Polka idzie w kamasze, czyli kobiety w polskiej armii

08 Maja 2017

Pilotują śmigłowce bojowe, dowodzą okrętami wojennymi, uczestniczą w misjach zagranicznych – w polskiej armii kobiety odgrywają coraz większą rolę.

polki w armii

W mundurach Wojska Polskiego służy obecnie blisko pięć tysięcy kobiet, które poza codzienną służbą w armii, mają też liczne, codzienne obowiązki. „To sprawia, że wasze życie jest nieporównywalnie trudniejsze niż mężczyzn, żołnierzy w mundurach. Za to, za wychowanie naszych dzieci, codzienną służbę jako matki i żony, i to, że w Polsce przetrwał patriotyzm, miłość do munduru i armii oraz gotowość do poświęcenia dla ojczyzny – co w dużym stopniu jest skutkiem waszej codziennej pracy – naprawdę dzisiaj dziękujemy – mówił minister obrony narodowej Antoni Macierewicz na niedawnym spotkaniu z żołnierkami.

Od 1999 r. kobiety mają możliwość podjęcia nauki w szkołach wojskowych: akademiach wojskowych, wyższych szkołach oficerskich i szkołach podoficerskich. Egzamin ze sprawności fizycznej jest odpowiednio zróżnicowany ze względu na płeć, natomiast test z wiedzy teoretycznej wygląda identycznie dla kobiet jak i mężczyzn. Absolwentki szkół średnich mogą ubiegać się o przyjęcie do uczelni wojskowych na studia stacjonarne, natomiast absolwentki cywilnych uczelni – o przyjęcie do studium oficerskiego realizowanego w zależności od potrzeb we Wrocławiu i Dęblinie.

Roczne studium oficerskie w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Lądowych im. Tadeusza Kościuszki we Wrocławiu zaliczyła celująco m.in. porucznik Sylwia Klimkiewicz, odbywająca służbę  w Dowództwie 16. Dywizji Zmechanizowanej. „Kiedy kończyłam szkołę podstawową, oświadczyłam rodzicom, że pójdę do wojska. Stwierdzili, że tyle lat nauki przede mną, więc pewnie jeszcze się rozmyślę. Jednak wszystkie decyzje, jakie podejmowałam, zmierzały w tym kierunku” – opowiada w „Gazecie Wyborczej”.

Przyznaje, że zrealizowanie marzeń nie było łatwe. Na każdym kroku starano się udowodnić, że jest za słaba na wojsko. „To były działania w sferze psychologicznej. Różne uwagi, przytyki, które tak naprawdę miały na celu wyrobienie we mnie silnego charakteru, wytrzymałości, odporności na stres, ból i przede wszystkim nauczenie mnie pokory. Im bardziej ktoś próbował mnie złamać, tym usilniej starałam się pokazać, że moje miejsce jest w wojsku. Przyszłam tu, żeby służyć, i byłam gotowa dać z siebie wszystko, choćbym miała paść na twarz” – przekonuje por. Klimkiewicz.

Spotkała się także z wieloma krzywdzącymi opiniami, że kobiety idą do wojska, żeby znaleźć sobie męża. „Pięć lat studiowałam na kierunku, na którym były tylko trzy panie, ale go tam nie znalazłam. Mój partner nie jest związany z armią, bo dwóch żołnierzy pod jednym dachem to według mnie niezbyt dobry pomysł. Ktoś musi ustąpić” – żartuje.

Polecamy także: Bestie w spódnicach – kim były strażniczki w obozach koncentracyjnych

Strony

× Użyj prawej i lewej strzałki na swojej klawiaturze, aby przeglądać podstrony artykułu
Komentarze (1)
ocena
5/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
(Ocena: 5)
2017-05-08 07:25:11

Mojego narzeczonego, była dziewczyna jest już chyba podporucznikiem. Jak mówił mój facet ; wytrzymał z nią tylko pół roku. Zawsze musiała udowodnić że da sobie radę sama, chociaż zwyczajnie oferował jej pomoc, zawsze podkreślała że ona jest "w wojsku", z czasem przestała się malować, ubierać w sukienki czy spódnice tylko zawsze spodnie, włosy w kucyk i marsz

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
  • Strona 1 z 1