Jestem w szóstym miesiącu ciąży. Bardzo się cieszę, że niedługo zostanę mamą, ale nie ukrywam, że codzienność bywa dla mnie trudna. Nie mam samochodu, więc kilka razy w tygodniu muszę korzystać z komunikacji miejskiej. Za każdym razem powtarza się ten sam scenariusz, który doprowadza mnie do szału, a jednocześnie zwyczajnie smuci.
Kiedy wsiadam do autobusu lub tramwaju, nie oczekuję od nikogo specjalnego traktowania. Nie potrzebuję, żeby wszyscy od razu wstawali i robili mi miejsce z fanfarami. Jednak naprawdę trudno mi zrozumieć, jakim cudem młodzi ludzie potrafią siedzieć z oczami utkwionymi w telefonach, ignorując to, co dzieje się wokół. Zazwyczaj to właśnie oni, uczniowie, studenci, nastolatki zajmują miejsca siedzące, a gdy wchodzi kobieta z wyraźnie zaokrąglonym brzuchem, nawet nie drgną.
Zobacz także: Udaję silną, ale w środku jestem kompletnie wykończona
Zupełnie inaczej zachowują się starsze osoby. Paradoks, ale to właśnie one najczęściej proponują mi miejsce, mimo że same ledwo stoją. Czasem też inna kobieta spojrzy, uśmiechnie się i od razu powie: „niech pani usiądzie, ja postoję”. A młodzież? Nic. Zero reakcji. Jakby empatia była dla nich czymś kompletnie obcym.
Nie mówię, że wszyscy młodzi są tacy, bo wiem, że są wyjątki. Po prostu z moich obserwacji wynika, że coraz częściej brakuje im zwykłej wrażliwości. Może to kwestia wychowania, tempa życia albo faktu, że każdy jest teraz zapatrzony w ekran i nie zauważa świata wokół. Naprawdę tak trudno podnieść wzrok i zobaczyć drugiego człowieka?
Nie chcę moralizować, ale kiedyś uczono nas, że kobietom w ciąży, osobom starszym i niepełnosprawnym należy się pierwszeństwo. Dziś mam wrażenie, że wiele osób tego odruchu serca już nie ma.
Marta