Dlaczego wszystkie dziewczyny mają takie parcie na związek? Ja nikogo nie szukam! A., 21 l.

Mam 21 lat, jestem na 3 roku studiów. W mojej grupie większość to dziewczyny, w dodatku wszystkie zajęte. Ja dla nich jestem jakaś inna, bo nie mam faceta.  One są w długoletnich związkach i życia sobie nie wyobrażają bez facetów. Średnio raz na tydzień słyszę pytanie: „Jak tam, masz kogoś?”. Moja odpowiedź to zawsze NIE. Zaczynają się pytania: „Czemu? Przecież fajna dziewczyna z ciebie”. No i co z tego? Gdy odpowiadam, że nikogo nie szukam, bo zwyczajnie nie jestem zainteresowana związkiem z kimś, to ich zdaniem tylko tak mi się wydaje, bo każdy potrzebuje miłości i kiedyś to zrozumiem. Być może, nie wątpię, ale na razie po prostu dobrze jest mi samej, bo mam czas tylko dla siebie i nie czuję się samotna. Mam rodzinę, znajomych, pasję, studia – to mi wystarcza.  Byłam kiedyś z jednym chłopakiem 2 lata, bardzo mnie zranił, ten związek wiele mnie kosztował, nie chciałabym  przeżywać rozczarowań raz jeszcze. One dziwią się, co można robić w weekendy, będąc singielką. Koleżanki  przecież spędzają weekendy z facetami w kinach, domach, na imprezach, a ja ich zdaniem pewnie zamulam cały weekend.  Żadne tłumaczenia nie pomagają. Tak nie jest!   
Dlaczego wszystkie dziewczyny mają takie parcie na związek? Ja nikogo nie szukam! A., 21 l.
05.12.2014

Mam 21 lat, jestem na 3 roku studiów. W mojej grupie większość to dziewczyny, w dodatku wszystkie zajęte. Ja dla nich jestem jakaś inna, bo nie mam faceta.  One są w długoletnich związkach i życia sobie nie wyobrażają bez facetów. Średnio raz na tydzień słyszę pytanie: „Jak tam, masz kogoś?”. Moja odpowiedź to zawsze NIE. Zaczynają się pytania: „Czemu? Przecież fajna dziewczyna z ciebie”. No i co z tego? Gdy odpowiadam, że nikogo nie szukam, bo zwyczajnie nie jestem zainteresowana związkiem z kimś, to ich zdaniem tylko tak mi się wydaje, bo każdy potrzebuje miłości i kiedyś to zrozumiem. Być może, nie wątpię, ale na razie po prostu dobrze jest mi samej, bo mam czas tylko dla siebie i nie czuję się samotna.

Mam rodzinę, znajomych, pasję, studia – to mi wystarcza.  Byłam kiedyś z jednym chłopakiem 2 lata, bardzo mnie zranił, ten związek wiele mnie kosztował, nie chciałabym  przeżywać rozczarowań raz jeszcze. One dziwią się, co można robić w weekendy, będąc singielką. Koleżanki  przecież spędzają weekendy z facetami w kinach, domach, na imprezach, a ja ich zdaniem pewnie zamulam cały weekend.  Żadne tłumaczenia nie pomagają. Tak nie jest! 

 

x

Czasem gdzieś wyjdę się rozerwać, obejrzę filmy w necie, pójdę do kina z bratem, nadrobię zaległości w nauce z tygodnia, pojadę do domu odwiedzić rodzinkę. I naprawdę czasem mi brakuje czasu na pewne rzeczy, nie mam go w nadmiarze! Nie rozumieją, że ktoś może nie być w związku, bo dla nich to najważniejsze w życiu.  Jedna nawet zrezygnowała z dorywczej  pracy, by spędzać więcej czasu z chłopakiem.  Jak dla mnie to jest bez sensu, ale to jej zmartwienie.  Jest inna sprawa –  zbliża się bal licencjacki. 

Z mojej grupy nie wszyscy idą, ale moje koleżanki owszem. Wiadomo, wypadałoby kogoś zaprosić, ale ja nie mam kogo. Obracam się raczej w damskim towarzystwie, kolegów mam garstkę, a i tak wszyscy zajęci.  Szczerze mówiąc nie mam ochoty na bal licencjacki, bo jakoś mnie to nie kręci. Szkoda  pieniędzy. Trochę pracuję dorywczo i postanowiłam, że odłożę na wakacje w tym roku, bo w poprzednie nigdzie nie wyjeżdżałam, właśnie z powodu braku kasy.  Zresztą też nie mam kogo zaprosić. Dla mnie to nie jest powód do wstydu, ale dla koleżanek – owszem, bo jak to można nie pójść? 

x

Ich zdaniem powinnam zaprosić byle kogo, byle pójść. Mogą mi nawet kogoś załatwić, jeśli chcę.  Albo powinnam pójść sama. Jasne! Już raz byłam sama na weselu, bawiłam się beznadziejnie, bo nawet nie było z kim potańczyć i od tamtej pory postanowiłam, że na tego typu imprezy nie chodzę sama. Nie mam też zamiaru iść z kimś kogo nie znam, w dodatku na imprezę, na którą nie mam zbytniej ochoty. Nie zamierzam zadowalać koleżanek. Jak im mówię, że nie mam pieniędzy to ich zdaniem to tylko wymówka i że mogę poprosić rodziców. 

Tylko, że nie chcę, nie mam odwagi, bo i tak mi pomagają finansowo, jak mogą. Nie piszę tego, by się wyżalić, bo nie mam z czego. Chcę tylko przedstawić tok rozumowania moich koleżanek, moim zdaniem dziwaczny. Chciałabym poznać też opinie innych na ten temat.  Jakby bez faceta nie można było żyć. Dla mnie w tej chwili najważniejsze są studia i rozwój osobisty, a nie związki. Nie wykluczam bycia z kimś w przyszłości, jak ktoś fajny się pojawi to czemu nie? Póki co jednak nie mam „parcia” na związek. Czy to takie dziwne? Rodzice i babcia też często powtarzają, bym sobie kogoś poszukała. 

A.

Komentarze (47)

Ocena: 4.89 / 5
m. (Ocena: 5) 28.11.2016 12:45
Chyba ściemniony ten list :)
odpowiedz
Ewela (Ocena: 5) 27.10.2015 19:45
Jak ja Cię dobrze rozumieem
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 06.12.2014 00:02
nie chcesz,to nic na sile. Teraz coraz wiecej dziewczyn nie widza sensu zycia bez slubu i rodziny i na tym ich spelnienie siega zenitu ii......koniec. Smutne to.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 05.12.2014 22:39
A ja byłam w dwóch długich związkach bez większej miłości - tak jakos wyszło. Dopiero majac 25 lat zakochałam się i trwa to już długo... więc w sumie te pierwsze związki nie były w ogóle potrzebne, były bo były - bo każdy kogoś miał. Teraz widzę swoją głupotę... na każdego przyjdzie pora.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 05.12.2014 21:42
Co do związku, ja też nie miałam parcia, ale też nie uciekałam przed uczuciem ze strachu przed zranieniem i w końcu zakochałam się szczęśliwie. Mogę być sama, mam dużo znajomych, mam swoje zainteresowania, nie nudzę się, ale po prostu miło jest mieć kogoś aż tak bliskiego, jak paerner/chłopak/mąż. Nie chodzi o to, żeby go traktować jak zapełniacz czasu i rozrywkę. Chodzi o to, żeby mieć z kim dzielić się radością, smutkiem, komu się wypłakać po ciężkim dniu w pracy, komu opowiedzieć o sukcesie. Rodzice, rodzeństwo i przyjaciele posłuchają, ucieszą się i tak dalej, ale to nie to samo, co zakochany facet. Uważam, że nawet rodzice nie potrafią być tacy dumni z moich sukcesów, jak mój mąż, a rodziców mam naprawdę super. Wakacje, wypady (poza tymi babskimi), romantyczne chwile i masa śmiechu - to wszystko jest przyjemniejsze, jeśli masz kogo kochać i kto Cię kocha. Poza tym, imprezy typu bal licencjacki to też niezapomniane przeżycia, więc nie dziwię się, że koleżanki radzą Ci iść. Jeśli teraz nie pójdziesz, to już czasu nie cofniesz, coś Cię po prostu ominie. Jasne, niektórzy nie lubią takich imprez, dla nich to strata pieniędzy, ale dla innych to fajne doświadczenie, jakieś podsumowanie pracy. Trzeba zrozumieć obie strony.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo