Jestem w udanym związku, a mimo to czasem łapię się na myśli, że tęsknię za byciem singielką. Nie chodzi absolutnie o to, że chciałabym się rozstać czy wrócić do randkowania. Raczej o pewien rodzaj wolności, który przepadł, kiedy „my” stało się ważniejsze niż „ja”.
Kiedy byłam sama, mogłam robić, co chciałam. Nie tłumaczyć się, nie dopasowywać, nie planować wszystkiego z kimś drugim, miałam więcej przestrzeni tylko dla siebie. Teraz, nawet jeśli jestem szczęśliwa, czasem brakuje mi tej spontaniczności.
Zobacz także: Młodzież ma dziś znieczulicę. Widząc ciężarną kobietę, nie rusza się z miejsca
Czasem wspominam tamte wieczory, kiedy wracałam do pustego mieszkania, robiłam sobie herbatę, oglądałam serial do późna i nikomu nie musiałam mówić, o której wrócę albo co zjem na kolację. Bywało samotnie, ale też dobrze. Teraz jestem częścią związku, który daje mi miłość i bezpieczeństwo, a jednak w głębi duszy tęsknię za tamtym uczuciem pełnej niezależności.
Waszym zdaniem to znak, że coś mi w relacji nie pasuje, czy po prostu naturalna tęsknota za dawnym życiem?
Marlena