Trudne wyznanie Mateusza: „Żałuję, że zostałem ojcem”

„Czasem po prostu nie lubię swoich dzieci. Mam ich dość. Nie czuję się dobrze w roli ojca, a synowie mnie nie szanują".
Trudne wyznanie Mateusza: „Żałuję, że zostałem ojcem”
Fot. Thinkstock
07.04.2017

Obecnie role odwracają się coraz częściej. To mężczyzna zajmuje się domem i dziećmi, a kobieta pracuje. Takie rozwiązanie ma swoje plusy. Zdarza się, że żona zarabia więcej niż mąż, zatem podjęcie decyzji o wychowywaniu dzieci przez ojca ma swoje uzasadnienie. Sprawdza się także wtedy, gdy kobieta jest stroną dominującą w związku, a mężczyzna podporządkowuje się jej pod każdym względem.

Nie brakuje też głosów przeciwnych takiemu układowi. Nadal można spotkać zwolenników poglądu, że facet jest głową rodziny, powinien ją utrzymać i pokazywać, kto rządzi w związku. Natomiast kobieta – z natury łagodniejsza – lepiej sprawdza się w roli opiekunki domowego ogniska. Te osoby bronią się, mówiąc, że w odwrotnym przypadku faceci popadają w depresję, a nawet nałogi. Z czasem nie mogą znieść myśli, że „utrzymuje ich baba”. Czy jest w tym ziarno prawdy?

Mateusz jest przekonany, że tak. W swoich słowach posuwa się nawet dalej. Twierdzi, że przez to żałuje swojego ojcostwa. Ma dość siedzenia w domu i spędzania czasu z dziećmi. Czy można go usprawiedliwić?

- Jestem osobą słabą psychicznie. Od lat mam kompleksy z tego powodu. O dziwo, znalazłem kobietę, której się to podobało. Pokochała mnie z wzajemnością. Oświadczyłem się jej i od siedmiu lat jesteśmy małżeństwem. Mamy dwoje dzieci, które ja wychowuję. Żona robi karierę. Jest bardzo zdolna. Z wykształcenia to psycholog, a teraz jeszcze zrobiła specjalne szkolenia. Pracuje jako coach i dodatkowo wykłada na uczelni. Jej zarobki są bardzo wysokie. W porównaniu do niej wypadam bardzo słabo. Przed tym, jak zacząłem wychowywać dzieci, uczyłem w gimnazjum matematyki. Zarabiałem grosze, więc rzecz jasna nie opłacało się, aby to ona siedziała w domu z dzieciakami. Zresztą nie utrzymałbym rodziny.

Zobacz także: Co czuje i myśli facet, gdy mówisz mu, że zostanie ojcem?

kiepski ojciec

Fot. iStock

Mateusz twierdzi, że na początku podobał mu się taki układ. Spokojne życie rodzinne odpowiadało jego temperamentowi. Wstawał rano, robił śniadanie dla całej rodziny, a następnie zajmował się maluchami. W ciągu dnia gotował także obiad i sprzątał. Potem czekał na powrót żony.

- Miałem wszystkiego dość po trzech latach. Opieka nad dziećmi przestała sprawiać mi przyjemność. Zaczęła mnie nudzić zmiana pampersów, gotowanie obiadków, a nawet kąpanie dzieci. Teraz już podrosły, jednak nadal nie lubię się nimi zajmować. Boję się do tego przyznać sam przed sobą, ale żałuję, że założyłem rodzinę. To przez to siedzę w domu. Kilka lat temu mógłbym zrobić ze swoim życiem coś fajnego, a teraz nie mam ochoty ani pomysłu. Poza tym jestem uziemiony, dopóki maluchy nie pójdą do szkoły. Żona na to naciska. Jej zdaniem pierwsze lata dzieci powinny spędzić w domu z rodzicem, a na pełną integrację z rówieśnikami będzie jeszcze czas. Nie protestowałem, bo wie więcej na ten temat.

Kocham swoje dzieci, ale bardzo często są naprawdę nieznośne. Potrafią wrzeszczeć i biegać przez cały dzień. Mam z nimi trudną przeprawę, gdy mam je nakarmić. Jedzenie ląduje na mojej koszuli, a raz dostałem w oko. Odnoszę wrażenie, że dzieci mnie nie lubią i nie szanują. Przez to zmieniłem do nich podejście jeszcze bardziej. Doskonale rozumiem wszystkie kobiety, które są sfrustrowane wychowywaniem dzieci. To droga przez piekło. Ci, którzy mówią inaczej, albo kłamią, albo mają szczęście.

kiepski ojciec

Fot. iStock

Mateusz wymienia pod adresem dzieci jeszcze inne zarzuty.

- Chłopaki w ogóle się mnie nie słuchają. Czasami ganiam za nimi przez godzinę, zanim pozwolą mi się ubrać. Plują na mnie, biją mnie po głowie i wrzeszczą. Nic nie mówiłem żonie, bo boję się, że uzna mnie za nieudacznika, który nawet dzieci nie potrafi wychować. Nie wiem, jak ona to robi, ale przy niej są grzeczne. O. nie może się nadziwić, że nie jestem w stanie zapanować w pełni nad porządkiem w domu, skoro one zachowują się w porządku. Milczę wówczas dyplomatycznie, bo nie wiem, co mógłbym powiedzieć.

Żona niedawno zauważyła zły stan męża i zaproponowała, że zaproszą do siebie znajomych i trochę się rozerwą. Dzieciaki wylądowały u babci, a oni mieli spędzić fajny wieczór w gronie przyjaciół.

- Kiedy przyszli znajomi, jeszcze bardziej odczułem, że nic w życiu nie robię, tylko wychowuję dzieci. Nikt nie powiedział tego otwarcie, ale czułem na sobie kpiące spojrzenia. O. zachowała się wspaniale. Ciągle mnie chwaliła i mówiła, jak ogromne ma we mnie wsparcie. Przekonywała wszystkich, że jesteśmy nowoczesnym małżeństwem, a chłopcy świetnie się ze mną dogadują. Padły nawet słowa, że jestem dla nich autorytetem. Z jednej strony byłem jej wdzięczny, ale z drugiej miałem ochotę wyć.

Zobacz także: Nie wiem, kto jest ojcem mojego dziecka

kiepski ojciec

Fot. Thinkstock

- Myślałem przez jakiś czas o tym, aby szczerze porozmawiać z żoną, ale zrezygnowałem. Po pierwsze boję się jej oceny. Po drugie nic się nie zmieni. To ona dobrze zarabia i twardo trzyma się założenia, że w tym wieku dzieci powinny spędzać jak najwięcej czasu z rodzicami albo przynajmniej z jednym. Żłobki i przedszkola to – jej zdaniem – ostateczne rozwiązanie. Po trzecie i tak miałbym poważny problem ze znalezieniem pracy. Kto mnie zatrudni po takiej przerwie, pomijając już to, że na nauczycieli nie ma wielkiego zapotrzebowania. Poza tym problem jest o wiele bardzie złożony. Ja po prostu miewam dość swoich dzieci.  Nie czuję się dobrze w roli ojca.

Mateuszowi nie pomaga opinia rodziny i znajomych, którzy od początku uważali, że absurdem jest, aby to on siedział z dziećmi w domu.

- O. ma bardzo silną osobowość i za każdym razem potrafiła wymienić argumenty, które przemawiają za jej rozwiązaniem. Potem krewni wytykali mi, że nie jestem prawdziwym facetem. Koledzy też się trochę podśmiewali. Dawniej mi to nie przeszkadzało, bo układ mi odpowiadał. Teraz wszystko się zmieniło i problem jest bardzo skomplikowany. Nie wiem, u kogo szukać porady i zrozumienia.

Doradzicie coś Mateuszowi?

Komentarze (12)

Ocena: 4.83 / 5
gość (Ocena: 5) 10.04.2017 22:47
E tam, ja też przez to przechodziłam dlatego zaczęłam wysyłać córkę do klubu malucha na 3-4 godziny dziennie odkąd skończyła 2 lata, żeby móc w tym czasie się wyspać. Niestety mój mąż nie chciał zostawać sam z dzieckiem dlatego przywoziłam jego matkę żeby wyjść z koleżankami do kina czy do knajpy. Nie można dać się zamknąć w domu sam na sam z człowiekiem, który nie posługuje się jeszcze zdaniami złożonymi, nawet jeżeli kocha się go najbardziej na świecie. Jeżeli żona dobrze zarabia weźcie nianię na kilka godzin, pare razy w tygodniu, żebyś mógł odpocząć. Bycie zmęczonym wychowywaniem dziecka to żaden wstyd, kiedyś zajmowały się tym całe rodziny wielopokoleniowe, gdzie w jedbym domu mieszkali pradziadkowie, dziadkowie, rodzice i dzieci a dziś jest się samemu. Wychowywanie dzieci to nie robota dla jednej osoby
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 10.04.2017 13:39
Pogadaj z żoną zanim się calkiem zalamiesz poszukaj pracy a dzieci do żłobka lub przedszkola. To nic złego większość z nas chodziło do tych placówek i nic złego nam się nie stało. Przyjemniej będą wśród dzieci
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 07.04.2017 22:39
Nie jesteś nieudacznikiem i nie słuchaj de.bili, którzy bezmyślnie wydają opinie na temat innych ludzi. Rozumiem takie osoby jak ty - i kobiety i mężczyzn, chociaż sama nigdy nie wychowywałam dzieci i nie mam zamiaru bo wybrałam inne życie. Uważam, że jako facet masz większe szanse na rynku pracy niż kobieta w twojej sytuacji. Poza tym, nie musi to być praca na etacie - skoro żona odpowiada za finanse - może to być jakiś biznes albo zajęcie 'po godzinach' kiedy dzieci śpią. Mówisz, że nie masz pomysłu na życie... to straszne, przechodziłam ten etap. Spróbuj wrócić do tego co kiedyś sprawiało ci radość ... może to na początek pomoże?
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 07.04.2017 13:50
Doradze Mateuszowi to aby zaczal udzielac korepetycji. Dorobi sobie, bedzie mial zajecie jakies dodatkowe a i wiedza na marne nie pojdzie. Taka tam mala odskocznia ale zawsze cos
odpowiedz
gość (Ocena: 3) 07.04.2017 13:44
Skoro żona jest psychologiem to powinna zrozumieć, ze masz porzebe rozwijania sie na polu zawodowym. Pogadaj z nią, już nawet pol etatu w szkole mogłoby być odskocznią, a przedszkole nie jest takie straszne.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo