ludzie wyglądali przed przeszczepem twarzy!

Uwaga, drastycznie zdjęcia!

 

Komentarze (66)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 03.03.2012 20:44
znajoma jakiś czas temu urodziła dziecko , którejś nocy matka zauważyła ze z jej synkiem jest coś nie tak, zadzwoniła po karetkę i powiedziała co dolega dziecku i poprosiła aby przyjechała karetka niestety powiedziano jej ze nie ma wolnych karetek i żeby nie histeryzowała bo dzieci czasem chorują , niedługo po tym telefonie stan dziecka się drastycznie się pogorszył i znajoma zauważyła ze dziecko dziwnie oddycha pobiegła do sąsiadów i poprosiła aby zawieźli ja do szpitala niestety było już za późno i jej malutki synek zmarł, może gdyby ludzie nie wzywali karetek przez ból zęba czy ból głowy to uratowaliby dziecko
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 27.02.2012 23:42
ja miałam taki przypadek: spożywam mało płynów, ale nigdy wcześniej z tego powodu nie miałam kolki nerkowej (miałam 21 lat), więc nie wiedziałam jak należało postępować... Leki przeciwbólowe i ciepła kąpiel nie działały ...do tego ciągłe mdłości... Poprosiłam koleżankę, żeby mnie zawiozła na pogotowie, to odparła, że mam dzwonić na pogotowie. Dzwoniłam w bólach, ale gdy przyjechało pogotowie to tak się zestresowałam, że przyszły po mnie aż 3 osoby, że stres zagłuszył ból i właściwie nie czułam żadnego bólu... Wyobrażam sobie co wtedy o mnie myśleli... Zabrano mnie na oddział ratunkowy, dano kroplówkę i po 4 godzinach wypisali... Niestety to niewiele dało, bo po 2 godzinach miałam znów atak kolki nerkowej, tym razem z wymiotami... Mimo bólu pomyślałam, że wzywanie drugi raz pogotowia to przegięcie i wsiadłam do autobusu. W ostatnich sekundach otworzyły się drzwi na przystanku, inaczej przysporzyłabym nieprzyjemności podróżującym i sprzątającemu autobusy. Jednak zwieńczeniem mojego samopoczucia, było "zwrócenie" na środku korytarza oddziału urologicznego szpitala mswia po blisko półtoragodzinnym krążeniu po szpitalu ze skierowaniem wydanym tuż po samodzielnym przybyciu na oddział ratunkowy...
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 27.02.2012 23:01
Jakiś miesiąc temu rano bardzo źle się poczułam, wymioty, torsje, bóle w klatce piersiowej, trudności z oddychaniem. Dodam, że dzień wcześniej miałam resekcję zęba mądrości, trwającą 3 godziny i myślałam że zejdę na fotelu dentystycznym. Zadzwoniłam o taxi i do szpitala. prawie się czołgając od ściany do ściany z workiem na żygi w ręku dostałam od uroczej pani pielęgniarki numerek i kazała czekać. 5 godzin spędziłam najpierw siedząc pod toaletą, później leżąc jak jakiś żul i nikt, NIKT mi nie pomógł, przechodziło tamtędy wiele osób w tym lekarze i pielęgniarki, które nosiły sobie kawkę. po 5 godzinach przyjechał narzeczony z pracy i zrobił awanturę, dopiero mnie przyjeli. Banda ignorantów i tyle.
zobacz odpowiedzi (3)
Anonim (Ocena: 5) 27.02.2012 21:58
Mój tata jeździ karetką i na serio ludzie mają pomysły, np. starsza pani zadzwoniła sobie po karetkę w Wigilię, bo nie chciała jej sama spędzić. LUDZIE NIE WARIUJCIE!!! OD ZWYKŁYCH DOLEGLIWOŚICI NIE UMRZECIE!!!
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 27.02.2012 21:08
Ale to nie tylko ludzie którzy po te karetki dzwonią mają tak nasrane w głowach.. Mam astmę oskrzelową, przy nagłej i dużej duszności gdy nie pomaga mi inhalator jestem zmuszona dzwonić po pogotowie. Złapała mnie taka duszność że ledwo wypowiadałam słowa.. Dzwonie, po 6 sygnałach słuchawkę podnosi dyspozytorka i pyta co się dzieje to ja jej wszystko mówię, ze potrzebuję pomocy bo bardzo mnie dusi i ble, ble naprawdę z wielką trudnością mi to przychodzi a to bezczelne babsko mówi mi że ona nic takiego nie słyszy żeby mnie dusiło (gdy mam dłuższą duszność do mózgu nie dociera tlen co powoduje, zawroty głowy, mroczki przed oczami i mam problemy ze słuchem ) więc myślałam że się przesłyszałam, i dalej jej tam nadaję, w tedy weszła mama i wyrwała mi słuchawkę z ręki i powiedziała że jeśli karetka nie przyjedzie za 10 minut to nie usłyszy, a poczuje jak się ona będzie dusiła jak mama ją dorwie w swoje ręce, gdy odgrażała się policją mama odłożyła słuchawkę a karetka przyjechała po 7 minutach. Takie "dyspozytoreczki" są w Dąbrowie Górniczej.
zobacz odpowiedzi (3)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo