Umówiłam się przez net ze znienawidzonym EKS! Co za wtopa... Alicja, 26 l.

Może moja historia niektórych nauczy, jak bardzo trzeba ze wszystkim uważać... Przez kilka lat byłam w związku. Niby wszystko ok, ale kłóciliśmy się coraz częściej, wszystko zaczęło nas różnić i wreszcie się to rozleciało. Podjęliśmy tę decyzję wspólnie, ale długo musiałam to odchorowywać. Wcześniej był mi obojętny, ale z czasem po prostu go znienawidziłam. Zrozumiałam, jakim był strasznym dupkiem i ile razy mnie oszukał. Nie chciałam go znać. Usunęłam jego numer, wcześniej go zablokowałam, żeby nie pisał i nie dzwonił. Na szczęście mieszkaliśmy daleko od siebie, więc małe szanse, żebyśmy się spotkali. Wreszcie pogodziłam się z tym, że jestem sama i zaczęłam szukać szczęścia gdzie indziej. Nie jestem typem samotnika, więc bycie singielką wcale mi nie odpowiadało. Męczyłam się z tym. W towarzystwie sami zajęci, albo tacy, którzy nie są w moim typie. Niestety, nie spotkałam przypadkiem swojego nowego księcia, więc musiałam wziąć sprawy w swoje ręce. W akcie desperacji zalogowałam się w portalu randkowym. Niemal zupełnie anonimowo, bo bez prawdziwego imienia, zdjęć i innych szczegółów. Po jakimś czasie odezwał się on... Profil podobny do mojego – żadnych szczegółów, fotek. Napisał tylko, że ma na imię Kuba (skłamał), podał swój wiek. Wydawał się w porządku, bo kulturalnie zaczął rozmowę, jest moim rówieśnikiem, z tego samego miasta... Ani się obejrzałam, a minęło kilka tygodni pisania do siebie. Wszystko odbywało się przez ten portal. Wreszcie on zaproponował randkę w realu. Z ciekawości się zgodziłam, chociaż czułam, że coś tu jest nie tak. Niby mówił dużo o sobie, ale bez konkretów. Nie wiedziałam, co to za facet.  
12.08.2014

Może moja historia niektórych nauczy, jak bardzo trzeba ze wszystkim uważać... Przez kilka lat byłam w związku. Niby wszystko ok, ale kłóciliśmy się coraz częściej, wszystko zaczęło nas różnić i wreszcie się to rozleciało. Podjęliśmy tę decyzję wspólnie, ale długo musiałam to odchorowywać. Wcześniej był mi obojętny, ale z czasem po prostu go znienawidziłam. Zrozumiałam, jakim był strasznym dupkiem i ile razy mnie oszukał. Nie chciałam go znać. Usunęłam jego numer, wcześniej go zablokowałam, żeby nie pisał i nie dzwonił. Na szczęście mieszkaliśmy daleko od siebie, więc małe szanse, żebyśmy się spotkali. Wreszcie pogodziłam się z tym, że jestem sama i zaczęłam szukać szczęścia gdzie indziej.

Nie jestem typem samotnika, więc bycie singielką wcale mi nie odpowiadało. Męczyłam się z tym. W towarzystwie sami zajęci, albo tacy, którzy nie są w moim typie. Niestety, nie spotkałam przypadkiem swojego nowego księcia, więc musiałam wziąć sprawy w swoje ręce. W akcie desperacji zalogowałam się w portalu randkowym. Niemal zupełnie anonimowo, bo bez prawdziwego imienia, zdjęć i innych szczegółów. Po jakimś czasie odezwał się on...

Profil podobny do mojego – żadnych szczegółów, fotek. Napisał tylko, że ma na imię Kuba (skłamał), podał swój wiek. Wydawał się w porządku, bo kulturalnie zaczął rozmowę, jest moim rówieśnikiem, z tego samego miasta... Ani się obejrzałam, a minęło kilka tygodni pisania do siebie. Wszystko odbywało się przez ten portal. Wreszcie on zaproponował randkę w realu. Z ciekawości się zgodziłam, chociaż czułam, że coś tu jest nie tak. Niby mówił dużo o sobie, ale bez konkretów. Nie wiedziałam, co to za facet.

 

Już chciałam zaproponować wymianę zdjęć, ale wreszcie poszłam w umówione miejsce bez tego. Napisałam tylko, że założę żółtą sukienkę i będę czekała 15 minut wcześniej. Przyjdzie i od razu mnie rozpozna. To wszystko wyglądało jak w jakimś tanim filmie. Siedziałam przy barze, tyłem do wejścia, on podszedł, zasłonił mi oczy i pocałował w szyję. Nie miałam nic przeciwko, bo nawet przez net coś między nami iskrzyło. Odwróciłam się i zobaczyłam gębę mojego byłego!

Nie wiem które z nas miało bardziej przerażoną minę. Chciałam uciekać, ale on stał mi na drodze. On chyba też nie był zachwycony, ale go zamurowało. Przez chwilę myślałam, że to jakieś nieporozumienie, potem sobie wymyśliłam, że on to ukartował. Ale prawda jest taka, że przez portal nie mógł mnie rozpoznać. Rozmawialiśmy ogólnie i tak to się właśnie skończyło.

Dlatego przestrzegam wszystkich przed zbytnim zaufaniem w sieci. Mogłam trafić na jakiegoś świra, a wyszło jeszcze gorzej. Byłam chyba bardziej zażenowana od niego. Wyszłam na głupią desperatkę, która straciła chłopaka i teraz żałośnie szuka naiwniaka w Internecie... Zanim się odezwałam, on już zdążył wyjść. Ja nie byłam w stanie się ruszyć, bo cała się trzęsłam. To jest takie głupie, że aż niewiarygodne.

Czy można się bardziej skompromitować? Facetowi można wybaczyć, bo robią różne dziwne rzeczy, ale dziewczyna szukająca miłości w necie to jakaś żenada. Szkoda tylko, że akurat on musiał się o tym dowiedzieć.

Zraziłam się do poszukiwań raz na zawsze. Jeśli nie zdarzy się cud, to umrę w samotności i to chyba lepsze, niż znowu się tak ośmieszyć...

Alicja

Komentarze (32)

Ocena: 4.66 / 5
Anonim (Ocena: 5) 18.08.2014 00:15
mmm
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 16.08.2014 22:48
Dziwne to całowanie w szyję na powitanie podczas pierwszej randki. Dla mnie to jest bardziej intymny pocałunek, niż ten w usta - zarezerwowany dla wybranka, nie dla byle kogo poznanego chwilę wcześniej.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 14.08.2014 19:00
Jak on szukal milosci w necie to juz nie zenada ?
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 14.08.2014 11:19
uu
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 14.08.2014 06:18
A może właśnie jesteście dla siebie stworzenia? To mógł być znak...
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo