Na początku wszystko wydaje się idealne. Intensywne rozmowy, bliskość, emocje. Potem nagle zapada cisza. On znika bez słowa, nie odpisuje, nie dzwoni i unika kontaktu. Zjawia się po kilku dniach albo tygodniach i udaje, że nic się nie stało.
Zobacz więcej: Przyjemności, które nas niszczą. Jak działa na mózg nadmiar dopaminy?
Brzmi znajomo? Jeśli tak, to warto się zatrzymać i zastanowić, czy to naprawdę zdrowy związek. Być może to relacja oparta na jego własnych zasadach.
To on zawsze zbliża się wtedy, kiedy czuje taką potrzebę. W przeciwnym wypadku znika bez słowa wyjaśnienia. Nie liczy się z Twoimi uczuciami i potrzebami emocjonalnymi. Dla niego nie istnieją żadne granice, liczy się tylko to, czego on w danym momencie potrzebuje. Taki parter zachowuje się egoistycznie względem ukochanej osoby.
Udaje, że wszystko jest w porządku, a każda próba rozmowy, aby wyjaśnić powód jego zachowania, kończy się fiaskiem. W odpowiedzi ukochana osoba słyszy często, że „przesadza” lub „szuka problemów na siłę”.
Dlaczego tak się dzieje? Niektórzy partnerzy znikają, żeby utrzymać przewagę w relacji. To sposób na pokazanie, że „to ja decyduję, kiedy jesteśmy blisko”. Takie osoby często boją się bliskości. Gdy robi się poważnie, wycofują się, a gdy tęsknota wraca, znowu się pojawiają. Brak odpowiedzialności za własne uczucia i za drugą osobę prowadzi do zachowania typu „znikam, bo tak mi wygodnie”.
Czasami partnerzy poprzez zbliżanie się i oddalanie, stosują manipulację. Celowo budują napięcie, żeby ukochana osoba tęskniła, czekała i tym samym jeszcze mocniej się zaangażowała w związek.
W efekcie ofiara funduje partnerowi emocjonalną huśtawkę. Pojawia się niepewność i lęk przed kolejnym zniknięciem. Spada jej poczucie własnej wartości i za zachowanie partnera zaczyna obwiniać siebie.
Zobacz więcej: Pretty privilege. O tych stronach życia „ładnych” kobiet nikt nie mówi
Warto zadać sobie wtedy pytanie, czy czekanie na kogoś, kto wraca tylko wtedy, gdy ma ochotę, to jeszcze związek. Jeśli partner nie chce rozmawiać lub zbywa nas, to sygnał ostrzegawczy. W takiej sytuacji rozstanie może być najlepszym wyjściem.