Zakochałam się w zajętym przyjacielu. Przez to chyba nikogo innego nie znajdę! Antonina, 21 l.

Problem może trochę żałosny, ale ciekawi mnie, jak sytuację oceniłyby osoby z zewnątrz, dlatego piszę. Na wstępie zaznaczę, że nie należę do kochliwych osób. Właściwie nigdy nie zakochałam się tak „bez pamięci”, żeby chudnąć, myśleć tylko o wybranku i robić głupoty by się do niego zbliżyć. Nie mówię, że bym tego nie chciała, po prostu wydaje mi się, że nie jestem w stanie się tak prawdziwie zakochać, bo zawsze zwycięża trzeźwe myślenie. Np. „przystojny, miły, ale na odległość to nie ma sensu”. Albo „przystojny, inteligentny, ale pali”. Takie głupoty. W sumie, jakbym się naprawdę zakochała, to te szczegóły nie miałyby chyba większego znaczenia, nie? W efekcie w wieku 21 lat nie mam na swoim koncie żadnych poważnych związków. I tak sobie żyłam, przyzwyczajona do samotności, aż nagle zachciało mi się zmian i postanowiłam wyjechać za granicę. Popracować, nauczyć się nowego języka. Wynajęłam pokój. Jednak dużo płaciłam za wynajem i nie dogadywałam się za bardzo ze współlokatorką, więc choć nie lubię przeprowadzek, zaczęłam się rozglądać za nowym lokum. W międzyczasie na kursie języka pojawił się Nowy. Spodobał mi się. Jak to ja, stwierdziłam, że nie mam szans, że bariera językowa i tak dalej. No i on, to takie klasyczne „ciacho”. Naprawdę przystojny. Tacy są ponoć zadufani w sobie, prawda? Nie śniłam o nim nocami, dużo pracowałam i widywałam go wyłącznie na kursie.
Zakochałam się w zajętym przyjacielu. Przez to chyba nikogo innego nie znajdę! Antonina, 21 l.
20.01.2015

Problem może trochę żałosny, ale ciekawi mnie, jak sytuację oceniłyby osoby z zewnątrz, dlatego piszę. Na wstępie zaznaczę, że nie należę do kochliwych osób. Właściwie nigdy nie zakochałam się tak „bez pamięci”, żeby chudnąć, myśleć tylko o wybranku i robić głupoty by się do niego zbliżyć. Nie mówię, że bym tego nie chciała, po prostu wydaje mi się, że nie jestem w stanie się tak prawdziwie zakochać, bo zawsze zwycięża trzeźwe myślenie. Np. „przystojny, miły, ale na odległość to nie ma sensu”. Albo „przystojny, inteligentny, ale pali”. Takie głupoty. W sumie, jakbym się naprawdę zakochała, to te szczegóły nie miałyby chyba większego znaczenia, nie? W efekcie w wieku 21 lat nie mam na swoim koncie żadnych poważnych związków.

I tak sobie żyłam, przyzwyczajona do samotności, aż nagle zachciało mi się zmian i postanowiłam wyjechać za granicę. Popracować, nauczyć się nowego języka. Wynajęłam pokój. Jednak dużo płaciłam za wynajem i nie dogadywałam się za bardzo ze współlokatorką, więc choć nie lubię przeprowadzek, zaczęłam się rozglądać za nowym lokum. W międzyczasie na kursie języka pojawił się Nowy. Spodobał mi się. Jak to ja, stwierdziłam, że nie mam szans, że bariera językowa i tak dalej. No i on, to takie klasyczne „ciacho”. Naprawdę przystojny. Tacy są ponoć zadufani w sobie, prawda? Nie śniłam o nim nocami, dużo pracowałam i widywałam go wyłącznie na kursie.

x

Mijały tygodnie, zadzwoniła koleżanka, że ktoś tam się wyprowadza i wobec tego będzie wolny pokój za dużo niższą cenę, niż tę, którą płaciłam. Ironia losu, na spotkaniu z właścicielką, już właściwie zdecydowana na wyprowadzkę, dowiedziałam się, że moim przyszłym współlokatorem, jednym z trzech, będzie ów Pan Przystojny. Cena kusiła, właściwie nie było żadnych przeciw i od początku stycznia mam nowy pokój.

Okazało się, że chłopak z kursu jest nie tylko przystojny, ale też niezwykle sympatyczny. Naprawdę go polubiłam. Jest bardzo pogodny, dobrze wychowany, pomocny i inteligentny. Do tego gotuje i gra na gitarze. Mamy podobny gust muzyczny lubimy spędzać czas w podobny sposób. On mnie też chyba polubił, okazuje mi sympatię, dobrze się przy n im czuję. No i z czasem zaczął mi się naprawdę podobać. Jak nikt wcześniej. Ale nie mogłam nie zauważyć obrączki na jego palcu. Zdziwiłam się, bo jest starszy ode mnie zaledwie o dwa lata. Zapytany odpowiedział mi, że nie jest żonaty, ale w jego kraju jest taka stara tradycja, coraz mniej popularna, że pary noszą takie obrączki, jeszcze nawet przez zaręczynami. Nie wypytuję go o jego dziewczynę. Wiem, że jest w Ameryce Południowej (oboje są z kraju Ameryki Płd.), że jest ładna i są razem już 4 lata. Nigdy nie próbowałabym im wejść w drogę, ale obawiam się, że sytuacja niedługo zacznie mnie przerastać.

x

Jestem dla niego serdeczną przyjaciółką, tak mnie traktuje. Gotujemy razem, spędzamy razem sporo czasu. Nawet jak go unikam, widzimy się parę razy dziennie choćby w kolejce pod łazienką. W żaden sposób nie okazuję mu, że z mojej strony to jest nie tylko przyjaźń. Wiem, że jest wierny swojej dziewczynie i że ją kocha. To widać. Z tego co wiem, ona ma przyjechać za dwa miesiące, w odwiedziny.

Przez to głupie zauroczenie nie dostrzegam innych mężczyzn. Mam tu znajomych, obu płci. Czasem wspólnie imprezujemy i boję się, że niedługo zacznę uciekać od myśli o tym chłopaku właśnie za pomocą imprez i alkoholu. Myślę o kolejnej przeprowadzce, ale nie znalazłabym nic tańszego. Obecne mieszkanie naprawdę bardzo mi odpowiada. Zresztą, jak wytłumaczyłabym ten pomysł współlokatorom i właścicielce?

Czuję się coraz gorzej. Utknęłam w tym słynnym „friendzone i to bagienko wciąga mnie coraz bardziej i bardziej... Pracę mam do końca czerwca, później wrócę do Polski i sama nie wiem co dalej. Ktoś mówił, że miłość uskrzydla? Dobre sobie.

W sumie sama nie wiem, czego od Was oczekuję. Pocieszenia? Czy może po prostu chciałam się wyżalić i jak wyślę ten list, zrobi mi się lepiej.

Pozdrawiam,

Antonina

Komentarze (20)

Ocena: 4.55 / 5
Anonim (Ocena: 1) 16.02.2015 11:27
jebac friendzone
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 11.02.2015 15:03
powiedy mu co czujesz
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 20.01.2015 22:06
dsasad
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 20.01.2015 21:04
Ktoś pisał, że tytuł mylący. Jestem autorką listu i mój tytuł, który wysłałam redakcji był inny...
zobacz odpowiedzi (1)
Anonim (Ocena: 5) 20.01.2015 16:51
mam to samoxd
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo