„Matki, które nie chcą karmić dzieci piersią, są wyrodne”

„Wstyd mi za was” – pisze w mailu do naszej redakcji Dorota.
„Matki, które nie chcą karmić dzieci piersią, są wyrodne”
Fot. Unsplash
22.09.2018

„Wyrodne matki” to określenie, którego używa się dziś bardzo często. Słyszymy je, gdy kobiety włączają dziecku bajkę, a same idą wypić kawę, zamiast spędzić z nim czas. Tak samo w przypadku, gdy maluch dostaje w prezencie zabawkę gorszej jakości, bo jego matka chce sobie kupić coś nowego do ubrania. Jeszcze inna sytuacja, którą można przytoczyć, dotyczy nazywania dziecka bachorem, a jego płaczu - rykiem. Klasykiem gatunku jest jednak karmienie dziecka butelką, a nie piersią i wspominanie, że to ostatnie bardziej przypomina powolne torturowanie niż jakąkolwiek przyjemność.

„Przyjaciółka karmiła przy mnie piersią. To obleśne!”

Do nazywania wyrodnymi matek, które nie karmią potomków piersią, przyłącza się Dorota. Młoda mama wydała na świat dwoje dzieci. Jedno ma 4 lata, a drugie właśnie skończyło 2. Dorota dopiero co odstawiła młodszą pociechę od piersi. Pierworodnego malca również karmiła do 2-go roku życia.

Kobieta uważa, że karmienie buduje między matką a dzieckiem więź, której w żadnej sposób nie można zastąpić. Dorota potępia matki, które rezygnują z karmienia piersią, chociaż mogłyby to robić. W mailu do naszej redakcji wyjaśnia swoje stanowisko w tej sprawie.

- Moja babcia karmiła piersią, moja matka karmiła piersią i ja karmiłam piersią. Karmienie piersią to cudowne przeżycie, które na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Nie ma bardziej intymnej formy obcowania z maluchem niż podawanie mu piersi. Żałuję, że te chwile już się skończyły. Może czekają mnie przy kolejnej pociesze, ale nie jestem pewna, czy się na nią z mężem zdecydujemy.

Od początku wiedziałam, że będę karmiła piersią. Słyszałam o pogryzionych sutkach, obolałych piersiach, cieknącym mleku, a także dziecku łapiącym za bluzkę i domagającym się cyca w najmniej spodziewanych momentach. Żaden z tych argumentów mnie nie przekonał, tym bardziej, że moja mama i babcia mówiły: „Warto się poświęcić. Po pewnym czasie będziesz wspominać karmienie z rozrzewnieniem”. I tak się stało.

Początki były trudne, nie przeczę. Zwłaszcza przy pierwszym dziecku. Syn na początku miał problemy z ssaniem. Ile nerwów się przez to najadłam! Chwytał pierś, puszczał ją i tak na przemian. Potem przez kilka dni piersi bardzo mnie bolały. Okazało się, że źle go przystawiam. Potem było trochę lepiej, ale nadal mnie bolało. Chyba przez ponad miesiąc się męczyłam, aż nagle przestałam odczuwać dyskomfort. Ba! Powiedziałabym nawet, że karmienie zaczęło sprawiać mi przyjemność. Byłam zadowolona, że przemęczyłam się przez ten najgorszy okres. Po nim nastąpiła frajda. Cieszyłam się intymnymi chwilami z synkiem.

8 zasad prawidłowego karmienia piersią

Karmiłam Miłosza przez dwa lata. W trakcie czekały mnie takie „przyjemności” jak masowanie „zastojów”. Nabawiłam się także zapalenia sutka. Mimo wszystko miałam przekonanie, że było warto. Trwa do dnia dzisiejszego.

Z drugim dzieckiem – Niną, nie było wcale lepiej. Piersi bolały mnie chyba jeszcze dłużej niż przy Miłoszu. Ninę odstawiłam od cyca dopiero teraz. Chciałabym podsumować to doświadczenie.

Dorota twierdzi, że tych dobrych momentów podczas karmienia było więcej niż złych.

- Pomijając „zastoje”, bolące piersi i zapalenie sutka, krępujące było też ciąganie mojej bluzki i domaganie się cyca przy gościach, ale w takich sytuacjach reagowałam szybko. Przepraszałam przybyłych i wychodziłam do drugiego pokoju. Nie raczyłam ich widokiem karmienia. Wiem, że niektórych to obrzydza.

Naprawdę miło wspominam karmienie. Tak ogólnie. Teraz na dodatek widzę efekty. Miłosz poza katarem nie nabawił się żadnej choroby. To na pewno zasługa karmienia piersią. Mała Nina też jest zdrowym dzieckiem. Oboje rozwijają się prawidłowo. W przedszkolu panie nie mogą się nachwalić Miłosza, że jest takim rozumnym i kreatywnym dzieckiem. Nie ukrywam – dopatruję się w tym wpływu karmienia piersią. Taka bliskość matki świetnie wpływa na rozwój. Czytałam o badaniach, z których wynika, że karmienie piersią stymuluje inteligencję.

Kobieta wspomina też o innych zaletach.

- Moje dzieci prawie nie miały kolek. Karmienie piersią zmniejsza częstotliwość ich występowania. Poza tym zmniejsza ryzyko nagłej śmierci łóżeczkowej, zapobiega wadom zgryza i wymowy oraz chroni przed chorobami w wieku dorosłym. Są też plusy dla mnie. Po pierwsze szybszy powrót do dawnej wagi, a po drugie przyspieszenie zwijania się macicy.

Wiele kobiet pisze o obwisłych piersiach. Moje nadal wyglądają dobrze, a wykarmiłam dwójkę pociech.

Dzieci karmione piersią są odporniejsze! TO UDOWODNIONE!

Karmienie piersi niesie ze sobą tyle ważnych zalet, że nie wiem, jak niektóre matki mogą z niego świadomie rezygnować. Wiadomo, że brak pokarmu to nie ich wina, ale jeżeli mają pokarm, a nie chcą karmić to... nie mam słów na egoizm takich matek. Jesteście wyrodne. Bardziej myślicie o wyglądzie swoich piersi niż dobru maluszków. Wstydźcie się matki. Ja bym nie chciała mieć takiej matki.

Najpopularniejsze imiona 2018 roku z podziałem na województwa
Najpopularniejsze imiona 2018 roku z podziałem na województwa - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (25)

Ocena: 4.36 / 5
Ozeh (Ocena: 5) 22.11.2018 22:44
Zgadzam sie w 100%, niekarmienie piersia kiedy jest to mozliwe to s.synstwo w stosunku do dziecka
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 24.09.2018 08:28
Myślisz, że dla dorosłego człowieka ma jakiekolwiek znaczenie to czy byli karmieni butelką czy piersią i jak przyszli na świat? Sam fakt naturalnego porodu i karmienia nie sprawia, że moja mama jest dla mnie bohaterką. Wychowanie przez cały okres dorastania to zdecydowanie ważniejsza sprawa i to na tej podstawie mogę ją ocenić, a nie tego jak karmiła mnie na starcie...
odpowiedz
Kraśa (Ocena: 5) 23.09.2018 23:30
śmiać mi się chce z takiego podejścia kobiet do cudzego karmienia. Żeby tylko ono decydowało, że mamy cudowne dzieci, zdolne, zdrowe, itd. Sama karmię Małą moją ponad 10 miesięcy. Nie powiem, bo sporo mnie to kosztowało - stres, bolące piersi, poranione sutki. Ale udało się, wsparcie męża i lactosan mama w chwilach mlecznego kryzysu i wszystko się unormowało. Mleka mam naprawdę dużo i Córka pięknie rośnie. Moja siostra 2 dzieci wykarmiła na butelkach, jedno z konieczności, a drugie z wyboru. I chłopcy świetnie się rozwijają, chorują tyle, co większość dzieci (zdarza im się, ale niezbyt często) i bardzo dobrze radzą sobie w przedszkolu i szkole. Więc nie ma reguły.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 23.09.2018 22:33
Dzizas robię wszystko z listy - jestem wyrodna matka. Idę się chyba potne :) a nie Sorrki, synek spi na gorze a my z mężem oglądamy rolnika, nie ma sensu. A tak serio dziewczyny nie czytajcie tych bzdur. Takie marne wypociny traktuje jedynie w kategorii lichego usprawiedliwienia faktu, ze poza macierzyństwem kobieta kompletnie nie ma własnego życia. Od tego krok do depresji a noe pełni szczescia. Pozdrawia matka niekarmiąca, kupująca sobie kosmetyk zamiast kolejna badziewna zabawkę i o zgrozo! Oddająca roczne dziecko które czasem bywa małym bachorkiem do zlobka.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 22.09.2018 23:13
Karmilam syna butelką od samego początku, nie miał kolek, nie chorował i nadal jest okazem zdrowia. A inteligencję się dziedziczy a nie wyssiewa z mlekiem.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie