Pewnie nie jestem tutaj odosobnionym przypadkiem, ale marzę o życiu na wyższym poziomie. Chciałabym mieć własne mieszkanie, które jest duże i ładne. Nosić ubrania, które nie rozciągają się po dwóch praniach. Nie wspomnę już o możliwości, by częściej zjeść coś dobrego w restauracji, nie zastanawiając się, czy przypadkiem nie powinnam odłożyć tych pieniędzy na coś ważniejszego. Chciałabym móc żyć trochę lżej, odetchnąć z ulgą, poczuć, że mnie stać.
Zobacz także: Jak zachowuje się kobieta w niewidzialnej koronie? Sprawdź, czy nią jesteś
Pracuję jako nauczycielka. Kocham swoją pracę, lubię dzieci i mam satysfakcję z tego, że robię coś sensownego, ważnego, a jednocześnie w tym zawodzie nie ma szans na „kokosy”. Po opłaceniu rachunków i podstawowych wydatków niewiele zostaje. Czasem, gdy widzę znajomych, którzy podróżują, jedzą w restauracjach, mieszkają w pięknych miejscach i kupują sobie ładne rzeczy, robi mi się przykro. Zazdroszczę po prostu tego spokoju, komfortu, poczucia, że świat jest dla nich trochę mniej surowy. Dla mnie każdy wydatek to kalkulacja.
Agnieszka