Wąskie wargi kontra “kaczy dzióbek”. Czy da się powiększyć usta bez karykaturalnego efektu?

Zaryzykowałam i postanowiłam to sprawdzić - na własnych ustach.
Wąskie wargi kontra “kaczy dzióbek”. Czy da się powiększyć usta bez karykaturalnego efektu?
Fot. archiwum prywatne
20.02.2019

Zawsze miałam małe usta. Szczerze mówiąc nigdy mi to specjalnie nie przeszkadzało. Uważałam, że taka po prostu moja uroda - podobnie jak lekko zadarty (niestety ;)) nos czy zielone oczy. Nigdy też nie planowałam ich poprawiać. A potem nastała era Kylie Jenner i prawdziwa obsesja na punkcie wielkich, wydatnych i zmysłowych warg 

Zobacz również: Naukowcy odkryli wzór na IDEALNE USTA. Dokładnie takie podobają się facetom! (Zobacz)

Ale to nie zachwyt nad ustami Kylie Jenner sprawił, że sama postanowiłam powiększyć swoje wargi. Powód okazał się o wiele bardziej prozaiczny. Jak nigdy wcześniej zaczęłam zauważać, że z roku na rok moje usta stają się nieco węższe. Tę część ciała odziedziczyłam w całości po moim tacie i patrząc na niego jasno widziałam moją przyszłość, a konkretnie przyszłość moich ust - zaczną po prostu zanikać. Zwłaszcza górna warga, która od zawsze była u mnie wyjątkowo mała i wąska. Co tu dużo mówić - ta perspektywa nie bardzo mi się podobała. Z drugiej strony to, co nigdy mi się nie podobało, to karykaturalne, napompowane usta, którymi tak chętnie chwalą się w sieci drugoligowe celebrytki. Za nic w świecie nie chciałam skończyć jak one - uzależnione od regularnego ostrzykiwania się i nie potrafiące powiedzieć sobie “dość”. 

Gdy tak trwałam w moich rozterkach pewnego dnia spotkałam się z dawno niewidzianą znajomą. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że coś się w niej zmieniło - ale nie potrafiłam odgadnąć, co. W końcu nie wytrzymałam i zaczęłam pytać: nowe włosy? Bielsze zęby? Przedłużone rzęsy? Nie trafiłam za żadnym razem. “Powiększyłam usta!” - przyznała się w końcu. Gdyby mi o tym nie powiedziała, nigdy bym w to nie uwierzyła. Efekt był praktycznie niezauważalny, a jednak Jej usta były bardziej zaokrąglone, lekko uniesione w kącikach oraz nabrały filuternego wyglądu i zmysłowego, różowego odcienia (nie, to nie zasługa nowej szminki!). Żadnego “glonojada”, żadnego “kaczego dzióbka”. Pomyślałam, że skoro ktoś, kogo znam osobiście ręczy za tak naturalny efekt, który zobaczyłam gołym okiem, muszę przekonać się o tym na własnej skórze. A konkretnie na własnych ustach. 

Fot. archiwum prywatne

W taki sposób trafiłam do gabinetu dr Iwony Radziejewskiej w Saska Clinic. Powiedziałam o wizji ponurej przyszłości, jaka według moich naocznych obserwacji czeka moje usta. Okazało się, że dr Radziejewska radziła sobie już nie z takimi przypadkami. Po krótkim wywiadzie i obserwacji dowiedziałam się, że w moim przypadku niezbędne są dwie wizyty w Saska Clinic, w odstępie ok. 2-3 tygodni. Mój główny problem? Oczywiście wygląd górnej wargi. “Bardzo różni się w stosunku do wargi dolnej” - wyjaśniła dr Radziejewska. Dodała, że chociaż skóra wokół moich ust jest dosyć gruba, co samo w sobie jest pozytywne, to niestety prawa fizyki są nieubłagane - na taką skórę bardziej działa grawitacja. “W związku z tym, gdy skóra z wiekiem zaczyna troszkę ciążyć, boczne części ust delikatnie się zapadają, dlatego nie obserwujemy takiego ładnego odwinięcia ust” - wyjaśniła mi dr Radziejewska. Drugi czynnik, który zadecydował o tym, że będę musiała powtórzyć zabieg powiększania ust był związany z ich wielkością. “Jeżeli podałybyśmy na raz całą ampułkę kwasu hialuronowego, mógłby powstać efekt “kaczego dzióbka”. W tym przypadku lepiej jest odczekać z drugim ostrzyknięciem przynajmniej 2-3 tygodnie, aż kwas ładnie się ułoży i wchłonie wodę, nadając ustom pewną objętość. Wtedy będziemy mieć pewność, że efekt będzie naturalny” - tłumaczyła dr Radziejewska. Tak też zrobiłyśmy. 

Wizja wbijającej się igły w moje wargi nie była wprawdzie zbyt przyjemna, ale na szczęście okazało się, że moje wyobrażenia były nieadekwatne do samego zabiegu. Najpierw moje wargi zostały posmarowane specjalnym kremem znieczulającym. Od tamtego momentu nie mogłam mówić, bo istniało ryzyko, że dotknę ust językiem i stracę w nim czucie. Do tego na szczęście nie doszło, ale rzeczywiście już po paru minutach zaczęłam odczuwać w ustach charakterystyczne mrowienie. Po około 30 minutach byłam już gotowa do zabiegu, który trwał… zaledwie parę minut. Dr Radziejewska ostrzyknęła moją górną wargę z prawej i z lewej strony, a jedyne, co czułam, to delikatne uczucie porównywalne z ukłuciem komara. Dr Radziejewska delikatnie odświeżyła też moją dolną wargę. Po paru minutach mogłam już zejść z fotela. Zalecenia, które dostałam, to rozmasowywanie warg, aby nie pojawiły się w nich niechciane grudki, oraz smarowanie ust żelem z arniką i picie większej ilości płynów. Przez kolejne 2-3 dni miałam też unikać gorących napojów, ostrych przypraw, a w ciągu najbliższych paru tygodni żadna wizyta u dentysty czy na solarium nie wchodziła w grę.  

Fot. archiwum prywatne

Tuż po pierwszym zabiegu usta były nieco opuchnięte. Kulminacja tego stanu przypadła na dzień po ostrzykiwaniu. Dr Radziejewska wyjaśniła mi, że dzieje się tak dlatego, że wargi chłoną wodę, a ta lubi gromadzić się w organizmie właśnie po przespanej nocy. Nad górną wargą pojawił mi się też niewielki siniaczek i minimalne grudki, ale już po kolejnych dwóch dniach wszystko wróciło do normy. Trzy tygodnie później ponownie pojawiłam się w Saska Clinic, aby poprawić efekt. Wszystko przebiegło dokładnie tak samo. Dziś, parę tygodni po zabiegu na moich wargach utrzymuje się naturalny efekt powiększania ust. Ich kontur jest ładnie zarysowany, górna warga jest nieco bardziej wydatna - nie mam już wrażenia, że zanika. Ponadto usta są nawilżone i uzyskały ładny, zaróżowiony kolor. Dr Radziejewska wyjaśniła, że to dodatkowy plus ostrzykiwania ust kwasem hialuronowym, który ma duże właściwości regeneracyjne. Dzięki niemu usta mniej się przesuszają i istnieje mniejsze ryzyko pojawienia się wokół nich tzw. zmarszczek palacza. 

Fot. archiwum prywatne

Oczywiście dr Radziejewska wyjaśniła, że aby taki wygląd ust się utrzymał, należałoby parokrotnie powtórzyć zabieg. Po pierwszym ostrzykiwaniu efekt utrzymuje się przez ok. 9-10 miesięcy. Mimo to usta nigdy nie wracają w pełni do stanu wyjściowego. Przy małych ustach - takich, jak moje - istotne jest, żeby co parę miesięcy odrobinkę odświeżać usta, aby zapewnić im pożądaną objętość. Wobec tego prawdopodobnie jeszcze powrócę do gabinetu dr Radziejewskiej w Saska Clinic. I już nie będę musiała martwić się tym, że któregoś dnia moje usta zupełnie zanikną.

Zobacz również: Naukowcy już wiedzą, jak wyglądają IDEALNE USTA. Nie należą do Kylie Jenner...

Bez makijażu nie wychodzą z domu. Ujawniamy, co starają się ukryć
Bez makijażu nie wychodzą z domu. Ujawniamy, co starają się ukryć - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze

Ocena: 5 / 5

Polecane dla Ciebie