PSYCHOLOGIA: Wychowałam się w patologicznej rodzinie

„Człowiek częściej wyrasta z butów niż z dzieciństwa” – głosi popularne porzekadło i jest w nim dużo prawdy, bo doświadczenia z pierwszych lat życia, zarówno pozytywne, jak i negatywne mają ogromny wpływ na naszą dorosłość.
PSYCHOLOGIA: Wychowałam się w patologicznej rodzinie
Fot. Unspash.com
02.11.2017

„Nie mam szczęścia do facetów” – przyznaje 30-letnia Dorota, której właśnie rozpadł się kolejny związek, ponieważ miała już dość agresywnych zachowań partnera. „W sumie od początku Michał nie był grzecznym chłopczykiem, ale jakoś mi to nie przeszkadzało, bo generalnie nie lubię mężczyzn typu ciepłe kluchy. Problem w tym, że ci twardzi często okazują się później psychopatami” – tłumaczy.

Mimo wszystko to właśnie oni ją najbardziej kręcą? Dlaczego? Dorota ma na ten temat swoją teorię. „Wychowywałam się w rodzinie, w której ojciec był dominującym samcem alfa, czasem aż za bardzo, bo potrafił nie tylko krzyknąć, ale też uderzyć, najczęściej mamę. Kochałam go i nienawidziłam jednocześnie. I z takim wzorcem faceta wkroczyłam w dorosłość. Ze wszystkim konsekwencjami” – przyznaje Dorota.

Zobacz także: Muzyka, której słuchają PSYCHOPACI

Dla psychologów nie jest to zaskoczeniem, ponieważ zakochiwanie się w nieodpowiednich mężczyznach często bywa pokłosiem doświadczeń z czasów dzieciństwa. Nieprzypadkowo za najbardziej podatne na „uroki” drani uchodzą kobiety wychowywane w domach bez ojca, albo takich, w których był on tyranem i agresorem.

Bardzo ciężkim bagażem w dorosłym życiu bywa również dorastanie u boku rodziców ze skłonnością do alkoholu. Jak wynika z ostrożnych szacunków, nawet pięć milionów Polaków może cierpieć na syndrom DDA, czyli Dorosłych Dzieci Alkoholików, które cechuje zaniżona samoocena (czują się inne lub gorsze) i problemy z wyrażaniem emocji. Brakuje im również poczucia bezpieczeństwa, żyją w stałym poczuciu napięcia, a często nawet zagrożenia.

Takie osoby odcinają się od emocji. Jest to po prostu wcześnie stworzony mechanizm obronny, pozwalający przetrwać w koszmarnym świecie swojego dzieciństwa, lecz w dorosłym życiu często okazujący się poważnym problemem, zwłaszcza w relacjach z innymi ludźmi. „Dziecko nie jest w stanie skonfrontować się z tak wielką rozpaczą, rozczarowaniem, lękiem, ale też poczuciem krzywdy i gniewem, zwykle głęboko schowanym. Jedyny sposób, żeby sobie z tym poradzić, to przestać czuć. Taki stan się utrwala i w dorosłości człowiek też nie ma kontaktu ze swoimi emocjami, nie potrafi prawidłowo odczytywać emocji innych albo odbiera je jako zagrożenie” – tłumaczy w „Gazecie Wyborczej” Anna Dodziuk, psychoterapeutka, superwizorka psychoterapii i treningu psychologicznego Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

wpływ dzieciństwa

Fot. Unspash.com

Kobiety wychowywane wśród alkoholików często boją się wchodzić w związki, ze strachu przed powtórzeniem traumatycznych doświadczeń z domu rodzinnego. Nawet jeśli się zdecydują na bliższą relację, nie potrafią się w pełni zaangażować. Niejednokrotnie wiążą się z mężczyznami, którzy niepokojąco przypominają ich ojców. Zdaniem specjalistów wynika to z faktu, że szukanie przeciwieństwa kończy się  znalezieniem tego, od czego się ucieka. Nieświadomie bowiem wybieramy to, co dobrze znamy.

Jednak nawet teoretycznie szczęśliwe dzieciństwo może mieć różne konsekwencje w dorosłym życiu, o czym przekonuje lektura książki „Luz. I tak nie będę idealna” Tatiany Mindewicz-Puacz, mentorki, ekspertki od komunikacji interpersonalnej i masowej, mówczyni motywacyjnej i trenerki. Jej zdaniem czasami nawet z pozoru niewinne, przypadkowe zdanie rzucone przez rodzica może ukształtować resztę naszego życia. Głęboko tkwi w pamięci, wpływa na wybory, sposób myślenia i postępowania.

Wielu dorosłym kobietom ciąży wpajane w dzieciństwie przez mamę czy babcię przekonanie, że trzeba zachowywać się w określony sposób, który dziś uważają za jedyny właściwy. „Rama kobiecości nie jest i nie może być sztywną ramą. Wzory i modele kobiecych ról mogą być inspiracją, ale nie mogą nas ograniczać w tworzeniu jedynego w swoim rodzaju, własnego scenariusza życia. Kobiecość jest wielowymiarowa i warto korzystać z różnych jej postaci, by kształtować siebie tak, żebyśmy czuły się dobrze z samymi sobą” – radzi Tatiany Mindewicz-Puacz.

 

wpływ dzieciństwa

Fot. Unspash.com

Kłopoty z dorosłością mają też „księżniczki tatusia”, czyli dziewczynki wychowywane przez ojców w przekonaniu, że facet powinien spełniać wszystkie ich zachcianki. Taka roszczeniowa postawa powoduje poważne komplikacje w relacjach z mężczyznami, a zwykle wiąże się z koniecznością porzucenia bardzo atrakcyjnej iluzji lub popadnięciem we frustracje. „Dziewczyny, których ojcowie zapominali, że ich księżniczki są przede wszystkim ich córkami i poza bezgraniczną miłością warto dać im również wartościowe wzorce, bardzo często nie potrafią odnaleźć się w związkach” – czytamy w książce „Luz. I tak nie będę idealna”.

Problemy w dorosłym życiu mają również kobiety, które były wychowywane w przekonaniu, że wciąż muszą dążyć do perfekcji, w każdej dziedzinie życia. Oczywiście w samorozwoju nie ma nic złego, wręcz przeciwnie – może być motorem napędowym naszego życia, jednak równie często staje się jego hamulcem. „Tak dużo robię, a wciąż czuję, że nie jestem wystarczająco mądra, dobra, piękna”, „Nie mam siły, a jednak coś w środku mówi mi, że powinnam, że muszę dawać z siebie więcej” – to jedne z licznych wypowiedzi kobiet, cytowane przez Tatiany Mindewicz-Puacz.

RAF

Komentarze

Ocena: 5 / 5

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo