Exclusive: Antyszczepionkowcy

Aneta i Diana walczą ze spiskiem lekarzy i firm farmaceutycznych. Pomagają czy szkodzą?
Exclusive: Antyszczepionkowcy
fot. Thinkstock
30.01.2016

Złośliwi twierdzą, że ich istnienie to dowód na to, że nadmiar wiedzy może zaszkodzić. Z roku na rok przybywa w Polsce antyszczepionkowców, czyli osób świadomie rezygnujących ze szczepienia swoich dzieci. Sytuacja jest na tyle poważna, że służby sanitarne z coraz większą bezwzględnością karzą rodziców niestosujących się do obowiązkowego kalendarza szczepień. Pojawiają się nawet pomysły, by takich maluchów nie wpuszczać do publicznych przedszkoli. To jednak nie przeszkadza w dalszym rozpowszechnianiu niepokojących informacji o zagrożeniach.

Internet to dla nich naturalne środowisko. Organizują się na forach dyskusyjnych, działają na Facebooku, redagują strony poświęcone powikłaniom poszczepiennym i udzielają się w każdej wirtualnej dyskusji na ten temat. Nie tylko bronią swoich przekonań, ale próbują je rozpowszechniać. Podobno w trosce o najmłodszych, ale lekarze mówią wprost – to jawne zagrożenie dla naszego życia i zdrowia. Nieobecne w kraju przez dziesięciolecia choroby nagle do nas wracają.

Z roku na rok wzrasta liczba rodzin, które świadomie uchylają się od tego obowiązku i nie szczepią swojego potomstwa. Dlaczego podejmują taką decyzję? Poznajcie Dianę i Anetę, którym takie myślenie jest bardzo bliskie.

 

antyszczepionkowcy

fot. Thinkstock

Papilot.pl: Antyszczepionkowców jest coraz więcej. Skąd się biorą?

Diana: To zasługa Internetu, dzięki któremu ludzie mają wreszcie dostęp do wiarygodnych danych, które nie są zafałszowane przez koncerny farmaceutyczne. Do tej pory wszelkie powikłania ukrywano, ale dziś to niemożliwe. Wreszcie wiemy, co tak naprawdę się dzieje.

Aneta: Jest ich więcej dzięki ludziom takim jak ja czy Diana. Poświęcamy swój prywatny czas na głoszenie prawdy i domagając się sprawiedliwego traktowania przez system. Na razie przegrywamy, ale będzie nas jeszcze więcej i wreszcie dopniemy swego.

A jaki jest wasz główny cel?

Aneta: Chcemy, aby decyzja o szczepieniu należała przede wszystkim do rodzica, który ma dostęp do informacji o zaletach, ale i wadach takiego rozwiązania. Lekarze ukrywają przed nami wiedzę na temat ewentualnych powikłań, a tam gdzie jest kłamstwo i tajemnica, tam zawsze rodzi się niepokój. Gdyby wszystko było w porządku, nie trzeba by było tak fałszować rzeczywistości.

Diana: Chcę wycofania listy szczepień obowiązkowych. Nie są już potrzebne.

 

antyszczepionkowcy

fot. Thinkstock

Choroby już nam nie zagrażają?

Diana: Większość chorób zakaźnych nie ma już racji bytu w dzisiejszych czasach. Opieka medyczna jest coraz lepsza, żyjemy w coraz bardziej bezpiecznym i czystym środowisku. Nie ma już tylu okazji do zarażeń. To, że o niektórych chorobach zapomnieliśmy, to nie kwestia szczepień, ale poprawiających się warunków. Szkoda tylko, że po drodze wiele dzieci zostało skrzywdzonych.

W jaki sposób?

Diana: Mówię o niepożądanych odczynach poszczepiennych, które mogą się skończyć tragicznie. A także o rzadszych, ale znacznie poważniejszych powikłaniach. Nie chcę dawać pożywki naszym przeciwnikom, ale faktem jest, że niektóre dzieci po podaniu szczepienia poważnie zachorowały.

Aneta: Założenie było słuszne – zabezpieczyć przed chorobą, żeby żyło nam się lepiej i bezpieczniej. Szkoda tylko, że przy okazji tuszowano negatywne skutki uboczne. Czy ktoś w Polsce słyszał o powikłaniach kilkanaście lat temu? Szczepiono jak leci i nikt się nad tym nie zastanawiał. Dzięki nam się o tym wreszcie rozmawia. I nie jest prawdą, że to my mamy coś na sumieniu. To współczesna medycyna nie zdała egzaminu.

 

antyszczepionkowcy

fot. Thinkstock

Jakie mogą być niepożądane odczyny poszczepienne?

Aneta: Lekarze rzadko o tym mówią, a jeśli już, to twierdzą, że to zbieg okoliczności. Tymczasem wiarygodne badania wykazały, że po podaniu szczepienia może się skończyć nie tylko na obrzęku, drgawkach czy powiększonych węzłach chłonnych, ale także zapaleniem opon mózgowo-rdzeniowych, niedowładem kończyn, posocznicą czy wstrząsem anafilaktycznym zagrażającym bezpośrednio życiu dziecka.

Jak często odnotowywane są takie przypadki?

Aneta: Co roku oficjalnie 1000-1500 przypadków NOP, ale nikt nie wie, ilu lekarzy nie uważa za stosowne, aby to zgłosić.

To duże i realne zagrożenie?

Diana: Niektórzy twierdzą, że żadne, bo w tym samym czasie szczepi się nawet kilkaset tysięcy albo nawet miliony dzieci. Ale skoro to jest takie fantastyczne i bezpieczne rozwiązanie, to nie powinno być ani jednego takiego przypadku. Ja nie chcę zabronić szczepień, ale powinniśmy wiedzieć o nich więcej.

 

antyszczepionkowcy

fot. Thinkstock

Rodzice nie mają wystarczającej wiedzy?

Diana: Zazwyczaj nie mają żadnej. Jest kalendarz szczepień, trzeba przez to przejść, nikt niczego nie tłumaczy. Może się uda, a może moje dziecko zostanie kaleką. Musimy zacząć wreszcie o tym rozmawiać, a ministerstwo zdrowia, jak i sami lekarze wolą zamieść sprawę pod dywan. Nazywa się nas oszołomami, bo po prostu chcemy wiedzieć więcej i uświadamiać innych rodziców.

Czy u waszych dzieci odnotowano efekty uboczne?

Aneta: Moja córka ma 2 lata i nie wykonałam wszystkich obowiązkowych szczepień. Te, które jej podano na szczęście nie wywołały poważniejszych skutków. Nie licząc tak zwanego epizodu hipotensyjno-hiporeaktywnego. To obniżenie ciśnienia i napięcia mięśniowego, brak apetytu i kontaktu z otoczeniem. Na szczęście nie trwało to dłużej, niż 12 godzin.

Diana: U mojego syna w miejscu szczepienia pojawił się ropień i długo utrzymujące się bóle stawowe. To jednak nic w porównaniu z dramatami, jakie przeżywają inne dzieci i ich rodzice. Dzisiaj, gdybym znowu została matką, uchyliłabym się od tego obowiązku. Ryzyko związane z iniekcją jest większe, niż związane z ewentualnym zachorowaniem na chorobę zakaźną.

 

antyszczepionkowcy

fot. Thinkstock

Co myślicie o karaniu antyszczepionkowców mandatami i pomysłach, aby nieszczepione dzieci nie mogły korzystać z publicznych przedszkoli?

Aneta: Jeśli komuś należy się mandat, to raczej ministerstwu i lekarzom, którzy przez lata ukrywali prawdę o szczepieniach. Polacy musieli się sami zorganizować w Internecie, żeby wreszcie się czegoś dowiedzieć. Pomysł z przedszkolem jest absurdalny. Skoro inne dzieci są zaszczepione, a tym samym podobno zabezpieczone, to nawet gdyby moje dziecko zachorowało, nie doszłoby do zarażenia.

Diana: Trzeba wreszcie zawalczyć z tą dyskryminacją. Mam nadzieję, że któryś z ukaranych rodziców wreszcie się odwoła do sądu i wygra. Państwo nas truje i jeszcze wyciąga od nas ciężko zarobione pieniądze. Tak się ucisza tych najbardziej niepokornych.

Co powiecie swoim przeciwnikom?

Aneta: Życzę im, aby nigdy nie przekonali się na przykładzie własnego dziecka, że to co mówimy, jest prawdą.

 

Komentarze (46)

Ocena: 4.04 / 5
Anonim (Ocena: 1) 14.02.2016 08:55
Nie bardzo rozumiem stanowisko "szczepionkowców"??? skoro Wasze dzieci są zaszczepione - czyli zabezpieczone przeciw tym wszystkim strasznym chorobom, to czego się boicie??? jeśli tak wierzycie, w zasadność szczepień i ich fantastyczne działanie, to przecież dzieci nieszczepione nie powinny Waszym maluchom zagrażać :P
zobacz odpowiedzi (1)
Anonim (Ocena: 5) 01.02.2016 11:32
Ciekawa teza Anonimie z 13:09.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 31.01.2016 13:09
Megadawkami wit. c nie wyleczysz nawet przeziębienia.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 31.01.2016 09:10
W 1979 roku w kilku amerykańskich stanach wśród amiszów wybuchła epidemia wirusa polio, spowodowana unikaniem przez nich szczepień ochronnych. Czy w Polsce też jest taki Czarnogród????!!!!
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 31.01.2016 09:06
Mój tata chodził do podstawówki z dziewczynką, która przeszła Haine-Medina. Za jego czasów odra i różyczka mogła zrujnować komuś życie. Jak ktoś mówi takie bzdury o szczepionkach to tata od razu puka się w czoło.Rozumiem jego punkt widzenia, to tak jak by zaproponować komuś choremu na raka leczenie rumiankiem. Antyszczepieniowcy gadają takie bzdury bo nigdy nie mieli do czynienia z kimś chorym na chorobę zakaźną.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo