REPORTAŻ: Chodzę na siłownię, ale nie po to, żeby ćwiczyć...

Dla nich drogi karnet to prestiż. A także sposób na na poznanie przystojniaka.
REPORTAŻ: Chodzę na siłownię, ale nie po to, żeby ćwiczyć...
Fot. Thinkstock
07.08.2016

Po latach zaniedbań Polacy zaczęli zwracać uwagę na swoją kondycję. Kluby fitness przeżywają prawdziwe oblężenie, w modzie jest bieganie i zdrowa dieta. Ćwiczymy i odżywiamy się organicznymi produktami. Nie wynika to wyłącznie ze zdrowego rozsądku, ale coraz częściej także mody. Nawet jeśli nie czujemy takiej potrzeby, żyć aktywnie po prostu wypada. Jeśli chcesz być częścią elity, to nie masz wyjścia.

Doskonałym przykładem na słuszność tej tezy są nasze rozmówczynie. Obie są klientkami prestiżowej siłowni w centrum Warszawy. Jak przyznają, nie troska o kondycję je tam zaprowadziła. Istnieje przynajmniej kilka innych powodów, dlaczego warto wykupić drogi karnet. I chociaż ich motywy mogą wydać się zabawne, od takiej formy snobizmu jeszcze nikt nie umarł. Wręcz przeciwnie - przy okazji można zadbać o swoją formę.

A czego tak naprawdę szukają na przepoconych salach ćwiczeń? Możesz się bardzo zdziwić…

Zobacz również: Jak wyglądać dobrze na siłowni?

 

czy warto chodzić na siłownię

fot. Thinkstock

Kasia na siłownię zapisała się na początku stycznia br. w ramach postanowienia noworocznego. Poszła z zamiarem zmiany swojego życia na zdrowsze, ale szybko odkryła, że w modnym klubie czekają na nią znacznie przyjemniejsze doświadczenia, niż męczący trening.

- Najpierw byłam zmotywowana, żeby coś ze sobą zrobić. Zawsze stroniłam od sportu, więc to było spore wyzwanie. Pewną rolę odegrały na pewno koleżanki, które już tam chodziły. Mówiły o tym z taką wyższością, że musiałam im dorównać. Karnet za ponad 200 zł miesięcznie, ale prestiż nie do przecenienia. Już sama ta plastikowa karta poprawia mi humor. Czasami zdarza mi się płacąc za zakupy podać ją sprzedawcy, zamiast tej płatniczej. Czuję się wtedy taka fajna. Wszyscy ją widzą i pewnie sobie myślą, że jestem fit. Przyznam się, że kiedyś udało mi się na nią wyrwać faceta. Wypadła mi z portfela, kiedy upychałam paragony. Przystojny nieznajomy schylił się po nią i zaczął rozmowę, że on chodzi do innej siłowni, ale chyba się przeniesie, skoro ta ma tak piękne członkinie. To było naprawdę urocze - wspomina.

Na sali ćwiczeń o flirt także nie jest trudno. Od czasu wykupienia abonamentu życie towarzyskie naszej bohaterki kwitnie.

czy warto chodzić na siłownię

fot. Thinkstock

- Wielu ludziom siłownia kojarzy się ze zmęczeniem, zapachem potu, przemoczonymi ubraniami i skupieniem na własnym ciele. Chyba dawno nie byli w takim miejscu. Teraz porządny klub w centrum miasta to przede wszystkim okazja do spotkań. Ludzie na pewnym poziomie, fajnie ubrani, towarzyscy, atrakcyjni. Zawsze mogę zainicjować rozmowę, bo nie radzę sobie z jakimś sprzętem. Natychmiast znajdzie się przystojny ekspert, który nie tylko wytłumaczy, ale wręcz mi pokaże, jak to robić. Czasami faktycznie muszę przerzucić kilka kilogramów albo przebiec kilkaset metrów na bieżni, ale warto się poświęcić. Czego się nie robi dla towarzystwa… - wyznaje.

Kasia twierdzi, że wizyta w takim miejscu to najlepszy i najprostszy sposób na poderwanie ciekawego mężczyzny.

- Już kilka razy się zdarzyło, że po treningu od razu szłam z kimś na drinka albo na kawę. I przynajmniej wiedziałam z kim, bo mogłam go sobie dokładnie obejrzeć w krótkich spodenkach i obcisłej koszulce. Poza tym, do drogich siłowni nie przychodzi byle kto - zdradza.

Zobacz również: Jak poderwać chłopaka na siłowni?

czy warto chodzić na siłownię

fot. Thinkstock

Joanna teoretycznie o flircie nie myśli, ale też jest stałą bywalczynią modnej siłowni. Od 2 lat jest szczęśliwą mężatką, a rok temu urodziła swoje pierwsze dziecko. Nadal pozostaje z nim w domu, więc wyjście na trening to dla niej okazja do wyrwania się z szarej rzeczywistości.

- Zapisałam się, żeby popracować nad swoim ciałem po ciąży. Nie wystarczy schudnąć. Trzeba też wzmocnić mięśnie, żeby nic się nie marszczyło, ani nie wisiało. Przez 2-3 tygodnie sumiennie wykonywałam ćwiczenia, ale potem mi się to znudziło. Zastanawiałam się nawet nad rezygnacją. Dlaczego nadal opłacam składkę i chodzę tam regularnie 3 razy w tygodniu? Przede wszystkim po to, żeby pobyć poza domem. Mam pretekst żeby wyjść, odciąć się od obowiązków i stresu. Mąż zajmuje się dzieckiem, a ja mam 2 godziny wakacji. Potrzebuję kontaktu z innymi ludźmi, a to po porodzie jest trudne. Albo nie masz czasu, albo wszyscy twoi znajomi też są rodzicami i rozmawiacie tylko o pieluchach. Na siłowni czuję się swobodnie - twierdzi.

To jednak nie jest jedyny powód. Młoda mama wyznaje, że lubi sobie także popatrzeć na ładnych ludzi.

czy warto chodzić na siłownię

fot. Thinkstock

- Nie oszukujmy się. Moje życie to ostatnio tylko mąż i dziecko, ewentualnie rodzice i teściowie. Cały czas to samo towarzystwo, które zdążyło mi się opatrzyć. Kocham ich wszystkich, ale czasem mam ochotę bezmyślnie pogapić się na kogoś innego. Podziwiam modne stroje innych dziewczyn, a znacznie częściej podglądam ćwiczących facetów. Widzę ich pracujące mięśnie, pot, grymas zmęczenia, wyrzeźbione ciała. Nie uważam tego za zdradę. To wszystko dla zachowania higieny psychicznej. Po takim seansie z chęcią wracam do domu i na dodatek mam ochotę na coś więcej, więc mój mąż nie narzeka. On nie wygląda jak ci wszyscy wytrenowani klienci siłowni - ocenia.

Joanna nie za bardzo przykłada się do ćwiczeń. 200 zł to dla niej cena za chwilę świętego spokoju i przyjemnych doznań wizualnych.

- Jestem w miarę spostrzegawcza i widzę, że nie tylko ja tak mam. Na sali aż roi się od ludzi, którzy siedzą bezczynnie albo zajęci są wszystkim, tylko nie treningiem. Rozmawiają, słuchają muzyki, patrzą na innych. Nie mam nic przeciwko temu. Dobrze, że mają miejsce, gdzie mogą wyluzować i niczym się nie przejmować - twierdzi.

czy warto chodzić na siłownię

fot. Thinkstock

Trener z warszawskiej siłowni potwierdza, że nie wszyscy klienci są zainteresowani poprawą kondycji czy rzeźbieniem sylwetki. Według niego nawet co czwarty posiadacz karnetu przychodzi tam, by odetchnąć, a nie żeby się zmęczyć.

- Zjawisko to dotyczy przede wszystkim kobiet. Mamy świadomość, że dzisiejsza siłownia to nie tylko ból, pot i łzy. Coraz częściej przypomina klub towarzyski, a nawet randkowy. Ludzie przychodzą, żeby ze sobą porozmawiać, bliżej się poznać, może liczą nawet na coś więcej. W godzinach wieczornych obiekt jest pełny, a w wolnych urządzeniach można przebierać. Tłum gromadzi się przy barku albo na parapetach, gdzie można nawiązać ze sobą kontakt. Nie mnie to oceniać. Może faktycznie lepiej chodzić na siłownię i niewiele robić, zamiast siedzieć w domu i patrzeć w ścianę? Wiem nieoficjalnie, że miesiąc temu para naszych klientów się pobrała - zdradza.

Jest w tym coś złego?

Zobacz również: 10 typów ludzi, których spotkasz na siłowni

Komentarze (2)

Ocena: 5 / 5
manania (Ocena: 5) 07.08.2016 19:52
Jestem pod wrażenia tych o to pustostanów :P siłownia to zdrowie, powinny o tym pamiętać jak o priorytecie a nie tych próżnych pobudkach. Ja brałam tabletki iqg reen i do tego miałam karnet, albo chodziłam na siłownie do kolegi. Schudłam w ten sposób w dwa miesiące 13 kilogramów i czuję się znacznie lepiej i to dzięki temu jestem szczęśliwsza, a im się pochrzaniły priorytety po prostu.
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo