„Moja dziecko trafiło do szpitala. Czy jestem złą matką?”

Kobieta jest załamana i prosi o pomoc w ocenie sytuacji.
„Moja dziecko trafiło do szpitala. Czy jestem złą matką?”
Fot. Unspash.com
15.11.2017

Jesteś złą matką” – mnóstwo Polek usłyszało ten zarzut przynajmniej raz w życiu. Wśród krytykujących są przeważnie osoby, które posiadają dzieci. Nie od dziś wiadomo, że jedne matki lubią wytykać błędy w postępowaniu innych matek. Dzięki temu wyładowują frustrację i mogą poczuć się lepsze.

Zosia doświadczyła na własnej skórze, jak to jest być nazywaną „złą matką”. Kobieta postanowiła napisać maila do naszej redakcji i zapytać o zdanie czytelniczki. Sama już nie wie, czy jest dobrą matką czy nie. Przyznaje, że ma chwile słabości, ale sama nigdy nie określałaby się w ten sposób. Kobieta zastanawia się, czy powinna nad sobą popracować czy raczej padła ofiarą niesprawiedliwej oceny innych ludzi?

Oto wyznanie Zosi.

Zobacz także: Najbardziej irytujące teksty, które matki... słyszą od innych matek

 

zła matka

Fot. unsplash.com

- Trzeci raz zabieram się do napisania kilku słów. Na przemian piszę, a potem płaczę i wszystko kasuję. Próbuję jak najlepiej opisać wydarzenia, które ostatnio zadziały się w moim życiu. Mówiąc najprościej, wszyscy myślą, że jestem złą matką i bez ogródek dają mi to do zrozumienia. Czasami trudno mi w to uwierzyć, a czasami myślę, że może inni mają rację... Skoro tak wiele osób powiedziało mi już, że jestem złą matką. Ale może zacznę od opisania swojej sytuacji życiowej.

Zosia jest mężatką od pięciu lat. Ma 4-letnią córkę Marysię. Na co dzień wychowuje dziecko sama, bo mąż pracuje w innym mieście i przyjeżdża tylko na weekendy. Przez ostatni rok w jej życiu nastąpiła kumulacja dziwnych wypadków, w wyniku których wiele razy została posądzona o bycie złą, wyrodną matką.

- Od razu uprzedzę, że nie jestem jedną z tych matek, które są zapatrzone w swoje dzieci. Marysia jest dla mnie najważniejsza, ale uważam, że moje potrzeby też są ważne. Na przykład czas spędzany z mężem. Ponieważ Dominik pracuje w innym mieście i widujemy się tylko w weekendy, w sobotę wieczorem zawsze podrzucamy małą dziadkom, żeby mieć chwilę dla siebie. Marysia widzi się z tatą w piątek, potem bawią się prawie cały dzień w sobotę i jeszcze kilka godzin w niedzielę, zanim wyjedzie. Niestety to się nie podoba moim teściom. Oboje powiedzieli mi, że jestem złą matką, bo zabieram dziecku ojca. W ogóle nie biorą pod uwagę tego, że Dominik ma takie samo zdanie jak ja i on też chce spędzić ze mną trochę czasu sam na sam. Ale nieważne, ja jestem winna. Tym bardziej, że nie posłuchałam i dalej przywożę im dziecko w sobotnie wieczory. Dla teściów nie ma też znaczenia to, że Marysia uwielbia do nich przyjeżdżać i po prawie całym dniu hulanek z ojcem, chętnie spędza z nimi czas. Gdyby było inaczej, nie zmuszałabym jej.

Kolejna kwestia to zabawa z dzieckiem. Zosia nie ma do tego cierpliwości. Jej dziecko bawi się samo albo z mężem.

zła matka

Fot. unsplash.com

- Nie jestem typem kreatywnej, cierpliwej matki. Nie potrafię wymyślać zabaw ani angażować się w nie. Co innego mój mąż – to wulkan energii i pomysłodawca niejednej zabawy. Marysia zawsze wyczekuje sobót, bo wie, że tata się z nią pobawi. To oczywiście nie znaczy, że nie poświęcam jej czasu. Staram się jak mogę. Codziennie wieczorem czytam jej bajki, poza tym rozmawiamy, jemy razem posiłki i oglądamy bajki. W ten sposób próbuję jej wynagrodzić to, że nie umiem się bawić. Niestety w oczach znajomych i rodziny jestem złą matką, bo nie poświęcam się wystarczająco. Nieraz powiedzieli mi, że gdybym włożyła więcej serca w zabawę, lepiej by mi szło. Kilka koleżanek dodało, że one nie wyobrażają sobie, aby nie bawić się z włąsnym dzieckiem. Podobno dzięki temu buduje się z nim więź. Dziewczyny popatrzyły się na mnie w taki sposób, że potem aż się popłakałam. Wyraźnie mnie potępiły!

Jakiś czas temu Zosia została skrytykowana za to, że kupiła sobie nowe ubrania, a jej dziecko chodzi w używanych.

- Marysia chodzi zarówno w nowych, jak i używanych ubrankach. Najśmieszniejsze jest to, że to osoby, które mi je podarowały, zaatakowały potem, że mała chodzi w „używanych szmatach”, a ja się stroję. Prawda jest taka, że znajome przyłapały mnie raz na zakupach. Sobie kupiłam dwa sweterki i spodnie, a małej tylko sukienkę. Widząc torby w moich dłoniach, zapytały, co kupiłam, więc powiedziałam im. Wymieniły znaczące spojrzenia, a potem jedna powiedziała, że ona nie potrafiłaby kupić mniej rzeczy dla dziecka, a więcej dla siebie. Powiedziałam – zgodnie z prawdą – że małej kupuję mnóstwo ubranek i to często, a sobie raz na kilka miesięcy. Po prostu akurat potrzebowałam nowych rzeczy i one trafiły na te zakupy. Zrobiły jednak takie miny, jakby mi nie uwierzyły. Jak na złość mała miałą wtedy na sobie kurteczkę, którą dostałam od jednej z nich.

To nie jest tak, że ja biorę, bo chcę oszczędzić na dziecku. One same wciskają mi rzeczy, a gdy protestuję, mówią, żebym się nie wygłupiała. Potem robią ze mnie wyrodną matkę. Marysi niczego nie brakuje, ale po tych wszystkich słowach aż zaczęłam wątpić w siebie i swoją matczyną miłość

 

Zobacz także: Historia Joanny: „Wychowuję dziecko z zespołem Downa”

 

zła matka

Fot. unsplash.com

Dwa tygodnie temu nastąpiło apogeum. Zosia zostala obwiniona o chorobę małej Marysi. Krewnym nie spodobało się również to, że nie została z dzieckiem na noc w szpitalu.

- Marysia zachorowała na zapalenie płuc. Wszyscy obwiniają mnie, bo niby za lekko ją ubierałam. Niektórzy widzieli nas, gdy spacerowałyśmy i od razu atakowali, że ma za cienką czapkę, nie taką kurtkę jak trzeba i prawie wszystko, co tylko się dało. Moje tłumaczenia nic nie pomogły. Oni wiedzieli lepiej. Raz umówiłam się na spacer z kuzynką, a innym razem spotkałam teściową. Chyba musiały się zgadać, bo gdy mała wylądowała w szpitalu, dostałam SMS-a: „Nie obraź się, ale to Twoja wina. Zwracałam Ci uwagę, że za lekko ją ubierasz”. Mnie zawsze mówiono, że przeziębienia biorą się od przegrzania, ale najwyraźniej ja nic nie wiem, za to one są specjalistkami. Stan Marysi nie był poważny, ale lekarze zatrzymali ją na obserwacje na dwie noce. Jedną spędziłam przy jej łóżeczku, a drugą z mężem, który akurat przyjechał na weekend do domu. Wiedziałam, że Marysia zostanie pod opieką pielęgniarek i teściowej, więc spokojnie pojechałam do domu odpocząć. Krewnym się to jednak nie spodobało. Marysia co prawda jest cała i zdrowa, ale gdy Dominik pojawił się ostatnio w domu, powiedział, że inni kazali mu ze mną porozmawiać, bo podobno źle opiekuję się dzieckiem. Nie mogłam w to uwierzyć, że nie staje po mojej stronie i pokłóciliśmy się.

Teraz sama zastanawiam się, czy aby na pewno jestem dobrą matką. Czy powinnam być jak Matka Polka i poświęcać się całą sobą dla dziecka, rezygnując ze swoich potrzeb i pragnień?

Zosia

Komentarze (25)

Ocena: 4.68 / 5
gość (Ocena: 5) 22.11.2017 22:42
Nie zostawiłabym dziecka samego w szpitalu z tak blahego powodu. Reszta to problemy z d*py.
odpowiedz
Aaaaaa (Ocena: 5) 16.11.2017 23:58
Teście chyba nie chcą mieć podrzucanej małej co sobotę i trochę się nie dziwię, Ty też byś nie chciała, aby ktoś Ci przywiózł dziecko, bo ma ochotę pobyć z mężem (może oni też chcą pobyć razem), rozumiem raz na jakiś czas, bo chcecie wyjść do kina, czy na imreze. Jak mała pójdzie spać, to możecie spędzić czas razem w domu, obejrzeć film, zjeść kolację. Może warto czasem posłuchać rady, aby dziecko cieplej ubrać, nikt nie mówi Ci tego złośliwie. Jeśli chodzi o zabawy z małą, to możesz zobaczyć coś w necie, możecie razem wycinać, robić bańki na stole, lepić coś z modeliny, razem gotować ( daj jej pomieszać składniki). Jeśli chodzi o kupno ubrań, to trochę przegięcie ze strony twoich koleżanek i nic bym już od nich nie wzięła, oraz polecam zmianę towarzystwa. A z tym szpitalem, to już jakaś masakra, jakbyś nie mogła być, bo szpital by na to nie pozwolił, to ok. Ale Ty nie byłaś, bo wolałaś siedzieć z mężem ??!! Przykro mi ale dla mnie to już jest niepojęte, jak tak można? To były tylko dwie noce, a nie 2 miesiące jakoś super wykończona, to nie byłaś. Trzeba mieć swoje JA, jednak dobro dziecka dla każdego rodzica powinno być ponad wszystko.
odpowiedz
Pati (Ocena: 5) 16.11.2017 19:38
Nie wyobrażam sobie zostawić dziecka na noc samego w szpitalu, mąż by przyjechał za tydzień, nie był to jakiś ostateczny termin waszego spotkania. Mogłas sie zastanowic i w przypadku tego ostatniego , że zostawilas mała sama w szpitalu na noc, bo mąż to maja zupełną racje. Mężowi nic by sie ne stało, a dziecko może mieć żal, że mamusia mimo wszystko ja zostawiła, mógł z nia tez być tato. Da sie, trzeba tylko chcieć i nie nosić głowy wyżej niż tyłek,
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 16.11.2017 13:13
Moja artykuł jest beznadziejna :D
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 16.11.2017 09:01
uwazam ze sie czepiaja niepotrzebnie, nie bede w to wnikac dlaczego itp ale nie powinnas sie przejmowac tym tylko wychodowac gruba skore i miec w nosie te uwagi. pozdrawiam
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo