Exclusive: Nie używam kosmetyków

Marta zrezygnowała z kremów, dezodorantów i podpasek dostępnych w sklepie. Czym je zastąpiła?
Exclusive: Nie używam kosmetyków
Fot. Thinkstock
19.12.2015

Współczesny konsument jest coraz bardziej świadomy, że wszystko to, co jemy i czym traktujemy swoje ciało, ma bezpośredni wpływ na nasze zdrowie. Stąd rosnąca popularność produktów naturalnych, eko i bio. Doceniamy wszystko to, co pozbawione ogromnej ilości chemii. Problem w tym, że za taki luksus trzeba zazwyczaj o wiele więcej zapłacić, więc życie w zgodzie z naturą wydaje się przyjemnością tylko dla bogatych. Marta przekonuje, że niewiele w tym prawdy. Sama ponad 2 lata temu przestała stosować kosmetyki dostępne w sklepach i zastąpiła je przyjaźniejszymi dla środowiska metodami.

W jej łazience nie znajdziecie kolorowych żeli pod prysznic, płynów do kąpieli, balsamów znanych marek, dezodorantu albo kremu z całą tablicą Mendelejewa. Nasza bohaterka wyznaje zasadę, że im mniej i prościej, tym lepiej. Zamiast zaglądać do kosmetyczki – udaje się do kuchni. Do pielęgnacji ciała stosuje przede wszystkim to, co nadaje się do zjedzenia. Ekstrawagancja? 29-latka nie mieszka w leśnym szałasie, ani nie stroni od nowoczesności. Zrozumiała jednak, że za piękno wcale nie trzeba przepłacać, a najlepsze rozwiązania daje nam natura, a nie laboratoria wielkich koncernów kosmetycznych.

Poznaj jej filozofię i sprawdź, czy warto wziąć z niej przykład. Oto naturalne kosmetyki, które warto docenić.

 

naturalne kosmetyki

fot. Thinkstock

Bez kremu do twarzy pewnie też sobie radzisz...

Nie inaczej. Wspominałam o swojej wrażliwej i raczej suchej skórze, ale znalazłam na to sposób. Uwielbiam różnego rodzaju oleje – rycynowy, z pestek winogron, z awokado czy pestek słonecznika. Wydaje się, że to tłusta sprawa i szybko zatka pory, ale efekty są zupełnie odmienne. Cera jest nawilżona, gładka i rozświetlona. Do tego naturalne maseczki z maślanki lub miodu. Naprawdę nie potrzebuję niczego więcej.

Peeling?

Jak widzę te dostępne w sklepach z kosmetykami, to się trzęsę. Po co miałabym za nie tyle płacić? Wystarczy gruby cukier z sokiem cytrynowym, jogurt naturalny i zmielone orzechy – można eksperymentować. Proste i naturalne składniki, efekt złuszczający taki sam, a cera jest przy okazji oczyszczona i nawilżona.

Szampon ze sklepowej półki też odpada?

Z włosami eksperymentowałam najwięcej. Przez jakiś czas myłam je tylko wodą, ale to się nie sprawdziło. Teraz najczęściej stosuję mieszankę ciepłej wody i sody oczyszczonej. Problemy z łupieżem minęły. Dla nawilżenia – naturalne olejki.

 

naturalne kosmetyki

fot. Thinkstock

Sporą popularnością cieszą się kosmetyki do higieny intymnej. Z nich też zrezygnowałaś?

Naprawdę nie doceniamy swojego ciała, skoro nawet w miejsca intymne wsmarowujemy hektolitry chemii. Bez tego podobno nie da się obyć. A jak radziły sobie kobiety kilkaset lat temu? Myły się najzwyklejszą wodą i uwierzcie – nie dochodziło do żadnych zakażeń, ani nie był wyczuwalny przykry zapach. Ciało wystarczy umyć i z resztą radzi sobie samo. W ten sposób pozostawiamy pożyteczne bakterie, które są niezbędne do prawidłowego nawilżenia. Polecam spróbować – koniec z zaczerwienieniami i swędzeniem. Sprawę pogarszają też podpaski.

Odstawić?

Koniecznie. Wyglądają niewinnie i są bardzo wygodne w użytkowaniu, ale są nasączone taką dawką chemii, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Jeszcze te drażniące substancje zapachowe. Zupełnie bez sensu. Polecam podpaski z materiału, wielokrotnego użytku. To kwestia przyzwyczajenia, ale warto spróbować.

A jak zabezpieczyć się przed bakteriami, które przynosimy do domu na dłoniach?

Ręce myję w ciepłej wodzie. Dodatkowo stosuję prosty żel antybakteryjny na bazie alkoholu.

 

naturalne kosmetyki

fot. Thinkstock

Jakie są największe zalety rezygnacji z kosmetyków?

Wreszcie poczułam, że żyję. Nic mnie nie swędzi, nie drapie, skóra nie jest czerwona, nic się nie łuszczy. Czuję się o wiele lepiej w swoim ciele. Niektórzy mogą odnieść wrażenie, że odleciałam i gadam jak szarlatan, ale naprawdę – przekonajcie się na sobie i przyznacie mi rację. Najprostsze rozwiązania rzeczywiście są najlepsze.

Dużo zaoszczędziłaś?

Kiedyś potrafiłam wydawać na kosmetyki kilkaset złotych miesięcznie. Teraz najdroższe są naturalne olejki, a całą resztę kupię w sklepie spożywczym. To jest ogromna oszczędność, która cieszy tym bardziej, że mojemu ciału naprawdę to odpowiada.

Czym pachniesz dzisiaj?

Olejkiem różanym. 3-4 krople, buteleczka starczy na 2-3 miesiące.

 

naturalne kosmetyki

fot. Thinkstock

Papilot.pl: Co jest złego w kosmetykach dostępnych w drogeriach?

Marta: W większości tylko udają naturalne, a tak naprawdę są chemicznymi mieszkankami. Wiele obecnych w nich substancji uczula, podrażnia, wysusza skórę, a nawet uzależnia. Najpierw jest fajnie – skóra staje się gładka, włosy ładnie się układają, zapach utrzymuje się przez cały dzień, ale im więcej tego stosujemy, tym bardziej sobie szkodzimy. Mam delikatną cerę, więc nie raz się zdarzyło, że po zastosowaniu nowego kremu budziłam się z napuchniętą buzią albo rybią łuską na skórze. Albo zmieniałam szampon i okazywało się, że łupież wrócił.

Większość z nas chyba nie ma takich problemów.

Tak się tylko wydaje. Skąd się biorą zaskórniki? Cera jest zatkana tłuszczami obecnymi w kremach. Dlaczego łupież się nasila? Bo uodporniłyśmy się na substancję obecną w stosowanym od dawna szamponie. Wciąż jesteśmy niezadowolone z efektów, szukamy nowych kosmetyków, kupujemy coraz droższe, a i tak ciągle nam mało. Wystarczy to wszystko odstawić, zbliżyć się do natury i nagle okazuje się, że to były pieniądze wyrzucone w błoto. Zadbana kobieta nie musi wydawać setek złotych miesięcznie na cudowne eliksiry.

Jak do tego doszłaś?

Przez wrodzoną ciekawość. Wpadł mi w ręce artykuł o naturalnych kosmetykach, z niedowierzaniem spróbowałam i przekonałam się, że to naprawdę działa.

 

naturalne kosmetyki

fot. Thinkstock

Jak wygląda twoja codzienna higiena?

Najważniejsza sprawa to rezygnacja z chemicznych mydeł i żeli pod prysznic. Do kąpieli wykorzystuję przede wszystkim wodę. Tak, to coś, co leci z kranu wystarcza, aby oczyścić skórę i czuć się świeżo. Woda nie działa agresywnie i nie niszczy naturalnej bariery, która zabezpiecza nas przed wysuszeniem i podrażnieniem. Na początku może być trochę nieswojo, bo nic się nie pieni, ani nie pachnie, ale wystarczy spróbować. Wszystkie moje problemy z nadmiernie suchą i zaczerwienioną skórą minęły. Widocznie była to reakcja na niepotrzebną chemię.

Dezodorant?

Oczywiście, ale tylko naturalny. Jestem zwolenniczką stosowania ałunu, który neutralizuje bakterie odpowiedzialne za przykry zapach. Antyperspiranty blokują ujście potu i zaburzają naturalny rytm naszego ciała. Pocić się trzeba, ale z głową. Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi.

Perfumy?

Lubię ładnie pachnieć, ale nikt mnie nie przekona do kupienia sobie flakoniku za 200 czy 300 zł. Pokochałam naturalne olejki, które po pierwsze – nie podrażniają skóry, a po drugie – dają długi efekt. Kilka kropli na szyję, za uszy, na nadgarstki i cały dzień czuję się świeżo. Koleżanki wiele razy pytały, skąd ja mam tyle pieniędzy na te wszystkie zapachy, bo codziennie pachnę inaczej.

 

Komentarze (42)

Ocena: 4.5 / 5
Polly (Ocena: 5) 09.07.2017 04:35
Ja polecam kremy Bleuet Naturel. Pojawiły się między innymi na blogu Kasi Tusk. Mają w ofercie 6 kremów w fajnej cenie, dopasowanych do różnych typów cery. Marka jest polska, skład w pełni naturalny, zero chemii oprócz bezpiecznych środków zapewniających bezpieczeństwo, zero olejów mineralnych i innych zapychaczy porów. Ja używam przeciwzmarszczkowego z bawełną- to pierwszy od dawna krem, który mnie nie uczulił, poprawił stan podrażnionej skóry. Ten krem plus płyn micelarny z Tołpy i nie potrzebuję już innych kosmetyków- wyrzuciłam serum, krem pod oczy itd, bo już nie są potrzebne.
odpowiedz
Asia (Ocena: 5) 28.12.2015 22:59
zamiast kremu wolę olejek , teraz mam od floslek, jest genialny, lekki i hypoalergiczny
odpowiedz
Jaa (Ocena: 3) 27.12.2015 14:22
Dałam ocenę 3 za artykuł, ponieważ zabrakło mi w nim praktycznych porad, jak pielęgnować skórę i włosy. Jakie konkretne produkty (np. olejek arganowy - ale jaki, gdzie kupić? Jest cała masa podróbek, które nic nie dają!) jak używać (ile olejku, gdzie wsmarować, jak, kiedy - na noc, na dzień, jedna kropla, łyżka..??). Jak stosować maseczki, jakie maseczki, z czego, na jaką skórę, jak często. Gdzie szukać produktów (od razu odpowiem - sklepy stacjonarne ziołowe, internetowe w rodzaju zrobsobiekrem, ecospa, biochemia urody itp.), jak rozpoznać dobre produkty (certyfikaty, pochodzenie, wygląd...). No, trochę za mało przydatnych informacji :)
odpowiedz
Jaa (Ocena: 3) 27.12.2015 14:01
Przecież to normalne, że jesteś przerażona - ślub to wejście w zupełnie nowy etap życia, coś się skończy, coś się zacznie... Zmiany zawsze stresują, niektórych bardziej, innych mniej. Dobrze ci tak, jak jest teraz, boisz się zmian i tego, że ślub to już coś nieodwracalnego, koniec. Że już nie można się wycofać, że już będziesz skazana na tego jednego faceta do końca życia. Jesteście razem już tyle czasu, że dawno minął etap ekscytacji, zauroczenia, kiedy partner jest ideałem, bez praktycznie żadnych wad (albo wszystkie wady mu się z miejsca wybacza, bo przecież jest taki super, taki kochany). Po paru latach już nie jest tak różowo, dostrzega się wszystko wyraźniej, widzi się wady, zachowania, które drażnią, męczą. I co, męczyć się z takim wadliwym partnerem do końca życia? Już zawsze trzeba znosić jego bałaganiarstwo, albo to, że nigdy nie opuszcza klapy. A jak się zmieni, przytyje? Albo mi się znudzi? Masakra. Moje rady: od narzeczeństwa do ślubu mija często conajmniej rok, będziesz miała czas się oswoić, zastanowić, dużo się może zmienić przez ten czas. Jak po czasie (nawet po ślubie) uznasz, że jednak jesteś nieszczęśliwa i chcesz się rozstać, to droga wolna - rozwody odbywają się codziennie, nie są jakieś strasznie skomplikowane, da się przez to przejść (mój znajomy właśnie się rozwodzi, nie ma tragedii). Kolejna sprawa - wyobraź sobie siebie za 20-30 lat, co robisz, kim jesteś, gdzie mieszkasz, z kim. Jest w tej wizji twój facet? Czujesz spokój i szczęście? To chyba dobrze. Nie ma go? Albo gdy go sobie wyobrazisz, to ci się skręca żołądek? Może warto się zastanowić nad swoim związkiem. Niekoniecznie zrywać, ale zrobić sobie przerwę ("kochanie, potrzebuję chwili tylko dla siebie, jesteśmy razem tyle lat chcę przez parę tygodni - np. 8 - poczuć się jak za czasów, gdy się nie znaliśmy, potrzebuję oczyszczającej samotności" czy coś w tym stylu). Kilka miesięcy - na poczucie, czy ci tak lepiej, bez niego, czy za nim tęsknisz (ale po paru miesiącach, po paru dniach będziesz tęskniła okrutnie, trzeba odczekać!!), na poznanie nowych osób, przeżycie nowych rzeczy w samotności. Taka przerwa według mnie dużo daje - tylko musi być naprawdę długa, 2 miesiące minimum bez żadnych kontaktów (żadnych telefonów, spotkań, smsów, emaili, nic!!). Dobrze jest wyjechać, np. na wolontariat, praktyki albo do pracy do innego miasta albo kraju, odseparować się. Myślę, że warto, łatwiej zrozumieć czego się pragnie naprawdę.
odpowiedz
Jaaa (Ocena: 3) 27.12.2015 13:42
O matko, co za bzdury wypisujesz... Sądzę droga Car, że powinnaś udać się do lekarza, bo twój wpis świadczy o tym, że możesz mieć rozmaite problemy natury zdrowotnej. Serio!! Kosmetyki to wymysł cywilizacji, nie są w ogóle potrzebne, są TYLKO przydatne. Ja się myję w samej wodzie, nie używam mydła ani żadnych innych środków myjących. Nigdy nie śmierdzę, jak się pocę to też praktycznie bezzapachowo, nie mam żadnych infekcji, żadnych podrażnień. Twarz myję samą wodą, na noc nakładam 2 krople olejku - rano mam śliczną skórę, nic się nie świeci, nic się nie zapycha. Może droga Car najpierw spróbuj, a potem komentuj? A jeśli ty nie możesz się obyć bez kosmetyków, to jak wspomniałam, polecam się przejść do lekarza, bo to nie jest normalne.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo