Za kilka miesięcy wychodzę za mąż. Jestem z tego powodu najszczęśliwsza na świecie, ale humor psują mi wyłącznie przyszli teściowie. Ogólnie rzecz ujmując, nie dogadujemy się i myślę wręcz, że oni nie są dobrymi ludźmi.
Zobacz także: Jak zachowuje się kobieta w niewidzialnej koronie? Sprawdź, czy nią jesteś
Zamieszkałam z Marcinem po pół roku randkowania. Oświadczył mi się na drugiej rocznicy. Z żadnym mężczyzną nie układało mi się dotychczas tak wspaniale. Oboje mamy za sobą wieloletnie nieudane relacje, więc bardzo doceniamy to, że tworzymy tak harmonijny związek.
Niestety rodzice Marcina za mną nie przepadają. Robiłam wszystko, byle tylko zaskarbić sobie ich sympatię. Już przestałam się starać, bo ile można znosić to, że bywają dla mnie złośliwi i stosują pasywno-agresywne uwagi? Potrafią dogryźć mi, że pochodzę ze wsi, a do tego z wielodzietnej rodziny. Niczym sobie nie zasłużyłam na takie traktowanie.
Po prostu nadal nie potrafią zaakceptować tego, że Marcin zdecydował o rozstaniu z poprzednią partnerką. Podobno bardzo się z nią zżyli, wręcz uwielbiali ją. Bywa, że na spotkaniach rodzinnych ją przywołują. Marcin prosił ich, aby tego nie robili, ale nadal nie mogą się powstrzymać. Boję się, że nie powstrzymają się od złośliwości nawet na moim własnym ślubie.
Kasia
Zobacz także: Marzę o lepszym standardzie życia