„Chodzę tylko w markowych ubraniach. Wolę mniej wydać na jedzenie, a w zamian kupić drogą sukienkę”

Agata twierdzi, że to, co na siebie zakładamy, świadczy o szacunku do samych siebie.
„Chodzę tylko w markowych ubraniach. Wolę mniej wydać na jedzenie, a w zamian kupić drogą sukienkę”
Fot. Unsplash
06.10.2018

W dzisiejszych czasach jesteśmy postrzegane przez pryzmat wyglądu. Na ocenę naszej osoby składa się jakość i marka ubrań, fryzura, paznokcie oraz różnego rodzaju dodatki. Zarówno te odzieżowe, jak i elektroniczne gadżety. To sprawia, że niektórzy wpadają w obłęd i bardziej zwracają uwagę na to, żeby mieć niż być. Oszczędzają na wszystkim, włącznie z jedzeniem, aby tylko pozwolić sobie na coś markowego. Jedną z takich osób jest Agata.

Dramat Anastazji: „Mama kupuje mi ubrania w dyskoncie”

23-latka na co dzień mieszka w Warszawie i studiuje. Twierdzi, że w środowisku, w którym się obraca, ludzie ubierają się bardzo gustownie, więc nie może od nich odstawać. Poza tym kierują nią też inne powody. Agata woli mieć jedną porządną rzecz niż kilka słabszej jakości.

Do czego jest w stanie posunąć się, aby kupić sobie coś markowego? Oddajemy jej głos.

- Kocham ubrania piękne i dobrego gatunku. Nie założyłabym na siebie byle szmatki. To nie wynika ze snobizmu, jak myślą niektórzy, ale z szacunku do własnej osoby. Sama nie oceniam ludzi po wyglądzie. No, chyba że są bardzo zaniedbani.

Już od czasów gimnazjalnych przykładałam bardzo dużą uwagę do tego, co na siebie zakładam. Nie chciałam nosić zwykłych adidasów, tylko te markowe. Podobnie było z dżinsami, bluzami i sweterkami. Ponieważ moi rodzice nie mieli zbyt wiele pieniędzy, ustaliliśmy, że będą mi kupować markowe rzeczy, ale raz na jakiś czas. W związku z tym miałam o wiele mniej ubrań niż mój brat, a on jest facetem. Mimo wszystko wolałam mieć 5 bluz, 3 sweterki, 3 pary spodni, kilka koszulek i dwie pary butów niż całą masę badziewia. A tym były dla mnie rzeczy z bazarku czy zwykłych sklepów. Bardzo dbałam o swoje rzeczy, więc wyglądałam stylowo. Koleżanki chwaliły mój wygląd, a wtedy miałam satysfakcję.

Moje zamiłowanie do markowych ubrań pozostało. Właściwie teraz zwracam jeszcze większą uwagę na to, co na siebie zakładam. To dlatego, że obracam się w towarzystwie zamożnych znajomych. Tak się złożyło, że moja grupa na studiach składa się z osób bardzo dobrze sytuowanych. Ja nie dysponuję takim budżetem, jak oni, ale radzę sobie, jak mogę.

Agata opowiada, z czego rezygnuje, aby mieć na markowe ubrania.

- Mieszkam w ubogim pokoiku, który stylem przypomina wnętrza PRL-owskie. Wynajmuję go od starszej pani. Płacę za niego grosze. Za rachunki również nie wychodzi wiele. Na kartę miejską mam zniżkę studencką. W związku z tym zamykam się w niedużej kwocie, jeżeli chodzi o opłaty. Gorzej jest z jedzeniem. Prawdę powiedziawszy to na nim oszczędzam najbardziej.

Jem trzy razy dziennie. Przeważnie żywię się chlebem z twarogiem i pasztetem. Na obiad przeważnie jem makaron z sosem, kaszę gryczaną z kefirem, zsiadłe mleko z ziemniakami albo kaszę z surówką. Od czasu do czasu przygotowuję dania mięsne. Oprócz tego spożywam najtańsze owoce. Wszystko po to, aby kupić sobie wymarzone ciuchy. Muszę się pochwalić, że moja szafa jest imponująca.

Biedronka, Lidl, Tesco – to tam Polacy najczęściej kupują ubrania (Nie stać nas na ciuchy z sieciówek?)

Dziewczyna opowiada, co w niej ma.

- Znajdują się w niej wyłącznie markowe rzeczy. Mam eleganckie buty Ryłko i sportowe Adidasa, koszulki Guess, sukienki Taranko, dżinsy Lee, Wranglera i Levisa, bluzy Calvina Kleina oraz sweterki Ralpha Laurena i J. CREW. Bieliznę noszę też tylko markową. Wydaję na nią miesięcznie więcej niż na jedzenie. Dzięki temu jestem bardzo szczupła i noszę wyłącznie świetne rzeczy. Czy warto? Pewnie, że tak.

Mnie naprawdę nie chodzi o pokazywanie tych metek, ale szacunek do siebie. Niektóre ubrania w ogóle nie wyglądają na cenę, którą za nie zapłaciłam. Nie założę na siebie byle czego. Słabej jakości ubrania wyglądają po kilku praniach jak psu z gardła wyjęte. Markowe rzeczy są wykonane z materiałów świetnej jakości i zupełnie inaczej uszyte. Co za tym idzie, leżą na mnie tak, jakby zostały uszyte specjalnie dla mnie. Niektóre rzeczy po roku używania wyglądają jak nowe. Wiem, że to także moja zasługa, bo dbam o swoje ubrania. Ale gdyby te rzeczy pochodziły z bazarku albo typowej sieciówki, i tak szybko by się zniszczyły.

Agata dostaje pieniądze od rodziców, ale na ubrania zarabia sama. W wolnym czasie udziela korepetycji z języka angielskiego i matematyki.

- Zarabiam na nich sporo. W każdym razie starcza mi na ubrania, a to najważniejsze. Nie mam wyrzutów sumienia, że obciążam rodziców takimi wydatkami. Zresztą oni nie posiadają tyle pieniędzy, aby sprostać moim aktualnym wymaganiom modowym.

Dziewczyna twierdzi, że nie wie, jak inni ludzie mogą chodzić w tanich ubraniach.

- Przecież nie chodzi tylko o to, że ubrania szybko się niszczą, ale także o zdrowie. W dzisiejszych czasach ciuchy to typowa chińszczyzna. Niektóre ubrania z bazarku mają taki charakterystyczny, brzydki zapach. Aż strach pomyśleć, jak i z czego zostały wykonane. Kupując markowe rzeczy, mogę być pewna, że są najlepszej jakości. W końcu właśnie za to płacę.

Moda męskim okiem: Ubrania z dyskontów - jest się czego wstydzić?

Niektórzy dziwią się, że wolę jeść kanapkę z pasztetem zamiast pysznego omletu, a w zamian za to nosić polo Ralpha Laurena zamiast sweterka z sieciówki, ale tak właśnie jest.

Gwiazdy w lateksowych stylizacjach
Gwiazdy w lateksowych stylizacjach - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (32)

Ocena: 4.63 / 5
gość (Ocena: 5) 07.10.2018 10:31
ludzi, których naprawdę na to wszystko stać nie obchodzi nazwa na metce, tylko jakość. Guess, Taranko itp. podane jako przykłady wyraźnie wskazują, że ktoś nie zna się na jakościowych ciuchach..... więc tu nie chodzi o szacunek dla samej siebie, tylko o show off
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 07.10.2018 08:21
Jakie biedne umysłowo dziecko. Typowy system myślenia ciapatych. Brudny rozczochrany ryj z syfem za pazurami ale Nike air musi być. Jako osoba majętna, którą stać na marki muszę jednak stwierdzić, że te wymienione przez nią to są w większości sportowe marki najtańsze z sieciowek sportowych, a te burzujskie fashion brands zaczynają się od Jimmy Choo i w żadnym wypadku nie są to sportowe ubrania. W każdym razie jednego dnia za taką ubogą dietę organizm się zemści jakimś Hashimoto czy czymś podobnym i tyle snobka będzie miała, że się w nic nie zmieści.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 06.10.2018 22:34
No super mieć 5 rzeczy na krzyż i ciągle w nich chodzić.. gorzej niż miec wiele zwykłych ubrań na zmiane
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 06.10.2018 22:18
Dziwne podejście do zdrowia.... właśnie powinnaś jeść lepiej dla zdrowia. I wcale nie drogo. Wystarczy chcieć.
odpowiedz
gość (Ocena: 1) 06.10.2018 19:33
Oszczędza na jedzeniu, a kupuje droższe ubrania dla zdrowia? Każda z nas lubi markową odzież tylko nie dla każdej to must have. W moim przypadku odpowiednio zbilansowana dieta to podstawa i inwestycja w siebie. Żywność kosztuje, a ja kupuję całkiem niezłe ubrania na wyprzedażach. Dużo więcej wydaję na kosmetyki, by dbać o ciało i włosy niż na ubrania. To też inwestycja w siebie, która się zwraca. Z tym, że również stylowo wyglądam :)
odpowiedz

Polecane dla Ciebie