Historia toksycznego związku, którą zdecydowała się opowiedzieć autorka poruszającego listu, wzbudziła ogromne emocje wśród czytelników. Kobieta, która przez lata żyła z narcyzem, na łamach Medonetu opisuje swoje doświadczenia, które momentami wydają się nieprawdopodobne, ale jak sama przyznaje, dla osób mających styczność z osobowością narcystyczną mogą być aż nazbyt znajome. Szokuje mnie i zatrważa, że planowałam wspólną przyszłość z człowiekiem, który sprawił, że wymagałam leczenia psychiatrycznego i kwalifikowałam się do hospitalizacji - pisze bohaterka.
Zobacz także: Od lat czekam na awans, który nie nadchodzi
Miłość jak z bajki, która przerodziła się w piekło
Związek, który miał być jak wyjęty z romantycznej opowieści, szybko stracił swój blask. Autorka wspomina, jak po kilku miesiącach wspólnego mieszkania zaczęły się pierwsze awantury. Jedna z nich miała miejsce w niedzielę, kiedy jej partner wrócił późnym wieczorem z wizyty u rodziny. - Nie chciałam go nękać telefonami, więc tylko chodziłam od okna do okna, wypatrując samochodu - relacjonuje. Zamiast czułego powitania, usłyszała pełne wyrzutu pytanie o nieumyty talerz, które przerodziło się w burzliwą kłótnię. - Mam wrażenie, że właśnie wtedy jakieś piekło się rozwarło - dodaje.
Manipulacja, zastraszanie i brak skruchy
Narcyzm partnera był dla niej początkowo trudny do zrozumienia. Jak opisuje w Medonecie, nigdy nie usłyszała od niego przeprosin w ważnych momentach, choć sama była wielokrotnie poniżana, doprowadzana do łez i zastraszana. - Za każdym razem wszyscy dookoła byli winni, ale nie on - wspomina. Próby namówienia go na terapię kończyły się fiaskiem, a jego zachowania idealnie wpisywały się w definicję osobowości narcystycznej. - Weźcie pierwszą lepszą charakterystykę tego zaburzenia i odznaczajcie punkt po punkcie. Wszystko będzie się zgadzać - mówi.
Zobacz także: 7 cech ludzi, którzy najczęściej padają ofiarami psychopatów
Życie w cieniu czerwonych flag
Codzienne życie z partnerem okazało się być dalekie od wymarzonej idylli. Z czasem mężczyzna coraz częściej przebywał w swoim dawnym domu, a swoją obecność w ich wspólnym mieszkaniu traktował jak nagrodę. - Oczy mi nie schły - pisze autorka, opisując samotność i ból, który towarzyszył jej w tamtych dniach. Partner oszczędzał na wszystkim, od jedzenia trzymanego na balkonie po odłączanie ogrzewania w mieszkaniu. - Dogrzewałam się świecami - wspomina.
Depresja i walka o siebie
W końcu kobieta zdecydowała się na wizytę u psychiatry, gdzie zdiagnozowano u niej depresję oraz zaburzenia adaptacyjne. - Dostałam całą serię leków - antydepresanty, przeciwlęki i silnie uspokajający lek psychotropowy. Po tym koktajlu przespałam cały tydzień - relacjonuje. Mimo poważnego stanu, partner nie wykazywał żadnej empatii, a wręcz obwiniał ją za problemy psychiczne. - Twierdził, że depresję miałam już wcześniej - pisze z rozgoryczeniem.
Ostateczne rozstanie i nowy początek
Po latach życia w toksycznym związku, autorka zdecydowała się odejść. - Po pamiętnych świętach wielkanocnych zastał puste mieszkanie. Wyjechałam do przyjaciółki, która przygarnęła mnie pod swój dach - wspomina. Partner przez miesiąc nie wykazywał żadnego zainteresowania jej losem. Po powrocie zastała swoje rzeczy wyniesione do piwnicy, a mężczyzna wynajął drugą sypialnię, traktując ich wspólne mieszkanie jak hotel.
Dziś bohaterka opowieści czuje ulgę, że toksyczny partner zniknął z jej życia. -Wiem, że do końca życia będę szczęśliwa. Choćby z tego powodu, że jego już w moim życiu nie będzie - podsumowuje swoją historię.
Partner materiału: Medonet