EXCLUSIVE: Ktoś doniósł, że źle wydaję pieniądze z 500+

Edyta została skontrolowana przez urzędników po anonimowym donosie.
EXCLUSIVE: Ktoś doniósł, że źle wydaję pieniądze z 500+
Fot. Thinkstock
27.08.2016

Od kilku miesięcy funkcjonuje program „Rodzina 500 plus”. To sztandarowe przedsięwzięcie rządu, który między innymi dzięki tej obietnicy wygrał wybory. 500 zł miesięcznie przypada jednak nie na każde, ale dopiero drugie i każde kolejne dziecko. Jedynacy mogą liczyć na wsparcie dopiero wtedy, kiedy budżet rodziny nie przekracza ustalonego limitu. To przedsięwzięcie wyjątkowo drogie, ale zdaniem zwolenników pozwoli zwiększyć przyrost naturalny i poprawi los milionów dzieci.

Pod warunkiem, że żywa gotówka trafi w odpowiednie ręce. Media od samego początku informują o patologiach związanych z tym programem. Osoby pozbawione praw rodzicielskich robią wszystko, by odzyskać swoje dzieci (a raczej należne im pieniądze), a alkoholików wreszcie stać na tyle napojów wyskokowych, by już zupełnie stracili kontakt z rzeczywistością. Nic więc dziwnego, że w niektórych gminach wprowadza się obostrzenia. Tam niezdyscyplinowani mieszkańcy otrzymują bony zamiast pieniędzy.

To samo mogło spotkać Edytę, matkę trójki dzieci, na którą ktoś życzliwy doniósł. Pomoc społeczna przeprowadziła gruntowną kontrolę…

Zobacz również: Waszym zdaniem: Kto nie powinien dostać 500 zł na dziecko?

 

rodzina 500 plus

fot. Thinkstock

Papilot.pl: Ile otrzymujesz wsparcia od państwa?

Edyta: Tysiąc złotych miesięczni na dwójkę starszych dzieci. Na najmłodsze nic się nie należy, bo zarabiamy z mężem odrobinę za dużo. Nigdy nie narzekałam z tego powodu, bo pieniądze w 5-osobowej rodzinie zawsze się przydadzą. Myślę, że potrafię wydać pomoc w najlepszy możliwy sposób.

Co udało się sfinansować?

„500+” zaczęliśmy pobierać dopiero w czerwcu, z wyrównaniem od kwietnia. Zbliżały się wakacje, więc postanowiliśmy przeznaczyć te pieniądze na rodzinny wyjazd. Byliśmy na Mazurach, a nie u mamy męża, jak planowaliśmy. Ceny w tym roku są wyjątkowo wysokie, więc normalnie nie dalibyśmy rady. To było 10 wspaniałych dni. Kolejne wypłaty z programu wydamy oczywiście na przybory szkolne i przedszkolne, podręczniki, ubrania i tym podobne.

Można powiedzieć, że jesteście wzorowymi beneficjentami programu.

Urzędnicy mieli co do tego wątpliwości i dlatego pojawiła się u nas kontrola.

rodzina 500 plus

fot. Thinkstock

Ktoś uznał, że w waszym domu szerzy się patologia, a wsparcie jest marnotrawione?

Najwyraźniej tak, bo innej podstawy nie widzę. Nie słyszałam o podobnej sytuacji, a mam wielu znajomych pobierających to świadczenie. Nikogo nikt do tej pory nie pytał, co robi z tymi pieniędzmi, a przecież nie wszyscy wydają je tak wzorowo, jak ja. Ktoś musiał uprzejmie na mnie donieść, bo naprawdę nie wyglądamy na dysfunkcyjną rodzinę.

Masz jakieś przypuszczenia?

Nie chcę rzucać oskarżeniami, ale kilka tygodni wcześniej pokłóciłam się z pewną sąsiadką o „500+”. Zobaczyła mnie jak stoję z listonoszem przed blokiem i na klatce mnie zagadała. Że to pewnie czas wypłaty z budżetu. Dziwnym tonem to powiedziała. Jakby miała pretensje, że żyjemy z jej podatków. Zupełnie, jakbyśmy oboje z mężem uczciwie nie pracowali.

Jesteś pewna, że to ona?

Miała straszne pretensje, że pieniądze spadają nam z nieba, a jej nikt nie pomaga. Ona dzieci nie ma. Możliwe, że frustracja odebrała jej rozum.

Zobacz również: EXCLUSIVE: Na co wydać 500+?

rodzina 500 plus

fot. Thinkstock

Nie masz na to dowodów.

Nie mam i nigdy nie zdobędę, bo anonimowy donos może złożyć każdy. A nawet jak nie jest anonimowy, to urzędnicy i tak zachowają to w tajemnicy. Dlatego nie złoszczę się na zapas i kiedy ją spotykam, to nadal mówię jej dzień dobry. Na razie do całej afery się nie odniosła, więc może faktycznie o niczym nie wie.

Nazywasz to aferą, a jak naprawdę wyglądała urzędnicza kontrola?

Przyszła pani z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, która chciała porozmawiać o programie „Rodzina 500 plus”. Ale nie teraz. Zapowiedziała się, że przyjdzie z kolegą za kilka dni. Zgłupiałam zupełnie. Myślałam, że wprowadzają jakieś zmiany albo rutynowo podziwiają efekty przypływu gotówki do rodzin. Wreszcie przyszli i zaczęli pytać.

O co?

Na co wydajemy pieniądze, w czym nam to pomogło i czy robiliśmy ostatnio jakieś większe zakupy - telewizor, komputer, może samochód. Akurat telewizor wymienialiśmy, więc się przyznałam.

 

rodzina 500 plus

fot. Thinkstock

Musiałaś udowodnić, że kupiłaś go z pensji, a nie za „500+”?

Nie wiem czego tak naprawdę oczekiwali, ale pokazałam im wyciąg z konta z naszymi pensjami. To jest jednak o wiele więcej, niż ten 1000 zł. Przestali drążyć temat, bo wyszło na to, że jednak stać nas na takie rzeczy bez wsparcia państwa.

O co jeszcze pytali?

Czy kiedykolwiek kupiliśmy za pieniądze przeznaczone dla dzieci alkohol czy papierosy. Czy wszystkie środki wydajemy na potrzeby związane z wychowaniem dzieci. Czy udaje nam się coś zaoszczędzić. Po chwili urzędnicy wyglądali na znudzonych. Nie dość, że byłam trzeźwa, to na dodatek chyba nie marnotrawię kasy z budżetu!

Spodziewali się czegoś innego?

Skoro przyszli, i to we dwoje, to pewnie liczyli na wizytę u patologicznej rodziny. Padło też pytanie, czy bony zakupowanie nie byłyby lepsze od gotówki. Gdyby odkryli coś niepokojącego, to pewnie dostawałabym kupony, a nie banknoty.

rodzina 500 plus

fot. Thinkstock

Co odpowiedziałaś?

Że wcale tak nie uważam. Jeśli rodzina faktycznie marnotrawi wsparcie, to OK. Ale w naszym przypadku oznaczałoby to np., że nie pojechalibyśmy na wakacje. W pensjonacie bonem zakupowym nie zapłacę. A to przecież także inwestycja w dzieci, bo nie siedzą 2 miesiące w domu. Przyznali mi rację, ale i tak czułam się nieswojo. Bez powodu nas nie odwiedzili i smutno mi, że ktoś bezczelnie na nas doniósł. Musiał strasznie nakłamać, że aż się osobiście pofatygowali.

Czujesz się urażona?

Tylko trochę. Z drugiej strony, istnieją dysfunkcyjne rodziny, które przepijają te pieniądze. Chyba lepiej, żeby urzędnicy czasami się pomylili, niż nie wykrywali tych nadużyć.

Zobacz również: Kobieta urodziła 18. dzieci i nie mówi stop

Komentarze (9)

Ocena: 4.33 / 5
gość (Ocena: 1) 27.08.2016 14:44
ale jakby za bony kupiła jedzenie/książki, to mogłaby więcej odłożyć i i tak by było na wakacje
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 27.08.2016 11:58
btw. kontrola z mopsu wcale nie wygląda tak, że idą tylko do podejrzanej rodziny xD najpierw pytają sąsiadów czy nie dzieje się nic złego, czy wszystko w porządku, co tam słychać u XXX (wiem, bo mieszkam obok takiej rodziny i regularnie miewam pana z mopsu, który wpada wypytać o sąsiadów). Skoro przyszli do kobiety z artykułu to najwyraźniej sąsiedzi przytaknęli, że coś jest nie tak - i wcale nie idzie się do donosiciela.
zobacz odpowiedzi (1)
yyy (Ocena: 3) 27.08.2016 11:54
Pokazałam wyciąg naszych kont, że na wymianę telewizora stać nas BEZ WSPARCIA PAŃSTWA ale na Mazurach muszę zapłacić pieniędzmi a nie bonem, bo już nie stać nas bez wsparcia państwa ? Kto jakie ma wartości......
zobacz odpowiedzi (1)
gość (Ocena: 5) 27.08.2016 11:52
A ja właśnie uważam, że dobrze, że są kontrole. Ba, wydaje mi się nawet, że tam gdzie jest solidne podejrzenie, że 500+ idzie na jakieś głupoty, powinno się rodzicom zamiast pieniędzy dawać bony (z wyłączeniem produktów typu alkohol i papierosy). I jasne, może ta cała Edyta nie jest patologią, ale lepiej skontrolować i normalnego człowieka niż dawać pieniądze samopas. W mojej rodzinnej miejscowości już w sumie połowa rodzin z 500+ ta z problemami alkoholowymi nie dostaje pieniędzy do łap a bony, a te normalne rodziny nie mają z tym problemu, ostatnio sąsiadka nawet zrobiła swoim dzieciom pokoje.
odpowiedz
Anonim (Ocena: 5) 27.08.2016 11:17
Wielka, biedna i poszkodowana. No idealna mama, tak wzrorowo wydaje 1000 zł, które dostaje tylko dlatego, że urodziła dzieci. Skoro stać kogoś na wymianę telewizora, to też bedzie stać choćby i na 7 dni wakacji. Jak zarabia się na tyle, że można wyciagi z konta używać do obrony przed mopsem to chyba tp cale 500+, aż tak bardzo nie ratuje głodujących pociech. Ten "wywiad" i jego bohaterka to sprzeczność sama w sobie. Tu raz, że bez zasiłku nie byloby wakacji, a tu znowu że stać na nowy telewizor wlasnie bez zasiłku. Nowy sprzęt tez nie kosztuje 700 zł, ale co ja tam wiem o cenach...
zobacz odpowiedzi (2)

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo