Kogo kocha Twój facet?

07 Października 2015

Jeśli uważasz, że ukochany nie widzi poza tobą świata, możesz się bardzo zdziwić – w czasie trwania waszego związku sekretnie podkochuje się w co najmniej kilku kobietach!

Miles aldridge

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal – tak mówi popularne przysłowie. Okazuje się, że mężczyźni przywiązują do niego dużą wagę, gdyż (jak mówią najnowsze badania) pewne rzeczy zachowują dla świętego spokoju w tajemnicy przed partnerkami. Jednym z sekretów jest fakt, że będąc w związku, podobają im się inne kobiety. A nawet więcej - nie tylko im się podobają, ale do nich wzdychają i się w nich podkochują!

Z badania zleconego przez Celebalike app wynika, że 1/4 mężczyzn uważa co najmniej dwie współpracownice za atrakcyjne. Zainteresowanie płcią przeciwną, pomimo stałego związku, nie kończy się jednak na ludziach z pracy – część z ankietowanych otwarcie powiedziała, że podoba im się sąsiadka, a 1/5 sekretnie kocha się w przyjaciółce własnej żony lub dziewczyny!

Strony

× Użyj prawej i lewej strzałki na swojej klawiaturze, aby przeglądać podstrony artykułu
Komentarze (53)
ocena
4.7/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

lana
(Ocena: 1)
2015-10-11 23:09:50

re: Kogo kocha Twój facet?

mój ex kochał swoje mieszkanie i auto i wprost mi to powiedział po prawie 6 latach razem

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 23:54:58

re: Kogo kocha Twój facet?

mój facet nie ma czasu oglądać się za innymi kobietami bo musi się oglądać za facetami którzy oglądają się za mną

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-08 12:13:26

9:53:14 - Pisała to sfrustrowana dziewczynka, która ma żal do wszystkich facetów i uważa ich za przysłowiowych ruchaczy.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 22:16:07

re: Kogo kocha Twój facet?

Mój były najbardziej na świecie kochał swoją mamusie. Mamusia źle się czuła to skakał wokół niej jakby umrzeć miała i była jakąś królowa. A jak ja źle się czułam to mówił, że przesadzam, marudze i moja dolegliwość to nic takiego. Mamunia jego obiad ugotowala to po zjedzeniu dziękował jej i w czoło ją całował. Nawet uważał, że jego mamusia jest najpiękniejszą kobietą na świecie. Co mnie rozbawiło. Bo subiektywnie na nią patrząc to była brzydka jak noc listopadowa. Kobieta miała 50 lat a wyglądała na 75. I ona miała niby być najpiękniejsza na świecie, wolne żarty!!!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-08 13:38:47

Bo piękno to coś innego niż ładna buzia. Piękno to całokształt człowieka i to jak mu z oczu patrzy, jego urok osobisty i wnętrze. Takim dzidom jak ty po prostu źle się wydaje ;p

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Be
(Ocena: 5)
2015-10-07 18:13:06

re: Kogo kocha Twój facet?

"Jestem w związku od dwóch lat, ale od kiedy w mojej firmie pojawiła się nowa sekretarka, nie mogę przestać o niej myśleć. Ma idealne ciało i taką twarz, że WOW. Flirtujemy ze sobą od czasu do czasu. Raz umówiłem się z nią na kolację za plecami mojej dziewczyny, ale do niczego wtedy nie doszło. Stchórzyłem". To bardzo smutny fragment i pokazuje, że facetowi potrzeba tylko ładnego ciała i buzi. Tak naprawdę żaden inny facet nie wspomniał o tym, że jakaś kobieta ujęła go charakterem, zdolnościami, inteligencją. Lub poprzednia partnerka zatrzymuje go takimi rzeczami. Przerażające jest to, że większość mężczyzn w taki sposób się zachowuje i myśli, jak najprostsze organizmy. Gdybym miała myśleć o jakiejkolwiek zdradzie swojego partnera, to musiałby to być facet, który jest zaradny, inteligentny, oczytany, ma niesamowite poczucie humoru i jest intrygujący. A im wystarczy "ładna d*pa". Eh.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 20:13:28

A mi się wydaje, że trochę mylisz pojęcia. Ty mówisz o takiej zdradzie, do jakiej popycha Cię poczucie, że ktoś jest lepszy od Twojego partnera. Mówisz o jakimś zauroczeniu, podziwianiu cech jakiegoś faceta i tak dalej. Mówisz o jakimś już zaangażowaniu emocjonalnym, a nie o typowym skoku w bok. Może Cię to zdziwi albo zbulwersuje, ale ludzie mają czasem proste fantazje związane tylko z cielesnością. Mężczyźni i kobiety widzą kogoś, kto jest idealnie w ich typie i po prostu myślą o tym, jak byłoby im razem w łóżku. Takie osoby nic nie znaczą, są po prostu, brzydko pisząc kimś do rozładowania erotycznej energii. Jest zauroczenie jakąś osobą, o którym Ty pisałaś i zwyczajne podniecenie inną osoba. Nad żadnym nie panujemy do końca. Panujemy tylko nad tym, co zrobimy z danymi uczuciami/ odczuciami. Czy to smutne? Ja bym powiedziała, że raczej ludzkie. Inaczej, mam w pracy kolegę, który jest niesamowicie seksowny. Tylko wygląd, ruchy, zapach. Nie jest szczególnie rozmowny, nie zaprzyjaźniliśmy sie, nie wiem, czy jest opiekuńczy zaradny i tak dalej, ale gdybym była wolna i on byłby zainteresowany, to wskoczyłabym mu do łóżka. Nic nie poradzę na to, że jak go widze, to mam takie myśli. Mimo tego uważam, że jestem wierna. Nie chciałabym stworzyć z nim związku, nie chcę z nim nawiązywać bliższych relacji, to mój wybór, bo jestem w związku, ale nie oszukuję się. Jeśli tylko sytuacja byłaby inna, to nie zastanawiałabym się, czy jest wystarczająco oczytany...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 1)
2015-10-07 16:28:15

re: Kogo kocha Twój facet?

brzydzi mnie ten artykul.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 16:57:23

dlaczego?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 15:06:16

re: Kogo kocha Twój facet?

Od filtru i fantazji daleka droga do skoku w bok .... co to ma być ?. Ok rozumiem ze inne kobiety mogą się podobać i mężczyźni uważają je za atrakcyjne ale na tym koniec. Gdyby mój facet flirtowal z innymi to wpadła bym w szał bo to nie jest normalne. Ten artykuł chyba ma na celu promowanie otwartych związków. Facet ma traktować swoją dziewczynę jak księżniczkę i tyle.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 15:57:04

Dlatego nigdy się nie dowiesz, bo facet Ci nie powie, że flirtował lub flirtuje z inną. Każdy facet ma na to ochotę.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 18:36:05

Ja wyznaję zasadę, ze nie robie tego czego sama nie chciałabym doświadczyć od drugiej osoby. Wiem, że jestem atrakcyjną kobietą i się podobam czasem jakimś facetom, jeśli któryś prawi mi jakiś komplement to grzecznie podziękuję, ale nigdy nie przekraczam pewnej granicy. Tego samego wymagam od drugiej strony i mój facet doskonale o tym wie. Jeśli kiedyś pozna kobietę która według niego będzie lepsza ode mnie i zechcę do niej odejść, będzie mi smutno, ale uszanuję jego decyzję. Nigdy natomiast nie uszanuję, braku szacunku do mnie, robienia za moimi plecami tego czego sam nie chciałby doświadczyć. Ja też uważam, że ma prawo uważać jakieś inne kobiety za atrakcyjne ( w końcu mamy oczy ), ale jest różnica pomiędzy tym, ze uzna ją za aktrakcyjną i tyle, a jest różnica gdyby ją podrywał, flirtował, pisali by ze sobą i spotykali się za moimi plecami - to już według mnie jest zdrada emocjonalna, nawet jeśli nie dojdzie do zbliżenia. W koncu jakby nie było jego uwaga wtedy w dużej mierze zosaje poświęcona innej kobiecie i relacji z nią. A ja nie mam zamiaru rywalizować z inną. Jeżeli postawiłby mnie w takiej sytuacji, a droga wolna. Zna moje podejście, nie trzymam go na uwięzi, więc to jest jego decyzja czy będzie chciał życie przeżyć ze mną, czy też nie. Jedną z wielu nie mam zamiaru być nigdy :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 18:46:10

A ja mam w czterech literach teksty innych ludzi, że mój facet mnie prędzej czy później zdradzi. Jest nam dobrze i to jest najważniejsze. Znam swoją wartość i nawet gdyby ode mnie odszedł to poradzę sobie. Nie jestem naiwna, ale zaufanie też jest ważne w związku.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 19:55:16

Masz prawo mieść takie wymagania wobec faceta, jakie mieszczą się w Twojej strefie komfortu. Masz też prawo oczekiwać tego, co sama oferujesz. Na tym polegają udane związki. Moim zdaniem zasada o nie flirtowaniu w jednym związku się sprawdzi, w innym nie, ale to nie znaczy, że się jest jedną z wielu. Robienie czegokolwiek za plecami to już oszustwo i zdrada zaufania, nie ma co do tego wątpliwości, ale jeśli w związku nie ma tajemnic i obojgu wszystko pasuje, to żadna zasada nie jest zła. Ja flirtuję dużo, może nie jakoś wyjątkowo otwarcie, ale potrafię wyczuć, kiedy komuś wydaję się atrakcyjna i wydaje mi się, że umiem to wykorzystać. Mój mężczyzna ma taką milutką naturę, że każdej kobiecie się wydaje, że ma u niego szanse. Wiedzieliśmy z kim się wiążemy. Ja myślę, że nawet zdrowo jest spędzić trochę czasu z przeciwną płcią, w tym na flircie, żeby się umocnić w przekonaniu, że partner jest dla nas najlepszy, a nie jesteśmy z nim z braku wyboru. Nie oczekuję stu procent uwagi od męża. Nie poświęcam mu też stu procent uwagi. Kochamy się, mamy do siebie zaufanie i na tyle pewności siebie, że żaden flirt nie jest w stanie jej podkopać. Ilu ludzi, tyle opinii. O szacunku do siebie, poczuciu własnej wartości i tak dalej może świadczyć zarówno to, że ktoś ma sztywne zasady, jak i to, że para daje sobie bardzo dużo swobody.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 20:24:14

Oczywiście, zgadzam się z Tobą. Po prostu najważniejsze jest to czy dwie osoby w związku mają podobne zdanie w tym temacie. Raczej ciężko będzie, gdy kobieta oczekuje w związku brak flirtowania z innymi, a mężczyzna po prostu lubi sobie poflirtować (nie mylić ze zdradą!). Ludzie powinni się dobrze dobrać, bo potem są wielkie kłótnie, oszukiwanie się, problemy. Po co sobie komplikować życie. Ja szanuję osoby, nawet jeśli nie zachowuję się tak jak oni. Dopóki ktoś rozumie moje postępowanie i nie wtrąca się do tego, to z jakiej racji mam oceniać inne modele związku. Niech sobie para nawet jest w związku otwartym, niech sobie lubią trójkąty itd Jeśli obydwoje się kochają i czują się z tym dobrze, to dlaczego nie? Może Cię to trochę zdziwi i nie uwierzysz mi, ale mam coś takiego, że reszta facetów jest dla mnie aseksualna. Pod względem wizualnym i pod jakimkolwiek innym. Nie jestem z ukochanym krótko, jesteśmy dosyć długo, ale po prostu nie czuję pociągu do innych facetów. Nie mówię tu o zdradzie czy o flirtowaniu. Po prostu zero fantazjowania. Żebyście nie zrozumiały mnie źle, nie czuję się w żaden sposób lepsza od innych kobiet, które fantazjują. Po prostu tak już mam, nie wiem czy to dobrze, czy źle. Nie zastanawiam się zbytnio na tym, najważniejsze, że mam fajny, szczęśliwy związek, czuję się dobrze w swoim ciele i znam swoją wartość.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 20:37:07

Ja tak miałam przez kilkanaście lat. Flirtowałam, ale nigdy z myślą, że to mogłoby skończyć się w łóżku. Nawet jakbym była sama. Ostatnio się to trochę zmieniło, bo spotkałam faceta niesamowicie seksownego. Zabawna sprawa, jest po prostu bardzo podobny do mojego męża :) Jestem pewna, że gdybym była sama, to zainteresowałabym się nim erotycznie, ale nie jestem, więc po prostu nie szukam takiego typu kontaktu. Inna sprawa, że pierwszy raz od wielu, wielu lat ktoś wydał mi się pociągający seksualnie. Nawet nie wyobrażasz sobie jak było to dla mnie dziwne. Ile związków, tyle zasad, nie ma co narzucać komuś swojego zdania. Ja jestem szczęśliwa ze swoim mimo tego, że przez głowę przechodzą mi różne myśli na temat nowego znajomego. To są rzeczy, które nic nie znaczą. Mam nadzieję, że Ty też jesteś zadowolona ze swojego związku i nigdy się to nie zmieni.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 20:47:47

Dokładnie, ile związków, tyle zasad. Nie oceniam Cię w żaden negatywny sposób, bo niby dlaczego? Podejrzewam, że nie jesteś złym człowiekiem. Sama piszesz, że jesteś szczęśliwa w związku i to jest najważniejsze. ;) Oczywiście, że jestem zadowolona. Gdybym nie była, to nic by mnie nie trzymało przy moim mężu i nie miałabym oporów złożyć pozew rozwodowy. Również mam nadzieję, że nigdy się to nie zmieni. Jesteśmy ze sobą od młodych lat, znamy się od jeszcze wcześniejszych. Niedługo mija 16 rocznica ślubu. Wiadomo, że wszystko się może zdarzyć, ale jestem dobrej myśli. Nie myślę pesymistycznie, co ma być to będzie.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 21:41:47

Moim zdaniem masz coś, co odróżnia Cię od dziewczyn, którym nie wróżę szczęśliwej przyszłości. Masz zdrowy rozsądek! Swoje zasady, tak, nikt Ci nie broni ich mieć, jesteś zadowolona ze swojej relacji z mężem, nie doszukujesz się zdrad na każdym kroku, sama piszesz, że różnie może być, ale po prostu ufasz. To bardzo zdrowe podejście, sama takie mam. No i myślę, że jeśli jesteś przeciwniczką flirtów, to bardzo dobrze zrobiłaś, że to określiłaś od początku. znam kobiety, które w teorii mówią, że nie przeszkadza im to, czy tamto, a jednak cierpią. To dla mnie bez sensu po prostu. Ja mam bardzo duże poczucie własnej wartości, dlatego mówię zawsze, idź, poznawaj kobiety, jeśli którąś uznasz za lepszą partnerkę dla siebie, to przecież na smyczy nie trzymam... Chcę żeby mój związek zawsze był świadomą decyzją, a nie po prostu przyzwyczajeniem i brakiem innych opcji. Co do tego kolegi dodam, że pociągają mnie w nim cechy, które ma mój mąż, czyli to, że jest wierny po prostu. Paradoksalnie, gdyby chciał czegoś ode mnie, to przestałby wydawać mi się taki ciekawy :) Mój mechanizm psychologiczny bawi nawet mnie. Nie pociągają mnie inni mężczyźni, chyba, że tacy, którzy po wyrażeniu zainteresowania moją osobą przestaliby mnie pociągać. Ech, zdrady mi się raczej nie przytrafią :D

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 22:31:03

Tak, mam zdrowy rozsądek. Nie doszukuję się zdrad na każdym kroku, ufam mężowi, ale nie jestem naiwna. Jestem zadowolona po tylu latach i mam nadzieję, że to się nie zmieni. Jednak wiem, że zdarzają się różne sytuacje w życiu, ale nie ma sensu zaprzątać sobie głowę takimi sprawami. Jestem osobą niezależną, dobrze czuję się w swoim ciele. Chyba takim największym plusem naszego małżeństwa jest to, że uwielbiamy otwarcie rozmawiać na różne tematy (wiadomo, istnieje jakaś mała szansa, że może mój mąż mnie od tylu lat cały czas okłamuje), akceptujemy swoje przyzwyczajenia, mamy bardzo podobne charaktery. Często ludzie pytają jak możemy tak żyć, skoro jesteśmy trochę takimi papużkami, że to chyba musi być nudne. Nie wiem jak to jest, ale nie nudzimy się, lubimy przebywać w swoim towarzystwie. Dla wielu par może to być minus, ale nawet razem pracujemy, mamy wspólne pasje. Czasami się zastanawiam czy to nie wygląda źle, dziwnie, ale z drugiej strony chyba najważniejsze jak dwie osoby czują się w związku. Nie jesteśmy dla siebie toksyczni, nie zabraniamy sobie niczego, nie ma awantur, kłótni. Jeśli jest jakaś sytuacja to rozmawiamy na spokojnie. Trochę niby taka nuda, ale ja tam się nie nudzę. ;) Mój mąż to raczej taki introwertyk, ja zresztą też. Nie mamy zbyt wielu znajomych. Dobrały się takie dwa dziwaki. :) Brzmi jak utopia. Tyle się słyszy o zdradach, rozwodach. Może nas też to trafi, mam nadzieję, że nie, ale jeśli tak, to trudno. Bez problemu sobie poradzę. Też sobie kiedyś myślałam, że chyba jest ze mną coś nie tak, bo naprawdę nie umiem dostrzec w innych mężczyznach czegoś pociągającego. To nie jest tak, że nie widzę innych mężczyzn, bo widzę. Po prostu nie czuję czegoś więcej, nie czuję pociągu, nie myślę o seksie, nie mam ochoty flirtować. Nie uważam się w żaden sposób za lepszą od kobiet w związkach, którym się podobają inni. Mąż też jest raczej innym typem. Oczywiście zawsze może być tak, że oszukuje, ale i tak wie, że nie jestem histeryczką, nie robię scen zazdrości, po prostu zna moje podejście.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 23:22:25

No to my jesteśmy Waszym zupełnym przeciwieństwem! :D Uwielbiam towarzystwo mojego męża, zawsze był mi bliski, z nikim nie rozmawia mi się tak dobrze jak z nim, mamy wspólne pasje, głównie związane z podróżami i górami. Spędzamy ze sobą bardzo dużo czasu, ale on nie jest jedyną osobą, z którą lubię spędzać czas. Wakacje z koleżankami? Bardzo chętnie! Kawa na mieście z kolegą? Jasne, dlaczego nie. Wypad na weekend ze znajomymi z pracy? Chętnie. Babski wieczór? Zawsze tak! W takich okolicznościach mąz mi nie towarzyszy i analogicznie ja nie towarzyszę jemu podczas każdego wyjścia z domu. Cenimy sobie czas spędzany osobno, przywozimy sobie masę opowieści. To jest nasz sposób (nie mówię, że jedyny słuszny) na to, żeby dalej być dla siebie trochę tajemnicą, trochę fascynacją. Dla nas się sprawdza. Ufam mojemu mężowi i dzięki bogu, on ufa mi. Inaczej raczej miałby problem z tym, że wychodzę gdzieś ze znajomym, a np. stroję się wcześniej. Trzeba po prostu dobrać się tak, żeby obojgu ludzi pasowały zasady, wtedy para jest szczęśliwa. Niestety jest takich naprawdę niewiele. Z moich obserwacji wynika, że najczęściej kobiety mają takie podejście jak Ty (cała reszta męskiego grona aseksualna, uczciwość i brak flirtowania), a mężczyźni takie jak ja (flirt to nie zdrada, nie ma nic złego w obejrzeniu się za atrakcyjną koleżanką, czy napisaniu jej kilku miłych słów w wiadomości). Dla mnie takie związki są nieudane zupełnie, bo brakuje w nich szczerości.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-08 00:35:16

Przynajmniej reszta osób może zobaczyć, że nie ma tylko jednego modelu związku. Podstawą jest po prostu dobrać się w taki sposób, żeby dwie osoby akceptowały siebie. Dla mnie również związki, w których para nie potrafi się dogadywać są nieudane. Szczerość jest ważna w związku. Nigdy nie potrafiłam zrozumieć czemu większość kobiet, gdy ma jakiś problem nie potrafi otwarcie powiedzieć facetowi "Słuchaj, sprawa jest taka i taka. Boli mnie coś tam, chciałabym coś zmienić" itd. I teksty typu "Ale powinieneś się domyśleć!" lub jakieś gierki, obrażanie się, awantury. Takie związki są strasznie toksyczne. Naprawdę super, że dogadujecie się i uważam, że macie fajny związek, tak można wywnioskować z tego co opisujesz. To dobrze, że macie wspólne pasje, ale też fajnie, że wychodzicie sobie ze znajomymi, Twój mąż w swoim towarzystwie, Ty w swoim. I jest dobrze. ;) Nie zrozum mnie źle, bo trochę z mojej wypowiedzi mogłabyś wywnioskować, że jesteśmy takie typowe przylepy, które specjalnie izolują się od innych, wszędzie latają razem i są nie do zniesienia. Akurat trafiło się tak, że od młodych lat mamy charakter typowo introwertyczny, nie mieliśmy szczęścia do fajnych znajomych. Mój mąż jest strasznie nieufną osobą jeśli chodzi o innych ludzi. Pogada sobie na jakieś swoje tematy z kilkoma znajomymi z naszej pracy, ale nie mamy czegoś takiego, żeby spotykać się na mieście, jakieś urodziny czy coś. Akurat są to takie osoby, które po prostu nie spotykają się na mieście czy w domu. Prędzej już ja mam kilka znajomych, zdarzało się, że wychodziłam na kawę, jakieś ciacho. Potem ludzie zaczęli układać swoje życie, już nie mieli czasu na spotkania. Nic na siłę. Piszemy i dzwonimy często, spotkamy się raz na kilka miesięcy i jest dobrze. W związku wiele czasu spędzamy razem, ale różnie. Jeździmy na rowerach, gramy w planszówki, nordic walking, śpiewamy wspólnie, tańczymy, oglądamy filmy, uprawiamy seks, grzebiemy w samochodach (połączone z naszą pracą), mąż czyta książkę, ja w tym czasie buszuję po stronach internetowych, chodzimy do kina, na pizzę, do restauracji, rozmawiamy, śmiejemy się, wspieramy, uwielbiamy gotować, robić sobie niespodzianki. Opiekujemy się naszymi dwoma kotami, lubimy jeździć do Krakowa i Wrocławia. Trochę brzmi to jak sielanka. Przeżyliśmy wiele ciężkich chwil, chociażby moją chorobę. Jednak nawet wtedy nie było żadnych kłótni, awantur, cichych dni. Znamy się praktycznie od zawsze, w związku jesteśmy od młodych lat, prawie 16 lat po ślubie. Ktoś powie nic tylko czekać aż ta sielanka się skończy i okaże się, że np. mąż przez tyle lat mnie okłamywał lub nagle stwierdzi, że mu się znudziło i odejdzie lub zdradzi. Wiem tylko tyle, że nie ma sensu się zamartwiać i rozmyślać nad tym, ale mam w sobie od zawsze taką myśl, że gdyby nie daj boże coś się stało to sama jestem sobie w stanie poradzić. Jestem jedynaczką, nie jestem egoistką, ale właśnie takim samotnikiem. Nigdy nie miałam parcia na związek, nie nudziłam się ze sobą. Pracę w razie czego też mogę zmienić i nic się nie stanie, ale po co myśleć negatywnie. Lepiej skupić się na pozytywach. Wszystko przychodzi naturalnie, nie muszę udawać kogoś innego, mogę być w 100% szczera. Mąż jest ogólnie ciężkim typem człowieka. Mimo, że ja przeżyłam więcej problemów i więcej mnie ludzie zranili, to jednak chyba jestem bardziej otwarta do ludzi. On potrafił się otworzyć przed nielicznymi osobami, głównie przede mną. Zawsze istnieje jakaś szansa, że może mnie oszukiwać, ale wątpliwe. Wiem o jego życiu naprawdę sporo, jesteśmy bardzo szczerzy na różne tematy, znamy swoje charaktery i wiemy, że zawsze możemy o wszystkim porozmawiać. On nie jest typowym zazdrośnikiem czy tyranem, ja nie jestem histeryczką i zazdrośnicą. Mam jedno pytanie. Wierzysz w to, że mężczyzna może nie oglądać porno i nie podniecają go inne kobiety? Pytam szczerze, bo zawsze było to dla mnie jasne, że chyba większość facetów ma do tego luźne podejście.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-08 01:26:08

My też mamy koty. Nie wiem dlaczego to pierwsze, co miałam ochotę napisać :) Wydaje mi się, że szczerość w związku to podstawa, ale aktualnie taki model relacji po prostu nie jest zbyt modny. Ja jestem około 30stki. Mąż też. Znamy się od kilkunastu lat, po ślubie nie jesteśmy znów tak długo. Dorastaliśmy razem, dlatego znamy się tak dobrze, wiedzieliśmy, że chcemy zostać małżeństwem. Spędzamy masę czasu razem, sporo osobno. Ja mam bardzo dużo znajomych, mąż to raczej człowiek, który nie otacza się tłumem ludzi. Jest spokojny, bardzo miły, pomocny. Nawet nie zauważa, że kobiety go kokietują. Taki słodki naiwniaczek. Ja to widzę, ale mi to w żaden sposób nie przeszkadza. Cieszę się, że mam u boku mężczyznę, który jest zadbany i wzbudza zainteresowanie. Żadne z nas ostatecznie nie robi nic złego. Co do pornografii. Myślę, że nie do końca. Moim zdaniem istnieje bardzo malutki procent ludzi w związkach, których nie podniecają inne osoby. Jeśli już mężczyzna ogląda taki film, to przecież nie z nudy, tylko dla zwykłego uczucia podniecenia. Jeśli mogą podniecić go kobiety z ekranu, to realne kobiety mają na to jeszcze większe szanse. Tylko, że ja uczucie podniecenia uważam, za naturalną reakcję naszego ciała na mężczyznę/ kobietę w naszym typie. Nie widzę w tym niczego złego. Złe byłoby prowokowanie sytuacji, w której rozładowanie tego napięcia nie byłoby z partnerem... Samo podniecenie, naturalna rzecz, nie oczekuję od męża, żeby tłumił w sobie to, co ludzkie. Oczekuję jedynie tego, żeby nie korzystał z okazji. Jeśli ma ochotę na seks, od tego ma mnie :) Jeśli na widok jakiejś innej kobiety pojawi mu się nieczysta myśl, trudno. Jesteśmy ludźmi, odczuwamy pewne emocje, mamy pewne reakcje, czasem niezależne od tego, czego byśmy chcieli tak na rozum. Wracając do pytania, jeśli facet ogląda pornografię i odczuwa wtedy podniecenie, to nie wierzę, że nie podniecają go realne kobiety poza partnerką. Mój mąż nie ogląda filmów tego typu, ja tak. Szczerze powiedziawszy, jeśli opisywalibyśmy nasz związek, to ja miałabym znacznie więcej cech stereotypowego samca niż on (flirtowanie, filmiki dla dorosłych, potrzeba niezależności). Mimo tego, to najbardziej męski człowiek, jakiego znam. Jest dojrzały, silny fizycznie i psychicznie, świetnie zorganizowany, opiekuńczy. Daje mi poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa, sprawia, że po tylu latach razem dalej nie jestem znudzona jego osobą, a z reguły szybko się nudzę. Jest seksowny, tak zwyczajnie seksowny. Lubię patrzeć jak się porusza, lubię patrzeć jak ćwiczy, lubię dotyk jego silnych rąk. Jest moim ideałem, więc to, że od czasu do czasu zerknę głodnym okiem na kolegę z pracy jest po prostu śmiesznie nieistotne w zestawieniu z uczuciem, którym darzę męża. Chyba naprawdę jestem babochłopem! :) Wracając do tematu, jakie Ty masz podejście do pornografii?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-08 02:15:23

Koty są cudownymi zwierzakami. My jesteśmy typowymi kociarzami. Właściwie ja pokochałam koty dzięki mojemu mężowi. Lubię też psy, ale to koty skradły moje serce. Mąż od dzieciństwa miał w domu koty. Też to zauważyłam. Teraz naprawdę większość związków jest zawierana z braku laku. Każdy człowiek ma swoje sprawy, ale ludzie zapominają o dbaniu o związek. Dla nich to zbyt pracochłonne, a prawda jest taka, że nie można zaniedbywać uczucia, uczucie trzeba pielęgnować. Mimo, że my mamy trochę inny model związku (chyba jesteśmy bardziej introwertyczni od was), to moim zdaniem naprawdę bardzo dobre jest to, że dwie osoby potrafią się dobrze dobrać i dogadywać. Najgorsze co może być to toksyczne związki, związki w których jest przemoc psychiczna i fizyczna, związki w których dwie osoby nie rozmawiają, nie kochają się, nie ma żadnego uczucia, są kłótnie, histerie, zabranianie sobie czegokolwiek. Ja mam niedługo 36 lat. Ślub wzięliśmy w młodym wieku, po 20. Znaliśmy się wcześniej, byliśmy parą od 15-16 roku życia. Dorastaliśmy razem. Zawsze byliśmy spokojnymi, zrównoważonymi osobami. Typowi samotnicy, introwertycy, z problemami z przeszłości. Staliśmy się dwoma bratnimi duszami, najlepszymi przyjaciółmi, ale był i jest silny pociąg fizyczny. Nie mogłabym być z facetem, który nie podniecałby mnie. Po prostu nie. Dogadywanie się jest ważne, odpowiedni charakter i inne cechy, ale wygląd, pociąg do drugiej osoby to też jedna z podstaw. Oczywiście, gdyby mój mąż miał wypadek lub był chory to nadal bym go kochała i nadal by mnie podniecał. Ma w sobie to coś. Widzisz, ja byłam brana przez innych raczej jako taka szara myszka z problemami. Było tak, wchodząc w związek w młodości byłam chora, niska samoocena. Potem udało mi się wygrać walkę z chorobą. Nadal jestem osobą spokojną, ale już od wielu lat znam swoją wartość. Czuję się piękna. Przestało mnie interesować zdanie innych ludzi, bo nigdy nikomu nie dogodzimy. Ważne jest to, żeby czuć się dobrze w swoim ciele. Nikt za nas życia nie przeżyje, a niektórzy ludzie lubią wtrącać się, komentować, są ludzie zawistni. Ja jestem taką osobą miłą, lubię pomagać, jestem spokojna, ale gdy mam z kimś bliższy kontakt to jestem bardzo otwarta, szczera, nawet trochę gadatliwa, ale w dobrym słowa znaczeniu. Mąż jak już wcześniej wspominałam jest bardzo nieufny jeśli chodzi o innych ludzi. Raczej sprawia wrażenie ponurego smutasa. A jest naprawdę świetnym człowiekiem. Uwielbia słuchać, jest szczery, pomocny, jest "złotą rączką", jego wielką zaletą jest logiczne myślenie. Zawsze znajdzie wyjście ze wszystkiego. Nie wiem czy kobietom to imponuje, bo z powodu tej samotności to nigdy nie miał jakiegoś większego kontaktu z kobietami, nie ma koleżanek. Jestem jego pierwszą partnerką pod względem uczuciowym i seksualnym. Poznałam go w czasach, gdy miał problemy z otyłością. Przy mnie sporo schudł, zaczął się dobrze odżywiać, ćwiczyć i lubi to, poczuł, że może być sobą. Kocham go takiego jaki jest. Wiem o jego wszystkich słabościach, problemach. Otworzył się przede mną. W młodości dziewczyny nie zwracały na niego uwagę. Był niewidzialny, bo dziewczyny zazwyczaj wolały chłopaków, których wszędzie było pełno, imprezowiczów, uśmiechniętych itd. Mój był potrzebny, gdy czegoś ktoś nie potrafił. Przy mnie zmienił się trochę jego charakter. Wcześniej był trochę naiwny, potem stał się asertywny. Jest świetnym facetem, podnieca mnie. Uwielbiam jego ciało, dotyk, pocałunki, szczery uśmiech, jego męski głos. Chyba jednak jesteśmy takim typem ludzi, że nie mamy wielkiego powodzenia, a jeśli już to ja mam większe powodzenie. Czasami zdarzy się, że jakaś młoda dziewczyna mu się przygląda czy jakaś kobieta, a on niewzruszony "niech sobie patrzy, tylko tyle jej zostało, ja mam przy sobie najcudowniejszą kobietę i nie są mi do szczęścia potrzebne inne". Co do pornografii to mam luźne podejście. W młodości w miarę często oglądałam, ale nie byłam uzależniona. Potem przestałam, bo nie było czasu i jednak bardzo częsty, wręcz codzienny seks jest no i jestem rozładowana. Mój wie, że nie miałabym nic przeciwko, gdyby chciał sobie obejrzeć porno. Moglibyśmy razem obejrzeć. Nawet zdarzyło się, że próbowaliśmy, ale zawsze zaczynamy się śmiać, wyłączamy laptop i zajmujemy się sobą. Mój ma do tego inne podejście. On mówi, że nie lubi oglądać porno. W młodości tak sobie myślałam "kurde, pewno tylko tak mówi, bo boi się co ja będę na ten temat sądzić", ale wydaje mi się, że serio tak jest. Po pierwsze brak czasu, po drugie nie miałby powodu, żeby mnie okłamywać. Jak już wspomniałam mimo wszystko mam takie podejście, że nie zabraniałabym niczego. Ogólnie no mój mąż to jest takim dziwnym przypadkiem. Ja wiem, że zazwyczaj większa część facetów ogląda się za innymi, fantazjuje o innych i to nie jest nic złego, jeśli mimo wszystko podnieca ich własna żona i nie zdradzają. Mój mąż w tych sprawach no ma takie swoje podejście podobne do mnie. Jasne, nie wiem o czym myśli i nie potrzebuję wnikać co i jak, może mnie okłamywać, ale istnieje też możliwość, że jest po prostu takim innym typem faceta, tzn. nie że jakimś lepszym niż reszta, po prostu ma takie swoje przekonania i tyle. Ja go do niczego nie zmuszam, nie naciskam na nic. Jest dobrze tak jak jest i szczerze mówiąc nawet, gdyby się okazało, że jednak podniecają go inne to mam to w nosie. Dopóki w związku jest dobrze to nic mi do tego. Czuję się spełniona, seks jest, miłość jest i to najważniejsze.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-08 03:13:50

U nas też to nie jest tak, że każdy ogląda się za nami na ulicy, jesteśmy wiecznie w centrum zainteresowania i tak dalej, ale na brak powodzenia żadne z nas nie może narzekać. Kiedyś byłam bardzo męską dziewczynką, chłopięce ubrania, chłopięce zachowania, bardzo dużo kompleksów. Dopiero na studiach zaczęłam, z dużą pomocą męża, odkrywać w sobie kobietę. Inni to zauważyli też. Zaczęły się zaczepki, podrywy, które nie ukrywam, dają mi jakąś tam małą satysfakcję. Flirt traktuję jak zabawę, jak komplement, nic więcej. Pisałam w jednym z poprzednich komentarzy, że dla mnie flirt nigdy nie równał się chęci wskoczenia komuś do łóżka. To miłe, ale jednak mało znaczące. Cieszę się, że macie taki dobry układ w związku, że od lat jesteście szczęśliwi. Chciałabym, żeby było dużo takich par. Ja też jestem szczęśliwa. Do tej pory miałam tylko jednego partnera seksualnego i tak już zostanie, ale dlatego też szokiem było dla mnie to, jak poczułam pociąg do kogoś innego. Moje uczucie do męża nie osłabło, dalej on podoba mi się i pociąga mnie najbardziej. Po prostu moje ciało zareagowało na jakiś nowy bodziec. Sama nie wiem co, może zapach, może głos. Tak czy inaczej, rozbawiło mnie to i oczywiście niczego z tym nie zrobiłam. Mój mąż też nie ogląda porno, po prostu nie lubi. Sfera erotyczna to dla niego temat bardzo poważny. Ma doskonałe w moim odczuciu ciało, ale nie lubi go prężyć przed ludźmi. Jest raczej skromny, nie jest duszą towarzystwa, miły i pomocny, ale milczący, a wiadomo, że takie wycofane jednostki przyciągają, bo są bardziej tajemnicze dla kobiet. Mój mąż ma kilka koleżanek, jedną dosyć bliską, zwierzają się sobie, spędzają ze sobą czas, ale nie ma między nimi erotycznego napięcia. Nie boję się o zdradę, przecież jak mężczyzna chce zdradzić, to zamknięcie w mieszkaniu na klucz nie pomoże, a jak nie chce, to żadna kobieta nie będzie w stanie go uwieźć. Zastanawia mnie tylko jedno. Mężczyzna i jedna partnerka całe życie... Z reguły kobiety mają z tym mniejszy problem, mniej potrzebują porównań. Na dzień dzisiejszy nie interesuje mnie w ten sposób nikt poza moim mężem, ale czasem zastanawiam się co będzie, jak będę miała 50 lat, czy niczego nie będę żałowała. Czy mój mąż nie będzie niczego żałował? W łóżku układa nam się bardzo dobrze, więc jak pisałam, niczego mi nie brakuje, ale w gorszych chwilach myślę, czy któremuś z nas w końcu nie zmieni się zdanie. Nie zamartwiam się tym za często, ale na logikę, człowiek z natury nie jest monogamistą. Miewasz czasem takie myśli?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-08 08:10:43

Wy tak na serio macie ochotę się zwierzać obcym osobom o waszych związkach na papilocie do 3 nad ranem..? Czy to już nie nuda w tych wypracowanych związkach w których tak świetnie wszystko gra...?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-08 11:54:30

Rozmawiamy sobie, mamy do tego prawo. Nikt Ci nie każe tego czytać.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-08 12:11:45

Tak, zdarzyło się, że miewałam takie myśli. Chyba każdy czasami zastanawia się jak to będzie w przyszłości, czy nadal będziemy razem, czy coś się zmieni. To nic złego, dopóki człowiek nie zaprząta sobie tym głowy cały czas. Wtedy to oznaka, że chyba czegoś w związku brakuje, że coś się zmienia, że może uczucia się zmieniają? Niekoniecznie tak się zdarzy, że partner odejdzie. Może się też zdarzyć tak, że ktoś umrze. Wtedy partner też zostaje bez nas i jeśli chce, to ma prawo ułożyć sobie życie z inną kobietą. Jeśli w związku jest wszystko okej, to już nic ponad to nie da się zrobić. Partner i tak może zdradzić, jest jakieś prawdopodobieństwo, ale jest też takie, że nie musi. My już na to nie mamy wpływu. Najważniejsze, to dbać o swój związek, pielęgnować to. Nie ma sensu bać się o zdradę. Jak ktoś będzie chciał zdradzić, to zdradzi. Z tego co opisujesz to jesteście zgranym, fajnym małżeństwem. I to jest najważniejsze, żeby dwie osoby w związku się dogadywały. Nie musisz mieć takiego podejścia to życia jak ja, ani ja nie muszę mieć takiego podejścia do życia jak Ty. Nikt z nas nie jest lepszy czy gorszy. Dlatego właśnie wiele osób powinno zauważyć, że są różne modele związków. Najważniejsze jest to, żeby się kochać i niczego sobie nie zabraniać. Mam jeszcze pytanie do Ciebie. Też uważasz, że wiele kobiet w ostatnim czasie wypowiada się bardzo negatywnie o związkach, o miłości, o mężczyznach? Tyle się słyszy, chociażby : "każdy facet zdradzi", "każdy facet to świnia, taka już ich natura", "każdy facet marzy o seksie z innymi", "szczęśliwe związki to utopia i prędzej czy później będzie rozstanie", "miłości nie ma, jest tylko przyzwyczajenie". Skąd w ludziach taka złość, zawiść, że ktoś ma fajny związek i fajnego partnera? Szczerze, to zazwyczaj mają tak kobiety. Mężczyźni podchodzą do tego na luzie, kobiety są takie mściwe, złośliwe. Lubią próbować komuś dokopać, nawet, gdy nie są proszone o zdanie. Wydaje mi się, że większość osób, które w taki sposób się wypowiada ma problemy w swoim życiu. Przeżyli jakieś załamanie z powodu np. własnego partnera, bo facet je zdradził, zostawił, oszukał. I teraz skoro ją facet zostawił, to każdy facet jest idiotą. Ewentualnie mają taką sytuację w rodzinie lub wśród znajomych. Rodzice się rozwiedli i w domu były wieczne kłótnie, znajomi się zdradzają, kłócą i żyją w toksycznych związkach. I potem takie kobiety wrzucają wszystkich facetów do jednego worka, wszystkie szczęśliwe związki są dla nich skreślone. Smutne to.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-08 21:08:31

Czy się tak znów zwierzamy, nie wiem, po prostu wymieniamy się doświadczeniami i przekonaniami. Zawsze mi się wydawało, że od tego są komentarze. Na pytanie, czy mi się chce, odpowiadam TAK, chce mi się. Gdyby mi się nie chciało, nie pisałabym. Trzecia w nocy to akurat godzina umowna, nie wszyscy mieszkamy w Polsce :) Szczerze powiedziawszy doceniam rozmowę, nawet pisemną z kobieta, której chce się sklecić więcej niż dwa zdania, ma coś do powiedzenia, ma swoje przemyślenia. W moim otoczeniu to niestety rzadkość. Narzekanie na facetów, to tylko wierzchołek góry lodowej. Jak obserwuję otoczenie, to mam wrażenie, że jest naprawdę malutko kobiet, więcej raczej takich tworów kobietopodobnych, ale o tym za chwilę. Co do narzekania na mężczyzn, to zgadzam się z Tobą. Robią to kobiety, które spotkała jakaś krzywda w życiu. Wrzucają wszystkich do innego worka, bo to jest system ochronny przed następnym zranieniem. Inna sprawa, że szczęśliwych związków nie ma wcale aż tak dużo, więc nic dziwnego, że ludzie powątpiewają. Tak to jest, oceniamy innych przez pryzmat swoich doświadczeń. Od tego się nie ucieknie po prostu. Tak jak komentarz powyżej. Od razu ironizowanie z naszych związków, bo są wieloletnie i udane, a jednak mamy czas i ochotę się wypowiedzieć. Nie widzę związku mędzy tymi dwoma sprawami, ale ktoś miał potrzebę zrobić przytyk. Przecież takie przytyki nie pojawiają się bez powodu. Komuś po prostu przeszkadza, że inna osoba ma poukładane życie. To rzeczywiście smutne dosyć. Inna sprawa, że ja mam dosyć słabe zdanie o większości kobiet. Nie zaprzyjaźniam się z nimi zbyt często. Wolę męskie towarzystwo, jest bardziej szczere, otwarte, paradoksalnie dużo, dużo mniej wulgarne. Nigdy nie spotkałam mężczyzny, któremu przeszkadzałoby, że ktoś inny jest w udanym związku na tyle, żeby to wyśmiewać. Kobiety zatracają masę pięknych cech, moim zdaniem to szkoda. Wulgarne zachowanie przeszkadza mi u każdej z płci, ale jakoś częściej widuję je u kobiet. Tak samo, jak narzucające się podrywanie płci przeciwnej. Kobiety są w tym mistrzyniami. Oczywiście jestem zwolenniczką partnerstwa i równouprawnienia, dlatego jak pisałam, brzydzi mnie to u obojga płci :D Poza tym, wydaje mi się, że nie do kóńca jasno wyraziłam się z pytaniem. Czy nie martwisz się czasem, że posiadanie jednego partnera seksualnego całe życie daje nam tylko pozorne poczucie spełnienia? Chodzi o to, że nie mamy punktu porównawczego, więc teoretycznie nie możemy wiedzieć, czy to już jest wszystko, co może zaoferować nam mężczyzna. Ostatnio nad tym się zastanawiałam, bo naskoczyły na mnie koleżanki z pracy. Wytłumaczyłam im, że jeśli się szuka punktów porównawczych, to trzeba się przespać z każdym facetem na ziemi, dopiero wtedy można oceniać, co faceci mają do zaoferowania. Takie porównania nie miałyby końca, dlatego moim zdaniem jeśli w łóżku się układa, to nie ma co wskakiwać do niego innym facetom. Nie przekonało ich to, dlatego zaczęłam się zastanawiać czy rzeczywiście na moją interpretację mojej sfery erotycznej nie wpływa brak porównania. Jestem delikatnie mówiąc bardzo zadowolona, ale czy to nie dlatego, że nie wiem, jak mogłoby być z innym? Nie zrozum mnie źle, nie szukam zdrady, nie kusi mnie, chodzi tylko o teoretyczne rozważania, bo taki temat się przewinął ostatnio w jednej z moich rozmów z koleżankami. Jesteś w podobnej sytuacji, więc ciekawi mnie, co myślisz :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-08 21:42:24

Odnośnie kobiet to mam podobne zdanie jak Ty, można powiedzieć, że identyczne. Bardzo wiele kobiet ma problem z tym, że komuś w życiu się powodzi, są strasznie zazdrosne, zawistne. Nie mówię, że wszystkie kobiety, ale często takie panie można spotkać. Natomiast w większości mężczyźni to bardzo szczere osobniki. Wiadomo, że też zdarzają się idioci, ale jeśli chodzi o sprawy typowo związkowe to głównie kobiety są wściekłe, jeśli jakaś inna kobieta jest szczęśliwa. Kobiety narzucające się? Oj tak, wiele słyszałam i widziałam. Niektóre kobiety mają zasadę: po trupach do celu. Próbują na siłę zdobyć zainteresowanie jakiegoś faceta, nawet jak on im mówi, że nie. Nie mówię na swoim przykładzie, ale ile się słyszy historii, że jakaś kobieta jest wściekła, bo nie zdobyła swojego upragnionego "celu", bo "cel" jej nie chce. Zdarza się też tak, że mężczyzna się na to godzi. Wiadomo, mężczyźni nie są marionetkami, potrafią myśleć. Jak ktoś chce zdradzi, to zdradzi. Co do Twojego pytania - Nigdy nie odczułam takiego zmartwienia. Naprawdę, nie przymuszam się do tego zdania. Po prostu nigdy nie miałam tak, że pomyślałam sobie jakby to było być z innym facetem czy przespać się z innym. Raczej jestem zdania, że skoro tyle lat jestem szczęśliwa z tym konkretnym mężczyzną, to po co mi inny. Nigdy nie będziemy mieli możliwości dowiedzieć się jak to jest być z każdym facetem czy z każdą kobietą. To jest niewykonalne. Są ludzie, którzy często zmieniają partnerów. Jeśli to im odpowiada i czują się z tym dobrze to przecież ich wybór. Mimo długiego stażu to na razie nic się nie zmieniło. Może ktoś powie "za kilka lat na pewno się zmieni", ale w sumie czemu o tym na siłę myśleć? Będzie co ma być. Grunt, to żeby być szczęśliwym. To się po prostu czuje, szczęście w sobie, szczęście z drugą osobą. Widzisz, dzisiaj zobaczyłam jeden długi komentarz w temacie historie czytelniczek list : "Nie ma czegoś takiego jak singielka z wyboru. One wszystkie udają tak jak ja". Jakaś kobieta napisała (dzisiaj o 1:19:38). Klasyczny przykład tego, że skoro małżeństwa i związki znajomych są do kitu to cała instytucja małżeństwa jest można by powiedzieć więzieniem. Oczywiście, że bycie w poważnym związku to jednak nie jest tylko zabawa. Przychodzą obowiązki, jest druga osoba, ale jeśli się kocha kogoś i nie ma toksyczności to po prostu to jest naturalne, zero jakiegokolwiek przymuszania. A Ty jakie masz zdanie na ten temat? Od razu zaznaczam, że osobiście nie jestem osobą, która uważa, że bycie singlem jest złe i nie rozumiem jak można naśmiewać się, że ktoś woli być sam, ale nie potrafię też zrozumieć dlaczego małżeństwo dla wielu ludzi oznacza lęk, koniec jakiegoś etapu. Czy ma tak większość osób? Czy może ma się tak przy osobie, która nie jest odpowiednia dla nas? Bo przyznam szczerze, że ja wychodząc za mąż (a wyszłam za mąż wcześnie) nie czułam się jak w klatce, nie czułam się do czegoś zmuszana.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-08 22:04:02

Mi się wydaje, że wszystko zależy od partnera. Jeśli dla kogoś związek to ograniczenia, klatka, tłumaczenie się ze wszystkiego i wyrzekanie się swojego zdania, to dla mnie tylko znak, że nie spotkał jeszcze właściwej osoby. Ja chciałam wyjść za mąż nie z lęku przed samotnością, nie z nadzieją, że coś sę zmieni/ nie zmieni, tylko dlatego, że podoba mi się wizja jednego partnera na całe życie i cały klimat ślubu. Nie każdego to musi ekscytować. Nie każdy musi chcieć legalizacji związku, dla mnie to po prostu piękny gest, ukłon w stronę miłości, ale nigdy, przenigdy nie wyszłabym za kogoś, kto mnie ogranicza. Przy moim mężu robię dosłownie to, na co mam ochotę. W moim charakterze nie leży sypianie z kim popadnie, więc tego mi nie brakuje, rezygnacja z innych mężczyzn, to kwestia wyboru, a nie jakiś tam kompromis. Poza tym, jak pisałam, robię to, na co mam ochotę. Imprezuję, poznaję ludzi, wyjeżdżam (częściej z mężem, ale często też ze znajomymi). Nie tłumaczę się mężowi gdzie byłam, co robiłam, nie muszę się meldować o określonych porach. Opowiadam mu o tym, co przeżywałam, co mnie spotkało, ale nie dlatego, że oczekuje ode mnie tłumaczeń, po prostu lubię mu opowiadać różne rzeczy. Lubię też słuchać jego historii, ale on nie musi mi się meldować. Nie zawsze wiemy co drugie akurat robi i gdzie jest. Żadne z nas nie jest dla drugiego kulą u nogi. Małżeństwo nie było dla mnie obowiązkiem, a dzisiaj nie jest kompromisem. To jest ciągle wybór, do którego codziennie przekonuję sie bardziej, szczególnie poznająć nowych mężczyzn :) Im też mam trochę do zarzucenia, niestety (podrywacze, agresywne chamy, prostactwo - oczywiście nie wszyscy, ale spora grupa). W ogóle co do kompromisów, to jestem na nie. Kompromis zakłada spotkanie gdzieś w połowie drogi, co oznacza, że żadna ze stron nie jest całkowicie zadowolona. My wolimy realizować wspólnie wspólne cele, a osobno te, które drugiej osoby nie fascynują. Tych pierwszych jest więcej, ale są i te drugie. To, że partner nie zawsze mi towarzyszy też nie jest z mojej strony jakimś pójściem na ustępstwo. Dla mnie to jest część mojej higieny psychicznej. Jest czas dla nas dwojga, ale nie jesteśmy zrośniętym, dwugłowym potworkiem, więc jest też czas, kiedy każde pielęgnuje własne ja. Wierzę też, że są pary, dla których wyobrem byłoby spędzanie całego czasu razem i też nie czuliby się wtedy jakoś stłamszeni, ograniczeni i tak dalej. Chodzi tylko o to, żeby to był szczery wybór. Jeśli dwoje ludzi podejmuje decyzję o swoim życiu, które ich po prostu uszczęśliwiają, a jednocześnie te decyzje zazębiają się ze sobą, to jest podstawa do budowania małżeństwa. Dlatego pisałam, że nie ma wcale aż tak dużo dobrych par, bo ludzie dobierają się na podstawie pierwszego zauroczenia i czasem trwają w nieszczęściu do grobowej deski. Bliski mi przykład. Dziewczyna wychowana w wieloletniej rodzinie, która potrzebuje spędzać ciągle czas ze swoim partnerem, nie chce i nie potrafi być sama, związała się z zaborczym i zazdrosnym jedynakiem, który z jednej strony nie chce poświęcać jej całej uwagi, z drugiej nie chce żeby spędzała czas z innymi. Żadne nie jest szczęśliwe, ale w związku trwają i trwają, i trwają. Dla mnie to katastrofa. Wystarczy nie dobrać się dobrze w jakiejś jednej kwestii i nagle okazuje się, że rzeczywiście związek to klatka. Samemu być lepiej niż z kimś przypadkowym. Do tego jestem przekonana, ale większość samotników z wyboru wcale nie jest zamknięta na miłość. Po prostu jeszcze nie spotkali kogoś, z kim nie będą czyli tych wszystkich ograniczeń. Na koniec zabawna anegdotka o tym, jak ludzie z mojego otoczenia postrzegają małżeństwo. Wyglądam dosyć młodo, na 20-22 lata. Mam trochę więcej, ale mój wygląd zawsze ludzi wprawia w zakłopotanie, nie mówiąc o tym, że nie ma opcji kupienia alkoholu bez dowodu osobistego. Kiedy zaczęłam pracę w tej firmie, ludzie zapoznawali się ze mną, zaprzyjaźniali, a kiedy mężczyźni słyszeli, że jestem mężatką, to bardzo często padało od razu pytanie "aa, czyli masz dziecko?". Nie mam i to było szokujące. Dla ludzi jedynym powodem małżeństwa w młodym wieku jest dziecko. Dla mnie chorym powodem do ślubu w jakimkolwiek wieku jest dziecko. Tylko chęć spędzenia ze sobą życia jest dobrym powodem do zawarcia związku małżeńskiego. Nic, zupełnie nic więcej :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-08 23:00:56

Zdecydowanie się z Tobą zgadzam. Małżeństwo nie może być oparte na zakazywaniu sobie czegokolwiek, na wiecznym meldowaniu się. Takie związki to klatka, to nie jest nic dobrego, to toksyk. Trzeba trafić na odpowiedniego partnera, nie wiązać się z byle kim i na siłę. Jeśli związek jest na siłę to albo się rozpadnie, albo ludzie będą nieszczęśliwi i będą tkwić latami, monotonnie lub kłócić się. Związek z drugą osobą, z ukochaną osobą powinien powodować, że czujemy się dobrze, ale szczęście mimo wszystko musi być w nas samych. Po prostu fajnie jest przeżyć życie obok kogoś, kto nam pasuje, z kim się świetnie dogadujemy, ale nic na siłę. Są też ludzie, którzy wolą samotność i to też nic złego. Bycie singlem nie jest niczym uwłaczającym. Niestety nie ma dużo dobrze dobranych par. Zazwyczaj coś jest nie tak. Smutne, że ludzie czasami wolą być z kimś, kogo nie kochają, kto wprowadza ich w gorszy nastrój, z kim cały czas się kłócą lub nie mają o czym rozmawiać. Mieć kogoś obok siebie, mieszkać z kimś a mijać się jak obcy ludzie lub wiecznie się kłócić. To bardzo przykre. Małżeństwo nie powinno być przymuszeniem. Trzeba tego chcieć, obojętnie czy będąc osobą dosyć młodą (ok. 20 lat) czy mając zdecydowanie więcej lat, ale nikt do tego przecież nie przymusza. Ja wyszłam za mąż w młodym wieku i powodem wcale nie było dziecko. Też nie rozumiem czemu powodem do ślubu ma być dziecko. My poczuliśmy, że jesteśmy gotowi i po prostu wzięliśmy ślub. Pamiętam, że kilka osób komentowało bardzo zachłannie jak to się zaraz rozstaniemy, że będzie rozwód, że "zaciążę", że będę kurą domową i stracę wolność. Nie rozumiałam wtedy tego i do dzisiaj nie rozumiem czemu miałam odczuwać strach przed tym, żeby być żoną człowieka, którego kochałam i kocham. Dla mnie to czysta przyjemność. Takie zdanie miały osoby postronne, bliscy wspierali i popierali. Pokazałam wczoraj mojemu ten artykuł, porozmawialiśmy sobie na ten temat, mimo, że wiedziałam jakie ma zdanie o tym, ale na luzie zrobiliśmy sobie rozmowę. ;) Lubię rozmawiać z mężem na różne tematy, nie boimy się takich tematów.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-09 04:39:36

W takim razie pozostaje mi życzyć tylko Tobie (i sobie) dalszego trwania w szczęśliwym partnerstwie, szczęśliwym małżeństwie. Dobrze, że umiecie rozmawiać. Akurat wydaje mi się, że w tej kwestii młode małżeństwa na głowę biją starszaków. Obserwując związki rodziców, dziadków, wujostwa i tak dalej myślę, że jednak młodsi ludzie lepiej się komunikują. Dużo większy nacisk kładą na szczerość i rozmowę. Coś tam idzie jednak w dobrym kierunku :) Cieszę się, że wzieliście ślub świadomy, z miłości, bez presji. Wiek nie ma tutaj żadnego znaczenia. Sama ślubowałam, jak miałam 24 lata. Ludzie kręcili głowami. Już nie kręcą, na szczęście. Chociaż dalej ciągle dopytują, czy nie planujemy skoków w bok, czy się sobą nie nudzimy. Na szczęście nie :) Pozdrowienia dla męża!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-11 20:18:08

Pewno już tego nie przeczytasz, ale mimo wszystko odpisuję. Dziękuję za życzenia, trzeba być dobrej myśli i dbać o związek, będzie dobrze. ;) Ludzie zawsze uwielbiają się wtrącać, ale jeśli się czuje, że to jest to, to nie warto patrzeć na negatywne komentarze. Tak, większość młodych ludzi lepiej się komunikuje, ale jak wiadomo to też nie jest jakaś reguła. Ludzie młodzi w większości potrafią w razie wielkich problemów czy niedopasowania rozwieść się, rozstać. W przypadku ludzi starszych większość osób żyje nadal, w tamtych czasach rozwód był raczej nie do pomyślenia. Przekazałam pozdrowienia, również Cię pozdrawiamy i Twojego męża.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 14:40:01

re: Kogo kocha Twój facet?

kocha samego siebie,przesadnie dba o siebie i nigdzie mnie nie zabiera ... odejsc? czuje ze go kocham:(

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 18:19:41

To jest was dwoje, on siebie też kocha ;)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 14:38:53

re: Kogo kocha Twój facet?

A co jezeli po ponad 2 latach zwiazku on dalej oglada profil swojej eks regularnie? Moj chlopak byl ze swoja eks baardzo krotko poniewaz dowiedzial sie ze go zdradzala od samego poczatku. Okolo rok temu zobaczylam w jego przegladarce, ze dalej oglada jej profil prawie codziennie (nie rozmawiaja ze soba, nawet nie sa znajomymi ale on wchodzi na jej facebooka). Chcialam zerwac, ale obiecal ze ja zablokuje i nigdy wiecej nie zajrzy. Wczoraj zobaczylam, ze nie dosc ze ja odblokowal to dalej wchodzi na jej profil.. Wpadlam w szal i zerwalam z nim. On uwaza, ze jestem glupia ze zrywam przez takie glupoty bo on byl jedynie ciekawy co u niej.. Ale ja dobrze zrobilam, prawda dziewczyny ? :(

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
k
(Ocena: 5)
2015-10-07 14:54:07

wg mnie zrobiłaś dobrze, nie chciałabym chłopaka, który tęskni za swoją eks.. :D

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 16:47:59

dobrze zrobiłaś.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 18:29:39

Powiem tak. Może i nic już od niej nie chciał, ale był to wynik ciekawości. Nie zmienia to jednak faktu, że gdyby była mu obojętna to tak namiętnie by nie podglądał co tam u niej. Urażona duma ( bo go zdradziła ), faceci zazwyczaj dużo gorzej znoszą rozstania gdy to oni zostali rzuceni. Ja myślę, że mimo wszystko dobrze zrobiłaś, bo zapewne gdyby kiedyś ona wyszła z propozycją odnowienia kontaktu to pewnie by nie odmówił, tylko leciał w podskokach;-)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 1)
2015-10-07 19:46:56

Ja tez jestem w szczęsliwym związku, kocham mojego faceta a i tak wchodze codziennie na profil mojego ex, to chyba naturalne..

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 19:49:35

Codziennie? To Twoja sprawa, dla mnie to nie jest naturalne. Nie interesuje mnie co robi mój ex, nie mam potrzeby śledzić jego poczynań. On ma swoje życie, ja mam swoje.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 14:37:24

re: Kogo kocha Twój facet?

To jest przykre ale faceci z ktorymi bylam nigdy nie wyznawali mi milosci ... moze trafiam na takich ktorzy maja problem z wyrazaniem swoich uczuc?! chcialabym kiedys uslyszec te dwa najwazniejsze slowa ...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 19:54:08

luz, u mnie to samo. jeden tylko kiedyś mi to wyznał, ale i tak mnie potem zdradził :D już się przyzwyczaiłam do tego, że widocznie nie zasługuję na poważne traktowanie i do usranej śmierci będę dla facetów tylko pięknym i fascynującym epizodem :]

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 1)
2015-10-08 15:41:01

To możemy sobie przybić piątkę....

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-08 16:21:08

Po prostu nie wszyscy faceci nadają się na dobrych partnerów dla kobiety. To, że kilku okazało się debilami, to jeszcze nie oznacza, że wcale nie ma żadnych miłych, fajnych, dobrych mężczyzn.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 10:18:31

re: Kogo kocha Twój facet?

Co innego fantazjować, a co innego wprowadzić to już w czyn i zacząć chociażby flirtować. Flirt to pierwszy krok do zdrady. Skoro facet zamiast flirtować ze swoją kobietą ( tak, powielu latach też można ) woli z innymi to cóż. Działa to w dwie strony.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 10:35:11

Dokładnie. Od flirtu krótka droga do zdrady

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 11:57:37

Każdy facet flirtuje z innymi i każdy prędzej czy później zdradzi. Chyba, że nie ma okazji. Tak czy siak partnerka może się dowie, a zazwyczaj nie.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 18:26:20

Każdy,każdy, każdy. Zdecydowana większość tak, co nie oznacza, że każdy. Zdradzają zarówno faceci, jak i kobiety. Wiadome, że ma się dużo większą szanse, że trafi się na takiego który prędzej czy później zdradzi, ale nie dotyczy to wszstkich par.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 19:31:10

Ja spotkałam w swoim życiu większość takich ludzi (kobiety i mężczyźni), którzy zdradzają, ale nigdy nie szarpnęłabym się na określenie "każdy". Nie przesadzajmy, gdyby każdy zdradzał, nie wchodzilibyśmy w ogóle w relacje na wyłączność, bo wszyscy by wiedzieli, że to nie ma sensu. Poza tym, ja mam mężczyznę, który nie zdradza. Spotkałam też na swojej drodze jednego, który był wielokrotnie nakłaniany przez kobiety do zdrady swojej wieloletniej partnerki i nie skorzystał. Statystyczny facet zdradza, ale atatystyki mają się nijak do jednostek. Nie popadajmy w skrajności.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2015-10-07 19:48:29

Właśnie. Trochę zaufania dziewczyny! To nie jest naiwność, takie są fakty. Nie każdy mężczyzna zdradzi, nawet jeśli miałby okazję. Wszystko zależy od jego własnych przekonań + tego, jaki ma związek. Jeśli udany, ma kochającą partnerkę, romantyzm i namiętność istnieje, dobra komunikacja... to po co miałby znaleźć inną? Tak, wiem. Zaraz napiszą jakieś kobiety, że przecież mężczyźni są zdobywcami, nie są monogamiczni i muszą sobie "poruchać". Smutne, że większość kobiet ma właśnie takie myślenie. Nie każdy mężczyzna to głupi burak, który nie potrafi docenić swojej kobiety. Są mężczyźni wierni, są mężczyźni, którzy zdradzają. Po cholerę cały czas myśleć o tym czy zdradzi. Jak będzie chciał zdradzić, to zdradzi. Ja się nie boję ewentualnej zdrady. Wątpię, że coś takiego będzie miało miejsce, ale jeśli tak, to trudno. Jego strata, ja mam wiele do zaoferowania, nie jestem złą partnerką. Nie nudzi się przy mnie, wręcz przeciwnie. To byłaby głupota z jego strony, gdyby zdradził. Jednak uszanowałabym to, bo nie zgłupiałam, żeby płaszczyć się przed mężczyzną.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz