Moi rodzice mnie nienawidzą! To trwa zbyt długo, nie wytrzymam... A., 22 l.

Wiem, że mój list może wywołać oburzenie i tak dalej, jednakże, jeśli to opublikujecie, będzie to dla mnie swoistym oczyszczeniem. Nie mogę o tym powiedzieć nikomu bliskiemu, bo wiem jak to się skończy - jeszcze gorszym życiem. Mam 22 lata, mieszkam w sporym mieście na południu Polski. Skończyłam studia I stopnia, mam faceta, rodzinę, duży dom i co najważniejsze „kochającą” rodzinę. Niestety tylko w opinii innych ludzi. Mam 22 lata a jestem już zmęczona życiem, czuję się jak Adaś z „Dnia Świra”, z dnia na dzień myślę że oszaleję. Jestem jednym z 3 dzieci swoich rodziców, mam starszego brata i młodszą, ciężko niepełnosprawną siostrę. Odkąd pamiętam, znajomi zazdrościli mi dużego pięknego domu, ogrodu itd., ale nie wiedzieli co dzieje się w środku, albo nie chcieli mi wierzyć.  Odkąd pamiętam, moja matka była ciągle ze mnie niezadowolona, wiecznie źle, byłam za gruba, za chuda, źle się uczyłam (według niej pasek na świadectwie, to nic, bo liczy się średnia 5.0, innej nie uznawała). Ja z natury byłam pyskata, podobnie jak mój brat, ale z nim wiecznie były problemy, ze mną nie, a i tak to ja obrywałam całe życie - i obrywam. Do ukończenia 19 roku życia nigdy nie byłam na wakacjach, bo nigdy na nie w mniemaniu rodziców nie zasługiwałam, co z tego że byłam sprzątaczką, praczką, opiekunką chorej siostry, a do tego uczennicą najlepszego gimnazjum, a później LO w mieście? Dla nich ciągle byłam głupim dzieckiem, które nie mogło bawić się z innymi  na osiedlu, nie mogło iść ze znajomymi na pizzę, bo mając 18 lat nadal musiałam być o 21 w domu. Pamiętam jak raz się spóźniłam 15 minut, dostałam tak że pamiętam to do dzisiaj i zakaz na miesiąc na wychodzenie z domu. Płakałam, wyrywałam sobie włosy, wpadłam w bulimię, moi rodzice doskonale wiedzieli co się ze mną dzieje, jednak dla nich liczył się mój brat i moja siostra, ja jestem nikim, dosadnie mi to uświadamiali.  
06.08.2014

Wiem, że mój list może wywołać oburzenie i tak dalej, jednakże, jeśli to opublikujecie, będzie to dla mnie swoistym oczyszczeniem. Nie mogę o tym powiedzieć nikomu bliskiemu, bo wiem jak to się skończy - jeszcze gorszym życiem. Mam 22 lata, mieszkam w sporym mieście na południu Polski. Skończyłam studia I stopnia, mam faceta, rodzinę, duży dom i co najważniejsze „kochającą” rodzinę. Niestety tylko w opinii innych ludzi. Mam 22 lata a jestem już zmęczona życiem, czuję się jak Adaś z „Dnia Świra”, z dnia na dzień myślę że oszaleję. Jestem jednym z 3 dzieci swoich rodziców, mam starszego brata i młodszą, ciężko niepełnosprawną siostrę. Odkąd pamiętam, znajomi zazdrościli mi dużego pięknego domu, ogrodu itd., ale nie wiedzieli co dzieje się w środku, albo nie chcieli mi wierzyć

Odkąd pamiętam, moja matka była ciągle ze mnie niezadowolona, wiecznie źle, byłam za gruba, za chuda, źle się uczyłam (według niej pasek na świadectwie, to nic, bo liczy się średnia 5.0, innej nie uznawała). Ja z natury byłam pyskata, podobnie jak mój brat, ale z nim wiecznie były problemy, ze mną nie, a i tak to ja obrywałam całe życie - i obrywam. Do ukończenia 19 roku życia nigdy nie byłam na wakacjach, bo nigdy na nie w mniemaniu rodziców nie zasługiwałam, co z tego że byłam sprzątaczką, praczką, opiekunką chorej siostry, a do tego uczennicą najlepszego gimnazjum, a później LO w mieście? Dla nich ciągle byłam głupim dzieckiem, które nie mogło bawić się z innymi  na osiedlu, nie mogło iść ze znajomymi na pizzę, bo mając 18 lat nadal musiałam być o 21 w domu. Pamiętam jak raz się spóźniłam 15 minut, dostałam tak że pamiętam to do dzisiaj i zakaz na miesiąc na wychodzenie z domu. Płakałam, wyrywałam sobie włosy, wpadłam w bulimię, moi rodzice doskonale wiedzieli co się ze mną dzieje, jednak dla nich liczył się mój brat i moja siostra, ja jestem nikim, dosadnie mi to uświadamiali.

 

Oczywiście, jak przychodzili znajomi moich rodziców to byli kochającymi rodzicami, czasem modliłam się aby te wizyty były częstsze, jednak ciągle słyszałam ich żalenie się znajomym, że się słabo uczę (średnia 4.8), że się nie słucham i w ogóle. Ile ja nocy przepłakałam, ludzie zaczęli wierzyć, że taka jestem! Zbuntowałam się, przestałam sprzątać, prać, opiekować się Anką i uczyć, niestety po miesiącu mojego butnego życia, dostałam taką nauczkę o której wolałabym zapomnieć.

Minęły kolejne miesiące, poszłam na studia, poznałam starszego o 4 lata chłopaka, jednak musiałam wracać już w piątek do domu bo rodzice uważali że jak zostanę sama na weekend to pewnie zrobię jakiegoś dzieciaka, schleję się w klubie i będzie wstyd. Jak raz nie przyjechałam w piątek, to w sobotę mój ojciec wytargał mnie z mieszkania na oczach współlokatorów i sąsiadów z klatki, wyzywając mnie od najgorszych - nikt nie zareagował. Myślałam aby się usamodzielnić, odłożyć coś i się wyrywać. Poszłam do pracy jako sprzątaczka, gdy się o tym dowiedzieli moi rodzice od mojego brata, zostałam zwyzywana od najgorszych, zaczęli się na mnie drzeć że im wstyd przynoszę, zadzwonili do mojego pracodawcy oświadczając że ja tam pracować nie będę - załamałam się. Matka załatwiła mi ITS i przez rok miała mnie pod stałą kontrolą w domu, a ja przyjeżdżałam tylko raz w tygodniu na zajęcia, byłam więźniem. 

W międzyczasie kombinowałam jak się spotkać z K., udawałam że niby jadę do babci posprzątać (ta mnie kryła) albo jak miałam coś załatwić w urzędzie to że niby kolejka była i tak dalej. Ale ile można kombinować? W końcu powiedziałam z kim się spotykam i znów się zaczęło, moja mamusia uruchomiła kontakty i dowiedziała się nawet gdzie mieszka, co robi, kim są jego rodzice, jakich ma znajomych. W ciągu 2 dni dowiedzieli się o nim więcej, niż ja przez rok! Szczęście w nieszczęściu, że gdy dowiedzieli się że jest z tych majętniejszych pozwalali mi się z nim spotykać na 2 godziny! Cieszyło mnie to. 

Rozpoczął się II rok studiów, matka nie miała jak załatwić mi ITS, więc znów wyjechałam, pracowałam po kryjomu, studiowałam, odżyłam, nie na długo. W drugi dzień Świąt Wielkanocnych bo obiedzie pojechałam z K do jego rodziny, gdy wróciłam wszystkie drzwi miałam pozamykane, a walizkę zostawioną koło bramy, gdy krzyczałam „co się stało, o co wam chodzi?”, usłyszałam „spierd... do innej rodziny mała su...”. Stanęłam jak wryta, nie wiedziałam czy mi się to śni, bez przyczyny, nie było mnie 3 godziny, a wywalono mnie z domu jakby nie było mnie kilka dni! Wzięłam tę walizkę i pojechałam jak jakaś sierota do miasta gdzie studiowałam, oni przestali się odzywać, ja pracowałam już na cały etat, byłam kelnerką, sprzątaczką, myłam te  kible i płakałam codziennie. K. przyjeżdżał, pocieszał, czasem pożyczał pieniądze. Okazało się, że wpadliśmy.

Szczęście w nieszczęściu - poroniłam, pewnie już bym nie żyła, gdyby moi rodzice dowiedzieli się że zaszłam. Myślałam, że wszystko wraca do normy. Niestety, okazało się że nie dam rady pracować, nie mogłam pracować, nie miałam za co żyć, musiałam wracać do domu... Piekło zaczęło się od nowa i trwa nadal. Moje zwyrodnienie stawów jest już tak uciążliwe, że czasem nie mogę wstać z łóżka! Ale moi rodzice mają to w 4 literach, dla nich jeśli mogę chodzić to znaczy, że mogę pracować. I tak dźwigam 45 kg Anię, myję ją, przebieram, sprzątam w domu, koszę trawę, zwożę drzewo, myję auta. A wszystko co zrobię, matka przypisuje sobie! 

Dokładnie tak, znajomym opowiada, że ja nic w domu nie robię, a ci jej wierzą. Nie wiem dlaczego kochają Anię i Krzyśka, a mnie nie, nie wiem co ja w życiu takiego zrobiłam żeby tak obrywać od losu i być ciągle wyzywana. Czasem jeśli nie zacznę czegoś robić w minutę od komendy mojej matki, obrywam, zostaję zwyzywana itd. Mój K nie ma jak nas utrzymać, mówi żebym to przetrwała, on uzbiera jakieś oszczędności i się wyniesiemy, ale ja już tak żyję 22 lata i dłużej nie mogę. Miesiąc temu matka załatwiła mi robotę w biurze u koleżanki, codziennie słyszę „tylko nie zrób mi sieroto obrzygana wstydu”. Gdy jej znajoma pochwaliła mnie, że dużo umiem, że jestem sympatyczna i tak dalej, przekazałam to matce, a ta mi oświadczyła że „ona pewnie zmyśla, bo ty jesteś beznadziejna" i znów się zastanawiam czy ja może naprawdę jestem taką miernotą społeczną

Mam dosyć tego życia, nie chcę żyć, nie ufam już nikomu, chciałabym się zapaść pod ziemie, albo mieć pieniądze i wyjechać. Nie chcę być dla K. balastem. I tak mu się dziwę, że mnie nie zostawił, to wszystko jest takie trudne, boję się iść do psychologa, boję się że zaraz się o tym dowie moja matka i ojciec. Nawet moi znajomi uważają, że koloryzuję, że takich ludzi nie ma, że moja mama przecież wydaje się być taka miła i troskliwa! Nie wiem dlaczego jeszcze walczę, nie wiem.

A.

Komentarze (93)

Ocena: 4.96 / 5
dupa (Ocena: 5) 28.01.2015 17:52
lubię placki
odpowiedz
j (Ocena: 5) 24.09.2014 00:04
k
odpowiedz
aaa (Ocena: 5) 14.08.2014 15:55
Po prostu ucieknil w pizd duusduustamtad, jeśli zaczną cie szukać zastrzeżeń na policji, ze niezyczysz sobie by rodzina wiedziała gdzie jesteś i po klopocie,to nie jest rodzina wyj EB się w to póki jeszcze jesteś na tylezdrowa ze możesz cieszyć się życiem zgarniaj k. I ucieknijcie proszę !!!!!
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 11.08.2014 12:15
hhijkl
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 08.08.2014 17:05
szok
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo