Uważam, że biedni i niewykształceni nie powinni się rozmnażać. Kamila

Nie każdy, kto chce mieć dzieci, powinien je mieć. Bieda jest dziedziczna.
Uważam, że biedni i niewykształceni nie powinni się rozmnażać. Kamila
fot. Unsplash
14.04.2018

Uważam siebie za osobę bardzo prorodzinną. Sama chcę mieć dzieci i szanuję wszystkich, którzy się na to decydują. Ale nie bezwarunkowo. Jestem też zdania, że istnieje minimum, poniżej którego dziecko nie powinno się wychowywać. Mieszkam w dość biednej okolicy i widzę, do czego to prowadzi. Najlepszy przykład - moi sąsiedzi z piętra. Mają trójkę i źle to wygląda.

Ona nie pracuje, bo podobno musi się zajmować dzieciakami. On gdzieś tam próbuje zarobić na życie, ale chyba z marnym skutkiem. Mieszkanie wynajmowane, bo na własne ich nie stać. Wykształcenia żadnego. Ogólnie prości ludzie bez większych perspektyw. Ale za to z ogromną odpowiedzialnością, jaką było wydanie na świat trójki pociech.

Maluchy niczemu nie zawiniły i bardzo je lubię. Od rodziców trzeba jednak więcej wymagać. Moim zdaniem tacy ludzie nie powinni się rozmnażać.

 

dziecko z biednego domu

fot. Unsplash

Nikomu niczego nie zabronię. To tylko moje zdanie i pewnie niewiele zmieni. Ale może ktoś sobie przemyśli i się zastanowi. Według mnie nie wystarczy chcieć dzieci. Trzeba mieć też ku temu odpowiednie warunki. Jak mnie nie stać, to robię wszystko, żeby przypadkiem nie wpaść. A niestety różnie z tym bywa i zazwyczaj im mniej człowiek ma, tym bardziej płodny. Wszyscy chyba znamy te wielodzietne rodziny żyjące w biedzie.

Teraz jest 500+, ale za idiotyzm uważam uzależnianie swoich planów życiowych od tego wsparcia. Dziś jest, jutro może nie być, a buzie do wykarmienia zostaną. Rodzicielstwo to kosztowny interes. Nie uważam, że każdy powinien mieć dziecko. Jak się nie ma warunków, to trzeba albo je zmienić, albo świadomie zrezygnować z rozmnażania się.

Później takie maluchy chodzą głodne, brudne, niedopilnowane, rówieśnicy się z nich śmieją. Co to za życie? Pieniądze szczęścia nie dają, ale sporo ułatwiają.

 

dziecko z biednego domu

fot. Unsplash

Zdaję sobie sprawę, że to może brzmieć kontrowersyjnie, ale zastanówcie się. Odrzucając poprawność polityczną każdy myślący człowiek dojdzie do tego samego wniosku - biedny dom i niewykształceni rodzice to nie są okoliczności sprzyjające rozwojowi dziecka. Bieda jest dziedziczna. Nie bez powodu większość osób wychowywanych w takich warunkach później błądzi w życiu.

Ktoś powie, że w takim razie przynajmniej połowa dzieci w Polsce nie powinno się urodzić, bo rodzice ledwo wiążą koniec z końcem. Po pierwsze - nie jest aż tak źle. Skrajna bieda to na szczęście margines. A nawet jeśli - chyba lepiej zapobiegać, niż potem leczyć. Jak się maluch pojawi, to już za późno.

Takie jest moje zdanie. Jestem ciekawa, co Wy o tym myślicie. Może ktoś uważa, że zarobki nie mają nic do rzeczy? Chętnie wysłucham rzeczowych argumentów.

Kamila

Komentarze (11)

Ocena: 5 / 5
gość (Ocena: 5) 14.04.2018 14:29
Wykształcenie to nie tylko studia wyższe, jak się wielu ludziom wydaje, ale też technika i szkoły zawodowe. W Polsce od lat jest niestety szkodliwe ciśnienie na "papierki" wyższych uczelni. Zawsze jest tak, że na jednego kierownika/inżyniera/magistra, w zależności od branży, powinno przypadać 10 pracowników fizycznych. Tymczasem mamy sytuację odwrotną: 10 magistrów a "robić nie ma komu", bo "nie po to skończyłem studia żeby pracować fizycznie". Ale jakość kształcenia wyższego dramatycznie spada, w dużej mierze właśnie przez takie myślenie. W efekcie absolwent uczelni ma niewiele większą wiedzę od "robola" którym przecież bardzo być nie chciał. Swoich dzieci też do zawodówki nie pośle, no bo wstyd. A ponieważ klasy robotniczej w Polsce brak jest ona sprowadzana z Ukrainy i Białorusi i koło się zamyka. Pensje nie rosną, bo jest tania siła robocza, polski przemysł dalej kuleje, bo przez niską jakość kształcenia nasi inżynierzy są w stanie odtwarzać tylko to co obcy inwestor zechce u nas wyprodukować, a przy okazji większość zysku odprowadzić do swojego kraju. Nie ma ani elit z prawdziwego zdarzenia ani klasy robotniczej i to jest niepokojące.
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 14.04.2018 12:41
A ja uważam, że takim ludziom powinno się pomagać, bo nie każdy jest biedny ze swojej winy, i nie można ich wrzucać z patolą do jednego wora. Oczywiście jestem za sterylizacją patoli, gdzie występuje pijaństwo, bieda umysłowa i trzepanie dzieci dla 500+.
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 14.04.2018 10:58
Większość z Was, szczególnie z rodzin nieszlacheckich nie ma zielonego pojęcia kim byli przodkowie. Może 200 lat wstecz Wasz przodek był menelem, pijakiem, złodziejem, złym człowiekiem. Albo był po prostu biedny jak mysz kościelna. Czasy poszły do przodu, były takie zmiany ustrojowe, że generalnie status społeczny na dzień dzisiejszy nie zależy od tego, kto kim kiedyś był te ileśset lat temu, bo nie ma jako tako klas społecznych i każdy może "wszystko". Gdyby ktoś wtedy wpadł na pomysł, że może zlikwidować na świecie biedotę poprzez sterylizację pewnie większość z Was w ogóle by dziś nie żyła. Z resztą nawet nie licząc daleko, każdy z Was zna tych milionerów, którzy wyszli ze skrajnej biedy i porobili życiowe kariery. Wielu pewnie nawet z swojego otoczenia zna kogoś, kto lekko nie miał a udało mu się w życiu i wyszedł na porządnego człowieka. To są złożone mechanizmy. Niemoralne jest tworzenie "nadludzi", pozbywanie się słabych jednostek na rzecz manipulacji genami, tworzenie świata tylko dla elit.
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 14.04.2018 09:09
Sama mam podobny sposób myślenia, potem tacy ludzie nie mają możliwości za wiele takiemu dziecku dać, na starcie ma gorsze warunki zwłaszcza edukacyjne i niby w naszym kraju edukacja jest bezpłatna, ale niestety niedoinwestowanie np w języki, a teraz jeden to za mało, nie daje żadnych warunków na rozwój, spełnienia marzeń, czy właśnie start w przyszłość. Szklane sufity istnieją. Brak pracy, frustracja, często doprowadzają do nałogów, a to często do biedy i to jest w większości przypadków nieprzerwane koło
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 14.04.2018 08:43
To co zarabia połowa społeczeństwa wystarczy jedynie na przeżycie. Uważam, że to jest ogromna porażka systemu i całego naszego kraju. 3 tysiące złotych na utrzymanie rodziny to skrajne minimum. Ale Polacy są twardzi i jakoś sobie radzą. 97 naszego społeczeństwa rozlicza się do pierwszego progu podatkowego! Oznacza to, że w Polsce nie ma klasy średniej. Ja mam trochę inne zdanie niż autorka. Dużo zależy od zaradności i "ogarnięcia" rodziców. Są rodziny, które ledwo wiążą koniec z końcem ale dobrze wychowują dzieci, dbają o czystość i wykształcenie, a są takie, które tego nie potrafią. Jeśli chodzi o wyśmiewanie dzieci, które mają mniej to jest to porażka wychowawcza rodziców tych dzieci. Jeśli te 50 rodaków, które zarabia poniżej średniej krajowej się nie rozmnażało to byłoby kiepsko. Dodajmy do tego te 20 wykształconych i dobrze zarabiających ale niechcących zakładać rodziny. Zostaje nam około 30 społeczeństwa - tego najlepiej wykształconego i kasiastego. Czy jeśli tylko oni by się rozmnażali to nie wrócimy do ustroju arystokratycznego? Wiadomo, że na majątki ktoś musi zapracować. Ci biedni by się nie rozmnażali, więc by wyginęli. Zostaliby sami najbogatsi, ale oni muszą mieć siłę roboczą, by zarabiać. W przyrodzie powinna być zachowana równowaga. Dzieci to w zasadzie najcenniejsze co mamy i możemy "wytworzyć" jako Naród. Trzeba im zapewnić warunki do rozwoju. Nie każdy z nich musi być inżynierem ale niech będzie dobrym, niepokiereszowanym przez życie człowiekiem.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo