Związałam się z Marcinem dziesięć lat temu. Przez długi czas świetnie się nam układało, ale niestety z biegiem czasu coś się zmieniło. W moim odczuciu przestaliśmy się dobrze dogadywać, zniknęła też namiętność, pojawiła rutyna. Wiem jednak, że on ani razu nie pomyślał o rozstaniu. Gdy próbowałam rozmawiać o tym, co nie pasuje mi w związku, lekceważył to. Mówił, że przesadzam.
Zobacz także: Młodzież ma dziś znieczulicę. Widząc ciężarną kobietę, nie rusza się z miejsca
Dwa lata temu podjęłam decyzję o rozstaniu. Potem jeszcze długo biłam się z myślami. Gdy już w końcu chciałam odbyć z Marcinem tę trudną rozmowę, okazało się, że jest poważnie chory. Diagnoza wskazała na nowotwór. Szybko podjął leczenie. Szczęśliwie udało mu się wyjść na prostą. Przez cały czas go w tym wspierałam i opiekowałam się nim.
Widmo powrotu choroby w dalszym ciągu jest realne. Nie wyobrażam sobie więc, żebym miała go opuścić. Kocham go, ale nie jak męża, raczej jak przyjaciela. Niestety jestem z nim tylko z litości. Trudno mi funkcjonować, zwłaszcza że jest ktoś, do kogo czuję coś więcej.
Marlena
Zobacz także: Udaję silną, ale w środku jestem kompletnie wykończona