Tak naprawdę wygląda aborcja. Usunęły ciążę, a teraz zdradzają szczegóły

„To jak odklejenie plastra - wiesz, że może zaboleć, ale musisz to zrobić”.
Tak naprawdę wygląda aborcja. Usunęły ciążę, a teraz zdradzają szczegóły
Fot. Thinkstock
12.01.2019

To jeden z tych tematów, o których mówi się często i głośno, ale chyba niezbyt dokładnie. Aborcja to termin znany wszystkim, choć nadal będący tabu. Nawet radykalni przeciwnicy i równie zaangażowani zwolennicy prawa do przerywania ciąży nie zawsze rozumieją, o czym tak naprawdę mówią. Jednym ten zabieg kojarzy się wyjątkowo niewinnie, a innym - z krwawą masakrą.

Zobacz również: LIST: „Chłopak w SMS-ie namawia mnie na aborcję. Wypisał 10 powodów...”

Prawda jak zwykle leży gdzieś pośrodku, a portal metro.co.uk postanowił jej się przyjrzeć. Redakcja serwisu odbyła kilka bardzo szczerych rozmów z kobietami, które zdecydowały się lub zostały zmuszone przez sytuację do tego dramatycznego kroku. Te odważyły się opowiedzieć otwarcie, co je do tego skłoniło, jak wygląda zabieg i czy mają wyrzuty sumienia.

Bohaterki reportażu nie mają zamiaru przekonywać nikogo, że to najlepsze rozwiązanie albo morderstwo z zimną krwią. Interpretacja należy do każdej z nas.

Maddy dziś ma 23 lata, a aborcji dokonała 7 lat temu. Twierdzi, że nie była gotowa na dziecko. Kiedy kochała się z ówczesnym chłopakiem, prezerwatywa pękła i doszło do zapłodnienia.

Powiedziałam mamie. Przyniosła test, który okazał się pozytywny. Przerwanie ciąży było dla mnie wyjątkowo bolesne, choć równocześnie łatwiejsze i szybsze, niż podejrzewałam. Zapytano mnie, czy na pewno tego chcę. Dostałam tabletkę, a później zastrzyk antykoncepcyjny. Kolejnego dnia dostałam kolejne dwie tabletki, tym razem dopochwowo. Wróciłam do domu z lekami przeciwbólowymi. Poczułam ulgę. Minęło 7 lat, a ja nadal nie czuję się gotowa na dziecko, więc podjęłam najlepszą decyzję.

25-letnia Anna doświadczyła tego kilka lat temu. Była w stałym związku, zapomniała połknąć pigułkę i od razu zaszła w ciążę. Chłopak wywierał na nią presję, by usunęła dziecko. Ona nie chciała zostać samotną matką, więc uległa.

Na szczęście sam zabieg był bardzo prosty. Zdecydowałam się na wczesnym etapie ciąży, więc wystarczyła tabletka. W klinice trafiłam na wspaniałych ludzi, którzy mnie nie oceniali. Połknęłam pigułkę, wróciłam do domu i miałam czekać. Fizycznie zniosłam to wyjątkowo łatwo, ale aborcja pozostawia ślad na psychice. A może bardziej to, że nie mogłam liczyć na wsparcie i wręcz zostałam do tego zmuszona? Nigdy nie zapomnę o tym, że nosiłam w sobie nowe życie.

Zobacz również: LIST: „Nie wiem, jaką metodę aborcji wybrać. Farmakologiczną czy próżniową?”

Zupełnie inaczej przeżyła to 32-letnia Danielle, która trafiła do kliniki aborcyjnej 12 lat temu. Partner, z którym miała już 3-letnie dziecko, wymusił na niej przerwanie kolejnej ciąży. Groził, że w przeciwnym razie ją zostawi.

Cały ten proces był dla mnie koszmarem. Zgłosiłam się do lekarza, kiedy płód miał zaledwie kilka tygodni, a ostatecznie przerwałam ciążę w 5. miesiącu. Za pierwszym razem odmówiono mi zabiegu, bo z badań wynikało, że cierpię na niedokrwistość i mogłoby to być niebezpieczne. Dopiero po opanowaniu sytuacji się udało. Różnica polegała na tym, że to nie była już zwykła aborcja farmakologiczna, ale poród. Połknęłam pigułkę i musiałam wydać dziecko na świat. Już nigdy nie chcę tego przeżywać.

Jess ma 23 lata i największe doświadczenie ze wszystkich rozmówczyń. Aborcję przechodziła dwukrotnie - rok i dwa lata temu. Za każdym razem była to wpadka.

W klinice przyjęli mnie wyjątkowo przyjaźni i wrażliwi ludzie. Nie oceniali mnie nawet wtedy, kiedy wróciłam z tym samym problemem zaledwie siedem miesięcy później. Sam zabieg był koszmarnie bolesny. Zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Ale nie czuję się winna. Dla mnie było to jak odklejenie plastra - wiesz, że może zaboleć, ale musisz to zrobić. Nie byłam finansowo i mentalnie gotowa na dziecko. Jeśli boję się o tym rozmawiać, to nie z powodu wyrzutów sumienia, ale tego, jak stygmatyzowane są kobiety w mojej sytuacji.

Warto pamiętać, że wszystkie te historie wydarzyły się w Wielkiej Brytanii, gdzie aborcja w pierwszym trymestrze jest legalna na życzenie.

Zobacz również: Kogo uratujesz z pożaru? Ten test zdradzi, czy popierasz aborcję

Musiała usunąć dziecko w 16. tygodniu ciąży. Pokazała je na Instagramie
Musiała usunąć dziecko w 16. tygodniu ciąży. Pokazała je na Instagramie - zdjęcie 1

Polecane wideo

Komentarze (61)

Ocena: 4.8 / 5
Monia (Ocena: 5) 15.01.2019 01:33
Kosciol jest przeciwny rowniez antykoncepcji. Kazdy podejmuje decyzje sam za siebie. Ja nie potrafilabym usunac ciazy nawet jesli bym niechciana. Nawet jesli by mnie chlopak zostawil czy bym nie miala pieniedzy. Zycie jest ciezkie ale cierpienie idzie zniesc jesli ma sie wiare i sile.
zobacz odpowiedzi (2)
gość (Ocena: 5) 14.01.2019 10:04
Każda z nas ma prawo decydować sama o sobie. Nikt nam nie powinnien tego prawa zabierać.
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 13.01.2019 15:18
Aborcja NIE JEST morderstwem. A te całe gadanie "trzeba było się zabezpieczać", "trzeba brać odpowiedzialność" to tylko o kant dupy potłuc. Wiadomo, że trzeba się zabezpieczać, ale co jak antykoncepcja zawiedzie? Rodzić na siłę bo ktoś tak chce? Aborcja na życzenie powinna być legalna, nawet na NFZ, za to pozamykać kościoły, może skończyłoby się wtedy pranie mózgu ludziom.
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 13.01.2019 00:17
usunelam ciaze krotko przed 30stka. 8/9 tydzien. legalnie, bo nie mieszkam w Polsce. mialam obawy, ze psychika moze sie posypac, tyle sie mowi w Polsce o traumie. z czasem mysle, ze to byla jedna z lepszych decyzji. porod to sa dopiero dolegliwosci i komplikacje, a pozniej depresja poporodowa.
zobacz odpowiedzi (5)
gość (Ocena: 5) 12.01.2019 22:14
Decyzja każdej osoby ale ta w 5 miesiącu to już przegięcie, tym bardziej że pod koniec 5 miesiąca może się już urodzić żywe dziecko i co wtedy?
zobacz odpowiedzi (2)

Polecane dla Ciebie