Odpowiedź na list: Problemem nie jest to, że mieszkasz na wsi, ale to, że jesteś nieporadna! D.

Droga Ewelino... Przeczytałam Twój list i niestety muszę się z Tobą nie zgodzić. Osobiście pochodzę z dużego miasta, razem z siostrą Olą wychowujemy się tutaj od dziecka. Nasza najstarsza (dziś 21-letnia) siostra Julka swoje dzieciństwo spędziła na małej wsi (ok. 100 mieszkańców, 50 km do najbliższego miasta). Zarówno w miastach jak i na wsiach są różne osoby, miłe, szczere bądź zakłamane, fałszywe z poczuciem wyższości. W dzisiejszych czasach nie dzieli się osób na tych ze wsi i z miast. Każdy rozmawia o podobnych sprawach, ma dostęp do Internetu (mniejszy lub większy) i ubiera się podobnie (również w miastach często ubierają się na bazarach, a na wsiach w sieciówkach). Kiedyś, owszem, na wsiach ludzie mieli inną mentalność, ale to wszystko skończyło się na poprzednim pokoleniu.
31.07.2014

Droga Ewelino...

Przeczytałam Twój list i niestety muszę się z Tobą nie zgodzić. Osobiście pochodzę z dużego miasta, razem z siostrą Olą wychowujemy się tutaj od dziecka. Nasza najstarsza (dziś 21-letnia) siostra Julka swoje dzieciństwo spędziła na małej wsi (ok. 100 mieszkańców, 50 km do najbliższego miasta).

Zarówno w miastach jak i na wsiach są różne osoby, miłe, szczere bądź zakłamane, fałszywe z poczuciem wyższości. W dzisiejszych czasach nie dzieli się osób na tych ze wsi i z miast. Każdy rozmawia o podobnych sprawach, ma dostęp do Internetu (mniejszy lub większy) i ubiera się podobnie (również w miastach często ubierają się na bazarach, a na wsiach w sieciówkach). Kiedyś, owszem, na wsiach ludzie mieli inną mentalność, ale to wszystko skończyło się na poprzednim pokoleniu.

Co do tego, że na wsiach nie ma co robić, to kwestia gustu. Moja przyjaciółka z bloku obok nienawidzi wieżowców, ruchliwych ulic itd., woli spokojne wsie, świeże powietrze i mały, lokalny sklep. Ja osobiście nie przepadam za byciem na wsi,  chociaż ma to swoje plusy (możesz ubrać się byle jak, robić głupie rzeczy i nikt nie zwróci na to uwagi, a jeśli już to nic nie znaczące starsze panie bez własnego życia). Czasem jednak wsie odwiedzam, mojej siostrze Oli zdarza się marudzić z nudów. Ale co w tym złego? Resztę Twojego listu poświęcasz marudzeniu i powtarzaniu, że tak musi być i że to prawdziwe życie.

Fragment o Wi-Fi pominę, jeszcze o wsi bez Wi-Fi nie słyszałam, niezależenie jak daleko od najbliższego miasta leżałaby. Zakupy… no cóż. Sama ich nie cierpię. Ubrania kupuję dwa razy w roku, gdy nie mam już w co się ubrać, okazyjnie kupuję w lumpeksach. Jeśli nie chcesz mieć okropnie brzydkich rzeczy, to kupuj je podczas wizyt w mieście (jak wspomniałam, robię zakupy tyle razy ile ty masz szansę), za zaoszczędzone pieniądze na targu. Jeśli nie, możesz kupować przez Internet. Na wyprzedażach w sieciówkach jest naprawdę tanio, przesyłka nie przekracza 10 zł. To samo tyczy się butów.

Co więcej, ja też gubię się w galeriach, chociaż odwiedzam je od dziecka, wcale się tego nie wstydzę. Jeśli chodzi o pieniądze, to faktycznie mam łatwiej. Moi rodzice zarabiają nieźle, ale bardzo ciężko pracują w swoich firmach (nie tylko w biurach, ale i w terenie w środku nocy). Doceniam ich pracę, pomagam im. Jeśli chodzi o moją siostrę Julkę, to nie miała tak łatwo. Na wszystkie przyjemności zbiera sama. Chwyta się każdej pracy. Układała kostkę, była nianią, pracowała na warsztacie i przy paletach, oszczędzała stypendium szkolne i sportowe, zbierała owoce i malowała płoty. Rodzice mieli co prawda pieniądze, ale wiedzieli, że warto pokazać dzieciom, że na własną pasję i przyjemności trzeba zarobić. Tak samo było z Olą. Ja mam trochę taką taryfę ulgową, ale pomagam im. Całe wakacje pracuję w ich firmie, oczywiście za darmo. Gdy patrzę na moich znajomych, każdy wydaje swoje oszczędności na przyjemności.

To, że jesteś biedna i nie stać cię na przejechanie 50 km dwa razy w tygodniu, nawet jakimś autobusem czy na wizytę u lekarza, to nie Twoja wina. Ale śmiem twierdzić, że w takim razie, Twoi rodzice są bardzo nieporadni (nawet jeśli pracowici), skoro nie potrafią zarobić tyle, żebyś mogła żyć na godnym poziomie (i nie mam na myśli przyjemności, ubrań czy apartamentu). Jeśli ktoś nie zna życia to oni. Całe życie na roli, nic nie wiedzą, nie znają ryzyka. No po prostu nic. Wstyd.

Piszesz, że możemy przebierać w chłopakach, a Ty będziesz musiała wziąć ślub z pierwszym lepszym chłopakiem tam Z ROZSĄDKU. No błagam cię, gdzie tu rozsądek? Z rozsądku możesz wyjść za syna prawnika. Zresztą kto zakazuje Ci mieć chłopaka poza swoją wsią? Znam mnóstwo małżeństw, które tak zaczynały.

Co do szkoły, to wynika z lenistwa. Chcieć to móc. Może nie pomożesz przy roli, ale możesz pracować, żeby się utrzymać (nie mów nic o bezrobociu, tylko największe ciamajdy nie mogą znaleźć pracy, widziałam sama zmagania Julki i jej koleżanek z poszukiwaniem pracy), zaryzykujesz, ale kiedyś może zyskasz status i wreszcie zaczniesz lepiej zarabiać, tak to czeka Cię tylko wieczna praca na roli. 

D.

To odpowiedź na LIST: „Co Wy, miastowe dziewczyny, wiecie o życiu? Niewiele!”

Komentarze (39)

Ocena: 4.74 / 5
Anonim (Ocena: 5) 03.08.2014 21:53
I ktoś dobrze powiedział wielce poszkodowanej
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 01.08.2014 13:43
:)
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 01.08.2014 11:02
.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 1) 31.07.2014 21:45
nie podoba mi sie co o tym napisalas. Jak mozesz oceniac jej rodzicow? Nie znasz ich, JAKIM PRAWEM ZLE SIE O NICH WYRAZASZ? Obudz sie, nie kazdy moze sobie pozwolic by wyrwac sie ze swojego srodowiska. Jak nie wiarzysz, zacznij moze ogladac powazne reportaze na temat biednych i czesto pokrzywdzonych przez panstwo lub przez wlasna rodzine.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 31.07.2014 21:23
dokładnie tak jest :) dobrze powiedziane
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo