Jestem tak wychowana, że dla mnie naturalne zawsze było dzielenie rachunków, wspólne planowanie wydatków i traktowanie siebie jak partnerów w pełnym tego słowa znaczeniu. Mój obecny partner ma jednak zupełnie inne podejście. Od początku naszej relacji nalega, żeby to on płacił za kolacje, bilety do kina, a nawet za zakupy spożywcze. Kiedy próbuję sięgnąć po portfel, reaguje z wyraźnym sprzeciwem.
Zobacz także: Planety mówią wprost. Ten znak zodiaku wkrótce stanie oko w oko z przeznaczeniem
Nie podobało mi się to nigdy, ale na początku uznałam to za przejaw troski i rycerskości. Z czasem jego podejście zaczęło mnie jednak uwierać. Mam własne pieniądze, pracuję, staram się być niezależna. Nie potrzebuję, żeby ktoś mnie utrzymywał. Zaczynam mieć wrażenie, że jego gesty, choć miłe, powoli odbierają mi poczucie sprawczości. Co gorsza, gdy próbuję porozmawiać o tym otwarcie, kończy się ostrzejszą wymianą zdań. On oczywiście uważa, że prawdziwy mężczyzna powinien dbać o kobietę finansowo.
Ciekawa jestem waszej opinii. Czy to ja przesadzam, czy rzeczywiście coś tu jest nie tak? Nie chodzi mi o pieniądze, tylko o zasadę i o to, żebyśmy byli partnerami, a nie kimś, kto daje i kto przyjmuje. Uważacie, że mężczyzna, który za wszystko płaci, naprawdę robi to z miłości, czy może z potrzeby kontroli?
Ewa