Wybrałam prywatną uczelnię, bo państwowe studia to pójście na łatwiznę... Nina, 19 l.

Jestem za to krytykowana, ale wiem co robię!
Wybrałam prywatną uczelnię, bo państwowe studia to pójście na łatwiznę... Nina, 19 l.
fot. Thinkstock
05.07.2017

Zdałam świetnie maturę, ale i tak podobno nie mam się czym chwalić. Dla większości jestem nieudacznikiem, bo nie wybieram się na państwową uczelnię. Nie potrafią tego zrozumieć, bo spokojnie bym się wszędzie dostała, ale sama z tego zrezygnowałam. Dla nich to nieodpowiedzialne, głupie i pójście na łatwiznę. Niektórym się wydaje, że na płatnych studiach nic nie trzeba robić i dlatego je wybrałam. Ludzie chyba nie wiedzą o czym mówią! Może i bywają takie uczelnie, ale te najlepsze w dużych miastach niczym się nie różnią od państwowych.

Albo różnią się i to na korzyść. Właśnie dlatego wybrałam prywatne studia. Chcę mieć godne warunki do nauki, małe grupy, świetnych wykładowców z różnych uczelni, swobodny dostęp do dziekanatu i mnóstwo innych rzeczy, o których na zwykłych uniwersytetach można pomarzyć. Nie interesuje mnie studiowanie w starych budynkach, z 50 osobami w grupie, zmęczonymi profesorami i problemami z załatwieniem czegokolwiek. Chcę mieć luz, a jak zapłacę, to właśnie to dostanę.

prywatne studia

fot. Thinkstock

Czego w tym niektórzy nie potrafią pojąć? Według mnie studiowanie dziennie na państwowej uczelni to żaden prestiż. Teraz jest niż i uczelnie biją się o studentów. Ok, może się nie dostaniesz łatwo na prawo, ale inne kierunki są osiągalne dla każdego. Jakoś lepiej mi się kojarzą studia, za które trzeba zapłacić grube pieniądze. To według mnie oznacza, że komuś zależy na nauce. Będzie się starał wyciągnąć z tego jak najwięcej, bo w końcu nie dostał tego za darmo. Tak jest w USA i według mnie tak samo powinno być w Polsce.

Na razie nie doczekałam wprowadzenia opłat na państwowych uniwersytetach, więc wybrałam prywatną uczelnię. Tyle, cała tajemnica. Nie zrobiłam tego, żeby się obijać, ale żeby docenić i mieć świadomość, że to kosztuje i mam obowiązek z tego skorzystać jak najbardziej. Oczywiście, że najpierw pomogą mi rodzice, ale od drugiego semestru albo roku odetną kasę, bo tak się umówiliśmy. Będę musiała kombinować i to mnie nauczy życia.

prywatne studia

fot. Thinkstock

Bo co o życiu wie student, który wszystko ma za darmo? Uda się albo się nie uda i tyle. Ktoś taki wychodzi po 5 latach i zaczyna rozumieć, że... nic nie wie. Może ma dyplom i szczątki wiedzy, ale rynek pracy to dla niego czarna magia. Do tej pory żył z pieniędzy rodziców albo stypendiów. Dla mnie nauka nigdy nie będzie równa realnemu doświadczeniu zawodowemu.

Martwi mnie tylko to, że tłumaczę to wszystkim, a i tak wychodzi na to, że chcę zapłacić sobie za wykształcenie i w ogóle się nie wysilać. Chodzi mi o coś zupełnie przeciwnego!

Czy tylko ja tak myślę?

Nina

Komentarze (10)

Ocena: 4.6 / 5
gość (Ocena: 5) 16.07.2017 05:07
Studiowałam zarówno na państwowej jak i prywatnej uczelni (skończyłam 2 kierunki) i o ile zgodzę się z tym, że na prywatnej pod niektórymi względami jest lepiej to jednak nie jest to żadna rewelacja. Budynek też stary, na wykładzie 50 osób (na ćwiczeniach 5-20) i załatwienie czegokolwiek też bywa strasznie upierdliwe (biurokracja i burdel -choć nie w aż takim stopniu jak na państwowej uczelni). Jakby ktoś mnie spytał która uczelnia lepiej przygotowała mnie do pracy to bym powiedziała że obie wcale się nie przydały, mam bardzo dobrą pracę tylko dzięki temu, że na własną rękę sobie ułożyłam życie zawodowe jeszcze w trakcie studiów i NIC ze studiów mi w tym nie pomogło. Gdybym miała bazować na samych studiach to teraz bym się kisiła na jakimś darmowym stażu albo na śmieciówce za 1500 zeta.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 06.07.2017 07:55
Ja się nie zgodzę z tym artykułem, bo prawda jest taka, że jeśli ktoś będzie chciał się uczyć, to nauczy się nawet w budynkach starego uniwersytetu. Mam osoby na roku, które mają średnią w okolicach 5.0, są ciekawe świata, chcą wiedzieć więcej, mają dobrą pamięć, ale też dużo się uczą. Nie wiem, gdzie autorka spotkała się poza tym z grupą liczącą 50 osób (toż to pół roku musiałoby być w jednej grupie)-u nas jedna grupa liczy około 20 osób, rok jest podzielony na jakieś 5 grup. Jechałam kiedyś z gościem studiującym po angielsku lotnictwo chyba w Rzeszowie, i z tego co on mi mówił, to jego szkoła chce zgarnąć jak najwięcej kasy, więc często jest dużo warunków, robienie problemów studentom w dziekanacie (chłopak pracę inżynierską wg promotorów miał w porządku, ale np. pani w dziekanacie wypatrzyła jakiś błąd, i tylko na tej podstawie musiał płacić płatny warunek, czyli przesunięcie terminu obrony). Z goryczą mówił o tym, że może mają większy dostęp do wiedzy, ale szkoła robi jak najtrudniejsze egzaminy, problemy-żeby tylko nie od razu zdać i płacić jak najwięcej kasy. Taka jest prawda.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 05.07.2017 22:10
Znam wielu pracodawców, którzy na ludzi po studiach prywatnych patrzą jak na studentów drugiej kategorii. Większości uczelnia prywatna kojarzy się ze zdawaniem w zamian za opłatę studiów. Po moich koleżankach widzę, że trochę tak jest... Dziewczyny, które ledwie znają tabliczkę mnożenia kończą ekonomię. Co potrafią pewnie zweryfikuje życie, ale dyplom jest :D
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 05.07.2017 21:42
Jakos nie mam przekonania do prywatnych, ponieważ, za pieniądze można mieć wszystko. Studia prywatne nie brzmi, to wiarygodnie. Moja kolezanka poszla na prywatne, bo nie dostala, się na dzienne.
odpowiedz
xxx (Ocena: 5) 05.07.2017 19:36
No cóż- zależy od kierunku i specyfiki uczelni. Prawo czy medycyna w Krakowie na znanej uczelni na "F" nie werfikują zdolności i ambicji studentów, ale bogate portfele rodziców ;). PS. Z moich obserwacji wynika, że studnia dziennie na publicznych uczelniach nie są do końca bezpłatne- zwłaszcza dla studentów, którzy muszą się SAMI utrzymać (mieszkanie, książki, dojazdy).
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo