Historia Martyny: „Moi rodzice spodziewają się siódmego dziecka. Ludzie mają nas za patologię”

Nastolatka żali się, że opieka nad rodzeństwem jest na jej głowie.
Historia Martyny: „Moi rodzice spodziewają się siódmego dziecka. Ludzie mają nas za patologię”
Fot. Thinkstock
26.03.2018

Wraz z wejściem w życie programu 500+ Polacy częściej niż zwykle przyglądają się dzietności swoich sąsiadów i znajomych. Większa liczba potomków niż ta, która została uznana za normę, bywa utożsamiana z patologią. Najbardziej powszechny model rodziny to 2+2 albo 2+1. Piątka często uchodzi za szaleństwo, a dalej zaczyna się wcześniej wspomniana patologia.

Faktycznie przy kosztach codziennego życia posiadanie większej liczby dzieci budzi duże zdziwienie. W dobie kredytów mieszkaniowych, horrendalnych cen za żłobki, braku czasu oraz stresu wiele par w ogóle nie decyduje się na potomostwo. Dlatego ci, którzy mają sporą gromadkę, tak często stają w ogniu krytyki, a ludzie zaglądają im do portfeli. „Za co oni wychowują dzieci?”, „Dali się nabrać na 500+” – właśnie takie komentarze się pojawiają.

Ostatnio media rozpisywały się o wizycie prezydenta na chrzcie 16-go dziecka rodziny Nelców mieszkającej nieopodal Oświęcimia. Internauci szybko wyliczyli, że za dzieci rodzina pobiera łącznie 8 tys. zł miesięcznie. Komentarze w portalach plotkarskich są miażdżące. „Dla mnie to już szerzenie patologi niż czegoś "wyższego" kobieta to nie maszyna do rodzenia dzieci, nawet za cenę 500+. Coś okropnego”, „Totalny brak odpowiedzialności. Co będzie za kilka lat?” – czytamy.

17-letnia Martyna z niewielkiej podlaskiej miejscowości również jest zdania, że duża rodzina to niekoniecznie błogosławieństwo. Dziewczyna zdradziła w mailu do naszej redakcji, że jej rodzice spodziewają się siódmego dziecka. Chociaż oni sami bardzo się cieszą, ich pierworodna córka w ogóle nie podziela tego entuzjazmu.

Zobacz także: EXCLUSIVE: Ludzie nazywają mnie dzieciorobem

pochodzę z wielodzietnej rodziny

Fot. unsplash.com

- Nie mogę uwierzyć, że oni to zrobili. Wpadkę może bym jeszcze zrozumiała. Ale trudno mi zaakceptować fakt, że rodzice zaplanowali kolejne dziecko, chociaż jest nas już sześcioro.

Nastolatka martwi się o opinię, jaką ona i jej najbliźsi mają wśród lokalnej społeczności.

- Znajomi i sąsiedzi mają nas za patologię. Taka jest prawda. W szkole i tak już jestem obiektem kpin. Rówieśnicy pytają się, ile ciągniemy z państwa i mówią, że moja rodzina żyje na ich koszt. Już nie raz wracałam ze szkoły z płaczem, a moi rodzice musieli interweniować, więc nie mogę zrozumieć, że po tym wszystkim zdecydowali się na siódme dziecko.

Sąsiedzi gadają, że na pewno oprócz 500+ bierzemy pieniądze od proboszcza i od Caritas, chociaż to nieprawda. Może trudno w to uwierzyć, ale mój tata ma firmę i całkiem nieźle nam się powodzi. To prawda, że bierzemy 500+, ale rodzice nie zaplanowali tak dużej rodziny ze względu na świadczenia. Jeszcze jak byłam małą dziewczynką, słyszałam z ich ust, że dzieci to skarb i będę miała kilkoro rodzeństwa. Jak się uda. No i udało się.

Nie żyjemy w luksusie, nie mamy najmodniejszych ubrań i drogich gadżetów, ale mamy na najpilniejsze potrzeby i rozrywki. Pieniędze, które dostajemy od państwa, są dzielone po równo na każde dziecko przez rodziców i odkładane na książeczki oszczędnościowe. Dostaniemy je po ukończeniu 21-go r. życia.

pochodzę z wielodzietnej rodziny

Fot. unsplash.com

Nikt mnie jednak nie słucha, gdy próbuję o tym mówić głośno – stwierdza Martyna.

Dziewczyna jest też zła na rodziców, bo musiała przejąć od nich wiele obowiązków.

- U mnie w domu panuje tradycyjny model rodziny. Tata prowadzi firmę, a mama wychowuje dzieci. W wolnych chwilach dorabia, dziergając zabawki. W tym czasie zastępuję ją ja. Mam wrażenie, że przez to nie zaznałam prawdziwego dzieciństwa.

Już jako 10-latka zmieniałam pampersy rodzeństwu, bawiłam się z maluchami, karmiłam je, a nawet odrabiałam lekcje ze starszakami. Mój ojciec rzadko pomaga w domu. Pracuje po 10-12 godzin dziennie. Ktoś musi odciążyć mamę. Czasami pomaga nam babcia albo ciocia, ale przeważnie jesteśmy zdani na siebie. Już wiem, kto będzie musiał opiekować się tym siódmym dzieckiem. Ja.

Martyna jest rozżalona, ponieważ nie prowadzi typowego dla nastolatki życia.

- Moje koleżanki chodzą na imprezy, jeżdżą na wycieczki i umawiają się z chłopakami. Ja nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam na pizzy czy w kinie. Już dwa razy fajni faceci zapraszali mnie na randkę, ale musiałam odmówić, bo ktoś musiał zająć się młodszym rodzeństwem. Myślę, że już dawno miałabym faceta, gdyby nie rodzina. W poprzednim tygodniu musiałam też zostać z maluchami w domu, bo mama była przez cały dzień w szpitalu. Ominęło mnie przez to piwo ze znajomymi.

pochodzę z wielodzietnej rodziny

Fot. unsplash.com

Ja nie mam nic przeciwko pomocy rodzicom i opiece nad rodzeństwem, ale uważam, że są pewne granice. Ja zupełnie nie mam życia, więc nie wyobrażam sobie, jak to będzie z kolejnym dzieckiem. Planuję studia, ale nie wiem, czy w takim razie dostanę pozwolenie, aby uczyć się dalej. Jestem najstarsza. Mam trzy młodsze siostry w wieku 12, 7 i 4 lata. Są też chłopcy w wieku 10 i 2 lata. Teraz spodziewamy się kolejnej dziewczynki. Kto się nimi zajmie, jak pójdę na studia? Mama nie daje ze wszystkim rady.

Martyna twierdzi, że rozmawiała z rodzicami, ale oni wymagają od niej poświęcenia.

- Rodzice twierdzą, że rodzeństwo to skarb i powinnam być wdzięczna. Bo w przyszłości, jak ich zabraknie, będziemy sobie nawzajem pomagać. Do mnie to jednak nie dociera. Od pięciu lat babram się w dziecięcych kupkach i kaszkach. Nie wiem, co to znaczy mieć chłopaka i każdy wieczór dla siebie.

Wiem, że są ludzie w gorszej sytuacji niż ja, ale nie potrafię się cieszyć. Jestem wściekła na rodziców – żali się na koniec dziewczyna.

Ma rację czy przesadza?

Zobacz także: Wyjątkowo płodna nastolatka: Ona ma zaledwie 17 lat, a już urodziła... 7 dzieci! (To nie koniec?)

Komentarze (49)

Ocena: 4.61 / 5
gość (Ocena: 1) 11.04.2018 18:38
Jak jej tak źle to niech poskarży się opiece społecznej, może ją odbiorą rodzicom i wsadzą do rodziny zastępczej, gdzie może będzie jedynaczką hahaha
odpowiedz
Bajki to są (Ocena: 1) 29.03.2018 12:52
Ta, bo szczęście rodziny buduje się na samolubstwie i krwi pomordowanych niewinnych. A wysokiej emerytury oczekuje się ze składek wpłacanych przez nieliczne dzieci (najlepiej cudze). Podłe
odpowiedz
Jednazsiódemki (Ocena: 2) 27.03.2018 16:15
Gdyby nie 500+ to nikt by się nie czepiał rodzin wielodzietnych. Kiedyś to była norma, sama pochodzę z rodziny gdzie dzieci było siedmioro i nikt nigdy nie wytykał nas palcami ani nie nazywał patologią. Nie było wtedy 500+ i choć milionerami nie byliśmy byliśmy szczęśliwą kochającą się rodziną. Jeśli komuś marzy się duża rodzina to niech taką założy a ludziom nic do tego. Ludzie nie płodzą dzieci tylko dla tych marnych 500 zł. Skończcie zaglądać ludziom do portfeli. Z jednej strony cieszę się że za mojego dzieciństwa nie było 500+ bo miałabym razem z rodzeństwem przechlapane na całej linii przez społeczeństwo oceniające ludzi tylko na podstawie tego świadczenia,ale z drugieh wiem że napewno moum rodzicom było by lżej z tymi pieniędzmi.
odpowiedz
GOŚĆ (Ocena: 5) 27.03.2018 09:47
To fakt, przegięli i to bardzo, w dzisiejszych czasach 7 dzieci, na co to komu ? Nikt normalny nie ma tylu dzieci !!!
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 26.03.2018 23:38
Czasami sobie myślę, że w takich rodzinach, rodzice mają syndrom 'przygarnij małego słodkiego kotka' w wersji ludzkiego niemowlaka. Niemowlak slodki to sobie zrobie. Niemowlak urośnie, niech się starsze zajmują... za x czasu 'nowy słodki niemowlak' ... i tak do oporu....
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo