EXCLUSIVE: Tajemnice solarium

Cała prawda o miłości do sztucznej opalenizny.
EXCLUSIVE: Tajemnice solarium
21.12.2013

Jeszcze kilka lat temu solaria były obecne na rogu niemal każdej ulicy w większych polskich miastach. Kilkanaście lat temu mało kto zdawał sobie sprawę z ich szkodliwości. Sztuczna opalenizna była po prostu modna. Współcześnie ta metoda upiększania jest już w odwrocie. Wiadomo, że emitowane promieniowanie przyspiesza procesy starzenia skóry oraz zwiększa ryzyko nowotworów, m.in. czerniaka złośliwego. Kolejne kraje wprowadzają ograniczenia wiekowe, umożliwiając wstęp na solarium jedynie osobom pełnoletnim, a niektóre idą o krok dalej i w ogóle zakazują tego typu działalności.

W Polsce podejście do „sztucznego Słońca” także się zmienia, ale wciąż głównymi klientami solariów są przede wszystkim młodzi ludzie. Właściciele niechętnie podchodzą do nowych przepisów, które mają ich zobligować do zakupu bardziej nowoczesnych urządzeń. Wiele z nich to wciąż stare solaria kupione za grosze na granicą, a wszechobecne informacje o „nowych lampach” stały się synonimem taniego, niemającego nic wspólnego z rzeczywistością chwytu reklamowego. Czy klienci mają jednak coś przeciwko?

Wiele wskazuje na to, że osoby uzależnione od opalania nawet nie starają się przewidywać konsekwencji swojego działania. Wciąż wiele młodych Polek uważa opaleniznę za konieczną. Przypieczona skóra ma być wyznacznikiem stylu, dbania o siebie, a czasami także dobrobytu. Nie znają swojego fototypu skóry i nie przejmują się żadnymi zaleceniami. Chcą uzyskać wymarzony kolor karnacji i zrobią dla niego wszystko. A może to tylko krzywdzący stereotyp? Sprawdzamy.

- Najbardziej mnie śmieszy ten wysyp klientów przed sezonem letnim. Wszyscy przychodzą, żeby przygotować skórę na słońce. Przecież tu nie chodzi o żadną skórę. Chcemy po prostu ładnie wyglądać na plaży, a przed poparzeniem słonecznym nikogo to nie uchroni. Czytałam na ten temat i dermatolodzy mówią jasno – to inny typ promieniowania. Możesz się spalić na solarium i potem poprawić na prawdziwym słońcu. Często przychodzą też z trądzikiem, który promieniowanie ma podobno wypalić i zmniejszyć. To może działać przez chwilę, ale po jakimś czasie jeszcze bardziej ich obsypuje. Sama wiem, jakie zaskórniki mogą w ten sposób powstać. To jest szukanie usprawiedliwienia dla własnej próżności. Ale przynajmniej na tym zarabiamy – śmieje się Agnieszka.

Nasza bohaterka obaliła kilka podstawowych mitów, a także przedstawiła szerzej nieznane fakty. Wątpliwe, by osoba uzależniona od opalania się tym przejęła. W końcu to tylko kilka minut, nic się nie stanie. Po jednym seansie pewnie nie, ale na dłuższą metę to gra niewarta świeczki. W wielu krajach europejskich wprowadzono zakaz wstępu na solarium dla osób niepełnoletnich. Polska jeszcze nie dostrzegła tego problemu. Opalają się coraz młodsi. I wcale nie przestają wraz z wiekiem...

opalanie

Agnieszka pracuje na solarium od kilku lat. Sama także z niego korzysta. Specjalnie dla nas opowiada o swojej pracy, klientach, a także faktach i mitach dotyczących sztucznej opalenizny. Jak twierdzi, wcześniej uważała, że z solarium korzysta się wyłącznie na własną odpowiedzialność. Dzisiaj wie, że sporą rolę odgrywają także właściciele oraz obsługa takich punktów. Rozmowę zaczynamy od słynnego hasła „nowe lampy”, które widoczne jest także w witrynie jej zakładu. - Wiadomo, że to forma reklamy, ale u nas naprawdę nigdy nie ma starych lamp. Stałe klientki by to zauważyły, by wypalone lampy o wiele słabiej opalają. Kiedyś potrzebowała 7 minut, a teraz 20? To byłoby dziwne – mówi nam.

- Jaką lampę można nazwać nową? Wielu wydaje się, że powinny być wymieniane co chwilę, ale to zwyczajna bzdura. Kiedy przychodzi klientka i mówię jej, że lampy działają od kilku miesięcy, to jest oburzona, bo ona chce nowe, a takich starych się boi. Jest zupełnie odwrotnie. Po pierwsze, żywotność każdej lampy jest różna, ale większość z nich może działać nawet do roku. Wszystko zależy od tego, ile mamy klientek. Jeśli codziennie włączamy łóżko w sumie na 6 godzin, to lampy wypalają się po pół roku. Jeśli krócej, to wytrzymają rok. To się mniej więcej sprawdza. A po drugie, nowe lampy są bardziej niebezpieczne, bo podobno przez pierwsze godziny emitują jakieś gazy, a co sama zauważyłam, opalają nierównomiernie – zdradza.

opalanie

- Tak naprawdę to ich trzeba się najbardziej obawiać. Stara też nie jest dobra, ale najwyżej nas nie opali. Nowa może szybko poparzyć. Dlatego my po wymianie włączamy na jakiś czas puste łóżko. Ale wiem, że nowe lampy to wydatek nawet kilku tysięcy złotych, a klientów jest coraz mniej. W niektórych zakładach rzeczywiście mogą ich nie wymieniać przez lata, bo inaczej się to nie zwróci. My w zakładzie mamy też inne usługi, więc właściciel jednak o to dba, bo jeszcze go na to stać. Sama czasami korzystam i jeszcze nic mi się nie stało. Niektóre dziewczyny opalają się codziennie i potem twierdzą, że to my coś zawaliliśmy. To nie my, to ich głupota – twierdzi Agnieszka.

Wizyta na solarium nie kojarzy się z większą filozofią. Wystarczy przyjść, zapłacić za odpowiedni czas, położyć się i wyjść. Nie do końca tak jest. Z ryzykiem wiąże się nie tylko przedawkowanie promieniowania, ale także nie zwrócenie uwagi na kilka podstawowych kwestii. Nie każdy fragment ciała powinien być bezpośrednio narażony na działanie lamp, trzeba pamiętać o higienie własnej, a także łóżka solaryjnego. O wszystkim powinna poinformować nas obsługa, ale różnie z tym bywa. Nasza rozmówczyni stara się uświadamiać klientki, ale niektóre zdają się być mądrzejsze od niej.

- Często nie chcą słuchać, bo wiedzą wszystko najlepiej. To one są królowymi solarium, a nie jakaś blada ich zdaniem dziewucha. Rzeczywiście, daleko mi do ich karnacji, ale uważam, że lepsza delikatna opalenizna, niż skwierczący skwarek. Do opalania na solarium trzeba się przygotować i każdy salon powinien to umożliwić. Do dyspozycji powinny być kosmetyki do demakijażu. Mimo wszystko niektóre z nich kładą się z pełnym make-up`em. To na pewno nie jest zdrowe. Nie używają też okularków zabezpieczających oczy, co jest ogromnym błędem. Nie chodzi tylko o wzrok, co wydaje się oczywiste, ale także skórę powiek i wokół oczu. W tym miejscu jest najcieńsza i przedawkowanie promieniowania może się źle skończyć. Po kilku latach mają już zmarszczki, jak moja 50-letnia mama – opowiada nam Agnieszka.

- Wiele klientek nie ma też zamiaru opalać się w bieliźnie czy stroju kąpielowym. Chcą mieć jednakowy kolor we wszystkich możliwych miejscach. Zapominają o tym, że nie jest to za bardzo higieniczne. No i znowu ten sam problem, co z oczami. Skóra wokół sutków czy w miejscach intymnych jest bardzo delikatna i nie powinna być bezpośrednio narażona na promieniowanie. One i tak wiedzą swoje. Zamiast kremów z filtrem używają przyspieszaczy. Nie interesuje ich też to, czy łóżko jest odpowiednio zdezynfekowane. W ogóle nie patrzą, czym je przemywam. Mogłabym użyć samej wody, albo przetrzeć suchą szmatką, ale ich to nie obchodzi. A to zawsze musi być specjalny środek z datą ważności i atestem, żeby nie złapać jakiegoś syfu – przestrzega.

Agnieszka otwarcie przyznaje, że nie miała specjalistycznego szkolenia z zakresu obsługi lamp solaryjnych. W branży pracuje od kilku lat. Najpierw obserwowała koleżanki i klientki. Słuchała zaleceń i spoglądała na efekty. Jeśli koleżanka sugerowała 10 minut opalania i klientka wychodziła zadowolona, to znaczy, że było dobrze. Jeśli skóra wyglądała na poparzoną, albo zbyt bladą – wtedy czas był nieodpowiedni. Dzisiaj obsługuje „na oko” i podobno rzadko się myli. Chyba, że klient nie jest świadomy tego, jak delikatną ma skórę, albo jak działają leki, które przyjmuje. - Mało się o tym mówi, ale niektóre lekarstwa są fotouczulające i po nich nie można się opalać. Wtedy można się poparzyć nawet po 3 minutach najsłabszego promieniowania – zdradza.

- Większość klientek nie chce słuchać żadnych zaleceń, bo liczą na szybki efekt. To znaczy klientów, bo panowie przecież też się zdarzają. Niektórych z nich w ogóle nie wpuściłabym do środka, ale skoro płacą, to nie ma wyjścia. Są już tak spalone i wysuszone, że przykro na nie patrzeć. Ale to już choroba, bo tanoreksja nie jest wymysłem. Naprawdę się zdarza. Chciałabym je zobaczyć za kilka lat. Mam nadzieję, że jeszcze będą żyły i nie zje ich jakiś rak skóry, albo inne świństwo – mówi nam.

- Niemal każdy nasz klient jest stałym bywalcem. Z niektórymi dziewczynami widuję się nawet kilka razy w tygodniu. Czasami nawet codziennie. Ostatnio sugerowałam jednej, żeby dała sobie spokój na chwilę, bo jest już zupełnie czarna i więcej nie potrzebuję. Usłyszałam tylko „pier*** to, raz się żyje!”. Raz w miesiącu przychodzi z większymi pieniędzmi i wykupuje sobie pakiet nawet 200 minut. Rzadko się zdarza, żeby ich nie wykorzystała przez 4 tygodnie. Tylko w wakacje trochę sobie odpuściła, bo dodatkowo smażyła się na słońcu. Takich nieodpowiedzialnych klientów nie możemy nie obsłużyć. Chyba, że stwarzają zagrożenie dla innych – twierdzi Agnieszka.

- Mam na myśli na przykład kobiety w ciąży, bo to też się zdarzało. Kiedyś zauważyłam, że brzuch jednej z klientek jest wyraźnie zaokrąglony. Trochę głupio się było pytać, bo może tylko ją wzdęło. Ale zrobiłam jej wykład co wolno, czego nie wolno. I, że trzeba uważać na leki fotouczulające, a całkiem trzeba zrezygnować w czasie ciąży. Na to ona „To może zaszkodzić dzidziusiowi? To ja przyjdę po porodzie”. Dobrze, że przynajmniej się przyznała. Ale to była zwykła bezmyślność. Takich po porodzie mamy dużo. Wiele z nich ledwo wiąże koniec z końcem, ale słoneczka sobie nie odmówią – twierdzi.

Agnieszka przyznaje, że wśród klientek wiele jest takich, które są wyraźnie uzależnione od opalania. Robią to jednak na własną odpowiedzialność i dopóki płacą, trzeba je przyjąć. Tragedia pojawia się wtedy, kiedy obsesja się odzywa, a w portfelu pusto. Na to też znajdują sposób. - Mam kilka dziewczyn, które opalają się na krechę. Pod koniec miesiąca podliczamy minuty i starają się spłacać. Jedna czeka na pensję, inna na kieszonkowe, a są też takie, które finansują sobie solarium z alimentów na dziecko. Naprawdę znam takie historie. To już nie jest do końca normalne. Ciekawe, z czego one żyją, skoro lekką ręką wydają nawet po 200-250 zł. Oszczędzanie na dzieciach w takiej sytuacji to smutna sprawa. Może uważają, że są lepszymi matkami, kiedy ładnie wyglądają? Albo liczą na to, że dzięki temu znajdą nowego tatusia? - zastanawia się.

- Powiedzmy to sobie szczerze, przepalona skóra nie jest ładna. Ale do nich nie dociera, że teraz modna jest naturalność. Z własnej woli robią z siebie plastikowe lale, rujnują swoje budżety, a przy okazji zdrowie. Sama lubię od czasu do czasu złapać ciemniejszy kolor, ale robię to najwyżej raz w tygodniu na 10 minut. I chyba tylko dlatego, że pracuję w takim miejscu i wtedy wyglądam trochę bardziej wiarygodnie – twierdzi nasza rozmówczyni.

Komentarze (23)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 10.05.2014 13:53
Ja bylam pierwszy i jedyny raz w solarium w wieku 18 lat i tylko przez 5 minut. Teraz mam 28 lat i mwszyscy mi mowia ze wygladam mlodziej i jak ja to robie ze nie mam zadnych zmarszczek. Mowia mi to te same osoby ktore jeszcze w liceum mowily mi "wydaj pere zlotych na siebie i idz do solarium". Nigdy ich nie sluchalam. POza tym od kilku lat mieszkam i pracuje w UK i tam nikt przed 18 rokiem zycia nie wejdzie do solarium! Takie prawo..
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 08.03.2014 09:04
Pamietam jak w wieku 16lat potrafiłam chodzić na solarium dwa do trzech razy w tygodniu . Dopiero w wieku 20 lat zdałam sobie sprawy ze swojej głupoty , nigdy więcej słońca !!!!
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 31.01.2014 14:26
Ja tez nie korzystam z solarium, czasami kiedy chce sobie przyciemnic skore, szczególnie nóg żeby wyglądały ladniej i smuklej używam balsamu opalającego firmy Soraya ! Jest rewelacyjny - już po pierwszym użyciu kolor skory jest delikatnie ciemniejszy ale wygląda bardzo naturalnie - bez żadnych smug, zacieków. Polecam naprawdę super produkt a efekt utrzymuje sie długo:)
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 27.12.2013 21:47
u nas na solce nawet w wigilnie byl ruch - powariowali :)
odpowiedz
Paula (Ocena: 5) 25.12.2013 22:39
Jezuuu , pamiętam jak ja codzien na solarke chodziłam i to na 20minut...az pewnego pięknego dnia zlazło ze mnie pol skory..babka namowila mnie na 25 min i gotowe :] od tamtej pory od 4 lat nie korzystam ze sztucznego slonca.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo