REPORTAŻ: Ciąża z zaskoczenia, zupełnie nowe życie

Dziecko zaskoczyło je w najmniej odpowiednim momencie życia, ale dało więcej radości niż wysokie szpilki, których nie kupiły, licealne imprezy, których nie zaliczyły i wakacje, na które nie pojechały…
REPORTAŻ: Ciąża z zaskoczenia, zupełnie nowe życie
18.05.2011

Trzy kobiety, trzy nieplanowane ciąże. Beztroska nastolatka, której jedynym problemem był do tej pory dylemat, w co się ubrać do szkoły; zaradna 30-latka z telefonem przy uchu, aktówką pod ręką i ułożonym w głowie planem na kilka najbliższych lat; 44-latka z syndromem opuszczonego gniazda. Co je łączy? Ogromna dawka szczęścia, którą otrzymały w zupełnie niespodziewany sposób!

Córeczka to jedyna pewna rzecz w moim życiu

Magda, drobna brunetka z nogami do nieba, już w liceum przysięgła sobie, że nie będzie mieć dzieci. Widok spracowanej, nieszczęśliwej mamy, która poświęciła całe życie wychowaniu czterech córek skutecznie zniechęcał ją do macierzyństwa.  Poza tym Magda pragnęła w życiu czegoś więcej niż domku z ogródkiem, gromadki pociech i małego fiata. Miała ambicje, wielkie plany na przyszłość – marzyła jej się prywatna kancelaria albo biuro architektoniczne. Gdy zdała maturę, postanowiła jednak wybrać dziennikarstwo w Warszawie. – Chciałam się wyrwać, dusiłam się w małym mieście, gdzie jedynym słusznym wyborem dla młodej dziewczyny był wystawny ślub na oczach ciekawskich sąsiadów. Podczas gdy moje koleżanki postanowiły poszukać pracy w okolicy i pielęgnować szkolne miłości, ja postawiłam wszystko na jedną kartę. Najpierw dostałam się na studia, potem wyjechałam na trzy miesiące do Londynu, żeby zarobić na stancję. – wspomina.

Później wszystko potoczyło się błyskawicznie. Mimo że Magda nie mogła liczyć na dużą pomoc ze strony rodziców, którzy mieli jeszcze na utrzymaniu trzy młodsze siostry, od razu stanęła na nogi i zaczęła nowe życie w wielkim mieście. Rano robiła sumienne notatki na wykładach, wieczorami dorabiała jako kelnerka, a w weekendy imprezowała w modnych warszawskich knajpkach, aby złapać kontakty w dziennikarskim światku. Już na drugim roku dostała bezpłatny staż w redakcji jednego z największych polskich dzienników, później otrzymała propozycję pracy w kobiecym magazynie. Gdy wracała w rodzinne strony, czuła, że coraz mniej łączy ją z dawnymi przyjaciółkami, które rozprawiały tylko o tym kto, z kim i dlaczego. Magda stała u progu kariery, a w jej kalendarzu nie było miejsca ani na miłość, ani na ślub, ani tym bardziej na pieluchy.

- Przyznaję, że nie rozumiałam moich koleżanek z czasów liceum. Gdy z zapartym tchem opowiadały mi o  przygotowaniach do wesela albo o żelach na bolesne ząbkowanie, w głębi duszy modliłam się, żeby skończyły. Mnie to zupełnie nie interesowało. Liczyło się tu i teraz, tym bardziej, że właśnie kończyłam studia i zakładałam własną firmę z kolegą z grupy. Miałam pełne ręce roboty, ale wiedziałam, że jeśli nie opuści mnie szczęście, mam szanse na sukces – opowiada.

Trzy lata później Magda była właścicielką świetnie prosperującej agencji PR, kupiła duże mieszkanie na kredyt, imprezowała do upadłego, chodziła na zakupy do najmodniejszych sklepów. Czuła, że właśnie nadszedł jej czas, gdy poznała Marka, przystojnego adwokata z bloku obok. Młodzi, ambitni, świat leżał u ich stóp… Niczego sobie nie obiecywali, nie chcieli żadnych deklaracji, cieszyli się swoją niezależnością. Jak wielkie było ich zdziwienie, gdy życie napisało dla nich inny scenariusz niż sobie zaplanowali.

ciąża

Przerażona Paulina przepłakała wiele godzin, zanim odebrała telefon od chłopaka. Dopiero zdali do liceum, a nagle musieli dorosnąć i nauczyć się odpowiedzialności. Rozmowa z rodzicami nie należała do najłatwiejszych, ale przyszli dziadkowie wiedzieli, że już jest za późno na wychowawcze rozmowy. Teraz trzeba było zaopiekować się zagubioną parą nastolatków i ich dwójką dzieci.

- Ustaliliśmy, że zamieszkamy z rodzicami mojego chłopaka. Jacek miał duży dom, był jedynakiem, więc mieliśmy sporo miejsca na uwicie rodzinnego gniazdka. Moja mama, która nie pracuje zawodowo, zadeklarowała pomoc przy opiece nad dziećmi. Priorytetem była szkoła, a rodzice postawili tylko jeden warunek: jeśli będziemy się uczyć, możemy na nich liczyć o każdej porze dnia i nocy. – wspomina młoda mama.

Wspólnie ustalono, że Paulina zaliczy pierwszy semestr w nowej szkole, a po porodzie zacznie naukę eksternistyczną w domu. Zagubiona 16-latka obawiała się, jak przyjmą ją koledzy z nowej klasy, ale wszyscy okazali się jej bardzo życzliwi. – Nauczyciele, klasa, nawet surowy dyrektor… Gdyby nie ta gromadka wspaniałych ludzi, być może nie skończyłabym liceum. Kilka miesięcy po narodzinach Wiktora Adama i Patrycji Anny trudno było nam się pozbierać, ale w następnym roku szkolnym wróciłam na zajęcia i postanowiłam przygotowywać się do matury. – opowiada Paulina.

W tym czasie Jacek zaczął marzyć o medycynie, więc większość czasu spędzał nad książkami. Młodzi rodzice na zmianę opiekowali się dziećmi, a nocami nadrabiali szkolne zaległości. Nie ukrywają, że ta sytuacja wymagała od nich wielu wyrzeczeń i prawie całkowitej rezygnacji z życia towarzyskiego. – Wszyscy starali nami się pomóc, jednak to przede wszystkim my musieliśmy sprostać wyzwaniu. Myślę, że dostaliśmy świetną szkołę życia, która nas dobrze zahartowała na przyszłość. Jestem dumna, że mimo trudności oboje zdaliśmy na studia, a Jacek dostał się na medycynę.

ciąża

Halina długo nie mogła uwierzyć w słowa lekarza, dlatego postanowiła je potwierdzić u innego specjalisty. Jak wielkie było jej szczęście, gdy znowu usłyszała, że za siedem miesięcy zostanie mamą! Mężowi powiedziała o wszystkim przy obiedzie, zupełnie spokojnym tonem, między zupą a drugim daniem. – Jan wyglądał tak jakby w ciągu paru sekund zmienił się w mężczyznę sprzed 20 lat. Oszalał z radości! Od razu obdzwonił wszystkich znajomych i podzielił się z nimi nowiną. Dwóm synom i córce przyznaliśmy się dopiero miesiąc później. Ich miny były bezcenne! – mówi szczęśliwa mama.

Wakacje w Toskanii musiały poczekać, jednak Halina ani przez chwilę nie żałowała, bo jej życie znowu nabierało sensu. Miała 44 lata, dorosłe dzieci i wielki apetyt na życie. Kruszynka, którą w sobie nosiła zapełniła pustkę, jaka pojawiła się w jej świecie.

- Całymi siłami walczyliśmy o Stasia, bo ciąża była zagrożona. Przebywałam pod stałą kontrolą lekarza, przez 4 miesiące musiałam leżeć w łóżku. Dziś nie wyobrażam sobie, jak funkcjonowalibyśmy z mężem bez naszego skarbu. Gdy świeżo po narodzinach Stasia wychodziliśmy z nim na spacer, często mylono nas z dziadkami, ale  syn nie ma z tego powodu żadnych kompleksów. Jesteśmy najstarszymi rodzicami w klasie, ale dzięki temu wiemy, co nas czeka, i nie przejmujemy się tak bardzo pewnymi drobiazgami jak w przypadku starszych dzieci. – opowiada Halina, która tydzień temu świętowała swoje 52. urodziny.

Czego sobie życzyła z tej okazji? – To dzień, w którym tylko dziękowałam. Jestem wdzięczna losowi, że był dla mnie tak hojny i otrzymałam wiele pięknych chwil. Jestem już podwójną babcią, mam czwórkę cudownych dzieciaków i jeszcze długo będę młoda, bo mam przy sobie łobuza, który z szelmowskim uśmiechem przekonuje mnie, że gry komputerowe nie są źródłem całego zła tego świata. A ja i tak wiem swoje! 

*Na prośbę Bohaterek artykułu, niektóre imiona zostały zmienione.

ciąża

Ślub Pauliny i Jacka odbył się latem po maturze, a dwa miesiące później świeżo upieczeni małżonkowie przeprowadzili się do Gdańska, by rozpocząć życie na własny rachunek. Nadal studiują, pracują i mają pełne ręce roboty, jednak wiedzą, że gdy zdobędą wykształcenie, bez żadnych wyrzutów sumienia pójdą do pracy na pełen etat, bo wtedy ich dzieci będą już chodziły do szkoły. – Jestem szczęśliwa. Ominęło mnie pewnie kilka dobrych imprez, wakacje pod namiotem, może jakieś szalone miłości. Ale nie cofnęłabym czasu, bo wiem, że zawsze będziemy ze sobą na dobre i na złe. Sprawdziliśmy się jako rodzice, teraz możemy przystąpić do realizacji kolejnych marzeń...

Druga młodość

Halina – energiczna 52-latka - ciążę pomyliła z menopauzą. Gdy 8 lat temu ze łzami w oczach żegnała ostatniego syna wyjeżdżającego na studia na drugi koniec Polski, czuła, że jej życie się skończyło. Jako prywatna nauczycielka języka francuskiego w małym mieście nie narzekała na natłok obowiązków, a wiecznie zapracowany mąż dotrzymywał jej towarzystwa dopiero po 18. Nagle Halina nie była już nikomu potrzebna, a humoru nie poprawiały jej nawet zakupy i regularne wizyty u kosmetyczki. Wtedy najlepsza przyjaciółka zaproponowała jej wspólną podróż do Toskanii.  - Bardzo cieszyłam się na ten wyjazd, bo bezczynne siedzenie w domu mnie przygnębiało. Dzieci coraz rzadziej przyjeżdżały do nas w odwiedziny, dzwoniły tylko w weekendy. Nie miałam już dla kogo gotować, prać, prasować, nie miałam dla kogo żyć… Tylko wizja urlopu w pięknym miejscu wydawała się pokrzepiająca – opowiada.

Kiedy trzy tygodnie przed wyjazdem Halina zemdlała w kolejce po ulubione pączki dla męża, nawet przez myśl nie przeszło jej, że przyczyną osłabienia, które jej dokuczało od kilku tygodni może być… ciąża! Opóźnioną menstruację tłumaczyła sobie przekwitaniem, a zawroty głowy początkami depresji. Lekarz z pogotowia zalecił jej niezwłoczną wizytę u ginekologa, więc postanowiła nie czekać ani godziny.

– Niepokoiłam się. Wyobrażałam sobie, że lekarz wykryje u mnie jakąś ciężką chorobę albo powie mi, że już przestałam być kobietą, bo moje ciało się zestarzało. Tymczasem dowiedziałam się, że spodziewam się dziecka! – wspomina ze łzami w oczach.

ciąża

- Było ciepłe, majowe popołudnie, a ja miałam umówioną wizytę u ginekologa. Już miesiąc spóźniał mi się okres, ale byłam pewna, że to wynik stresu albo wahań hormonalnych. Kiedy lekarz oznajmił mi, że jestem w ciąży, myślałam, że żartuje. Brałam tabletki,  bałam się wpadki. Nie chciałam być mamą, ale widocznie los zdecydował za mnie – zastanawia się Magda.

Z Markiem postanowili, że nie będą na razie brać ślubu, ale dla dobra dziecka zamieszkają razem. Mimo że ciąża była dla nich ogromnym zaskoczeniem, szybko zaczęli cieszyć się na myśl o zostaniu rodzicami.

– Wpadłam w wir zakupów! Wózek, łóżeczko, śpioszki... Nagle zachowywałam się tak jak koleżanki, którym kiedyś się dziwiłam, a dziecko stało się centralnym punktem mojego życia. Okazało się, że nie muszę pracować po 13 godzin dziennie, bo są ludzie, którzy potrafią mnie wyręczyć, a zajęcia w szkole rodzenia są lepsze od jogi. Byłam taka podekscytowana! – relacjonuje nasza rozmówczyni.

Mimo że ciąża zaskoczyła Magdę i jej ukochanego nie w porę, młodzi rodzice zgodnie przyznają, że dzidziuś wspaniale wpłynął na ich wzajemne relacje. Dzisiaj najlepszym relaksem są dla Magdy spacery po parku z wesoło gaworzącą Zosią i niedzielne poranki, które we trójkę spędzają w łóżku. Magda już nie goni za szczęściem, bo wie, że jest ono znacznie bliżej.

– Znajomi z imprez nie poznają cię następnego dnia na ulicy, kontrahenci mogą w każdej chwili wypowiedzieć umowę, a najdroższe szpilki w następnym sezonie okazują się niemodne. Córeczka to jedyna pewna rzecz w moim życiu – uśmiecha się Magda. Jakie ma plany na jutro? – Nie, nie zaglądam już do kalendarza, żeby sprawdzić, co ważnego mnie czeka. Zresztą trudno o tym zapomnieć: jutro przymierzam suknie ślubne!

Na dobre i na złe

22-letnia Paulina też nie podejrzewała, że może być w ciąży, gdy zauważyła, że za ciasne stają się dla niej wszystkie staniki i od 3 miesięcy nie ma okresu. Dopiero skończyła 16 lat, wiec wahania wagi i brak miesiączki jej nie zaniepokoiły. O ciąży dowiedziała się dopiero pod koniec 4. miesiąca. Dokładnie pamięta ten dzień, gdy wraz z najlepszą przyjaciółką jechała na drugi koniec miasta do ginekologa, aby potwierdzić najgorsze przypuszczenia. Wspólnie z chłopakiem zebrali pieniądze na opłacenie wizyty, jednak zabrakło mu odwagi, żeby jej towarzyszyć.

Kiedy z drżącymi nogami i skołatanym sercem przekraczała próg gabinetu, już wiedziała. – Lekarz nie mógł uwierzyć, że tak długo zwlekałam z badaniem. Byłam w ciąży, w dodatku bliźniaczej! Jedyne o czym wtedy myślałam, to jak przekażę tę wiadomość rodzicom.

Komentarze (81)

Ocena: 5 / 5
Anonim (Ocena: 5) 03.01.2012 16:22
A ja uważam, że dziecko nic nie zabiera, a wręcz przeciwnie daje. Moja przyjaciółka, ma 17 lat ( w kwietniu 18 ) i dwie wspaniałe córeczki ( jedna ma 1,5 roku, a druga 5 miesięcy ) i powiem wam, że jej zazdroszczę, bo jest młodą mamą i dziewczynki nie będa się jej wstydzić, że babcia po nie przyszła do szkoły! Ja sama poroniłam w te wakacje ciąże i bardzo tego żałuje, bo mimo, że mam prawie 20 lat, to pragnęłam tego dziecka, bo to żaden problem tylko szczęście! te które piszą, że nie chcą mieć dzieci, to albo jakieś stare panny, albo brzydule na które facet nie spojrzy.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 28.12.2011 13:12
'Wiec jak ktos nie potrafi sie zabezpieczyc-jest ciemny'. Po pierwsze nie rozpoczyna sie zdania od 'wiec'. Po drugie, nie masz zielonego pojecia o czym piszesz. Mam 25 lat, przez 7 lat zabezpieczalam sie tabletkami. Dzien w dzien rano, nie zdazylo mi sie pominac nawet jednej. Trzy tygodnie temu dowiedzialam sie, ze jestem w ciazy... Zszokowana spytalam lekarza jak to mozliwe, na co on odparl, ze nie ma 100% metody. Zawsze istnieje jakies najmniejsze nawet ryzyko. Co mialam w tej sytuacji wedlug Ciebie zrobic? Usunac? Walnac glowa w sciane, bo tabletki nie zadzialaly?? Nie sztuka jest pisac durne komentarze, decydowac sie na aborcje czy oddanie dziecka. Doroslosc polega na podejmowaniu odpowiedzialnych decyzji... Pozdrawiam.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 21.07.2011 22:06
Dla mnie takie karierowiczki to ofiary losu cyt. oboje z mężem pracujemy na kierowniczych stanowiskach hehe też mi osiągnięcie i co w wieku 32 lat czy jakoś tak bosze ja w wieku 23 lat już miałam własną firmę i zatrudniałam 17 osób i wieku 26 lat doszłam do wniosku że pomimo że firma prosperuje prężnie to oddam ja rodzicom i zacznę coś nowego tworzyć plany pokrzyżowała mi ciąża ale to nie powstrzymało mnie od robienia na raz wielu rzeczy jedynie opóźniło to wszystko. A wy rozpieszczone ciepłe kluchy mamunia i tatunio nadskakują do dziś myślicie że jesteście tak wspaniale samodzielne no na pewno kto by nie był odpowiadając jedynie za swoją dupę. I co to w ogóle za tekst nawiedzone mamusie moim zdaniem to wy jesteście nawiedzone bo jakoś mi się wydaje nie dowartościowane i nie macie z kim mieć tych dzieci albo wasi fagasi bezpłodni są i tłumaczycie się jakimiś bzdurami
zobacz odpowiedzi (1)
Anonim (Ocena: 5) 24.05.2011 22:15
mam 20 lat i rocznego synka Wiktorka. Dziecko nie było planowane jednak gdy dowiedziałam sie o ciązy przez mysl nie przyszło mi usuniecie, nawet gdybym nie miała wsparcia u chłopaka postanowiłam wychowac dziecko pokochałam je od momentu kiedy dowiedziałam sie że jest tam w moim brzuszku że kocha mnie najmocniej na swiecie i czuje to co mysle jest połową mnie.Naszczescie chłopak (dzisiaj mąz:)) okazał się bardzo opiekunczy i wspólnie wychowujemy Wiktorka i za kilka lat może pojawi się następne dziecko kto wie :)
zobacz odpowiedzi (1)
Anonim (Ocena: 5) 24.05.2011 21:35
bardzo dobry artykuł! świetnie się czyta
odpowiedz

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo