Miałam koszmarny poród...

`Ciężko wspominam ciążę, ale poród jeszcze gorzej`. Przeczytajcie wspomnienia Edyty.
Miałam koszmarny poród...
30.12.2014

Ciężko wspominam ciążę, ale poród jeszcze gorzej. Ale może zacznę od początku...

Z mężem pragnęliśmy dziecka, kiedy w styczniu tego roku zobaczyłam dwie kreski na teście nie mogłam powtrzymać łez ze szczęścia. Marzenie o ciąży było dla nas w tym etapie życia najważniejsze.Od początku ciąży nie czułam się najlepiej, wymiotowałam, miałam wstręt do jedzenia i na dodatek miałam ślinotok. Zamiast przytyć chudłam. Ginekolog prowadzący moją ciąże przepisał mi czopki na wymioty. Ale zamiast pomóc wywołały inna dolegliwość - biegunkę.

Męczyłam się przez ok. 17 tyg.

W 30 tyg trafiłam do szpitala. Zagrożenie przedwczesnego porodu. Bolały mnie kości miednicy, kości spojenia łonowego. Nie mogłam chodzić nie czując bólu, przekręcenie się na drugi bok na łóżku też sprawiało ogromny ból. Nic przyjemnego.

a

Fot. Pinterest.com

Leżałam na patologii ciąży cztery doby, dostałam zastrzyki na rozwinięcie płucek u dziecka, luteinę, nospę i hydroksyzynę. Wyszłam w lepszym stanie ale po kilku dniach dolegliwości wróciły i to jeszcze silniejsze.

W 32 tyg. miałam wizytę kontrolną u swojego lekarza prowadzącego. Stwierdził, że mogę urodzić wcześniej bo skróciła mi sie szyjka. Zalecił brać luteinę i nospę i kazał zgłosić się za dwa tyg. na kontrolę. Tak też zrobiłam. Przyjechałam na kontrolę. Do skróconej szyjki doszło rozwarcie o wielkości 2 cm. Pan ginekolog kazał się oszczędzać i wziął mnie na ktg.

Podczas badania powiedział `jakieś niewyraźne te ktg` na co zapytałam oczywiście co to znaczy, a on na to, że jakby dziecko spało cały czas. Żadnych dodatkowych badań nie zlecił, więc uznałam, że nic złego się nie dzieje.

a

Fot. Pinterest.com

Kolejne ktg miałam w 36 tyg. ciąży i znów usłyszałam niepokojące słowa mojego lekarza `nie podoba mi się to ktg`. Poruszał moim brzuszkiem i poszedł. Zapytał czy czuję ruchy dziecka, na co ja, że bardzo rzadko, a w ciągu dnia najmniej. Wręczył wynik ktg i powiedział, że wszystko jest dobrze.

Tygodnie mijały, a mojemu maluszkowi nie spieszyło się na świat. Termin miałyśmy na 23 września. A tu nic, żadnych skurczów, wody nie odeszły. W poniedziałek (24 września) zgodnie z zaleceniem mojego lekarza zgłosiłam się do szpitala na oddział. Wieczorem o godz. 19 założono mi cewnik z balonikiem na powiększenie rozwarcia. Bałam się bardzo bólu i w duchu modliłam się, żeby wszystko się samo zaczęło...

Pan ordynator zakładając cewnik uprzedził, że mogę odczuwać dyskomfort i ból w dole brzucha i że jeśli ból będzie nie do wytrzymania, mam udać się do położnej po zastrzyk przeciwbólowy. Ok godz. 24 dostałam skurczy. Miałam je co 3-4 min. Ból był tak mocny, że nie mogłam leżeć. Zaczęłam spacerować po korytarzu, ale skurcze miałam coraz silniejsze, ból zaczynał się od brzucha i promieniował na plecy i uda. Myślałam, że to normalne. Udałam się do pani położnej i opowiedziałam moją sytuacje. Stwierdziła, że nic się nie zaczęło, tylko to działanie cewnika i dała mi zastrzyk. Skurcze ustąpiły, ale tylko na pół godziny. Miałam je tak samo silne jak poprzednio tylko, że już nie tak często.

a

Fot. Pinterest.com

Nie spalam całą noc, zwijałam się z bólu. O godz. 6 przyszła położna zmierzyć nam temperaturę. Krzyknęła na mnie, że całą noc chodziłam po korytarzu i że jak ja będę miała siły rodzić. Już wtedy żałowałam, że rodzę w tym a nie innym szpitalu. Po godz. 7 zdjęto mi cewnik, a pan ordynator stwierdził, że w sumie to już się wszystko samo zaczęło i że do godz. 12 urodzę sama. Kazali mi się umyć i zgłosić na porodówkę. Zrobiłam jak mi kazali.

Leżałam już na łóżku przygotowana do porodu, podłączona pod ktg. Przyszli lekarze z obchodu, podłączyli mi ktg. Zbadano mnie i tak jak ordynator powiedzieli, że do 12 urodzę sama. Przebili mi wody płodowe. Nie wiem która była godzina. Ginekolog, który przebił mi wody powiedział, że są zielone, ale że będą obserwować, co z dzieckiem będzie się dziać. I akurat dostałam skurczu, spojrzeli na ktg i widziałam po ich minie że coś jest nie tak.

Popatrzyli na siebie i podjęli szybką decyzję - cesarka. Zaczęli biegać wokół mnie, podawali coś do podpisania, ubrali w jakiś fartuch. A ja....

a

Fot. Pinterest.com

…ja ciągle płakałam nie wiedząc, co się dzieje. Zrobiono mi cesarkę. Z tego szoku nawet nie pamiętałam kto pokazał mi dziecko ale pamiętam, że mała była cała sina. Dostała 9 na 10 pkt. Już po wszystkim leżąc na sali dowiedziałam się, że tętno mojego dziecka zanikało i dlatego przeprowadzono cc.

To cud, że moje dziecko żyje i że jest z nami. Opowiedziałam swoją historię innemu lekarzowi ginekologowi, powiedział, że poród zaczął się już o 24 i że już wtedy mogło się dziać coś złego z dzieckiem. Na szczęście jest z nami nasze maleństwo. Nigdy więcej nie będę rodzić w tamtym szpitalu...

Myślę także, że badania ktg, które miałam w 34 i 36 tygodniu ciąży już były niepokojące. Mamy XXI wiek, czemu nie zlecono mi dodatkowych badań? Przecież mogło dojść do tragedii...

Edyta (nazwisko do wiadomości redakcji)

(pisownia oryginalna - przyp. redakcji)

Więcej podobnych historii z sali porodowej znajdziesz na serwisie SUPERMAMY.PL

 

Komentarze (95)

Ocena: 4.97 / 5
Anonim (Ocena: 5) 01.01.2015 20:36
znam kobietę, która rodziła 4 razy i za każdym razem myślala , że umiera ale za każdym razem mówiła "warte to jest każdego bólu"
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 01.01.2015 20:27
a myslisz ze kobiety strasza inne kobiety ot tak sobie dla frajdy?? Z tego co wiem (nie ograniczam sie do historii innych kobiet ) znam statystyki wiem jak sie odbywa w innych krajach. I mowie swiadomie ze porod w polsce w wiekszosci patologia, robia co chca, tasmowo, traktuja jak kawal miesa.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 01.01.2015 11:22
dlaczego kobiety tak namiętnie i z taką pasją straszą inne kobiety? Dlaczego te, które miały łatwe porody w przyjaznej atmosferze (a takich jest większość), tak rzadko o tym piszą i mówią? Może pora robic to częściej? zaszłam w planowaną ciążę, nie miałam mdłości, ciąża przebiegała bezproblemowo. Jedyny dyskomfort to zgaga raz na jakiś czas w ostatnim trymestrze. poród w państwowym szpitalu w obecności męża. bez opłat i łapówek z przesympatyczną panią położna. Wszystko trwało 3,5 godziny od pierwszego skurczu, do zdrowej córeczki na brzuchu. Miałam pełną swobodę ruchu, do dyspozycji prysznic, toaletę, worek sako, dwa rodzaje łóżek (zwykłe i porodowe), sama wybrałam pozycję do rodzenia. Wszyscy byli mili, uśmiechnieci, wspierali mnie i motywowali. Poród wspominam baaaardzo dobrze. Owszem- boli, ale jest to ból motywujący, naturalny i taka jest kolej rzeczy. Takie porody również sie zdarzaja i warto o nich głosno mówić.
zobacz odpowiedzi (3)
Anonim (Ocena: 5) 01.01.2015 08:02
A potem słyszy się pieprz*nie o ujemnym przyroście naturalnym. Socjologom się wydaje, że winne są kłopoty finansowe rodzin, rząd ładuje kolejne zasiłki i ulgi dla matek a nikt nie pomyśli o tym, że wiele kobiet zniechęca to jak wygląda poród w tym kraju! To jak chamsko personel się potrafi odzywać, to że przeciętny człowiek jest coraz mniej przyzwyczajony do bólu bo już nie żyjemy w czasach których był na porządku dziennym, to że nikt nie pomaga dochodzić swoich praw gdy lekarze popełnią błąd albo postąpią niezgodnie z etyką, nie informują o niczym, oszukują. Do tego dochodzą dodatkowe atrakcje -np. walisz kloca na stole przy ludziach albo ciężkie powikłania które ciągną się latami. Nie każdy chce przechodzić przez taki koszmar jak nie musi. Już nie mówiąc o tym, że wszystko to po to by uziemić się na 20 lat z najbardziej wymagającym obowiązkiem jaki może mieć przeciętny człowiek, właściwie zrezygnować z siebie a dzieciak i tak przeważnie nie docenia. Przy tym wszystkim pieniądze to najmniejszy problem.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 01.01.2015 05:38
Szczerze? Masakra ja sie nie dziwie ze na porodowkach jest taka patologia skoro nie walczycie o swoje prawa i pozwalalacie robic to co ,,lekarz powie"
zobacz odpowiedzi (1)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo