Wyrzuciłam dorosłą córkę z domu. 24-latka nie powinna mieszkać z rodzicami

Taka terapia szokowa jej pomoże. Kiedyś mi za to podziękuje - twierdzi Anna.
Wyrzuciłam dorosłą córkę z domu. 24-latka nie powinna mieszkać z rodzicami
fot. Unsplash
01.09.2018

Można powiedzieć, że w jakimś stopniu jestem dumna ze swoich dzieci. Na pewno bardzo je kocham. Nigdy nie byłam matką, która biegała za nimi z chusteczką i wycierała noski. Od najmłodszych lat uczyłam moich synów i córkę, że polegając na innych daleko się nie zajedzie. Jasne - zawsze mogą na mnie liczyć, ale niech będą samodzielnymi istotami.

Zobacz również: LIST: „Moja 25-letnia córka to chodząca porażka. Mieszka ze mną, zarabia grosze, nie dała mi wnuka...”

Ta strategia sprawdziła się w 2/3. Pierwszy syn wyprowadził się z domu na studia, kiedy miał 19 lat. 10 lat później jest świetnym facetem, który nie trzyma się spódnicy mamusi. Ma dyplomy, robi karierę, zarabia, za chwilę założy rodzinę. Nie muszę się o niego martwić. Drugi, o 2 lata młodszy, najpierw się trochę pogubił, ale znalazł już swoją drogę. Mieszka za granicą i jest szczęśliwy.

Gorzej z najmłodszą. Córka ma 24 lata i powinna być dorosłą, odpowiedzialną za siebie kobietą, a jakoś nie bardzo jej się chce.

Dostała się na studia, a nawet je teraz skończyła. Gdzieś tam sobie dorabiała, a niedawno zatrudnili ją na etacie. Jakiś adorator wokół niej się kręci. Teoretycznie wszystko fajnie i po kolei. Ale to tylko część prawdy, bo nigdy nawet nie pomyślała, że mogłaby stanąć w 100 procentach na własnych nogach.

Zobacz również: LIST: „Mam 25 lat, wykształcenie, męża, mieszkanie i dziecko w drodze. Moje koleżanki nie osiągnęły nic”

Mam na myśli wyprowadzkę z domu i życie na własny rachunek. Bez rodziców na każde zawołanie. Dziwi mnie to, bo możliwości nie brakowało - koleżanka kiedyś proponowała jej wspólny wynajem. Dziś, jak się dobrze zorganizuje, to ją samą stać na skromne lokum. Zawsze pchałam ją w tym kierunku - wyfruń z gniazda i rozwiń skrzydła.

Bez skutku. Wolała wygodny układ, w którym ona coś tam sobie działa, głównie przyjemności, a matka posprząta, ugotuje i wypierze.

Wreszcie powiedziałam dość. Dałam jej 3 miesiące na usamodzielnienie się. Odebrała to chyba jako żart, bo w tym czasie niewiele robiła w tym kierunku. Odliczanie się skończyło i konsekwentnie zrobiłam to, co zamierzałam. Wyrzuciłam ją z dnia na dzień z domu. Myślę, że taka terapia szokowa jej pomoże.

Teraz oczywiście nie chce ze mną gadać i uważa mnie za najgorszą matkę świata, ale myślę, że kiedyś mi podziękuje. Pomieszkuje u przyjaciółki. Gdyby nie to, siedziałaby mi na głowie jeszcze długie lata. Ja nie byłabym szczęśliwa, a ona tym bardziej.

Anna

Zobacz również: LIST: „Przed trzydziestką każda kobieta powinna wyjść za mąż, urodzić dziecko i mieć stałą pracę”

Nie zgadniesz, która z nich to mama. Wyglądają jak bliźniaczki
Nie zgadniesz, która z nich to mama. Wyglądają jak bliźniaczki - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (40)

Ocena: 4.85 / 5
gość (Ocena: 5) 17.09.2018 14:39
jeśli jest tam zameldowana ma prawo zadzwonić na policje i wrócić do domu
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 05.09.2018 13:15
Kochane !! odkryłam świetny kanał na Youtube ! i muszę się z tym podzielić Kanał "2 Ryby" prowadzą go Monika i Marcin Gajdowie - małżeństwo psychoterapeutów. Bardzo mi pomogli zrozumieć wiele spraw ...
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 05.09.2018 09:21
Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Mam dwójkę rodzeństwa. Brata i siostrę, którzy są sporo ode mnie starsi. Obydwoje mieszkali z rodzicami do 26-27 roku życia i był problem, że za dług, że mogliby już pójść na swoje itp. Wyprowadzili się, usamodzielnili, rodzice dumni i zadowoleni... Ja wyprowadziłam się zaraz po maturze, wyjechałam na studia do innego miasta, znalazłam prace, dostałam stypendium i rodzice nie musieli dokładać mi dużo do mojego utrzymania. I wiecie co? Znowu źle... bo za szybko, bo za rzadko przyjeżdżam do domu... Ehh, nie dogodzi się .. :P . Chociaż mojego punktu widzenia po tych 6 latach mogę powiedzieć, że wyszło mi to tylko na dobre ;).
odpowiedz
gość (Ocena: 3) 04.09.2018 07:50
Mam 24 lata i kochającą mamę, która jednak ze mną rozmawia i wie jak sytuacja wygląda. Mój narzeczony aktualnie mieszka w innej miejscowości, wróci do rodzinnego miasta dopiero za rok. Więc jaki jest sens żebym ja mieszkała sama. Moja mama dobrze wie, że mamy pewnie plany i odkładamy na nie pieniądze. Dlatego stwierdziła, że po co mam ponosić większe koszty. Mieszkam z nimi dokładam się do rachunku, pomagam w domu i między czasie odkładam pieniądze na nasz cel. Moim zdaniem jeśli córka nic nie robi to tak ją po prostu wychowałaś, pozwoliłaś na to. Powinnaś z nią porozmawiać o planach na życie a nie po prostu wyrzucić z domu. Pomóc podjąć decyzje.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 03.09.2018 12:09
Mam 31 lat i mieszkam z rodzicami. Czasami mam wrażenie, że beze mnie wszystko by tu sie posypalo. Sprzatam, gotuje, robie zakupy dla całej rodziny, woze mame do pracy i ja odbieram, uczestniczę w budżecie domowym, opiekuje sie uciazliwa babcią, która mieszka 3 km dalej, woze ja do lekarza, sprzatam jej dom, opiekuje sie jej psem, kapie ja, wozę na rechabilitacje gdy jest taka potrzeba. Zwalam wegiel, kosze trawę...Tak sobie myślę, że gdybym wyprowadzila sie do miasta, to moim rodzicom byloby znacznie, znacznie trudniej. A mojej mamie to już w ogóle, chyba by padła, zwłaszcza że ma rwe kulszowa i czesto boli ją reka i noga i ma problemy z zapieciem biustonosza, a co dopiero ze sprzataniem i gotowaniem. Wygodnie by mi bylo wynająć mieszkanie, czy to z chłopakiem, czy na zasadzie współlokatorstwa: malutkie mieszkanko do posprzatania, gotowanie tylko dla siebie lub dla dwóch osób, zakupy malutkie, paliwo tylko na dojazdy do pracy, nikomu nie musialabym wozić tyłka, pranie tylko dla siebie, sprzatanie tylko po sobie i ewentualnie po partnerze. Mialabym doskonałą wymowke, żeby nie brać udziału w obowiazkach dot. babci i domu rodzinnego, bo przeciez mieszkam i pracuje 25 km dalej, i co najwyzej moge raz, góra dwa razy w tygodniu podjechać i coś porobić. Czy wam wszystkim na prawde sie wydaje, że jak dorosły czlowiek mieszka z rodzicami, to na pewno tylko dlatego, że nie jest zdolny do samodzielnosci i nic nie potrafi zrobić wokół siebie? Nikt nie dostrzega tego, ile dorosłe dzieci robia dla swoich rodziców, dziadków i dla swojego domu rodzinnego. To bardzo często nie jest układ pasożytniczy, a symbioza. Mam dużo znajomych z pokolenia swoich rodziców, którzy są dumni ze swoich samodzielnych dzieci, a jęczą, że nie ma ich kto zawieźć tu czy tam, pomóc w prostych sprawach, że nie mogą wyjechać na wspolny urlop, bo nie ma komu zaopiekowac sie psem i zająć piecem. I że te wspaniałe, samodzielne dzieci wpadaja trzy razy w miesiacu na obiad, i nie ma z nich tak na prawde żadnego pożytku. Aż przykro sie czyta, jak wy musicie pogardzac takimi osobami jak ja, pewnie w realnym zyciu odwracałybyscie wzrok na widok mojego szkaradnego, niesamodzielnego oblicza.
zobacz odpowiedzi (4)

Polecane dla Ciebie