Przeprowadziłam się do niego i stałam się jego więźniem! Historia ku przestrodze... Lidia

X poznałam na imprezie. Przez przypadek, 150 km od domu. Nie od razu się zakochałam. Na początku były intrygujące rozmowy, ale takie zwyczajne. Czasem potrzebowałam tego kontaktu coraz częściej... Postanowiliśmy się spotkać po niecałych dwóch miesiącach. Zakochałam się wtedy jak diabli. Nie mogliśmy już bez siebie żyć. Spotykaliśmy się tylko w weekendy albo też wtedy gdy w tygodniu wyjeżdżał do pracy w moje okolice. Było cudownie do tego stopnia, że postanowiłam się przeprowadzić do niego. Z perspektywy czasu, gdy człowiek o tym myśli, to sobie mówi: „gdybym ja tylko wiedziała, co mnie czeka”. Ale wiadomo... Człowiek zakochany to człowiek ślepy. Zamieszkaliśmy w pięknym domku na przedmieściach. Pierwszy miesiąc był bajeczny. Kochaliśmy się, był taki czuły i dobry... Sytuacja się zmieniła później, gdy zrobił się chorobliwie zazdrosny. Nie moglam mieć żadnych kontaktów z płcią przeciwną, bo ciągle były o to wojny. Koleżanki? Tylko za jego zgodą i z nim. Kiedy jakimś cudem pozwolił mi wyjść, to przyjechał w międzyczasie sprawdzić czy rzeczywiście jestem tam gdzie mnie zostawił. Dodam, że czas spotkań był regulowany. Dwie godziny i ani minuty dłużej. Do rodzinnego domu nie mogłam jeździć sama - tylko z nim.   
Przeprowadziłam się do niego i stałam się jego więźniem! Historia ku przestrodze... Lidia
fot. Thinkstock
15.04.2016

X poznałam na imprezie. Przez przypadek, 150 km od domu. Nie od razu się zakochałam. Na początku były intrygujące rozmowy, ale takie zwyczajne. Czasem potrzebowałam tego kontaktu coraz częściej... Postanowiliśmy się spotkać po niecałych dwóch miesiącach. Zakochałam się wtedy jak diabli. Nie mogliśmy już bez siebie żyć. Spotykaliśmy się tylko w weekendy albo też wtedy gdy w tygodniu wyjeżdżał do pracy w moje okolice. Było cudownie do tego stopnia, że postanowiłam się przeprowadzić do niego.

Z perspektywy czasu, gdy człowiek o tym myśli, to sobie mówi: „gdybym ja tylko wiedziała, co mnie czeka”. Ale wiadomo... Człowiek zakochany to człowiek ślepy. Zamieszkaliśmy w pięknym domku na przedmieściach. Pierwszy miesiąc był bajeczny. Kochaliśmy się, był taki czuły i dobry... Sytuacja się zmieniła później, gdy zrobił się chorobliwie zazdrosny.

Nie moglam mieć żadnych kontaktów z płcią przeciwną, bo ciągle były o to wojny. Koleżanki? Tylko za jego zgodą i z nim. Kiedy jakimś cudem pozwolił mi wyjść, to przyjechał w międzyczasie sprawdzić czy rzeczywiście jestem tam gdzie mnie zostawił. Dodam, że czas spotkań był regulowany. Dwie godziny i ani minuty dłużej. Do rodzinnego domu nie mogłam jeździć sama - tylko z nim. 

 

x

fot. Thinkstock

Wysłuchiwałam codziennie jaka to ze mnie szmata, że na pewno go zdradzam. Że wypisuje ze wszystkimi na Facebooku. Później przeprowadziliśmy się do bloku dosłownie naprzeciwko jego rodziców. Tam chociaż nie czułam się taka samotna. Rodziców ma wspaniałych, muszę przyznać, że mama i tata zawsze trzymali moją stronę. Ale ze z powodu ich problemów zdrowotnych też nie mogłam się do nich zwrócić żeby opanowali swojego syna. W moim domu też nic nie mówiłam... 

Sprawdzał mi telefon, zabierał mi go, krzyczał i wyzywał. Gdy miałam dzień wolny od pracy zamykał mnie w domu i dodatkowo dzwonił co chwilę, żeby sprawdzić co robię. Kiedyś uznawałam to za troskę, ale dziś? Padały coraz gorsze podejrzenia... Kłótnie wykańczały mnie psychicznie, przestałam mieć w ogóle jakąkolwiek chęć do życia. Cały czas chodziłam poddenerwowana. Nie miałam ochoty wstawać z łóżka, ani dbać o siebie, jak to zawsze miałam w zwyczaju.

 

x

fot. Thinkstock

W pracy tez często płakałam, gdy nikt nie widział. W nocy nie pozwalał mi zasnąć, bo ciagle mi wkładał do głowy jaka jestem zła i kłamliwa... Gdy złapałam jakąś infekcję intymną, zapytał czy następnym razem HIV przyniosę. Albo gdy zemdlałam z nerwów, rzucił mnie na łóżko i spytał „co ty odp***sz”? Gdy były kłótnie, a było zawsze głośno, nikt nie przyszedł mi pomóc. Nie miałam jak wezwać pomocy. Było trzaskanie drzwiami, kopanie w nie i uderzanie ręką. Moje błagania żeby się ode mnie odsunął, że się boję...

Albo kiedy tak na mnie krzyknął, że spadłam prawie ze stołka. Tak bardzo chciałam żeby ktoś przyszedł mi pomóc, kiedy stałam między lodówką a ścianą, zasłaniając się rękoma. Kazał mi się pakować po ciemku, gasił mi światło. Był wulgarny do granic możliwości. W życiu nie pomyślałabym, że ktoś kto miał być moim opiekunem będzie moim katem. Nie pomagały prośby, mój płacz... Potrafił włączyć sobie muzykę i tańczyć w pokoju, kiedy ja płakałam na łóżku po raz kolejny, kiedy mnie poniżył. 

Nadszedł dzień, kiedy już naprawdę nie miałam siły. Byłam wykończona psychicznie, już nie miałam siły słuchać oskarżeń z jego ust i chciałam zamknąć się w łazience. Wtedy mnie poszarpał... Dawałam znaki światłem jego mamie, żeby mi pomogła kiedy nie miałam jak zadzwonić po pomoc. Ona zadzwoniła na szczęście. Mimo wszystko jego zachowanie się nie uspokoiło, zaczął mnie pakować, ale wtedy gorycz się przelała.

x

fot. Thinkstock

Następnego dnia zadzwoniłam po tatę, który już po chwili po mnie przyjechał żebyśmy mogli wyjechać, wtedy gdy X był w pracy, żeby go nie rozwścieczyć. Uciekłam... Nie wychodziłam z domu, byłam tak zraniona i słaba, myślałam że życie się dla mnie kończy. Mimo wszystko kochałam go strasznie... Poszłam do psychiatry, bo nie mogłam sobie poradzić z traumą po tym wszystkim, doszłam trochę do siebie, znalazłam pracę. 

W ostatnich dniach dowidziałam się, że zdradził mnie z naszą wspólną koleżanką, która niby się o mnie martwiła. Z dziewczyną swojego kolegi... Możecie pomyśleć, jak się poczułam. Jeśli dzień wcześniej pisał jak to nie może żyć beze mnie i że mnie kocha nad życie. Nawet byłam skłonna w to uwierzyć. Teraz wydzwania, chce kontaktu. Mnie nigdy nikt tak nie poniżył jak on.

Dziewczyny, wybierajcie ostrożnie osobę z którą chcecie stworzyć związek. Żeby nie okazało się, że osoba którą kochacie stanie się waszym przekleństwem na całe życie...

Lidia

 

Komentarze (26)

Ocena: 4.88 / 5
Anonim (Ocena: 5) 16.04.2016 00:02
f
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 15.04.2016 16:54
kiedys poznalam goscia, ktory pewnie tez w przyszlosci tak by sie zachowywal. juz na pierwszej randce zauwazylam kilka szcegulow, ktore dobrze nie wrozyly. chcial sie ze mna ciagle spotykac, dzwonil i rozmawialismy ze soba okolo godziny czy 2, zadawal duzo pytan jakby chcial wszystko o mnie wiedziec, chcial zebym szybko sie do niego przeprowadzila. I co najwazniejsze mial juz nasze zycie zaplanowane. Mnie o zdanie nie pytal. Typowy psychopata.dziewczyna z artykulu jest bardzo mloda. Moze nie wiedziala jak wyglada zdrowy zwiazek.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 15.04.2016 15:14
Dziewczyny... Czy wy wiecie jak czuje się bity człowiek? Jak zero. Nie wierzy, że wart jest czegoś innego. Ciężko jest się wyrwać z tak toksycznej relacji. Wymaga to ogromnej siły psychicznej, którą przecież "autorka" w końcu w sobie znalazła. Nie wypowiadajcie się, bo nie wiecie jak same byście się zachowały.
zobacz odpowiedzi (1)
Anonim (Ocena: 5) 15.04.2016 14:02
.
odpowiedz
kula (Ocena: 5) 15.04.2016 13:54
miałam bardzo podobnie, tyko jak już z nim zerwałam to jeszcze mnie przez 3 lata prześladował i śledził
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo