EXCLUSIVE: Oddałam dziecko do adopcji

Paulina nie ma z tego powodu wyrzutów sumienia.
EXCLUSIVE: Oddałam dziecko do adopcji
26.04.2014

Oficjalne statystyki na temat dzieci, których matki zrzekły się do nich praw tuż po porodzie nie są publicznie dostępne. Niektórzy twierdzą, że to kilkaset przypadków każdego roku, inni wspominają nawet o kilku tysiącach. Najbardziej szczegółowymi danymi dysponują ośrodki adopcyjne, które do uprawomocnienia się decyzji reprezentują niechciane maleństwa. Tak właśnie stało się z córką Pauliny, która przyszła na świat pod jej nazwiskiem, ale nigdy nie była przez nią wychowywana. Wystarczyło podpisać dokumenty, urodzić i zapomnieć. Czy to w ogóle możliwe?

Nasza rozmówczyni nie była zainteresowana adopcją ze wskazaniem konkretnej rodziny, nie liczyła na wdzięczność finansową ze strony nowych rodziców jej dziecka. Miała tylko jedno marzenie – dać córce szansę na normalne i pełne miłości życie. Coś, czego sama nie mogła jej w tym momencie zagwarantować. Głośno potępia wszystkie matki, które próbują zbić na tym wymierny interes. Z bólem serca czyta w Internecie kolejne ogłoszenia, w których młode dziewczyny wystawiają swoje dzieci na sprzedaż, oferując wskazanie konkretnych rodziców i licząc z tego tytułu na wsparcie. Dla niej największą pomocą było to, że mogła ją urodzić i nie martwić się o jej przyszłość.

- Ktoś powie, że to nieludzkie, ale co ma zrobić kobieta, która zaszła w niechcianą ciążę i nie chce poddawać się nielegalnej i okrutnej aborcji? Czułabym się jak morderczyni. Chociaż nie mogłam sobie pozwolić na wychowanie córki, nie oznacza to, że nie zależało mi na jej dobru. Teraz na pewno ma kochającą mamę, tatę, może rodzeństwo. Ośrodek dobrze wie, jakich ludzi wybierać do tej roli – twierdzi. Od przełomowej decyzji minęły już 4 lata.

Jessica Alba

- Byłam wtedy w związku, który dopiero raczkował. Poznaliśmy się przypadkiem, coś zaiskrzyło i zaczęliśmy się spotykać. Na pierwszy rzut oka wydawał się chodzącym ideałem – przystojny, wygadany, z dobrą pracą, kulturalny. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, ale wkrótce okazało się, że to chyba jednak nie to. Podejrzewałam go o zdradzanie mnie. Często gdzieś wyjeżdżał, a nawet jak był w mieście, to pojawiał się, znikał, odchodził, wracał. To nie była normalna relacja, wszyscy zastanawiali się, dlaczego wciąż przy nim jestem. Kiedy chciałam to zakończyć, wtedy dowiedziałam się, że łączy nas coś jeszcze. Noszę w sobie jego dziecko. Oszalałam z rozpaczy, bo sama ledwo stałam na nogach, w moim życiu nie było nic pewnego. Mam zaraz urodzić? Przyznać, że to jego syn lub córka? Przez dłuższy czas milczałam, ale wreszcie się dowiedział – wspomina Paulina.

Nasza rozmówczyni poinformowała swojego partnera o zaistniałej sytuacji. Zareagował w najgorszy możliwy sposób, proponując jej „pozbycie się problemu”. - Skłamałabym, gdybym powiedziała, że ani przez chwilę o tym nie myślałam. Był taki moment, kiedy prawie wzięłam od niego pieniądze na zabieg. Miałabym gotówkę w ręce i za kilka dni byłoby po wszystkim. Wystarczyło zadzwonić pod odpowiedni numer, zapłacić i dać się wyskrobać. Wcześniej nie miałam podobnych rozterek. Miałam głęboko gdzieś, co mówi o tym Kościół, jak wszyscy na pokaz się oburzają. Wydawało mi się, że mogłabym to zrobić. Ale po ostatniej rozmowie wyszłam z jego mieszkania i spotkałam na klatce schodowej mamę z maleństwem w wózku. Niby nic nadzwyczajnego, ale to mi poprzestawiało w głowie – twierdzi.

Więcej już go nie spotkała. Przestała też myśleć o aborcji. Rozpacz ustąpiła miejsca nadziei.

Jessica Alba

 - To wszystko było dziwne. Zwykłe spotkanie z młodą mamą, ale dla mnie niezwykłe. I wcale nie chodzi o to, że nagle w mojej głowie pojawiły się myśli, że mogłabym być na jej miejscu i wszystko będzie dobrze. Dalej uważałam, że to się na pewno nie uda. Tatusia nie chciałam już więcej widzieć, stałej pracy nie było, rodzina na pewno by nie zrozumiała. Ale jakimś dziwnym trafem dopadły mnie myśli, że dzidziuś może żyć. Nie ze mną, ale gdzieś będzie mu dobrze. W piątym miesiącu ciąży byłam już przekonana, że dziecko będzie moje, ale tylko do momentu narodzin. Później pójdzie w świat beze mnie. Poszłam do ośrodka adopcyjnego i wyraziłam wstępną zgodę na oddanie go. Wstępną dla nich, bo dla mnie to była już ostateczność – opowiada Paulina.

Nasza bohaterka została poinformowana o prawach, które wciąż jej przysługują. Dziecko zostanie wpisane do rejestru, rozpocznie się poszukiwanie dla niego nowej rodziny, ale możliwa jest jeszcze zmiana decyzji. Od porodu do pełnego zrzeczenia się praw mijają dokładnie 43 dni. To 6 tygodni, w czasie których matka może się bez żadnych konsekwencji wycofać. Zabrać maleństwo ze sobą i wymazać wszystko, co łączyło ją z ośrodkiem adopcyjnym.

- Może to dziwnie zabrzmi, ale wtedy wolałam, żeby tego czasu nie było. Wiadomo, jak działają hormony i mogłabym w nieodpowiedzialny sposób zmienić decyzję. To się na szczęście nie stało – wspomina.

Jessica Alba

- Tatuś przestał dla nas istnieć, więc musiałam sobie radzić sama. Najgorsze było to, że nie mogłam zniknąć zupełnie bez śladu. Akt urodzenia musiał zostać wystawiony na mnie. Nie meldowałam córki pod swoim adresem. I tak był tymczasowy. Nie nadałam jej też imienia. Nie ujawniłam danych ojca. O całej reszcie mieli decydować urzędnicy i nowi rodzice. Ja też miałam jeszcze szansę, bo przez kilka tygodni kobieta może stwierdzić, że się pomyliła, że to nie tak i zabrać dziecko ze sobą. Poród przebiegł bardzo sprawnie, wcale nie musiałam się bić z myślami. Wtedy byłam już przekonana, że to dobra droga. Gdybym zaczęła się nad tym zastanawiać dopiero po narodzinach córki, wtedy mogłoby być różnie. Ważne było to, że zgłosiłam taką chęć dużo wcześniej – twierdzi.

Paulina przebywała w szpitalu 3 dni. Po wszystkim zabrała swoje rzeczy i wyszła. Tak, jak każda inna pacjentka po wyleczeniu choroby. Różnica polega na tym, że w szpitalu nie zostawiła swoich dolegliwości, ale dziecko. Córka została przeniesiona do ośrodka pre-adopcyjnego, gdzie czekała na spełnienie reszty formalności. Po sześciu tygodniach w budynku sądu rodzinnego było już po wszystkim.

- Będę szczera – ulżyło mi. Nie w sensie, że pozbyłam się problemu i jestem wolna. Raczej w takim, że wybrałam najbardziej rozsądne wyjście i córka ma przed sobą normalną przyszłość – wspomina Paulina.

Jessica Alba

- Zdarzają się noce, kiedy w snach przypominam sobie poród. Czasami idąc przez miasto widzę małe dzieci i zastanawiam się, czy któreś z nich nie jest moje. Psycholog z ośrodka twierdzi, że to zupełnie normalne. Ale wyrzutów sumienia na pewno nie mam. Z czasem w życiu jeszcze bardziej mi się popsuło. Zmarła moja mama, przez rok byłam na bezrobociu, w pobliżu żadnego rozsądnego faceta. Czy tak samo byłoby wtedy, gdybym miała pod opieką dziecko? Mogłoby być jeszcze gorzej. Ona ma dzisiaj 4 lata. Na pewno trafiła na wspaniałych rodziców, może chodzi do przedszkola, ma rodzeństwo. To zdecydowanie lepsza opcja, niż samotna mama, której na razie niewiele w życiu wyszło – twierdzi.

- Oczywiście, nie udało się wszystkiego zatuszować i niektórzy nie dają mi zapomnieć. Tata wie o wszystkim, dalsi znajomi zostali okłamani, że straciłam dziecko. Ciąży nie ukryłam, córkę już tak. Trudno powiedzieć, żeby była z siebie dumna, ale kiedy tak to analizuję, wtedy wiem, że to wszystko miało jednak sens. Jeśli jesteś kobietą i masz do wyboru zamordować lub dać szansę na normalne życie, to nie powinnaś się wahać. Życie jest zawsze lepszym wyborem – przekonuje Paulina.

Nasza bohaterka rozpoczęła niedawno nowy związek. Czy kiedyś chciałaby zostać matką?

Jessica Alba

- Oczywiście, że tak. Na razie robię wszystko, żeby nie musieć się nad tym zastanawiać. Wpadka po prostu nie wchodzi w grę. Mój partner nie wie o mojej przeszłości i nie powinien się dowiedzieć. Jeśli coś z tego wyjdzie, a życie zacznie się układać, to będę chciała zajść w ciążę, urodzić i wychować. Wydarzenia sprzed kilku lat nie sprawiły, że czuję się jak potwór w ludzkiej skórze. Nie zrobiłam niczego złego. Gdybym uległa namowie tamtego faceta, to dzisiaj nie mogłabym szukać swojego dziecka nawet na cmentarzu. Wylądowałoby w kanalizacji jakiegoś obskurnego gabinetu. Wolę żyć nadzieją, że córka jest gdzieś niedaleko i ma powodu do tego, by się szczerze uśmiechać. To mnie uskrzydla – przekonuje.

Co myślicie o jej decyzji?

Jessica Alba

Paulina pochodzi z dużego miasta, gdzie teoretycznie najłatwiej poradzić sobie z niechcianą ciążą. Rozbudowana pomoc społeczna pomoże w zapewnieniu mu godnego życia. Organizacje pozarządowe zapewnią wsparcie innego typu. - Dzisiaj wiem, że to nie koniec świata. Córka być może byłaby przy mnie i nie umarłybyśmy z głodu, ale co to za życie? Tu nie chodziło tylko o moją biedę, ale zwykłe nieprzygotowanie do tej roli. Tutaj nic się nie zmieniło, bo nadal twierdzę, że nie nadaję się na matkę. Ale ciąża była i trzeba było działać. Ryzykować, czy zapewnię maleństwu byt i będę potrafiła je pokochać, czy od razu spróbować się odciąć i liczyć na miłość innych. Jestem przekonana, że dobrze zrobiłam – mówi nasza bohaterka.

- To oczywiste, że do dzisiaj o niej myślę. Widziałam ją tylko przez chwilę po narodzinach. Była częścią mnie, dostała moje nazwisko. Z tego niewiele pozostało. Ma nową mamę, inne dane osobowe. Już nie możemy się spotkać, nie jestem w stanie niczego odkręcić. Klamka zapadła i albo umrę z wyrzutów sumienia, albo też zacznę normalnie żyć. Z tą normalnością nadal jest trudno, ale jestem przekonana, że tak po prostu musiało się stać. Dałam szczęście nie tylko jej, ale także kochającym się ludziom, którzy w inny sposób nie mogli zostać rodzicami. Zrobiłam dużo dobrego dla nich. A czy dla siebie? Pojawiają się wątpliwości, ale nie trwają zbyt długo – twierdzi.

W rozmowie z nami opowiada o tym, co wydarzyło się niemal dokładnie 5 lat temu.

Komentarze (57)

Ocena: 4.77 / 5
gość (Ocena: 5) 30.12.2017 21:50
dziecko będzie cale zycie nosilo w sobie rane w sercu zadajac sobie pytanie DLACZEGO JE ZOSTAWIONO o tym nie da sie zapomniec
odpowiedz
Juliett (Ocena: 5) 24.05.2014 16:54
nie zalamuj sie-mysle,ze lepiej bys oddala niechciane dziecko,by znalazlo sobie kochajaca rodzine niz gdybyscie razem mieli sie meczyc przez lata
odpowiedz
Kasia (Ocena: 5) 14.05.2014 17:42
I bardzo dobrze zrobiła! jest tyle osób które starają się latami i to jedyna dla nich szansa na spełnioną rodzinę, a morderstwo? nie wiem któż mógłby powiedzieć, że zabijanie jest dobrem?!
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 13.05.2014 22:21
Taka mała uwaga: dziecko jest meldowane automatycznie w miejscu pobytu matki :)
odpowiedz
Anna (Ocena: 5) 30.04.2014 13:06
Do anonima, który twierdzi, że prawidłowo stosowana antykoncepcja daje 100% pewności - mylisz się. Chociażby w przypadku prezerwatyw - zdarzają się, niezmiernie rzadko, ale jednak - wady fabryczne, przy których prezerwatywa może pęknąć. Przyjmując prawidłowo hormony również możesz zajść w ciążę, wystarczy zwykła biegunka, czy wymioty i tabletka już nie działa.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo