EXCLUSIVE: Opowiem Wam o najgorszych rzeczach, które dzieją się na porodówce

Cud narodzin oczami położnika.
EXCLUSIVE: Opowiem Wam o najgorszych rzeczach, które dzieją się na porodówce
Fot. iStock
09.11.2019

Wydaje się, że poród zawsze wygląda mniej więcej tak samo. Oczywiście, czasami zdarzają się komplikacje, ale każdy wie, co ma robić. Zarówno przyszła mama, jak i personel medyczny. Z tym jednak różnie bywa, o czym najlepiej świadczą wyznania naszego rozmówcy. Paweł jest rezydentem na oddziale ginekologiczno-położniczym, ale sporo już widział.

Zobacz również: Wyznania ginekologów: „Pacjentki doprowadzają nas do odruchów wymiotnych”

Początkujący medyk postanowił uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić, z czym musi się liczyć w swojej pracy. Dzięki niemu zaglądamy za zamknięte drzwi porodówki, gdzie nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem. Czasami największym problemem okazuje się pacjentka - zupełnie nieprzygotowana, w kiepskim stanie psychicznym i mająca problemy ze współpracą.

Położnik ma nadzieję, że w ten sposób uświadomi przyszłym mamom kilka najważniejszych rzeczy.

Przyprowadzają całą rodzinę

Rozumiem, że pierwsza ciąża jest wyjątkowym wydarzeniem, ale bez przesady. Poród rodzinny polega zazwyczaj na tym, że przy rodzącej obecny jest ojciec dziecka. Czasami ktoś inny, gdy zdążyła się rozstać z partnerem. Wciąż jednak zdarzają się prośby, by wpuścić na salę całą grupę - rodziców, przyjaciółkę, rodzeństwo i Bóg wie kogo jeszcze.

Za bardzo się stroją

Chyba czas uspokoić wszystkie panie, które dopiero do nas trafią - naprawdę nie zwracamy uwagi na to, jaką masz stylizację. Bielizna ma być wygodna, a okrycie wierzchnie łatwe do ściągnięcia. Tyle. Po chwili i tak strój przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie.

Bez powodu wpadają w panikę

Jako człowiek rozumiem, że to ciężkie przeżycie i nawet największa twardzielka może stracić zimną krew. Niektóre kobiety bywają jednak wyjątkowo przewrażliwione i wystarczy najmniejszy skurcz, by zaczęły panikować. Od razu wieszczą najgorsze - coś się dzieje, dziecko umiera, tracę ciążę, ratujcie. Tylko spokój może nas uratować.

Zobacz również: Kobiety naprawdę ubierają się tak na wizytę u ginekologa. Lekarz załamuje ręce

Grożą lekarzom

W czasie porodu pacjentki wydają się bezbronne, bo ból i stres robią swoje. Czasami jednak coś w nie wstępuje, a wtedy nie jest już tak miło. Często pouczają personel medyczny i jeśli nie zastosujemy się do ich zaleceń - grożą komisją dyscyplinarną, sądem, wykluczeniem z zawodu. Gdyby to była prawda, prokurator nie wychodziłby z naszego oddziału. Później oczywiście przepraszają, kiedy tylko przytulą zdrowego noworodka.

Nie panują nad odruchami organizmu

Zastanawiałem się, czy o tym wspomnieć, ale tak - fizjologia na porodówce rządzi się swoimi prawami. Rodzące mamy wymiotują, moczą się, wierzgają nogami, przygryzają sobie języki, wymachują rękami, próbują uciekać. To wszystko się zdarza i trudno mieć pretensje. Co nie oznacza, że nie wolałbym pracować w spokojniejszej atmosferze. Wystarczyłoby zrobić kilka głębszych wdechów. Spokój to naprawdę podstawa.

Błagają o cesarskie cięcie

W czasie porodu wiele przyszłych mam dochodzi do wniosku, że mają tego dość. Akcja się dłuży, a ból okazuje się silniejszy, niż w wyobrażeniach. Wtedy zaczynają się prośby: rozetnijcie mnie i będzie po krzyku. Te przechodzą z groźby, a na końcu domagają się tego błagając ze łzami w oczach.

Zapominają o lewatywie

Czasami poród zaczyna się niespodziewanie i wtedy takie wpadki są zrozumiałe. Nie rozumiem jednak pacjentek, które przychodzą do nas na konkretny termin i wiedząc, że wywołamy u niej poród. Wtedy pielęgniarka przynosi sprzęt i instruuje, jak zrobić lewatywę. I co? Nic. Niektóre zamykają się w toalecie i tego nie robią. Albo robią niezbyt dokładnie. Efekty są później widoczne na sali.

Wstydzą się mężczyzn

„Chyba mi nie powiecie, że to on będzie przyjmował poród?!” - nie zliczę, ile razy słyszałem to zdanie. Niektóre panie alergicznie reagują na lekarzy płci męskiej. Oczekują porodu w damskim gronie, bo przed facetem to przecież wstyd. Zresztą, co on może na ten temat wiedzieć? Tak, my też spotykamy się z dyskryminacją ze względu na płeć.

Nie dbają o higienę

Wspominałem, że koronkowa bielizna nie jest konieczna, ale niech przynajmniej będzie czysta. Z tym jednak różnie bywa. Podobnie jak z dbaniem o higienę, bo niestety czasami można odnieść wrażenie, że pacjentka nie myła się przynajmniej przez tydzień. Są to jednak przypadki sporadyczne.

Zobacz również: Ginekolodzy mają dość. Wymieniają, co najbardziej wkurza ich w zachowaniu pacjentek

NAJMOCNIEJSZE fotki z porodówki. Nawet matki mają problem, żeby na to patrzeć
NAJMOCNIEJSZE fotki z porodówki. Nawet matki mają problem, żeby na to patrzeć - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (32)

Ocena: 4.38 / 5
gość (Ocena: 5) 14.11.2019 23:10
Czytając te komentarze utwierdzam się w przekonaniu że cesarka to był w moim przypadku dobry wybór. Zresztą nawet lekarz przeprowadzający cesarkę mi to powiedział.
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 10.11.2019 23:19
Kilka głębszych wdechów? Nie wierzę w to że to jest wypowiedź lekarza przyjmującego porody. Jakiś stek bzdur
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 10.11.2019 23:13
Wymiotowanie w czasie porodu to normalna fizjologiczna rzecz o której informują w każdej szanującej się szkole rodzenia więc jakiś niedouczony ten lekarz albo "wywiad" powinien być przeprowadzony z położną
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 10.11.2019 00:26
Ja miałam w szpitalu profesjonalny zespół położniczy, jednakże jeżeli chodzi o dział dla dzieci, to co pielęgniarka, to tyle było metod karmienia piersią... Wracając do położnych - często odwiedzały sale, pytały się czy wszystko w porządku itd. Co do porodu to była masakra... Po niecałych dwóch tyg. po terminie zaczęto mi go wywoływać oxytocyną, jednakże nie miałam przy niej za silnych skurczy i po ok. 6 godz. męczarni na porodówce powróciłam na sale i od tego momentu miałam nierównomierne skurcze przy których nie umiałam spać w nocy. Po trzech dniach przyszedł ten moment, kiedy ogarnęły mnie dreszcze i już nie umiałam stać na nogach przy skurczach. Po ok. trzech godzinach dostałam zastrzyk do zewnątrz oponowy i przez 1,5 godz czułam high life, następne pół godziny ból się nasilał i zaczęło się najgorsze... Godzinę później miałam już pełne rozwarcie, i tak ta ostatnia faza trwała prawie 3 godziny, które były pełne gimnastyki i parcia. Później użyli próżnociągu (przy tym w sali nagle pojawiło się trzech lekarzy i dwie położne). W końcu pożegnałam ten ból. Myślałam, że już śmierć byłaby lepsza od tego cierpienia... Chciałam urodzić naturalnie, jednakże uważam, że cesarka byłaby lepsza. Po porodzie przez kilka dni nie umiałam się wyprostować i waliło mi serce przy tej czynności (podobno z przewentylowania).
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 09.11.2019 14:37
to trzeba wszystko robić, żeby tam nie trafić. Filmiki z porodówki powinny być na lekcji wychowawczej puszczane.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie