Exclusive: Udawałam ciążę

Paulina pokazała swoim najbliższym dwie kreski na teście przyjaciółki. Jak zareagowali?
Exclusive: Udawałam ciążę
fot. Thinkstock
16.01.2016

Każda z nas chciałaby, aby wyglądało to w podobny sposób. Dowiadujesz się o ciąży, informujesz najbliższych, by po chwili cieszyć się razem z nimi. Partner, rodzina i znajomi nie kryją zachwytu nad zaistniałą sytuacją, a Ty możesz spokojnie oczekiwać na rozwiązanie, bo masz ich pełne wsparcie. I zazwyczaj tak się dzieje, ale bywają sytuacje, kiedy sielanka przemienia się w dramat. Kolejni ważni dla Ciebie ludzie nie kryją oburzenia, a Ty czujesz, że zostałaś z problemem całkiem sama. Jak powiedzieć o ciąży, żeby tego uniknąć?

Poznajcie Paulinę, która zdecydowała się na przeprowadzenie niezwykłego eksperymentu. Korzystając z testu ciążowego przyjaciółki przekazała najbliższym dobrą nowinę. Bez zbędnych słów i tłumaczenia. Wszystko po to, by sprawdzić, na kim tak naprawdę może polegać. Jak zareagowali na widok dwóch kresek? Czy odruchowo gratulowali, a może snuli czarne wizje i mieli pretensje? W rozmowie z nami zdradza kulisy tego przedsięwzięcia.

Oto, jak jeden niepozorny test może zmienić wszystko. Poznaj historię ciąży, której nigdy nie było.

 

udawana ciąża

fot. Thinkstock

Paulina postanowiła skonfrontować swoich najbliższych z trudną sytuacją, kiedy dowiedziała się o ciąży przyjaciółki. Okazało się, że nie wszyscy byli z tego zadowoleni i potrafili się godnie zachować. Młoda kobieta, zamiast z nadzieją patrzeć w przyszłość, miała powody, by się martwić. Pretensje rodziców i niewyraźna mina partnera wszystko skomplikowały.

- Wydawało mi się to podłe, bo po co snuć czarne wizje, skoro niczego nie da się już odkręcić? Dziewczyna spodziewa się dziecka i powinna otrzymać pełne wsparcie. Bez żadnego ale. Na szczęście sama potrafiłam zareagować tak, jak trzeba. Wtedy zaczęłam się zastanawiać, jak wyglądałoby to w moim przypadku. Czy mogłabym liczyć na poklepanie po plecach i słowa otuchy? A może ktoś mnie zawiedzie? Chwilę później sama skonfrontowałam bliskich sobie ludzi z pozytywnym testem. Potraktowałam to jako dowcip, ale szybko zrobiło się bardzo poważnie – twierdzi.

Każdemu ze swoich rozmówców zaprezentowała test ciążowy z pozytywnym wynikiem i czekała na reakcję.

 

udawana ciąża

fot. Thinkstock

PARTNER

Związek, jak wszystkie inne. Spotykają się ze sobą od 2 lat, snują plany na przyszłość, na razie skupiają się na karierze i rozrywce. Kochają się, a przynajmniej tak sobie mówią. Od kilku miesięcy mieszkają razem. Jeśli w ich rozmowach kiedykolwiek pojawił się temat potomstwa, to na pewno w odległej przyszłości, a nie teraz.

- Siedzieliśmy wieczorem na kanapie i oglądaliśmy jakiś głupi film. W kieszeni szlafroka miałam przygotowany test. Poczekałam na przerwę reklamową, wyjęłam go i jak gdyby nigdy nic podałam go chłopakowi. Zareagował dwoma pytaniami - „kogo to jest?” i „jaja sobie robisz?”. Uśmiechnęłam się znacząco i wtedy zrozumiał. Złapał się za głowę, a potem mnie przytulił. Szybko puścił, bo musiał wstać. Nie wiedział, co ze sobą zrobić. Chodził w tą i z powrotem, aż wreszcie przemówił: „jeśli kiedyś myślałam o dziecku, to tylko z tobą”. Potem prawie się popłakał, a ja już zupełnie się rozkleiłam. Było mi głupio, że zażartowałam z tak poważnej sytuacji. Ale przynajmniej mam pewność, że dobrze wybrałam – przekonuje.

Wytłumaczenie, że to test koleżanki nie było proste. Paulina poczuła się jak podła oszustka i obawiała się, że w ten sposób straci kogoś, kogo w jednej chwili pokochała jeszcze bardziej.

 

udawana ciąża

fot. Thinkstock

RODZICE

Wyprowadziła się od nich zaledwie kilka miesięcy temu. Dobrze znają jej chłopaka, bo cała czwórka często się spotyka. Lubią go i nigdy nie zniechęcali jej do tego związku. Ukochany nie zgodził się wziąć w tym udziału, bo obawiał się, że ewentualne negatywne emocje zostaną skierowane przeciwko niemu. Chyba się nie pomylił.

- To było najtrudniejsze spotkanie, bo często od nich słyszałam, że na wszystko jest odpowiedni czas. Chcieli wnuka, ale na pewno nie teraz. Wpadłam do nich jak gdyby nigdy nic i kiedy tylko usiedliśmy w trójkę, wtedy położyłam test na stole. Mama poprosiła tatę, żeby ją trzymał, bo zaraz zemdleje. Nie było wybuchu radości i uścisków, a zamiast tego cała litania pretensji i obaw. Usłyszałam, że się pospieszyliśmy, jak ja to sobie wyobrażam, co ze ślubem, jak to się stało. Najbardziej bezwzględna okazała się matka, która była przekonana, że kiedy chłopak się dowie, wtedy mnie zostawi. Tata stanął na wysokości zadania i powiedział, że już kocha swojego wnuka i wszystko będzie dobrze – relacjonuje.

Paulina przez cały czas siedziała bez słowa. Dopiero po chwili poinformowała ich, że chodzi o ciążę koleżanki, którą dobrze znają. Rodzicom było wstyd, że tak się pospieszyli i szybko zmienili temat.

udawana ciąża

fot. Thinkstock

ZNAJOMI

Najtrudniejsze do zorganizowania spotkanie, bo od jakiegoś czasu ciężko było zebrać całą grupę w jednym miejscu. Paulina wykorzystała sytuację, kiedy udało jej się zobaczyć z trójką najbliższych przyjaciół. I znowu to samo – w najmniej spodziewanym momencie pozytywny test ciążowy ląduje na stole i czeka na reakcję zgromadzonych.

- Najpierw wybuch euforii, wszyscy wstali i skakali, chociaż byliśmy w miejscu publicznym. Po chwili byłam już w ich objęciach i stwierdziłam, że znam się na ludziach. Potem emocje trochę opadły i pojawiły się wątpliwości. „Ale na pewno z nim? Nigdy nie byłam do niego przekonana” - stwierdziła jedna z koleżanek. „Oby wam się ułożyło, bo twój chłopak na zbyt odpowiedzialnego nie wygląda” - dodała druga. Od kolegi usłyszałam, że co by się nie działo, na niego zawsze będę mogła liczyć. „Na mnie też, ale dziwię się, że jesteś taka spokojna. Moim zdaniem pospieszyliście się i obyście tego nie żałowali” - pocieszyła mnie osoba, którą zawsze uważałam za najbliższą przyjaciółkę. Chyba ich to przerosło – twierdzi.

Kiedy dowiedzieli się, że w ciąży jest ich inna wspólna znajoma, zapadła grobowa cisza. Paulina wytłumaczyła, że kiedy się z nią spotkają, powinni zareagować trochę inaczej.

 

udawana ciąża

fot. Thinkstock

PRACODAWCA

Wbrew pozorom, Paulina nie miała wiele do stracenia. Od dawna planowała zmianę pracy i w najbliższym czasie miała złożyć wypowiedzenie. Niczym nie ryzykowała, a przynajmniej mogła się przekonać, jakim człowiekiem jest tak naprawdę jej szef.

- Poprosiłam o rozmowę, weszłam do biura, od razu zaczął mi wydawać polecenia. Chyba zapomniał, że przyszłam tam z własnej woli, a nie na jego wezwanie. Wreszcie się zorientował i zapytał, w czym problem. Odpowiedziałam, że w niczym i położyłam test na biurku. Nie wiem czego się spodziewałam. Chyba, że na mnie nakrzyczy, zacznie straszyć albo od razu zapowie, że nie przedłuży ze mną umowy. Zamiast tego usłyszałam, że to przecież nie choroba i jeśli dam radę, to powinnam jeszcze popracować. Jak wrócę z macierzyńskiego, to może nawet dostanę awans. Wreszcie dostrzegłam w nim człowieka, a nie tylko przełożonego. To było naprawdę przełomowe doświadczenie – wspomina.

Żeby jakoś odkręcić tę sytuację, Paulina wytłumaczyła, że znalazła ten test w łazience i szef powinien chyba pomyśleć o jakimś zastępstwie dla szczęśliwej mamy. Wypowiedzenia nie złożyła, bo ta krótka rozmowa przekonała ją, że lepiej trafić nie mogła.

 

Komentarze (4)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 18.01.2016 23:58
Chyba nie skumałaś...
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 16.01.2016 18:34
Dobry test, tylko kto by się odważył?
odpowiedz
Daria (Ocena: 5) 16.01.2016 15:23
A widziałaś kiedyś test ciążowy? Nie jest on obsikany, bo ma zatykaną końcówkę. No chyba, że był to test płytkowy, ale miejsca gdzie było kilka kropel moczu raczej się nie dotyka, więc nie ma w tym nic obrzydliwego.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 16.01.2016 10:16
serio? jaka jesteś głupiutka, chyba nie zrozumiałaś sensu artykułu :p
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo