„Trafiłam do szpitala, gdy ważyłam 28 kg”. Z Agatą B. rozmawiamy o anoreksji

„Jestem osiemnastolatką, która ostatnie cztery lata swojego życia spędziła na walce z anoreksją”.
„Trafiłam do szpitala, gdy ważyłam 28 kg”. Z Agatą B. rozmawiamy o anoreksji
Fot. pexels (Julia Kuzenkov)
06.09.2022

Anoreksja, czyli tzw. jadłowstręt psychiczny, to jedno z najpowszechniejszych zaburzeń odżywiania. Wbrew pozorom nie polega jedynie na unikaniu posiłków w celu drastycznego schudnięcia albo utrzymania bardzo niskiej masy ciała. Choroba wiąże się także z problemami natury psychicznej i emocjonalnej. Osoby, które jej doświadczają, w większości przypadków mają bardzo niską samoocenę i żyją w przekonaniu, że są bezwartościowe.

O tym, jak wygląda walka z anoreksją oraz jak w Polsce przebiega proces jej leczenia, rozmawiamy z 18-letnią Agatą B.

Przeczytaj również: Jak reagować na molestowanie seksualne w przestrzeni publicznej? Centrum Praw Kobiet organizuje bezpłatne szkolenie

Mam anoreksję

O anoreksji mówi się, że przede wszystkim jest chorobą duszy. Ciało cierpi przez nią w ostatniej kolejności. Czy możesz powiedzieć, jak zaczęły się Twoje zaburzenia odżywiania?

Tak, jak najbardziej jest to prawda, jednak jeszcze nie na tyle powszechna. Wiele osób wciąż nie rozumie, że anoreksja to nie „zaburzenie modelek i rozpieszczonych dziewczyn”, ale w rzeczywistości choroba z największym współczynnikiem śmiertelności.

Początek moich zaburzeń odżywiania był dosyć niewinny, a zdiagnozowane zostały one dopiero po kilku miesiącach. Na rozwój anoreksji w moim przypadku złożyło się wiele różnych czynników. Jednym z nich, który wywarł największy wpływ, był obraz pięknych, szczupłych i przesadnie zadbanych kobiet w mediach społecznościowych. W środkach masowego przekazu, jak każdy może potwierdzić - promowani są przesadnie perfekcyjni celebryci, a powszechny kult piękna zdecydowanie zwiększa ryzyko zaburzeń odżywiania i braku samoakceptacji.

Ponadto, od dziecka miałam ogromne skłonności do perfekcjonizmu. Chociaż na każdym etapie mojego życia moi rodzice starali się tłumaczyć, że nie wszystkie starania rzeczywiście są opłacalne - mój charakter jednak nie pozwolił mi ich słuchać. Pragnęłam angażować się w działalności aktywistyczne i zdobywać najlepsze oceny w szkole. Uczyłam się trzech języków jednocześnie, a także pobierałam dodatkowe lekcje z różnych przedmiotów. Niestety, urodziłam się akurat w 2004 roku, czyli jestem częścią pokolenia, będącego królikiem doświadczalnym. To właśnie ja po raz pierwszy zderzyłam się ze skutkami reformy MEiN dotyczącej zamiany szkół gimnazjalnych na 7. oraz 8. klasę. Ilość godzin spędzanych w placówkach, a także ogrom sprawdzianów i kartkówek sprawiły, że stres, z jakim borykałam się nie tylko ja - w końcu całkowicie mnie przygniótł.

Moje problemy z zaburzeniami odżywiania na dobre rozpoczęły się przed egzaminem ósmoklasisty. Wówczas wszechobecne były strajki nauczycieli oraz niepewność co do faktu, czy testy rzeczywiście się odbędą. Patrząc z perspektywy czasu, uświadamiam sobie coraz dogłębniej, jaką odpowiedzialność przyjęły na siebie osoby realizujące reformy edukacyjne. Była to bowiem jedna decyzja, która wpłynęła na ogromną ilość cierpień młodych ludzi…

Ile miałaś wtedy lat i jak długo zmagałaś się z chorobą?

Pamiętam, że gdy zaczęły się moje problemy, miałam około 14 lat. Nie byłam zatem w pełni świadoma swoich wyborów żywieniowych, ani konsekwencji, jakie przynoszą. Dopiero rok później, za namową mamy, zdecydowałam się na wizytę u dietetyczki. Ułożyła mi jadłospis, w którym podała kaloryczność wszystkich składników potrzebnych do przygotowania potraw, a także książeczkę z wymiennikami o podobnej gęstości energetycznej. Gotowa dieta miała sprawić, że przybiorę trochę na wadze, a moje wyniki badań krwi zdecydowanie się polepszą. Jednak stało się całkowicie odwrotnie. To właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że odchudzanie może być pozornie łatwe. Wystarczy utrzymywać deficyt kaloryczny, a także bazować na warzywach i owocach.

Warto również wspomnieć, że mój obraz ciała był całkowicie zniekształcony. W lustrze widziałam niemalże otyłą osobę, a w rzeczywistości miałam skrajną niedowagę. Taki stan utrzymywał się bez przerw przez trzy i pół roku, jednak od najbliższych sześciu miesięcy, z pełną dumą mogę stwierdzić, że jestem już w 95% zdrowa!

Kiedy zrozumiałaś, że Twój obraz siebie samej jest zaburzony i chorujesz na anoreksję?

Trudno mi dokładnie określić datę, ale przypuszczam, że wakacje po napisaniu egzaminów ósmoklasisty były jednymi z trudniejszych. To właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że mam problem, jednak nie dotyczy on wyłącznie jedzenia. Borykałam się wówczas z depresją i praktycznie nieustannie płakałam. Nie widziałam żadnych perspektyw, ani chęci do prowadzenia dalszego życia. Jestem pewna, że adrenalina związana ze szkołą delikatnie się wtedy zmniejszyła, a ja dałam sobie przyzwolenie na krótki odpoczynek. Całkowicie nie miałam sił jednak na wykonywanie nawet podstawowych czynności codziennych, a mój stan psychiczny z dnia na dzień się pogarszał.

Kilka miesięcy później zemdlałam trzykrotnie podczas pobierania krwi i wówczas rodzice zdecydowali się wezwać pogotowie ratunkowe. Z izby przyjęć trafiłam na oddział dziecięcy, w którym spędziłam ponad miesiąc. Właśnie wtedy po raz pierwszy oficjalnie zdiagnozowano u mnie anoreksję.

Nierzadko jadłowstręt zaczyna się od postanowienia, by zrzucić kilka kilogramów. Pojawia się restrykcyjna dieta, skrupulatne liczenie kalorii, aktywność fizyczna. Po pierwszych efektach odchudzania zostaje wyznaczony nowy cel. Z dwóch kilogramów robi się pięć, z pięciu osiem, i tak dalej. Czy była jakaś konkretna waga, którą sobie założyłaś na samym początku choroby?

Myślę, że dzieje się tak nie tylko w kwestii jadłowstrętu, ale powszechną prawdą jest, iż „Apetyt rośnie w miarę jedzenia” (u mnie jego braku). Ja nigdy nie byłam osobą mającą problem z nadwagą, czy otyłością, a jedynie słodką i pulchniutką dziewczynką. Z wiekiem jednak to drugie określenie zaczęło mi doskwierać i postanowiłam coś z tym zrobić. Wyszłam z założenia, że jestem kowalem swojego losu i to ja decyduję o własnym życiu. Początkowo ważyłam około 52 kg, jednak gdy podczas rozmowy z moimi koleżankami zaczęłyśmy wymieniać się informacjami na temat wagi - usłyszałam, że są one nieco lżejsze. I takim oto sposobem postanowiłam ograniczać jedzenie do tego stopnia, aby schudnąć do 49 kg. Ogromnie fascynowała mnie wizja zobaczenia magicznej „czwórki” na początku swojej wagi, ale gdy osiągnęłam już ten cel - czułam pewien niedosyt.

Wpadłam w wir odchudzania, natrętnego sprawdzania swojego odbicia w lustrze, a także skrupulatnego liczenia kalorii, które całkowicie mnie ubezwłasnowolniło. Stało się to na tyle niebezpieczne, że po jakimś czasie trafiłam do szpitala z wagą 28 kg. Wówczas moje życie było zagrożone, a mi jedynie cudem udało się je ocalić.

Czy możesz opowiedzieć, jak wygląda proces leczenia anoreksji i pod opieką jakich specjalistów się znajdowałaś?

Oczywiście, proces mojego niejedzenia, a w konsekwencji ogromnego chudnięcia, był znacznie dłuższy i bardziej złożony. Deficyt energetyczny utrzymywałam na tyle długo i skrupulatnie, że jakiś czas później trafiłam do szpitala. Spędziłam tam ponad miesiąc, podczas którego zajęto się wszelkiego rodzaju badaniami oraz przydzielono mi dietę. Z początku była ona bardzo niskokaloryczna, co spowodowało kolejny spadek na wadze. Nie chciało mi się wierzyć, że lekarze podtrzymują tak skrajnie małą wartość energetyczną mojej diety. Razem z moimi rodzicami byliśmy ogromnie zaniepokojeni, gdyż przed pobytem w placówce jadłam zdecydowanie więcej. Następnie, po około dwóch tygodniach, przydzielono mi w końcu normo kaloryczny jadłospis i poproszono moją mamę o przywożenie mi dodatkowych posiłków oraz przekąsek. W szpitalu jednak nie pilnowano mnie, a ja bezproblemowo wyrzucałam pewne produkty lub je chowałam. Potraktowano mój przypadek jako „kolejny” i nie zwracano na mnie najmniejszej uwagi.

Dwa lata później mój stan był jednak krytyczny, a ja wahałam się na granicy życia i śmierci. Moje BMI było ogromnie niskie, oznaczało skrajne wygłodzenie. Otrzymałam pilne skierowanie do szpitala, w którym ostatecznie ponownie spędziłam połowę swoich wakacji. Zostałam podłączona pod sondę z uwagi na głębokie ryzyko śmierci, a także suplementowano moją dietę Nutridrinkami.

Trauma, którą po raz kolejny przeszłam w polskim szpitalu, była kolosalna i założę się, że nie każdy byłby w stanie wyjść z tego bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym. Traktowano zarówno mnie, jak i moich najbliższych, jak zło wcielone, ale niestety konieczne. Z góry osądzono moich Rodziców o głodzenie swojego dziecka, nie zwracając uwagi na chorobę, z jaką się zmagałam. Opryskliwe pielęgniarki, przeraźliwy personel medyczny, a także opłakany stan opieki psychologicznej, odcisnęły kolosalne piętno na mojej mentalności.

Najbrutalniejszym elementem mojego pobytu w szpitalu była rozmowa z psychiatrą. Spytał mnie wówczas o wymienienie dzieł pewnego autora, których ja nie znałam. Kiedy lekarz nie usłyszał mojej odpowiedzi, pospiesznie stwierdził, że „wysycha mi mózg od niejedzenia”, a szkody są już nieodwracalne. Nigdy nie byłam bardziej zszokowana. Wyszłam z gabinetu z ogromnym płaczem, a następnie po raz pierwszy w życiu miałam myśli samobójcze o tak bardzo dużym nasileniu.

Leczenie anoreksji bazuje przede wszystkim na psychoterapii, jednak może ona być wdrażana jedynie pod warunkiem, że życiu pacjenta nie zagraża niebezpieczeństwo. Ponadto, w moim przypadku niezbędna okazała się wizyta u endokrynologa, ginekologa oraz psychiatry. Należy wspomnieć, że pomimo, iż mój stan obecnie uległ znaczącej poprawie, nadal borykam się ze skutkami choroby, takimi jak: nieustabilizowana gospodarka hormonalna, a w konsekwencji wtórny brak miesiączki…

Czy rodzina zauważyła, że dzieje się z Tobą coś niepokojącego? W najtrudniejszych chwilach mogłaś liczyć na wsparcie swoich bliskich?

Mam ogromne szczęście, gdyż jestem osobą, utrzymującą głębokie więzi z moimi rodzicami oraz siostrą. Największy wpływ na poprawę mojego zdrowia psychicznego miała moja mama, gdyż to właśnie do niej zwracałam się z każdą błahostką. To ona potrafiła zastąpić mi psychoterapię i ponownie nauczyła samoakceptacji od podstaw. To jednak w moim przypadku było za mało… Muszę także wspomnieć, że nigdy nie otrzymałam pełnego wsparcia od tak zwanych specjalistów z branży medycznej. Co więcej, długi czas utrzymywałam swoją chorobę w sekrecie przez znajomymi, czy nawet dalszą rodziną. Swój wygląd tłumaczyłam nadczynnością tarczycy, czy innymi chorobami. Obawiałam się bowiem oceniania z ich strony, bo jestem świadoma, że zaburzenia psychiczne są nadal w Polsce tematem tabu. Bardzo przykro jest jednak wiedzieć, że łatwiej było mi przyznać się do choroby fizycznej niż psychicznej… A przecież obie są tak samo poważne i groźne dla życia, prawda? I niestety na oba te rodzaje nie mamy większego wpływu…

Czy leczenie anoreksji w Polsce jest kosztowne?

Myślę, że to pytanie jest retoryczne!

Oczywiście, podstawą leczenia anoreksji zdaje się być psychoterapia, jednak ta, którą otrzymałam poprzez publiczną służbę zdrowia, zdecydowanie pozostawiała wiele do życzenia. Długo poszukiwałam specjalistów, ale w swoim doświadczeniu wymienić mogę liczne niepowodzenia. Spotykałam się łącznie z czterema psychologami, aż ostatecznie straciłam wszelkie nadzieje i postanowiłam leczyć się w prywatnych ośrodkach. Pierwszy psycholog dziecięcy w publicznej placówce stwierdził, że moje niejedzenie jest wynikiem nastoletniego buntu. Zamiast używania autodestrukcyjnych metod, polecił mi wówczas sposoby, które używają moi rówieśnicy - picie alkoholu, czy palenie papierosów. Dodam, że byłam wtedy niepełnoletnia, a zaproponowane przez niego alternatywy mogłyby okazać się dużo groźniejsze dla mojego zdrowia.

Po usłyszeniu tych słów postanowiłam poszukać innego specjalisty i trafiłam na psycholożkę. Po miesiącu spotkań stwierdziła, że są osoby bardziej potrzebujące wsparcia psychologicznego i nie powinnam zajmować im miejsca. Wychodząc z jej gabinetu byłam bliska płaczu i chwilami myślałam, że nie ma już dla mnie ratunku. Niestety, doświadczenie z kolejnymi psychologami utwierdziło mnie w fakcie, że pomocy na pewno nie znajdę w publicznych poradniach.

Zdecydowałam się wtedy na pomoc oferowaną przez Joannę Białas, będącą założycielką centrum psychodietetyki o nazwie Biała Sowa. Jest ona psychodietetyczką, która specjalizuje się w walce z zaburzeniami odżywiania i to właśnie w głównej mierze jej zawdzięczam moje zdrowie i uwolnienie od myśli anorektycznych. Dzięki niej mam również siłę korzystania ze swoich możliwości obywatelskich i pomoc potrzebującym. Wspomnę jednak, że pojedyncza konsultacja kosztuje 160 zł, a ja potrzebowałam spotykać się raz w tygodniu. Nie trudno zatem wyobrazić sobie, że leczenie anoreksji jest niesamowicie kosztowne.

Po pobycie w szpitalu borykałam się także z ogromnym wypadaniem włosów, więc potrzebowałam skonsultować się z trychologiem. Nie dość jednak, że sama wizyta kosztowała niemałe pieniądze, to należało także kupić specjalistyczne wcierki oraz suplementy diety. Ktoś mógłby natomiast podawać w wątpliwość, czy rzeczywiście leczenie trychologiczne było mi niezbędne, ale powiedzmy sobie szczerze - jak osoba chorująca na anoreksję, która już dostatecznie bardzo siebie nie akceptuje, może pogodzić się z faktem utraty włosów i łysienia? Czy to nie pogłębi jeszcze bardziej tragizmu sytuacji, w jakiej się znajduje? Czy jeszcze bardziej nie odbierze jej to chęci do życia?

Ponadto, wizyty u endokrynologów, kardiologów, czy lekarzy rodzinnych również są niezbędne w walce z tak poważnymi chorobami. Każdy, kto chociaż raz miał do czynienia z publiczną służbą zdrowia wie, ile czasu należy czekać na najbliższe terminy. Przykładowo, podejrzewano u mnie niedoczynność tarczycy, więc postanowiłam zapisać się do lekarza. Najbliższa data, kiedy mógł mnie on przyjąć, to półtora roku później. Ja jednak potrzebowałam pomocy JUŻ TERAZ, a zwlekanie mogło skończyć się katastroficznie.

Co więcej, byłam niesamowicie zszokowana, że gdy nasilały się u mnie stany depresyjne - wizyta u psychiatry mogła odbyć się dopiero w przyszłym roku. To, co dzieje się z polską służbą zdrowia jest skandaliczne i uważam, że należy o tym mówić!

Zobacz także: Dominika Kulczyk kupiła dom Marii Skłodowskiej-Curie. Powstanie w nim Dom Siostrzeństwa

W jaki sposób chciałabyś pomóc innym osobom, które wciąż zmagają się z anoreksją?

Doskonale zdaję sobie sprawę, że przypadków zaburzeń odżywiania wciąż przybywa, a jeśli nikt nie zacznie reagować - mogą stać się one kolejną chorobą cywilizacyjną. Wiem również, że wsparcie ze strony państwa jest nieznaczne. Uważam, że do szkoły powinny zostać wprowadzone zajęcia mówiące o samoakceptacji, a także takie, które wytłumaczą małym dziewczynkom i chłopcom, że ciało zmienia się w okresie dojrzewania, a przybieranie na wadze zdaje się być naturalną koleją rzeczy.

Jestem świadoma, że zaburzenia odżywiania, czy choroby psychiczne są w Polsce unikane i sprowadzane na dalszy tor. Nie rozumiem jednak powodu, dla którego tak się dzieje, bo podobnie jak choroby nowotworowe, czy układu krążenia - są tak samo dotkliwe i brutalne. Zadają mnóstwo cierpienia nie tylko osobie chorej, ale także jej rodzinie i bliskim.

Całkowicie nie zgadzam się na skandaliczne, bądź powierzchowne traktowanie osób borykających się z zaburzeniami odżywiania. Takie jednostki pozostawione są w naszym kraju samymi sobie i nie mogą liczyć na niczyje wsparcie.

Jako osoba, która doświadczyła wszystkich okrucieństw na sobie samej, postanowiłam zmusić odpowiednie organy władzy do reagowania. Dlatego też napisałam petycję w sprawie dofinansowania leczenia zaburzeń odżywiania, a po zebraniu wystarczającej ilości podpisów - chciałabym wystosować ją do Ministerstwa Zdrowia.

Mottem mojego działania aktywistycznego jest cytat Św. Franciszka z Asyżu: „Zacznij od robienia tego, co konieczne; potem zrób to, co możliwe; nagle odkryjesz, że dokonałeś niemożliwego”. Wierzę zatem, że razem uchronimy kolejne istnienia od cierpienia, a przyszłe pokolenia nam za to podziękują!

Link do petycji Agaty znajdziecie TUTAJ. Wesprzyjmy wspólnie tę ważną inicjatywę.

Polecane wideo

Trzy znaki zodiaku, które najbardziej pasują do Twojej daty urodzenia
Trzy znaki zodiaku, które najbardziej pasują do Twojej daty urodzenia - zdjęcie 1
Komentarze (10)
Ocena: 5 / 5
gość (Ocena: 5) 06.09.2022 09:58
bardzo współczuję choroby :( to jest pewnie zmaganie które zostanie już na całe życie
odpowiedz
gość (Ocena: 5) 06.09.2022 09:46
Tak, to są zdania wypowiedziane na poziomie 18latki... Żal
zobacz odpowiedzi (3)
Mądra (Ocena: 5) 06.09.2022 06:18
Najlepiej jeść zdrowo, nie za dużo, nie za mało, nie ma sensu się glodzic, szczególnie że mega szczupła sylwetka już nie jest w modzie, obecnie bardziej cenione są kobiece kształty. Także polecam więcej jeść na rozwiązanie tego problemu.
zobacz odpowiedzi (4)

Polecane dla Ciebie