Czy Ciebie też Facebook... frustruje?

Koleżanka pochwaliła się szczuplejszą figurą. Albo nowym mieszkaniem. Dzieckiem? Wakacjami? Jeśli masz już tego po dziurki w nosie, przeczytaj ten artykuł.
Czy Ciebie też Facebook... frustruje?
Fot. Thinkstock
15.03.2016

Nie ulega wątpliwości, że Facebook zrewolucjonizował nasze życie. Przede wszystkim je ułatwił, usprawniając nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktów. Sprawił również, że świat wydał się mniejszy – dziś mamy dostęp do prywatnego życia gwiazd, możemy je oceniać i komentować. Dzięki Facebookowi wiemy, co dzieje się u naszych znajomych, zwłaszcza tych, z którymi rzadko się widujemy.

Medal ma jednak dwie strony – i to, co wydaje się atutem Facebooka, może stać się jego wadą. Okazuje się, że śledzenie życia znajomych bywa więcej niż frustrujące. Dlaczego? Bo jest lustrem, w którym zaczynamy dostrzegać własne niedostatki. Jedna z internautek pyta na forum: „Też czasem macie doła, oglądając znajomych zdjęcia na Facebooku? Patrzę na zdjęcia ludzi jeszcze z podstawówki, z liceum, mają piękne zdjęcia z wakacji, z rodziną już swoją. I wtedy łapię doła. Nie mam dzieci, nie mam męża, mam 30 lat i póki co nie zapowiada się, aby ta sytuacja się zmieniła. Mam wrażenie, że przespałam jakiś moment w życiu na znalezienie męża, założenie rodziny…”.

Zobacz także: Jego miłość jest toksyczna...

Inni mają lepiej

Szczęśliwe życie znajomych prezentowane w portalach społecznościowych jeszcze bardziej uwypukla nasze problemy, szczególnie jeśli powodów do zmartwień nam nie brakuje. Przykład: para, która nie może doczekać się potomstwa. Obserwowanie zdjęć szczęśliwych koleżanek-matek, które chwalą się fotkami swoich pociech, piszą o macierzyństwie i wzajemnie się wspierają, niedoszłym rodzicom w niczym nie pomaga.

Właśnie takie uczucia nierzadko budzi w nas przeglądanie Facebooka, gdzie na bieżąco możemy obserwować progres w życiu znajomych – szczególnie że są tacy, którzy chwalą się absolutnie wszystkim: lepszym wyglądem, nowym mieszkaniem, samochodem, pracą, rodziną. Swoje życie przedstawiają w jak najlepszym świetle. Na zdjęciach są piękni, uśmiechnięci i szczęśliwi. Jeśli więc mamy gorszy okres w życiu, uczucie zazdrości może pojawić się szybko.

Jedna z uczestniczek dyskusji zapoczątkowanej przez internautkę, która zadała pytanie o zdołowanie Facebookiem, odpowiedziała jej: „Noo… Tyle że ja nie przez to (dołuję się – przyp. red.), że nie mam męża i dzieci, ale jak widzę, że innym się nieźle powodzi i stać ich na to i owo, mają własne mieszkanie, nawet na kredycie, ale jednak własne, a ja nawet kredytu nie będę mogła nigdy wziąć, bo nie mam perspektyw na taką pracę”.

facebook

Fot. Thinkstock

Ubarwianie rzeczywistości

Świat wykreowany przez Facebooka wydaje się idealny, dlatego może się zdarzyć, że zakompleksionej osobie jeszcze bardziej podkopie pewność siebie. O problemach i nieszczęściach zazwyczaj się nie pisze – ale o sukcesach i ciekawych doświadczeniach już tak. Do tego wystarczy jedna dobra fotografia, żeby osoba niezadowolona ze swojego życia poczuła się jeszcze gorzej. Zwłaszcza jeśli do wakacyjnego zdjęcia koleżanki dołączony jest entuzjastyczny opis, a pozostałe fotografie sugerują, że jest w najbardziej udanym związku na świecie, z najlepszym mężczyzną na świecie i generalnie na pewno patrzymy na najszczęśliwszą kobietę świata.

Facebook naprawdę może zdołować – to fakt potwierdzony badaniami. Uczeni z Utah Valley University zaprosili do udziału w badaniach grupę 425 studentów, którzy byli aktywnymi użytkownikami największego portalu społecznościowego świata. Ochotnikom zadano dwa pytania: „Czy zgadzasz się ze stwierdzeniem, że życie jest niesprawiedliwe?” oraz „Czy zgadzasz się ze stwierdzeniem, że życie twoich znajomych jest lepsze?”. Ankieta wykazała, że częste korzystanie z Facebooka faktycznie potrafi obniżyć nastrój – zapaleni użytkownicy serwisu w pewnym momencie dochodzą do wniosku, że ich facebookowi znajomi mają znacznie lepsze, ciekawsze i szczęśliwsze życie.

facebook

Fot. Thinkstock

Najsławniejsza celebrytka świata Kim Kardashian, która wydała nawet album ze swoimi fotkami („Selfish”), robi sobie ok. 300 zdjęć, zanim wybierze to, które wrzuci do sieci. Zresztą może się zdarzyć, że nawet strony, które polubiliśmy, zadziałają na nas demotywująco zamiast mobilizująco. Przykład? Metamorfozy publikowane chociażby przez Ewę Chodakowską. Z jednej strony pomagają tysiącom kobiet. Z drugiej zawsze znajdzie się internautka, która napisze, że do niczego się nie nadaje, jest brzydka, gruba, nieszczęśliwa i że nigdy nie schudnie.

W kierunku ekshibicjonizmu

Korzystanie z Facebooka może zdołować, jeśli ślepo ufamy informacjom i zdjęciom publikowanym w sieci. Uśmiechnięta gwiazda, którą na Instagramie śledzą miliony, nagle wyznaje, że ma depresję. Pojawia się wtedy pytanie, jak to możliwe, skoro jej życie wydaje się perfekcyjne. Właśnie: wydaje się. Do treści publikowanych w sieci, a już szczególnie w portalach społecznościowych, musimy podchodzić z rezerwą. I nigdy nie porównywać ich do własnego życia. Szczególnie że, jak tłumaczy psycholog Katarzyna Niewińska, portale społecznościowe stały się miejscem, gdzie poszukujemy akceptacji oraz uznania. Stąd skłonność do publikowania ubarwiających rzeczywistość zdjęć.

facebook

Fot. Thinkstock

– Osoby szukają głównie akceptacji i chcą zaspokoić taką próżną ciekawość. Chcą wiedzieć, czy są lubiani, czy innym podoba się to, co zamieścili, czy są popularni w związku z tym, czy mają dużą moc oddziaływania na innych. Bo jak się pojawia raptem 50 komentarzy pod moim zdjęciem, oznacza to, że jestem popularny, a to daje mi poczucie mocy. Jeżeli szukamy rozpaczliwie uznania, komentarzy, poparcia, oznacza to, że idziemy bardziej właśnie w kierunku ekshibicjonizmu – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle dr n. med. psycholog Katarzyna Niewińska.

Do wszystkiego trzeba podchodzić z dystansem. Robi tak wiele internautek, które odpowiedziały na pytanie cytowanej przez nas forumowiczki. „Nie mam doła. Nie oceniam powierzchownie. Nie wiesz, jak u nich jest. Ja też miałam piękne zdjęcia z wakacji z przystojnym facetem… Uśmiechy i szczęśliwa para na zdjęcia, a poza zdjęciem to szkoda gadać nawet. Zresztą u mnie ponad połowa tych pięknych fejsbukowych par sprzed kilku lat jest już po rozwodzie”.

Inna uczestniczka dyskusji dorzuca: „Nawet najpiękniejsze zdjęcia nie oddają w 100 proc. rzeczywistości. Każdy człowiek, poza fajnym domem, podróżami, kochającą się rodziną, ma różne problemy życiowe, z którymi musi się mierzyć, a których inni nie widzą. Nie ma człowieka, którego życie jest wyłącznie sielanką”.

Najbardziej kąśliwe komentarze z Facebook`a Tysia - ostre & złośliwe!

RAF

facebook

Fot. Thinkstock

To nie pierwsze badania, które dały takie wnioski. Badacze z prestiżowego Uniwersytetu Stanforda wykazali negatywny wpływ Facebooka na nasze życie: wiele osób ma skłonność do ubarwiania rzeczywistości, a to sprawia, że ci, którzy oglądają podkręcone zdjęcia i czytają o rzekomym paśmie sukcesów swoich znajomych, zaczynają czuć się osamotnieni i zwyczajnie sfrustrowani.

5 oznak, że jesteś psychopatką

Czerpanie korzyści z oszukiwania ludzi

Żeby zrozumieć, w czym tkwi sedno problemu, trzeba zwrócić uwagę na wspomniane przez uczonych koloryzowanie. Nie zawsze pamiętamy, że zdjęcia, które oglądamy w sieci, pokazują wyidealizowany wycinek rzeczywistości. Wspomnieliśmy o tym, że chętnie chwalimy się sukcesami, a porażkami – już niekoniecznie. To jednak nie wszystko. Życie opisywane przez innych w sieci bywa podkręcane do granic możliwości. Nie tylko na Facebooku.

W listopadzie ubiegłego roku media pisały o 19-letniej Essenie O’Neil, modelce z Queensland, która zdobyła popularność, publikując swoje zdjęcia na Instagramie (który notabene też należy do Facebooka). Dziewczyna usunęła swoje konto, bo stwierdziła, że to, co robiła, nie było prawdziwe. „Nie płaciłam za sukienki, robiąc sobie niezliczoną ilość zdjęć i pozując na Instagramie na seksowną dziewczynę” – wyznała. „Media pozwoliły mi na czerpanie korzyści z oszukiwania ludzi. Codziennie robiłam sobie setki zdjęć, żeby wybrać to jedno. Nie tak wygląda szczęśliwe życie”.

Polecane wideo

Komentarze (1)

Ocena: 1 / 5
Bubulina (Ocena: 1) 15.03.2016 13:11
U mnie wręcz przeciwnie. Raczej wchodzę na pejsbuka wtedy, kiedy mam doła, a to mi pomaga. Zobaczę, jak ludzie robią z siebie debili, przez co widzę, że ze mną jeszcze nie jest tak źle. Pozdrawiam :*
odpowiedz

Polecane dla Ciebie