Myślałam, że w związku będzie mi łatwiej. Pochodzę z biednego domu i niestety kontynuuję rodzinną tradycję. Ciągle jestem pod kreską, a naprawdę bardzo ciężko pracuję. Szkoda tylko, że tak niewiele z tego mam. Non stop czegoś sobie odmawiam.
Zobacz również: Chciała, żeby zapłacił za nią rachunek na randce. Odpowiedź chłopaka zwaliła ją z nóg
Nie mówię, że chłopak powinien mnie utrzymywać, bo taki układ też by mi się nie podobał. Ale mógłby od czasu do czasu dać kilka złotych, żebym miała na przyjemności i mogła o siebie zadbać. Dobrze wie, jak rzadko kupuję ciuchy czy kosmetyki.
Musi się wydarzyć jakiś cud, żeby mi starczyło na coś nowego, a on chodzi z pełnym portfelem.
Trochę nie rozumiem jego podejścia. Niby chce dla mnie wszystkiego, co najlepsze, ale nigdy niczego nie proponuje. Zabrał mnie na wakacje i sfinansował np. zrobienie prawa jazdy - za to jestem wdzięczna. Ale poza tym? Ewidentnie na mnie skąpi.
Zobacz również: Przez miesiąc wydałem na dziewczynę ponad 1000 zł. Nie stać mnie na związek
Nie oczekuję, że będzie płacił moje rachunki i tym podobne rzeczy. Po prostu uważam, że jako facet, a do tego o wiele lepiej zarabiający, powinien od czasu do czasu okazać gest. Tym bardziej, że zna moją trudną sytuację, bo ciągle chodzę nieszczęśliwa.
Dla niego 100 zł to drobne, a ja mogłabym chociaż przez chwilę poczuć się lepiej. On jednak wychodzi z założenia, że każdy dba o siebie. Jak kiedyś weźmiemy ślub, to może się czymś podzieli. Wiem, że wychodzę na materialistkę, ale to nie tak.
Chciałabym tylko, żeby nie przymykał oczu na moje problemy finansowe.
Sandra
Zobacz również: Mój facet zarabia 5 tys. zł, a oddaje mi tylko 2. Czy to przemoc finansowa?