Spowiedź wuefistki. „Jestem najbardziej znienawidzoną nauczycielką w szkole”

Nie ma najlepszego zdania o swoich uczniach.
Spowiedź wuefistki. „Jestem najbardziej znienawidzoną nauczycielką w szkole”
Fot. Unsplash
07.09.2019

Przed laty wychowanie fizyczne należało do ulubionych przedmiotów szkolnych. Młodzi ludzie woleli grać w piłkę i robić fikołki, niż rozwiązywać np. zadania matematyczne. Dziś też w większości nie przepadają za liczeniem, ale aktywność fizyczna na sali gimnastycznej wydaje się jeszcze gorsza. Z roku na rok w zajęciach uczestniczy coraz mniej uczniów.

Zobacz również: Wyznania nauczycielki z gimnazjum: Mam dość nieznośnych uczniów

Skąd taka zmiana? Rozmawiamy o tym z Patrycją, absolwentką AWF, a od trzech lat nauczycielką w szkole podstawowej. Jej zdaniem największy problem nie leży wcale w programie nauczania czy kiepskiej kadrze. Dzieci nie ćwiczą, bo zwyczajnie im się nie chce i mają na to przyzwolenie swoich rodziców. Wygoda ma dla nich większą wartość, niż kultura fizyczna, zdrowie i sprawność.

Choć niczego złego nie zrobiła, z miejsca stała się jednym z najbardziej znienawidzonych pedagogów w szkole. Podobno tylko dlatego, że uczy takiego, a nie innego przedmiotu.

Papilot.pl: Dlaczego młodzi ludzie tak bardzo unikają ruchu?

To ważna kwestia, bo przecież nie chodzi tylko o prowadzone przeze mnie zajęcia. Gdyby nie chciało im się ćwiczyć na sali gimnastycznej, a po szkole byliby bardziej aktywni - to jeszcze pół biedy. Ale zdecydowana większość uczniów nie robi kompletnie nic. Nawet do szkoły podwożeni są przed same drzwi. Później powrót do domu, łóżko, komputer i tak im mija życie. O niektórych psach mówi się, że są kanapowe. Z młodzieżą jest dokładnie to samo.

Kiedy pytamy o to zainteresowanych, ci przerzucają winę np. na nauczycieli WF-u.

Że to niby przez nas wolą leżeć przed laptopem i ciągle bawić się smartfonem? Schlebia mi to, ale chyba jednak nie mamy aż tak dużego wpływu na naszych podopiecznych. To utarty slogan, że niby wuefista mnie prześladował i dlatego siedzę cały dzień na czterech literach. Czy gdybym zaoferowała takiemu uczniowi wsparcie wybitnego i lubianego pedagoga, to wreszcie by się ruszył? Szczerze wątpię. To problem pokolenia, jego wartości i przyzwyczajeń.

To znaczy?

Jeszcze dzieci urodzone w latach 80. i na początku 90. funkcjonowały zupełnie inaczej. Od najmłodszych lat trzeba je było zaganiać do domu, żeby wróciły z podwórka. Biegały, skakały, wszędzie ich było pełno. Później przyszła rewolucja technologiczna i świat realny zamieniły na wirtualny. Najpierw komputer, później smartfon, aż strach pomyśleć, co będzie później. Dzieci nie są po prostu przyzwyczajone do aktywności i jest w tym wielka wina ich rodziców.

Zobacz również: Muszę się wypisać z WF-u, a nikt nie chce mi pomóc! Chyba dostałam nerwicy

Wuefiści nie mają sobie nic do zarzucenia?

Tego nie powiedziałam, ale nie możemy wrzucać wszystkich do jednego worka. Był taki okres, kiedy trudno było trafić na oddanego i ludzkiego nauczyciela. Sama miałam do czynienia z osobami bez żadnego zaangażowania lub wręcz tyranami. Do dziś śni mi się wuefistka z liceum, której wrzask pobudzał lepiej, niż nawet najmocniejsza kawa. Swoje zrobiły też kiepskie warunki, bo trzeba było ćwiczyć np. na korytarzu albo walczyć o piłkę, bo była jedna dobra na kilka klas. Mam wrażenie, że te czasy minęły i to już nie jest żadne wytłumaczenie.

Nie ma już nauczycieli, którzy gnębią wychowanków?

Pewnie zdarzają się jeszcze czarne owce, ale to są zupełnie inne czasy. Mam kontakt z wuefistami z różnych szkół i widzę różnicę. Są coraz młodsi, pełni zapału, bardzo ludzcy. Gdyby ktoś faktycznie się nad kimś znęcał, to zaraz do Internetu trafiłby odpowiedni filmik. Nadal trzymam się swojego zdania, że w 2019 roku problemem nie jest kadra, ale nastawienie drugiej strony. XXI wiek strasznie nas rozleniwił, więc dla niektórych z automatu stałam się potworem w ludzkiej skórze. Wystarczy, że chodzę w dresie i mam gwizdek na szyi.

Jak to zmienić?

Problem polega na tym, że im dłużej uczę, tym bardziej nie wiem. Wręcz przestałam w to wierzyć. Od początku staram się słuchać uczniów i proponować im zajęcia dostosowane do ich zainteresowań i sprawności. Nie chcesz grać w piłkę lub siatkówkę - w porządku, znajdziemy ci coś innego. Umierasz po przebiegnięciu 200 metrów - rób mniej, odpocznij i spróbuj znowu, żeby zbudować sobie kondycję. Nie stoję nad nimi z batem. I jaki jest efekt? Kolejny rok szkolny i kolejne zwolnienia lekarskie. Na korytarzu niektórzy wręcz boją się na mnie spojrzeć.

Młodzież jest aż tak chorowita?

Widocznie bardzo, bo niektórzy nie ćwiczą od lat. Gdybym nie widziała odpowiednich kwitów, to w życiu bym nie pomyślała, że coś im dolega. A tak serio - rozumiem, że zdarzają się uczniowie, którzy z powodów zdrowotnych nie mogą się przemęczać i w pełni to akceptuję. Jestem jednak świadoma, że 80 procent takich przypadków to zwykła przesada. Wręcz oszustwo. Bardzo dziwię się lekarzom, którzy wypisują takie zwolnienia. Nie wiem, może to znajomi rodziny albo zwyczajnie nieuczciwi ludzie? Mnie by ręka zadrżała, gdybym wypisywała taki dokument. Przecież to skazywanie zdrowego dziecka na niesprawność.

Zapytałam kilku uczniów, dlaczego nie lubią WF-u. Narzekają na zajęcia pomiędzy lekcjami, brak pryszniców w szkole, wykonywanie ćwiczeń na ocenę, kiepskich nauczycieli i można tak jeszcze długo wymieniać.

Zgodzę się, ale nie do końca. Faktycznie ciężko zorganizować to tak, by lekcje odbywały się wyłącznie na sam koniec. Szkoły są przepełnione i trzeba sobie jakoś radzić. Wiem też, że nie wszędzie dostępne są prysznice, gdzie można byłoby się umyć. Ocenianie sprawności to temat też kontrowersyjny, a nauczyciele bywają różni. Ale… U nas są nowoczesne łazienki, najstarsze klasy mają WF jako ostatnią lekcję, ja oceniam zaangażowanie, a nie wyniki i mimo wszystko jest coraz gorzej. Więc to chyba tylko wymówka i usprawiedliwienie, przepraszam że to powiem, lenistwa. Jak nie lubimy jakiegoś przedmiotu, to każdy nauczyciel wydaje się kiepski.

Myślisz o zmianie pracy?

Zwłaszcza w momentach, kiedy ktoś znowu donosi zwolenienie. Albo słyszę szepty za plecami na korytarzu. Zaczynam czuć się jak jakiś kat, który każe im przebiec 100 metrów i pokopać piłkę. Jakoś nie poprawia mi to humoru i nie dodaje wiary, że kiedyś będzie lepiej. Po tym względem to stracone pokolenie wgapione w smartfony.

Zobacz również: Wszystkie wolne dni w roku szkolnym 2019/2020. Będzie ich całkiem sporo

Polecane wideo

Tak wyglądały nastolatki 150 lat temu
Tak wyglądały nastolatki 150 lat temu - zdjęcie 1

Komentarze (18)

Ocena: 4.44 / 5
gość (Ocena: 1) 03.01.2020 18:49
Nie chcę mi się ani trochę wierzyć tej wuefistce. Czemu? Bo sama pamiętam, jak to było ze mną. Kochałam sport, jeździłam na ogólnopolskie zawody siatkarskie, ale nie były one organizowane przez szkołę, więc na 6 nie było co liczyć na końcu (mimo że byłam bardziej wysportowana, jak moi wuefiści). Moja koleżanka, która szła już w stronę zawodową jeśli chodzi o jazdę konną (w liceum) miała często tak, że nie było jej na dodatkowych, obowiązkowych lekcjach wfu (tak, bo tak sobie nauczyciel wyśnił), przez nieobecności miała stos złotych medali z jeździectwa i....3 z wfu na koniec, ale dziewczyna, która 3 razy na semestr przyszła na dodatkowe zajęcia miała 6. A potem jęczenie, czemu dzieci nie lubią wfu. I oczywiście to wina rodziców, na pewno nie tępych nauczycieli Sama pracowałam swojego czasu z dziećmi i dzieci szczególnie w podstawówce chcą się bawić, a nie ćwiczyć, trzeba je zachęcić. Praca bez przeszkód to nie praca, za coś jednak płacą
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 09.09.2019 11:04
Dopiero na studiach miałam fajny wf, gdzie po pierwsze mogłam sobie wybrać zajęcia, a po drugie liczyła się obecność i zaangażowanie, a nie umiejętności. Nie każdy szybko biega czy daleko skacze, więc ocenianie tego to głupota. Ja wybrałam sobie fitness i było super.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 09.09.2019 09:46
Wiele szukałam i dużo razy się zraziłam. Odkąd stosuje figurena problem nadwagi zanika w znacznym stopniu. Polecam figurena koleżankom które szukają jakiegoś środka a nie wiedzą na co się zdecydować. Ja jestem już trochę doświadczona w tej kwestii. figurena to na prawdę dobry wybór. Można schudnąć kilkanaście kilogramów przez pełny okres kuracji 3 miesięcznej.
odpowiedz
gość (Ocena: 3) 09.09.2019 09:03
Ach, ten WF - w podstawówce/liceum go nie znosiłem, a na studiach najlepszy przedmiot. Jako dzieciak miałem lekką nadwagę, wszystko robiłem jakoś wolniej, ale to pół biedy. Najgorsze były dla mnie gry zespołowe i niezbyt przyjemne komentarze kolegów, a często coś mi nie wychodziło. Dopiero na studiach polubiłem WF - zapisywałem się na pływanie (uwielbiam pływać) i nawet robiłem postępy - na koniec kursu pływałem motylkiem. Zajęcia były na ZAL-kę więc totalny luz, nie martwiłem się, że te zajęcia mi zaniżą średnią itp. Fajna jest też siłownia albo aerobik. Moim zdaniem szkoły powinny brać przykład z uczelni wyższych i dawać dzieciakom wybór. Druga sprawa, trochę bardziej kontrowersyjna, ale uważam, że WF powinien być na zaliczenie, a nie na ocenę.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 09.09.2019 02:07
Ta nauczycielka ma rację. Nastało pokolenie nieudaczników wpatrzonych w srajfony i inne technologie XXI wieku i nie obchodzi ich reszta świata ani swoje zdrowie. Ważniejszy jest nowy model srajfona, znajomi na srejsie czy insta, wstawianie zdjęć dla lajków itp. Masakra. Ja jestem dzieckiem urodzonym na początku lat 90tych i akurat uwielbiałam wf. I tak jak mówiła ta nauczycielka, ciężko było mnie zagonić do domu, wiecznie siedziałam na dworze ze znajomymi i graliśmy w różne gry z piłką, zamiast siedzieć przy komputerach. Uwielbiałam sport, zwłaszcza siatkówkę, zbijaka czy tenisa stołowego, a oprócz tego lubiłam też jazdę na rolkach i basen, zresztą do tej pory. Kiedyś boiska i podwórka przepełnione bawiącymi się dzieciakami, a teraz świecące pustkami. Przykre jak się na to patrzy.
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie