Mój 30-letni facet jest jak chorągiewka. Niby słucha mnie, a najwięcej do powiedzenia ma jego matka! Alicja, 23 l.

Nie bardzo wiem jak zacząć ten list, ale nie umiem zrozumieć sytuacji w której się znalazłam. Może przejdę do rzeczy, od ponad 3 lat spotkam się z prawie 30-letnim mężczyzną, ja jestem 7 lat młodsza. Poznaliśmy się w dużym mieście, w którym mieszkam od zawsze, a on przyjechał do pracy.  Jest nam razem bardzo dobrze, ale długo musieliśmy się docierać, w wielu sprawach mieliśmy zupełnie inne zdanie, a przynajmniej tak się wydawało, bo on po prostu nie znał innego życia i był zupełnie zamknięty na nowe rzeczy. Kłóciliśmy się praktycznie od początku znajomości np. o wyjazd na wakacje.  Jego rodzina nigdy nigdzie nie wyjeżdżała, gdy zapytałam gdzie wybieramy się na wakacje on był w szoku, oczywiście twierdził, że to strata pieniędzy, od zawsze tak miał wbijane do głowy (chociaż nie pochodzi z jakiejś biednej rodziny), musiałam go długo przekonywać do głupiego wyjazdu nad morze, potem za granicĘ. Ale wiecie co ? Teraz to on nie wyobraża sobie roku bez żadnego wyjazdu. Nie wiem jak to nazwać, ale wiele rzeczy musiałam mu pokazać i wiele rzeczy które większość ludzi zna, on poznawał ze mną pierwszy raz...  Było przez to naprawdę wiele kłótni, bo ciężko było mi go przekonać.  Nie było by w tym nic złego, poza jednym, jego rodziną... Od samego początku jego matka i  siostra cioteczna z którą był blisko bardzo mnie nie lubią.   
Mój 30-letni facet jest jak chorągiewka. Niby słucha mnie, a najwięcej do powiedzenia ma jego matka! Alicja, 23 l.
29.10.2015

Nie bardzo wiem jak zacząć ten list, ale nie umiem zrozumieć sytuacji w której się znalazłam. Może przejdę do rzeczy, od ponad 3 lat spotkam się z prawie 30-letnim mężczyzną, ja jestem 7 lat młodsza. Poznaliśmy się w dużym mieście, w którym mieszkam od zawsze, a on przyjechał do pracy.  Jest nam razem bardzo dobrze, ale długo musieliśmy się docierać, w wielu sprawach mieliśmy zupełnie inne zdanie, a przynajmniej tak się wydawało, bo on po prostu nie znał innego życia i był zupełnie zamknięty na nowe rzeczy. Kłóciliśmy się praktycznie od początku znajomości np. o wyjazd na wakacje. 

Jego rodzina nigdy nigdzie nie wyjeżdżała, gdy zapytałam gdzie wybieramy się na wakacje on był w szoku, oczywiście twierdził, że to strata pieniędzy, od zawsze tak miał wbijane do głowy (chociaż nie pochodzi z jakiejś biednej rodziny), musiałam go długo przekonywać do głupiego wyjazdu nad morze, potem za granicĘ. Ale wiecie co ? Teraz to on nie wyobraża sobie roku bez żadnego wyjazdu. Nie wiem jak to nazwać, ale wiele rzeczy musiałam mu pokazać i wiele rzeczy które większość ludzi zna, on poznawał ze mną pierwszy raz...  Było przez to naprawdę wiele kłótni, bo ciężko było mi go przekonać.  Nie było by w tym nic złego, poza jednym, jego rodziną...

Od samego początku jego matka i  siostra cioteczna z którą był blisko bardzo mnie nie lubią

 

x

Nie wiem właściwie dlaczego, nie byłam nigdy niemiła albo coś. Od początku naszej znajomości jego siostra wydzwaniała i robiła mu wyrzuty, że w ten weekend nie jedzie do siebie do domu, że jak już tam jedzie to za krótko tam siedzi, dosłownie wchodziła buciorami w jego, a teraz to już nasze życie i wywierała straszą presję co on ma aktualnie robić, nie pasowało jej że wyjeżdżamy na te nasze wakacje i że od kiedy mnie poznał jego życie trochę się pozmieniało i to nie z nią jeździ np. na zakupy, ale ze mną. Jednak ona to nie był wielki problem, bo po wielu kłótniach ze mną, zrozumiał, że ona nie ma prawa do takich wyrzutów i decydowania co dorosły mężczyzna ma robić, w końcu się odczepiła. 

Jednak od zawsze kłóciliśmy się jeszcze przez jego troskliwą mamę… i niestety do tej pory się kłócimy. Jego mama od zawsze, podobnie zresztą jak jego siostra cioteczna, do wszystkiego się miesza i chciała mieć decydujący głos, od wyboru krawata i koszuli na wesele po planowanie weekendu.  Ja nie mam siły na ciągłe kłótnie, on jest zmęczony telefonami ze strony rodziny, ale nie umie nic z tym zrobić. Jego mama potrafi zadzwonić i wygarnąć, że on nie interesuje się rodziną, chociaż wcale tak nie jest, bo jak tylko mają jakiś problem zawsze im pomaga. Potrafi wygarniać mu, że nie przyjeżdża na całe weekendy do domu, że ona nie ma kiedy porozmawiać, bo przecież pół piątku i cała sobota co jakiś czas to za mało na rozmowę! 

Najlepiej jakby jeździł tam od piątku do niedzieli, siedział i oglądał z nimi telewizję. 

x

Ma wyrzuty że wyjeżdża na wakacje, a nie jak kiedyś w czasie wolnego do domu, robi awantury o to że jak jest impreza rodzinna, to on wychodzi po herbacie i wraca do mnie  chociaż wcale nie wychodzi tak szybko, to tylko kolejna paranoja  (nie zawsze mogę z nim jechać). To jest po prostu dla mnie śmieszne, bo jestem w związku z naprawdę dorosłym facetem, wielu mężczyzn w jego wieku ma już własne rodziny!  A czuję się jakbym była w związku z 17-latkiem, gdzie decydujący głos ma mama. Najgorsze jest to że on jest tak stłamszony przez te ciągłe wywody, że nie potrafi racjonalnie myśleć, nie umie podjąć takiej decyzji jakiej on chce, tylko ciągle czuje presję i nacisk co ma zrobić, przez to ciągle się kłócimy, bo jak słyszę po takim telefonie że mama ma rację to po prostu nie mogę uwierzyć jak bardzo ona potrafi namieszać mu w głowie.

Chyba że on naprawdę tak myśli, ale w takim razie nie wiem co robi ze mną i co robi w tym mieście. Jego mama strasznie mnie nie lubi bo wiadomo od kiedy mnie poznał to tworzymy swoje życie i nie jest tak często w domu, podejmuje inne decyzje niż ona tego chce, to jej się nie podoba i skutkuje telefonami, a potem kłótniami ze mną przez nią...

On nawet nie może na imprezie rodzinnej spokojnie napić się przy stole, bo już jego matka krzyczy, że od kiedy on pije?!

x

A pije alkohol od kiedy mnie poznał i zaczął wychodzić do miasta, pubów itp. Kiedyś nawet były telefony czy był w kościele w niedzielę, chociaż od kiedy mnie poznał to przestał chodzić do kościoła (tego oczywiście nie wiedzą). Ja go do niczego nie zmuszałam po prostu pokazałam mu inny świat, niż ten w którym tak długi czas żył, a on sam zaczął zmieniać zdanie na temat wielu rzeczy. 

Najgorsze jest to że ja nie wiem co mam myśleć, gdy po takich telefonach on mówi że mama ma rację, a gdy ze mną porozmawia znowu zmienia zdanie. To w końcu to jego zdanie czy moje? Ja już sama nie wiem co mam robić, nie chcę żeby za 5 lat okazało się, że jego mama decyduje o naszym życiu, a on będzie twierdził że ma rację. Rozmowa nic nie daje, bo on jest jak chorągiewka. Po prostu nie mogę zrozumieć jak 30-latkowi można robić takie wyrzuty, a on sobie na to pozwala i zaczyna w to wierzyć, ja głupieje bo nie wiem co on w ogóle myśli. Nie wiem czego odczekuje od Was, ale musiałam się wygadać.

Alicja

Komentarze (17)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 30.10.2015 17:33
Mam tak samo, tylko że z jego tatusiem...
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 29.10.2015 22:03
noook
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 29.10.2015 20:47
"Niby słucha mnie a najwięcej do powiedzenia ma jego matka"- wiesz, nie chciałabym Cię martwić, ale powinien przede wszystkim słuchać głosu własnego rozsądku, chyba że takowego nie posiada. Mówisz, że matka chce mieć nad nim kontrolę- ale Ty też. Daj mu żyć. Bo bijecie się o niego jak o szmacianą lalkę, a z Twojego listu wnioskuję, że on nie ma nic do powiedzenia.
zobacz odpowiedzi (1)
Anonim (Ocena: 5) 29.10.2015 18:41
mówisz, że matka nim manipuluje itd ale tak naprawdę ty robisz to samo. przekonujesz go, że to co lubisz ty on też ma to lubić, matka robi to samo. gościu nie ma własnej tożsamości, weź go zostaw w spokoju albo go matkuj to końca życia
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 29.10.2015 16:31
Daj mu czas jeszcze. Presja psychiczna przez wiele lat, odbiła na nim piętno, ale wierz mi, że po tym jak poznał inne życie już nigdy nie powróci do poprzedniego i nadejdzie dzień kiedy postawi się twardo mamusi.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo