Kiedy moja siostra ogłosiła, że wychodzi za mąż, byłam naprawdę szczęśliwa. Cieszyłam się z jej szczęścia i nie mogłam się doczekać wszystkich przygotowań, przymiarek, wyboru sukni, i tak dalej. Gdzieś w głowie miałam też oczywiste przekonanie, że to właśnie ja będę jej świadkową. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że mogłoby być inaczej.
Gdy dowiedziałam się, że tę rolę powierzyła swojej przyjaciółce, poczułam się… dziwnie. Nie chcę powiedzieć, że zazdrosna, ale chyba bardziej zraniona i pominięta. O decyzji nie powiedziała mi nawet bezpośrednio, bo usłyszałam to przypadkiem podczas rozmowy z mamą. Kiedy później zapytałam ją o to wprost, odpowiedziała, że jej przyjaciółka lepiej odnajduje się w stresujących sytuacjach.
Zobacz także: Po 5 latach związku nie oświadczył się. Czekać dalej czy odejść?
Staram się to zrozumieć, ale w środku czuję żal. Przez całe życie byłyśmy sobie bardzo bliskie. Wspierałyśmy się w trudnych momentach, doradzałyśmy sobie, pomagałyśmy przy wyborach, a teraz, w najważniejszym dniu jej życia, nie będę stała obok niej, tylko gdzieś wśród gości. Boli mnie to bardziej, niż się spodziewałam. Nie chcę psuć jej radości, ale trudno mi ukryć emocje.
To naprawdę takie dziwne, że chciałam być świadkową własnej siostry?
Natalia