Upadłam na dno! Muszę robić zakupy w dyskontach... Wiktoria

Dobrobyt bardzo uzależnia. Straciłam pracę i uczę się żyć od nowa.
Upadłam na dno! Muszę robić zakupy w dyskontach... Wiktoria
fot. Thinkstock
29.06.2017

Piszę, bo nie radzę sobie. Jestem w coraz większym dołku. Myślałam, że skoro wszystko mi się udaje, to tak będzie zawsze. W wieku 21 lat znalazłam świetną pracę. Szybko awansowałam i zarabiałam coraz lepiej. Było mi nawet głupio, bo dostawałam wyższą pensję, niż moi rodzice. Z drugiej strony cieszyłam się jak dziecko. Po roku wynajęłam mieszkanie, kupiłam używany, ale fajny samochód. Skończyłam zaocznie studia, równocześnie pracując. Rodzice pękali z dumy i ja też byłam zachwycona. Moi znajomi nie mogli nawet marzyć o takim życiu.

Mało kto może sobie pozwolić na taką samodzielność w tym wieku. Rodzice nie musieli do niczego się dokładać. To ja wręcz im pomagałam. Jak się zepsuła pralka – kupiłam im nową. Kiedy nie za bardzo mogli sobie pozwolić na wakacje, ja im sfinansowałam wyjazd. Ja też byłam z siebie dumna. Wystarczyło kilka tysięcy miesięcznie, żebym czuła się pewna siebie, zaradna i nie bała się jutra. To się nagle skończyło i od tego czasu nie daję sobie rady. Dobrobyt naprawdę bardzo uzależnia.

x

fot. Thinkstock

Kilka miesięcy temu zostałam wezwana na rozmowę. Szef zaczął od tego, że jestem świetnym pracownikiem. Już myślałam, że znowu da mi podwyżkę. A potem słowa – bardzo cię cenimy, ale nie możemy ci zaoferować dalszej współpracy. Zmieniają nieco profil działalności i moje stanowisko okazuje się zbędne. Nie umiałam tego przyjąć z podniesioną głową. Zaczęłam go błagać, próbowałam wywalczyć przeniesienie do innych obowiązków. Ale to nic nie dało i zwolnienie stało się faktem. Wróciłam do domu i ryczałam do rana. Jeszcze tydzień udawałam przed rodzicami, że nic się nie stało.

Prawda była taka, że miałam krótki okres wypowiedzenia, ale już nie musiałam tam przychodzić. Na koncie niewiele, bo nie szanowałam pieniędzy. Inwestowałam w siebie, pomagałam rodzicom i jakoś się to wszystko rozchodziło. Dopiero później miałam zacząć oszczędzać. Zostałam dosłownie z niczym. Mieszkanie, które trzeba zaraz opłacić, kończyło się też ubezpieczenie samochodu itd. Wreszcie się przyznałam. Było ze mną coraz gorzej.

x

fot. Thinkstock

Żebyście widziały, z jaką miną wracałam do mieszkania rodziców... Musiałam wypowiedzieć umowę na swoje. Samochód stoi nieużywany, bo nie mam nawet za co zatankować. Znowu jestem na ich utrzymaniu. Czuję się jak najgorszy pasożyt. Nie znalazłam do tej pory żadnej pracy, która dawałaby mi taką radość i pieniądze. Spadłam ze szczytu na samo dno. Już nie zakupy w Almie, ale w Biedronce. Żadnych nowych ubrań. Przestałam wychodzić na miasto, bo to też kosztuje. Pracuję na zleceniu za 1000 zł na rękę. Kilka razy mniej, niż wcześniej.

Nie widzę żadnej nadziei. A najgorsze jest to, że jak się już zasmakuje w lepszym życiu, to trudno się przestawić. Ja popadam w depresję. Kiedyś łatwiej przyjmowałam porażki, ale tego nie mogę znieść. Uwierzyłam, że mogę być kimś, a jedna decyzja szefa wszystko zniszczyła.

Jak mam się podnieść?

Wiktoria

Polecane wideo

Komentarze (7)

Ocena: 3.86 / 5
gość (Ocena: 5) 29.06.2017 14:59
Było to raz a dwa mogła odkładać trochę kasy a nie szpanowac na lewo i prawo i roztrwaniac wszystko
odpowiedz
anon (Ocena: 1) 29.06.2017 13:11
było
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 29.06.2017 12:24
było juz ...
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 29.06.2017 11:00
Zacisnąć poślady i szukać pracy. o.O
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 29.06.2017 09:40
Bylo.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie