EXCLUSIVE: Nie płakałam po poronieniu

Sara uważa, że przerwanie ciąży było dla niej „szczęśliwym zbiegiem okoliczności”.
EXCLUSIVE: Nie płakałam po poronieniu
Fot. Thinkstock
02.01.2016

Niespodziewane przerwanie ciąży w czasie jej trwania to trauma, która spotyka tysiące kobiet w Polsce i miliony na całym świecie. Najpierw radość towarzysząca nowinie o stanie błogosławionym, potem rozpacz. Świadomość, że rozwijające się w nas życie właśnie zakończyło swój bieg porównywalne jest do nowiny o śmierci bliskiej osoby. Bez żałoby się nie obędzie. Nawet jeśli niektórzy próbują nam wmówić, że to tylko zlepek komórek, ziarenko, z którego dopiero wykiełkuje istota ludzka. Dla matki to po prostu dziecko.

Poronienie może mieć różne przyczyny i rzadko można je przewidzieć. Bywa i tak, że płód rozwija się zupełnie prawidłowo, by z dnia na dzień doszło do najgorszego. I nie jest to zjawisko występujące rzadko, bo szacuje się, że dotyczy 10-15 procent ciąż. Tak było w przypadku Sary, której organizm odmówił posłuszeństwa i pozbył się niechcianego lokatora. Niechcianego także przed Sarę.

26-latka nigdy nie opłakiwała swojej straty, a wielki dramat dla większości kobiet, sama nazywa „szczęśliwym zbiegiem okoliczności”. Dziękuje naturze, że sama rozwiązała ten problem. Czy z tego powodu zasługuje na nasze potępienie?

 

poronienie

fot. Thinkstock

Jak potraktowano cię w szpitalu?

Wyjątkowo dobrze, ale dla mnie dziwacznie. Wszyscy chodzili wokół mnie jak na paluszkach, pielęgniarki proponowały rozmowę, lekarze przy każdej wizycie dodawali mi otuchy. Zaproponowano mi nawet pomoc psychologiczną i rozmowę z jakąś kobietą, która działa w fundacji dla osób w podobnej sytuacji. Było mi przykro, jasne, ale bardziej chciało mi się śmiać.

Co w tym zabawnego?

Oczywiście nie to, że doszło do przerwania ciąży. Śmieszyło mnie, że oni tak się starają, a zupełnie nie wiedzą, co ja o tym myślę. Czułam się nieswojo, to nic fajnego, ale w gruncie rzeczy uważałam, że nie ma tego złego. Na pewno nie przeżyłam traumy i nie myślałam o tym, że umarło moje dziecko. To było za wcześnie na takie spostrzeżenia.

Poronienie było ci na rękę?

Nie powiem tego w ten sposób. Mam uczucia, w pewnym sensie jest mi przykro i odczuwam żal, ale uważam, że widocznie tak miało być. Moje życie wróciło do normy.

poronienie

fot. Thinkstock

Co masz na myśli?

Znowu byłam 20-kilkulatką, dla której największym problem była sesja na studiach, jak sobie dorobić, jak spędzić weekend i który chłopak zasługuje na moje zainteresowanie. Nie myślałam już o porodzie, pieluchach, obowiązkach, końcu młodości, problemach.

A jak zareagował ojciec dziecka?

Dowiedział się o ciąży tydzień wcześniej, bo trochę zwlekałam. Zbyt długo nie żył z tą myślą, bo zanim się oswoił, to już było po wszystkim. Zachował się przyzwoicie. Zaoferował pomoc, często dzwonił, ale potem nasze drogi się rozeszły. To dowód na to, że mnie i dziecka nic dobrego by nie spotkało. Byłabym kolejną samotną matką, on płaciłby alimenty i nikt nie byłby szczęśliwy.

To był twój chłopak?

Za dużo powiedziane. Raczej koleś, z którym się widywałam. I to jest dramat, jak masz komuś takiemu urodzić dziecko, zakładać rodzinę i udawać, że to z miłości.

 

poronienie

fot. Thinkstock

Nie obawiasz się komplikacji, kiedy poznasz tego właściwego? Opowiesz mu o swojej historii?

Poznałam na oddziale kobiety, które miały zadatki na to, by opowiadać o poronieniu wszystkim. Robiły z siebie takie ofiary losu, że żal było patrzeć. Ktoś dzwonił albo je odwiedzał, a one ciągle o tym samym. Byłam tam krótko, ale już miałam dosyć. Dlatego sama nie mam zamiaru się rozwodzić na ten temat. Jak kiedyś to wyjdzie, to wspomnę. Na razie nie mam takiej potrzeby. Co do przyszłości – jak widać, nigdy niczego nie można być pewnym. Lekarze twierdzą, że nie ma przeciwskazań i to się nie powinno powtórzyć.

Czy najbliższa rodzina dowiedziała się o wszystkim?

Rodzice nie, bo jak ich znam, to źle by to przeżyli. Najpierw wściekłość, że wpadłam, potem rozpacz, że dzieciątka nie będzie. Powiedziałam tylko siostrze, która nie za bardzo mnie teraz wspiera. Jej zdaniem jestem chora, bo nie opłakiwałam swojej straty. Ale ona jest już matką i inaczej na to wszystko patrzy.

Czego cię to nauczyło?

Żeby uważać, co się robi.

 

poronienie

fot. Thinkstock

Nie zabezpieczyliście się?

Ja byłam pewna, że nic mi nie grozi, ale potem okazało się, że chyba pominęłam kilka dawek pigułek. To już się na pewno nie powtórzy, bo mam na tym punkcie obsesję. Mogę wszystko odłożyć na później, ale pigułki przyjmuję na czas.

Chciałabyś mieć kiedyś dzieci?

No właśnie nie jestem przekonana. Przed tą historią miałam jasny plan – skończyć studia, znaleźć pracę, wyjść za mąż, urodzić dziecko. Teraz sama nie wiem, czy się do tego nadaję. Może ja naprawdę jestem jakąś wyrodną kobietą, która nie powinna się rozmnażać? Jestem pewna, że niektórzy teraz tak o mnie myślą.

 

poronienie

fot. Thinkstock

Papilot.pl: Zacznijmy od końca. Co się wydarzyło, że straciłaś dziecko?

Sara: Nie lubię mówić, że to dziecko. Pewnie, chodzi o istotę ludzką, która mogła się wspaniale rozwinąć, ale to jeszcze nie ten etap. Trzymam się wersji, że doszło po prostu do przerwania ciąży. To wydarzyło się w pierwszym trymestrze. Najpierw silny ból, jakby ktoś kopnął mnie w podbrzusze, potem chwila spokoju, a skończyło się krwawieniem. To nie wyglądało jak aborcja, dziecko ze mnie nie wypadło, ani nic z tych rzeczy. Resztą zajęli się lekarze, bo zostałam zabrana do szpitala.

Wiadomo, co do tego doprowadziło?

W moim przypadku to jest jak wróżenie z fusów. Może to, może tamto. Nie piłam, nie paliłam, nie brałam narkotyków. Nie przyjmowałam żadnych silnych leków, nie choruję, ani nic z tych rzeczy. Najprawdopodobniej to kwestia stresu i indywidualnych uwarunkowań.

Skąd te nerwy w stanie błogosławionym?

To chyba normalne dla dziewczyny, która chciała skończyć studia i zaczekać z tym wszystkim. Ciąża była dla mnie wypadkiem przy pracy, karą, powodem wielu zmartwień. Ja po prostu nie chciałam mieć wtedy dziecka. Co oczywiście nie oznacza, że przyczyniłam się do poronienia, bo mam jednak resztki sumienia.

 

Komentarze (14)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 10.01.2016 00:46
Artykuł super. Naprawdę nie trzeba płakać po poronieniu. Sama poroniłam w 5 tygodniu i... cieszę się. Bo byłam za młoda na dziecko, bo nie chcę mieć dzieci, bo studia były ważniejsze... Mojemu partnerowi również ulżyło. Tak naprawdę źle w tej sytuacji poczuli się tylko jego rodzice, bo sami przeszli przez poronienie, ale chcianego płodu. Stereotyp matki polki jest okropny, bo krzywdzi te kobiety, które mają na życie inny plan. A przecież mamy prawo same o sobie i swoim życiu zadecydować.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 03.01.2016 19:53
A gdzie jest napisane ze trzeba plakac ,nie każdy akceptuje ciaze nawet jeżeli jest się w stalym związku i wlasnie w takich sytuacjach jest to dla kobiety wybawieniem ,a placz jest z radości poronienia .
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 02.01.2016 22:26
no i co ci babo poradzimy?
odpowiedz
Niewyrodna (Ocena: 5) 02.01.2016 14:37
Rozumiem ją całkowicie. Każda kobieta która jest już matką ma inny wymiar myślenia bo chcą chronić swoje dzieci co czasem przeradza się w obsesję ochrony. Fakt faktem że zaniedbała branie pigułek. Jednak teraz już pilnuje tego. Nie każda kobieta jest matką polką która chce mieć dzieci. Są osoby które niekoniecznie chcą zostać rodzicami i z tego powodu są potępiane. Ja też nie chcę mieć dzieci i kiedy to powiedziałam to popatrzyli na mnie jak na seryjnego mordercę. Może po prostu nie czuję się na siłach aby brać odpowiedzialność za inne życie. A ludzie i tak będą ją oceniać. Poronienie nie było od niej zależne. Sama powiedziała że urodziła by je gdyby nie poronienie
odpowiedz
Saeko (Ocena: 5) 02.01.2016 14:16
Poroniłam w drugim miesiącu. Nawet nie wiedziałam, że jestem w ciąży. Miałam okres, nie bolał mnie brzuch wszystko było tak abstrakcyjne, że czułam bardziej szok niż stratę. Teraz mam dwójkę, chcianą i planowaną z mężem od trzech lat.
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo